wtorek, 26 stycznia 2016

Rozdział 63.

Idem pracować...
Enojoy <3
~~~



Zaczekałem aż Joong Kyung i Yun Jae wyjdą z gabinetu i wtedy zacząłem mówić. Na początek wziąłem głęboki wdech, żeby oswoić się z tym czego się spodziewam usłyszeć.
– Więc – zacząłem. – Wasza dwójka...
– To nie tak! – zawołali oboje, jakby w zmowie.
– My... – zaczął Kang Kyun.
Westchnąłem.
– Nie chodzi mi o to, że się gniewam, bo Shin Hye to moja córka, a Kang Kyun to mój podopieczny. Jeśli chcecie... To wasz wybór. Nie będę wyrażał swojego zdania na ten temat i nie będę się mieszał. Po prostu mi się to nie podoba, a z punktu widzenia prawa, skoro wszyscy i tak już wszystko o nas wiedzą to nie może się udać.
– Ale m-my... – zaczęła Shin.
– Mówię tylko,  żebyście byli ostrożni – powiedziałem wstając. – Bo już jakiś czas temu zauważyłem jak się zachowujecie... A te zdjęcia waszego pocałunku... Byłem wściekły gdy je zobaczyłem, to prawda. – Zacząłem się przechadzać po gabinecie, żeby tylko na nich nie patrzeć. Właśnie miałem zamiar uświadamiać swoje dzieci. To dość krępujące. – Ale teraz, kiedy już to przemyślałem. Jak mówiłem, róbcie co chcecie, tylko uważajcie, żeby nikt, kto nie powinien nie dowiedział się o tym. A co do tego... No... Uważajcie, kiedy... – Czemu nie potrafię się wysłowić? Zatrzymałem się, żeby na nich spojrzeć. Shin jest na to zdecydowanie za młoda, ale skoro ma chłopaka, muszę im to powiedzieć, a najlepiej, kiedy są tu oboje. – No, jeśli chodzi o zabezpieczenia...
– O nie! – wrzasnął Kang, zdejmując nogi Shin ze swoich kolan. Wstał. – Żartujesz prawda?
– N-nie – jąknąłem.
– Prezesie, ja rozumiem jak się czujesz, ale oboje jesteśmy już dorośli i...
– Shin nie dostała jeszcze znaków – mruknąłem.
– Rodzice gadali ze mną o tym, kiedy byłem gówniarzem – powiedział. – Jestem pewien, że Shin Hye również to przeszła. Wiesz, im młodsze jest dziecko tym łatwiej. Im starsze tym większe prawdopodobieństwo, że cię wyśmieje i przestanie się do ciebie odzywać.
Odetchnąłem.
– Mimo to czuję, że...
– Wyjdź! – wrzasnął chłopak, aż podskoczyłem z przerażenia. – Albo nie, ja wyjdę.
Tak jak powiedział, tak zrobił.
– Shin...
– To naprawdę nie tak jak myślisz – przerwała mi, wstając z kanapy i również wyszła, zamykając za sobą drzwi.
– Więc czujesz się już dobrze – powiedziałem do zamkniętych drzwi. – Już wiem, po kim Shin Hye odziedziczyła głupotę. Ah, Shi Ho. Ty potrafiłabyś to załatwić w zabawny i przyjemny sposób.

*

Wyszedłem na korytarz, zakrywając dłonią twarz. Ten człowiek zwariował. Mam już dziewiętnaście lat, a ten staruch chce mi mówić jak mam się zachowywać w łóżku... I to z jego córką. Przecież ona ma dopiero szesnaście lat, a i żadne z nas nie myśli w tym kierunku.
– Kang! – zawołała za mną Shin. – Dlaczego wyszedłeś? O czym on mówił?
Zatrzymałem się, a kiedy szaforowooka się ze mną zrównała zarzuciłem jej rękę na ramiona i przyciągnąłem ją do siebie. Tak poszliśmy dalej.
– Jednak oboje jesteście głupi – powiedziałem. – Widać, że rodzina.
– Co?
– Nic. Jesteś wykończona, powinnaś tam zostać i jeszcze posiedzieć.
– Moje ciało mi tak mówi, ale ja tego nie czuję – burknęła. – I nie wiem o czym on mówił, ale wiem o czym mówiłeś ty.
– Jak możesz wiedzieć o czym mówiłem ja, a on nie, skoro gadaliśmy o tym samym.
Tak nagle się zatrzymała, że omal się nie wywróciłem.
– Co ty...?
– On chciał nas...
– Dopiero to do ciebie dotarło? – zapytałem śmiejąc się.
Wyszliśmy właśnie na jeden z korytarzy otwartych na główny hol.
Widząc jej czerwoną twarz, jak niegdyś moje włosy zacząłem się śmiać.
– C-co tam się dzieje? – zapytała nagle strącając moje ramię i biegnąc do poręczy. – Co to za światła?
Podszedłem do niej i spojrzałem tam gdzie wskazywała. Przez frontową oszkloną ścianę było widać niebieskie i czerwone światła sygnalizatorów osadzonych na wozach policyjnych, strażackich i karetkach. Nie wiem dokładnie ile ich było, ale sam fakt, że tu były, był dziwny.
– Zostań tu – nakazałem i zerwałem się, żeby biec na dół, ale zatrzymałem się. – Idź po prezesa. I zostań w gabinecie. Pod żadnym pozorem nie wychodź stamtąd, dopóki ja albo ktoś inny po ciebie nie przyjdzie.
– Ale co się dzieje?
– Idę się dowiedzieć – wytłumaczyłem. – Ruszaj. Już!
Ruszyła jak najszybciej pozwalało jej na to okaleczone ciało, a ja pobiegłem na dół.
– Co tu się dzieje? – zapytałem, podchodząc do Joong Kyung hyunga i Yuna. – O co z tym chodzi?
– Yun powiedział fankom, że jest wyciek gazu, kiedy pokazała się Czarna Dama. Któraś musiała zadzwonić po pomoc.
– Yun! – warknąłem.
– Powiedziałem co mi pierwsze przyszło na myśl! Odczep się.
A jemu co? Nigdy nie mówił do mnie takim tonem... Nie, on nigdy nie mówił takim tonem, nigdy przenigdy. Nawet nie wiedziałem, że potrafi mówić innym niż radosnym i słodkim głosem. Ten był bardzo dojrzały i agresywny.
– Spokojnie. I co powiedzieliście policji, hyung?
– Powiedziałem, że myśleliśmy o wycieku gazu, bo poczuliśmy jego zapach. Sabotowaliśmy trochę głupi żart. Czujesz?
Faktycznie, dało się wyczuć słaby zapach gazu.
– Powiedzieliśmy, że raczej nikogo nie ma w środku, ale jeszcze sprawdzają – tłumaczył dalej. – Pozwolili nam tu wejść, bo zobaczyli, że to tylko głupi żart.
Właśnie z jednego końca wytwórni wyszli strażacy i policjanci, a z drugiego Shin Hye i jej ojciec.
– Czy to nie ta zaginiona dziewczyna?! – wrzasnął ktoś z grupki przeszukującej wytwórnię.
– Mówiłem jej, żeby została w gabinecie. Oni oboje są naprawdę głupi...
– Już wiedzę jutrzejsze nagłówki gazet...

~ Wieczorem ~

Policja widząc Shin Hye całą i zdrową zaciągnęła ją i nas wszystkich na komisariat. Shin Hye powiedziała prawdę, że nie pamięta nic co zaszło podczas porwania. Ani twarzy porywacza, ani miejsca gdzie była przetrzymywana, ani nawet tego jak znalazła się w wytwórni.
Stwierdzono, że została odurzona i porzucona w wytwórni, podczas gdy porywacz podrzucił pojemnik z gazem, który się ulatniał, aby odwrócić uwagę od Shin Hye. Sprawozdanie od razu, jeszcze przed wytwórnią zostało podane mediom.
Fanki, którym Yun kazał uciekać, nadal sterczały pod wytwornią, ale w bezpiecznej odległości. Gdy usłyszały co się stało, gdy policja składała wyjaśnienie prasie, zaraz znalazły się z nosami przy oknach wytwórni, żeby sprawdzić czy z nami wszystko dobrze. Najdziwniejsze w nich było to, że martwiły się o Shin Hye, a kiedy ją zobaczyły zapadła cisza. Tak cicho jak wtedy było tylko w próżni. Po kolei każdy zabrany kłaniał się Shin Hye, a później ponad ciszę wzniósł się ogłuszający krzyk: CHOI SHIN HYE, CIESZYMY SIĘ, ŻE WRÓCIŁAŚ CAŁA I ZDROWA.
Shin Hye rozpłakała się. Płakała patrząc na nich wszystkich i nie wiedząc co zrobić opadła na kolana. Wtedy nawet funkcjonariusze policji i strażacy się ukłonili. Kucnąłem wtedy obok niej i objąłem ją pomagając jej wstać, kiedy nadal płakała zaprowadziłem ją do busa i nim, eskortowani przez policję, pojechaliśmy na komisariat, żeby zdać relację z dzisiejszych zajść.
Dopiero późnym wieczorem wróciliśmy do domu. Shin zasnęła w drodze powrotnej do dormu, więc nie chcąc jej budzić, wziąłem ją na ręce i tuląc do siebie, zaniosłem ją do jej sypialni.
– Jesteś chudsza niż zwykle, a i tak ciężko cię tu było wtaszczyć, wiesz? – powiedziałem kładąc ją w łóżku. – Śpij dobrze – szepnąłem przy jej czole, na którym złożyłem pocałunek.
Okryłem ją kołdrą i otarłem łzy z rzęs, po czym odwróciłem się, żeby wyjść.
– Kang – usłyszałem za sobą szept.
Odwróciłem się.
Shin siedziała i patrzyła na mnie zmartwiona.
– Coś się stało?
Wróciłem do niej i usiadłem na brzegu łóżka.
– E-eem... C-czy... Czy mógłbyś ze mną zostać na noc? – zapytała przysuwając się do mnie. – Nie chcę być teraz sama.
– O-oczywiście.
W pokoju panował półmrok, więc miałem nadzieję, że Shin nie zobaczy mojego wyrazu twarzy i prawdopodobnie jej czerwonego koloru.
– Dziękuję.
Przytuliła się do mnie obejmując mnie w pasie, tak że jej głowa była oparta o moją pierś.
– Nie położysz się? – zapytałam, głaskając ją po włosach.
Przez chwilę trwaliśmy w bezruchu, kiedy w końcu odsunęła się ode mnie, przesunęła i położyła wciąż na mnie patrząc.
– Połóż się – powiedziała, dziwnie rozkazującym tonem klepiąc kołdrę obok siebie.
– O-ok.
Zdjąłem kapcie i położyłem się na kołdrze. Leżałem wpatrzony w sufit z dłońmi splecionymi na brzuch. Bałem się co może się stać, kiedy tak oboje leżeliśmy obok siebie. To nie nasza pierwsza noc, kiedy jesteśmy tak blisko, ale jestem niesamowicie zdenerwowany.
– Nie tak – powiedziała Shin. Czułem, że mnie obserwuje. – Nie kładź się na kołdrze, bo kiedy będę się przewracać, to będzie mi niewygodnie.
Odetchnąłem głęboko.
– Nie czujesz, że jest tu jakoś gorąco? – zapytałem unosząc dekolt koszuli.
– Wcale. No, dalej.
Wyciągnąłem spod siebie kołdrę i przykryłem się nią, zachowując bezpieczną odległość od Shin Hye. Ku mojemu zdziwieniu, przysunęła się do mnie bardzo blisko – tak że czułem dotyk jej ciała na moim boku – oraz przytuliła się do mojego ramienia.
– Z-zachowujesz się dość dziwnie – mruknąłem.
– Ty też. Masz czerwoną twarz.
Przełknąłem bolesną gulę, która narastała w moim gardle.
– Właśnie o tym mówię – zacząłem. – Zwykle to ty się rumienisz.
Zaśmiała się i – chodź wydawało się to niemożliwe – przysunęła się do mnie jeszcze bliżej.
– Powiedz mi, dziś są twoje urodziny, prawda? – zapytała głosem, który nie należał do Choi Shin Hye.
– Są – powiedziałem i odchrząknąłem, bo mój głos brzmiał nienaturalnie wysoko.
– Przez całe to zamieszanie, nie mogłam nic dla ciebie przygotować, ani ci pogratulować.
– To prawda, ale... W tym roku dostałem najwspanialszy prezent jaki kiedykolwiek dostałem.
– Tak? – zdziwiła się. – A jaki?
Podniosłem prawą rękę, do której się nie tuliła i spoglądając na nią, pogłaskałem ją po policzku.
– Ciebie. Odzyskałem cię.
Jej oczy kryły w sobie coś nowego, czego nigdy u niej nie widziałem. Zbyt dorosłego jak na nią, zbyt drapieżnego i w ogóle nie pasującego do słodkiej Shin.
Zanim zareagowałem, Shin siedziała na mnie okrakiem i całowała mnie, trzymając w dłoniach moją twarz. Objąłem ją i przyciągnąłem do siebie, wplatając palce w jej długie włosy.
Długie włosy... Trwało to długo, zanim zorientowałem się, że wcale mi to nie pasuje. Jej długie włosy... Pamiętam pocałunki, kiedy jeszcze była Zu Mim... Była spięta, delikatna i zawstydzona. Teraz była drapieżna, agresywna i szybka.
– Nie – powiedziałem zasapany odsuwając ją. Musiałem przytrzymać ją za ramiona, żeby znów nie zaczęła. – To nie jesteś ty. Nie mogę. Nie po tym co cię spotkało. Nie teraz.
– Tyle tego nie – mruknęła niezadowolona. Wyprostowała się i chuchnęła w górę, tak że włosy opadające jej na twarz na chwilę się uniosły. – Dlaczego nie? Czy nie tego cały czas chciałeś? Nie chciałeś spędzić ze mną nocy na pocałunkach u tuleniu się?
– To... Tak, chciałem. Ale nie tak. Shin Hye się tak nie zachowuje. Shin Hye...
– Może wolisz, żebym była jak Zu Mi? – przerwała mi. – Wolisz chłopców.
Wyprostowałem się i zrzuciłem ją ze swoich kolan.
– Co się z tobą dzieje?
– O co ci chodzi?
Złapała mnie za koszulkę i chciała znów się przysunąć.
– Przestań! – wrzasnąłem i zszedłem z łóżka. – Co ci odbiło?
– Masz dziś urodziny, więc...
Nagle wpadł mi do głowy dziwny pomysł. A gdyby ta osoba stojąca przede mną wcale nie była Shin Hye, którą znam? Gdyby ta wiedźma, która ją przetrzymywała odmieniła jej osobowość? A może ktoś zamieszkał w ciele Shin? To też jest możliwe.
– Kim ty jesteś – syknąłem. – Co zrobiłaś z Shin Hye?!
– Och. Miała rację, że nie jesteś głupi. Szybko to rozgryzłeś.
Twarz Shin, jej głos, zapach... Wszystko to należało do niej, ale było jakby obce, jakby pasożyt się w nią wkradł i chciał zniszczyć jej życie.
– O czym ty mówisz?
– Tak naprawdę to, Shin Hye teraz śpi. I nie obudzi się, chyba że jej na to pozwolę. A jak na razie nie mam takiego zamiaru. Hmm. Ma całkiem ciekawe to życie. – Zeszła z łóżka. – Niezłą chatę, pieniądze, przystojniaków, którzy się nią opiekują i ciebie, pięknego chłopaka, który martwił się o nią cały ten czas, kiedy była w niewoli. Ojejku, chyba się popłaczę.
Teatralnie potarła policzek z nieistniejącej łzy.
To nie możliwe, ona naprawdę zniknęła, a ja rozmawiam z zupełnie inną osobą.
– Kim jesteś?
Westchnęła i wzniosła ręce ku niebu.
– Kim jesteś? Wszyscy zadają to pytanie. Mam już tego dość. Nazywaj mnie Ag Eol Eum. I powiedz wszystkim, bo ja nie mam zamiaru każdemu tego tłumaczyć. Ale... Zapytaj o to Shin Hye. Ona dobrze mnie zna... Ach, no tak, nie możesz, bo teraz to ja nią żądzę!
Zaczęła się śmiać. Okręciła się dookoła siebie i stojąc do mnie plecami przyglądała się pokojowi.
Nie myśląc wiele podskoczyłem do niej i ją obezwładniłem.
– Och! – krzyknęła niby zaskoczona. – Bawimy się w policjantów i złodziei? A może w niegrzeczną dzie...
– Zamknij się! Wydostanę Shin stamtąd, a ciebie zniszczę. Rozumiesz?!
– Kang! Co tu się dzieje?
Do pokoju wpadł Jeremy i nagle zrobiło się jasno.
– Co wy...
– Jeremy! – zawołała Shin ze łzami. – Kangowi odbiło, nagle mnie tak złapał. To boli.
– Kang? – zdziwił się niebieskowłosy.
– To nie jest Shin. Wyślij szybko lilię.
– A-ale...
– Później wszystko wyjaśnię. Już!
– Lilię? – zapytała dziewczyna mieszkająca w ciele Shin. – Myślisz o kwiatach, kiedy chcesz ratować ukochaną? Dziwny jesteś.
Zaczęła się śmiać, śmiechem osoby, której zabrakło zdrowych zmysłów.
Na szczęście Shin nie miała pojęcia, że aby powiadomić Albę o nagłej sprawie, oraz że musi pokazać się jak najszybciej zdoła, należy wysłać lilię. To znaczy, że ta osoba również nie ma o tym pojęcia. Jest też krucha jak Shin. To daje nam niewielką przewagę.

*

– Co się z nią właściwie stało? – zapytałem, kiedy Alba badała ogłuszoną przez Kanga Shin.
Dziewczyna wyglądała normalnie, tak jak zawsze. Z tego jak wyglądała na filmiku zamieszonym w sieci przez Mi Ko, nie pozostało nic, może tylko tyle, że była odrobinę chudsza niż przedtem, ale w granicach normy.
Kimiko. Rozumiem przez co przechodzisz. Zawsze byłem po twojej stronie i wspierałem cię odkąd powierzyłaś mi swój sekret. Kocham cię od zawsze i zawsze kochać będę. Przepraszam, że nie potrafiłem być dla ciebie większym wsparciem i nie mogłem nic zrobić z tą niewolą.
– To czego obawialiśmy z moimi braćmi i siostrami – powiedziała ze smutkiem, a jej włosy z białych z błyszczącymi srebrnymi nićmi pociemniły i przybrały szarą barwę smutnego, deszczowego nieba. – Muszę ją zabrać na Ignis. Natychmiast. Kang?
Ten skinął głową, położył dłoń na czole Shin i już po chwili dziewczyna byłą przytomna.
– Biała Dama? – powiedziała Shin, kiedy już usiadła. – Co się stało?
– Shin Hye – zaczęła Alba. – Czy zechciałabyś pojechać teraz ze mną do Loaris?
– L-loaris? Ja... Nie. Nie chcę tam jechać.
Kang zaśmiał się.
– To nie Shin – powiedział.
– O-o czym ty mówisz Oppa?
– Tez tak sądzę – powiedział Yun. – Shin mówi Oppa tylko do Joong Hyunga.
Dziewczyna wydała dźwięk niezadowolenia i zerwała się, żeby uciec, ale Kang powstrzymał ją, przytrzymując jej ramiona i przygwożdżając do łóżka w jej pokoju, na którym do tej pory leżała.
– Musimy wywołać Shin, inaczej nie będę mogła jej zabrać – powiedziała Alba.
– Zostawcie to mnie – powiedział Kang.
– I tak wam się nie uda! – wrzasnęła ta osoba. – To ciało już niedługo będzie moje!
– Wyjdźcie – nakazał Kang twardym głosem. – Ty też, Jeremy.
Kiedy nie chciałem wyjść, bojąc się zostawić tę dwójkę razem, Joong położył mi dłoń na ramieniu. Spojrzałem na niego zmartwiony, a on tylko skinął głową. Chcąc nie chcąc, musiałem wyjść.
Zawsze myślałem, że ściany w sypialniach tego domu są wygłuszane, ale skoro słyszałem krzyki Shin to nie było możliwe, aby tak było... Lub głos tego pasożyta był tak donośny.
Po kilkunastu minutach drzwi uchyliły się do środka, więc wpadłem tam.
Kang siedział na brzegu łóżka obejmując Shin, a ta płakała.
– Coś ty jej zrobił?! – wrzasnął Yun i podbiegł do Kanga, próbując go oderwać od Shin.
Ciemnowłosa pisnęła i wtuliła się w Kanga. Dopiero po chwili dotarło do nas, że Shin nie ma na sobie bluzki. Błyskawicznie odwróciliśmy się od tej sceny z chłopakami.
– Shin Hye? – zapytała Alba.
– Pojadę, pojadę, tylko zabierzcie ją ode mnie – powiedziała, przełykając łzy. – Ona ciągle tam jest i do mnie mówi. N-nie chcę jej.
– Już w porządku – powiedziała Alba, jedwabiście spokojnym i kojącym głosem. – Chłopcy, powiedzcie o wszystkim Woon Jeonowi, że ją zabrałam. I wytłumaczcie prasie jej zniknięcie. Kiedy ustalicie coś w tej sprawie, powiadomcie mnie o tym. Aha, przekażcie Natanielowi, że ma się pospieszyć. Zostało niewiele czasu. I niech wróci na Ignis, bo będzie miał coś do zrobienia.
– Kang – powiedziała Shin. – Już możesz mnie puścić.
Krzyknęła.
Chciałem się odwrócić, ale Joong i Yun mnie przytrzymali.
– Przepraszam, zamknę oczy – powiedział.
– Dziękuję Biała Damo – powiedziała Shin. – Do zobaczenia chłopaki.
Poczułem za plecami ciepło jasnego światła i nagle obecność Alby i Shin zniknęła.
– Coś ty jej zrobił?! – wrzasnęliśmy z Yunem, odwracając się do Kanga.
– Nie torturowałem jej, jeśli o to wam chodzi – burknął i zaczął wychodzić z pokoju.
– Dlaczego nie miała... b-bluzki? – zapytał Yun czerwieniąc się.
– Miała biustonosz... – mruknął i już chciał wyjść na korytarz, kiedy zastąpiliśmy mu drogę. – To Ag Eol Eum zaczęła ją rozbierać, nie ja...
– Ag Eol Eum? – wtrącił Joong.
– Pasożyt. Kazała tak się nazywać.
– Ciekawe imię – burknąłem.
– Chodźcie powiedzieć jej ojcu – powiedział Kang. – Nie będzie zadowolony, bo i tak już prasa śpi pod naszym domem i wytwórnią.
*

Odkąd Shin Hye wyjechała minął niecały dzień, a ja już tak bardzo za nią tęsknię. Kiedy przetrzymywała ją ta wiedźma myślałem, że umrę z tęsknoty i strachu, przed tym co mogło jej się stać... Nawet nie chcę myśleć więcej o tym co mogłoby się jej stać, że mogłaby już nie wrócić...
Pokręciłem głową i poklepałem się po policzkach.
– Niemożliwe.
– Hm? – mruknęła Gyu Won, siedząca obok mnie.
Kiedy wszyscy przypomnieli sobie Shin i zdali sobie sprawę z wszystkiego, Gyu usiadła obok mnie, żeby nie było mi smutno. Dziękowałem jej za to i mimo iż to miejsce należało to Shin to pozwoliłem jej je zająć na jakiś czas.
– Myślałem tylko...
– O tej twojej przyjaciółce? – zapytała, przechylając głowę, żeby na mnie spojrzeć.
Skinąłem głową.
– Ech, nie mogę ciągle się o nią martwić...
– Mówiłeś, że jest na... No wiesz. A skoro jest tam z tymi ludźmi to nic jej nie może się stać – zapewniła mnie.
– Gyu. Moja słodyczy! – zawołałem.
Nauczyciel odchrząknął.
– Przepraszam, Han-ssi? Przeszkadzam panu?
Wstałem i skłoniłem się omal nie uderzając głową w biurko.
– Przepraszam bardzo! To już się nie powtórzy.
– Zrobiłeś to już szósty raz w ciągu pół godziny...
Wyprostowałem się i znów skłoniłem.
– Przepraszam, naprawdę.
– Słyszałem w wiadomościach co się stało – powiedział nauczyciel. – Proszę pozdrów ją od grona nauczycielskiego i życz szybkiego powrotu do zdrowia. A teraz... Lekcja skończona.
Wszyscy wybuchli gromkimi brawami, bo lekcja skończyła się o połowę szybciej niż zwykle.
– Nie cieszcie się – powiedział surowo. – Połowa z was to lenie, przez które w przerwie letniej muszę chodzić do pracy. – Idźcie już do domu! Już.
– Ech. Dziadek chciał mnie zamordować za to, że się nie przykładałam – jęknęła Gyu Won, przeciągając się. – Chyba za ciężko ćwiczyłam.
– No tak, trenujesz w szkole artystycznej, prawda? – zapytałem.
– Tak, nie każdy ma tak łatwo, że bez żadnej pracy przyjmą go do świata show biznesu.
Burknąłem coś, czego sam nie zrozumiałem.
– Hm? – zapytała pakując swoje rzeczy.
– Nic. I jak ci idzie trenowanie?
– Dziś przyjdzie prezes z BA Entertainment, żeby sprawdzić, czy ktoś w szkole nadaje się na trainee.
– BA Entertainment? Pierwsze słyszę. Skąd oni?
– Podobno to jakaś nowa, prywatna wytwórnia tak jak wasza – powiedziała, kiedy wychodziliśmy z klasy. – W Internecie niewiele o niej jest, ale myślę, że będzie fajnie jeśli mnie przyjmą.
– Jak nie to im nagadam.
Gyu Won zwierzyła się mi, że jej dziadek chce wytrenować ją na piosenkarkę. Mówiła nawet, że była na naszym koncercie w Japonii jeszcze przed...
Pokręciłem głową.
– Znów?
– Tak... O! Skoro skończyliśmy wcześniej to chodźmy na lody! Co ty na to?
– O tak, jest tak gorąco, że tego potrzebuję.
– Okej, ty stawiasz! – zawołałem i ruszyłem opustoszałym korytarzem do wyjścia.
– Co? Ni ma mowy! Ty zaproponowałeś! Ty płacisz!
Dogoniła mnie.
– Nie mam dziś pieniędzy... No dobra, niewiele.
– A więc stawiasz! – zawołała uradowana.
Westchnąłem.

– Niech będzie.

wtorek, 19 stycznia 2016

Rozdział 62.

Ostatnimi czasu pracowanie nad tym idzie mi całkiem sprawnie, więc postanowiłam się podzielić. Btw. postanowiłam napisać tę historię od nowa. Wszystko się zmieni, prawdopodobnie prolog również. Będzie wiele nowych wątków, które zgubiłam w czasie pisania, oraz usunę wiele niepotrzebnych i nudnych rzecz, jak i zniknie kilka postaci, bo mam ich tu już zbyt wiele do ogarnięcia.
Enojoy ;)


Pierwszy raz odkąd poznałem Shin, widziałem jak Kang się zakochuje. Pierwszy raz widziałem go w roli opiekuńczego starszego brata, pierwszy raz widziałem go naginającego zasady z powodu miłości. I też pierwszy raz widziałem, żeby tak bardzo cierpiał. Podczas Bitwy Końca Świata, w której zginęli jego rodzice, oraz podczas ich pogrzebu kontrolował emocje i nie pozwolił sobie okazać najmniejszej oznaki słabości.
Tego dnia, w którym zobaczyliśmy filmik z Shin modlącą się, aby Kang jej nie ratował, po raz pierwszy zobaczyłem jego naprawdę cierpiącego i nie potrafiącego już dłużej tego ukrywać. Zawsze silny i wytrwały, teraz pogrążony w rozpaczy.
Od ponad dwóch tygodni siedział zamknięty w swoim pokoju, nie pozwalał nikomu się zobaczyć, ani nie wychodził, żeby jeść, lub zaspokajać zwykłe ludzkie potrzeby.
Działalność zespołu została zawieszona. Pomimo sekretu Shin, który wyszedł na jaw, nikt nie przysyłał nam antyfanowskich prezentów, wręcz przeciwnie, każdy starał się jak mógł pomagać, żeby jak najszybciej odnaleźć Shin Hye.
Telewizja nagłośniła sprawę, wiedząc, że porywaczka jest obcokrajowcem i Shin może być wszędzie. Granice zostały zamknięte, każdy znał twarz Shin, każdy o niej mówił i każdy był smutny. Zaklęcie zapomnienia zniknęło, kiedy w wiadomościach pokazały się pierwsze wiadomości. W szkole wszyscy byli pogrążeniu w smutku i wszyscy opiekowali się Yunem, kiedy ja i reszta nie mogliśmy.
Yun, mimo iż kochał Shin mniej niż Kang, ale bardziej niż zwykły kolega, również przeżył to wszystko okropnie. Przez pierwszy tydzień nie mógł się pozbierać. Tak samo jak Kang nie wychodził z pokoju, ale nie jest magiem, więc nie może magicznie hamować głodu, tak jak on i po dwóch dniach w końcu wyszedł z pokoju. Był przybity i nie mógł się zmusić do jedzenia, ale w końcu udało mi się go przekonać, że siedząc zamknięty w swojej sypialni w niczym nie pomoże Shin, a tym bardziej ją zmartwi, kiedy ona wróci i zobaczy go wychudzonego i smutnego.
– Zapewne powiedziałaby, że nie do twarzy mi bez radości – powiedział wtedy.
Następnego dnia nie poszedł do szkoły, spał do południa, ale w kolejny dzień wrócił tam, żeby nie mieć problemów, bo to wcale nie pomoże.
Jeremy i Nataniel – który za zgodą wyższych został na Ziemi w Seulu, żeby nam pomagać – szukali Kimiko. Próbowali ją śledzić używając magii tropienia, ale to nie dawało żadnych skutków. Magia krwi, starożytne zaklęcia tropiące, o których wszyscy już zapomnieli, runy śledzące i inne magiczne wynalazki nie działały, a to oznaczało, że wiedźma zabrała ją i Shin Hye gdzieś poza ten wymiar, a nie był to też wymiar Syriusza, ani żaden nam znany.
Prezes – który ku zaskoczeniu wszystkich, był biologicznym ojcem Shin – odchodził od zmysłów. Policja niestety się w to zaangażowała, więc musiał udzielać wielu wyjaśnień, opowiadać wszystko, ponosić konsekwencje za rozpowszechnianie fałszywego wizerunku, oraz składać zeznania w sprawie porwania. Wszyscy byliśmy podbici, ale ciągle wzywano nas na komisariat, inne zespoły również były przesłuchiwane, ponieważ byli z nami na koncercie w Tokyo. Oni również nam współczuli.
Słyszałem, że grób matki Shin Hye, na cmentarzu katolickim, na którym Shi Ho została pochowana odwiedzały tłumy fanów, żeby dbać o grób. Nie brakowało na nim świeżych kwiatów i palących się lampek.
Ja sam nie wiedziałem co o tym myśleć. Starałem się zachować jasność umysłu, ale to nie było łatwe też i dla mnie. W końcu znam Shin Hye równie długo co pozostali i zdążyłem już się do jej obecności w naszym życiu przyzwyczaić.
W połowie trzeciego tygodnia, kiedy próbowałem posprzątać  w kuchni i salonie, gdzie roiło się od opakowań po zamówionym jedzeniu – nie gotowałem sam, bo nie miałem na to siły – kiedy do salonu wpadł Yun, jeszcze w mundurku.
– Koniec z użalaniem się nad sobą! – wykrzyknął i ruszył po schodach biegiem.
– O czym ty mówisz? – zdziwiłem się wychylając się z kuchni.
– Hyung! – Zatrzymał się w połowie schodów na półpiętro. – Dobrze, że jesteś! Idziemy do Kang Kyun Hyunga! Teraz. – Ostatnie słowo wypowiedział tak władczym i stanowczym tonem, którego nigdy nie słyszałem nawet u Aniołów, więc nie mogłem za nim nie podążyć.
– Co? – zdziwiłem się, ale ruszyłem po schodach za blondynem.
– Idziemy zmusić Hyunga, żeby w końcu wyszedł z sypialni i z nami porozmawiał, zjadł coś...
– Wiele razy próbowaliśmy – zacząłem. – Na próżno – dodałem z niesmakiem.
– Tym razem się uda! Zobaczysz.
Nim dotarliśmy na drugie piętro, drzwi pokoju Kanga otworzyły się z hukiem, a wyżej wymieniony wybiegł z pokoju. Jak się spodziewałem był zaniedbany. Włosy miał rozczochrane i o dziwo były czarne, a nie czerwone, szczękę porastał niewielki zarost, pod oczami miał cienie, było widać, że stracił na wadze...
– Chłopaki...? – powiedział zaskoczony.
– Hyung! – zawołał Yun i wręcz przeleciał ostatnie stopnie schodów, które dzieliły go od podestu. – Ty żyjesz.
– Oczywiście, że żyję, blondynko.
– Wyglądasz okropnie – stwierdziłem podchodząc do nich. – I nie pachniesz zbyt przyjemnie – zauważyłem.
– Dziękuję, wiem. Ale to teraz nie ważne. Wezwijcie tu wszystkich, szybko. Kogo się da.
– Słucham? – wypaliłem, a Yun w tym samym momencie powiedział:
– Co?
– Wiem, gdzie wiedźma przetrzymuje Shin i moją siostrę.

*

Nie zebrało się nas wielu. Prezes przybył od razu w nadziei na jakieś powodzenie. Jeremy i Nataniel zjawili się dość późno, bo musieli zdobyć zezwolenie na użycie ostrzejszej magii na terenie Ziemi, o co prosił Kang. Po za tym zjawili się łowcy z okolicznych Kwater, oraz kilkoro z Głównej.
– Wyglądasz okropnie – stwierdziła Vanessa patrząc na Kanga, kiedy tylko znaleźliśmy się wszyscy w sali konferencyjnej w wytwórni. Przenieśliśmy się tam z powody przybycia osób do pomocy.
– Dziękuję, że jesteś kolejną osobą, która mi to przypomina – wymamrotał spoglądając na mnie, a ja uśmiechnąłem się lekko wykrzywiając kąciki ust, co w moim mniemani wyglądało bardziej jak grymas, niż uśmiech. – Dziękuję wszystkim za przybycie, a szczególnie wam łowcy z Kwatery Głównej.
– Tak, wiemy, że nie musieliśmy tu przychodzić, bo chodzi tylko o jedną istotę magiczną do odzyskania, jedną do zbadania i jedną do zabicia i że jest to sprawa przypadająca tutejszym łowcom, ale poznaliśmy Shin. Stała się naszą przyjaciółką, a my nie pozostawiamy przyjaciół w potrzebie.
Słowa Dominika były pokrzepiające.
– A teraz mnie wysłuchajcie. Kiedy Shin Hye została moją podopieczną, w momencie kiedy mnie dotknęła pierwszy raz, nasze esencje tak jakby się połączyły, wszyscy wiecie jak to działa. Moja moc była pierwszą z którą zetknęła się Shin. Dzięki temu właśnie połączeniu przez ostatnie tygodnie próbowałem ją znaleźć, ale na próżno. Z początku myślałem, że nie ma jej po prostu na Ziemi, bo działałem na mapie świata. Zacząłem szukać na mapach innych światów, ale niegdzie jej nie było. Godzinę temu zacząłem myśleć, że to połączenie to ściema – wiecie jak trudny jest ten rodzaj zaklęcia tropiącego. Ale w końcu się pokazała. W Europie, a dokładniej w Moskwie.
– Co ona robi w Moskwie? – zdziwił się Yun.
– Merguerde – zaczął Nataniel – ta czarownica, która ma władzę nad Kimiko – dodał, kiedy połowa spojrzała na niego pytająco. Ciężko jest zapamiętać takie... niezwykłe imię. – Jej przodkowie osadzili się dekady temu na terenie dzisiejszej Rosji. Ona sama nie jest tak stara, więc wychowano ją jako Rosjankę, jest przywiązana do tego kraju. Urodziła się na Ziemi, bo jak wiecie wiedźmy są potomkami demonów. Jej ojcem był wiedźmin, jeden z nielicznych, którzy urodzili się w ich rodzaju płodni, dlatego ona jest silniejsza niż przeciętna wiedźma. W chwili, kiedy nie można było znaleźć Shin mogły znajdować się poza znanymi nam wymiarami, bo jest dość silna, żeby stworzyć własny wymiar.
Przez długą chwilę nikt się nie odezwał.
– Kang – powiedziałem w końcu. – Zaprowadź nas do tej mapy.
– Właśnie! – zawołała Vanessa.
– Nie muszę. Prezesie? Jest tu jakaś mapa?
– Owszem. Coś w tym rodzaju.
Machnął ręką, a na stole przed nim pokazał się stojak na globus w kolorze białego złota, tak cienki, że miało się wrażenie, że zaraz pęknie i rozsypie się w drobny mak.
Prezes nacisnął jakiś guzik na stojaku, a po chwili pokazała się między biegunami stojaka mleczna kula z kontynentami zarysowanymi złotem.
Kang podszedł do globusa, a pozostali poszli w jego ślady, stając dookoła, tak aby każdy mógł patrzeć. Czerwonowłosy położył dłoń na globusie i mamrotał coś pod nosem.
– Załatwione – powiedział.
Wszyscy nachylili się tak, żeby widzieć na globusie Europę, ale mimo wpatrywania się weń, nikt nie widział żadnego migoczącego punkciku, który oznaczałby obecność Shin Hye.
Z ciekawości spojrzałam na Azję i o dziwo zobaczyłem tam maleńki błyszczący błękitny punkcik, ledwie widoczny na złotym tle kontynentu.
– Spójrzcie na Azję – powiedziałem od razu.
Prezes nacisnął jeden z przycisków na podstawie stojaka globusa i powiedziałam "Azja", a wtedy widok na globusie przybliżył się, ograniczając się do pokazania nam tylko tego kontynentu.
– Ona jest w Korei – stwierdził Yun.
Prezes przysunął widok tak, że widzieliśmy cały Seul, nawet z migotliwymi punkcikami oznaczającymi ludzi, zwierzęta, pojazdy i inne ruchome rzeczy.
Kang nagle zerwał się i bez słowa wybiegł z sali. Uświadomiwszy sobie dlaczego, zerwałem się, aż krzesło na którym siedziałem wywróciło się i pognałem za Kangiem.

*

Shin Hye – z tymi słowami na ustach wybiegłem na balkon z widokiem na hol wytwórni.
Na środku podłogi, między mozaiką w kształcie skrzydeł leżała Shin Hye. Ręce odziane w czarną skórę miała rozłożone w tym kierunku co każde ze skrzydeł, włosy były porozrzucane dookoła jej głowy. Strój nie przypominał jej – czerwony top i obcisłe czarne spodnie do tego botki i wszędzie dużo ćwieków i pasków.
– Shin Hye! – wrzasnąłem i przeskoczyłem przez balkon – do celu miałem około trzydziestu metrów, więc zminimalizowałem przyciąganie grawitacji, stwarzając tarczę pod stopami.
– Kang! – zawołał za mną Joong, ale ja go nie słuchałem.
Opadłem na posadzkę kilka metrów od dziewczyny i przebiegłem dzielący nas dystans, na końcu opadając na kolana i obejmując Shin, która właśnie usiadła.
– Puść mnie – szepnęła głosem bez emocji.
Odsunąłem się, zdając sobie sprawę, że głupio robię.
Shin Hye, Choi Shin Hye. Moja słodka Shin – szeptałem raz za razem jej imię, siedząc zbyt blisko, jak na nasze dotychczasowe relacje.
– Wszystkiego najlepszego z okazji dziewiętnastych urodzin – powiedziała z uśmiechem. Chodź jej twarz wyrażała szczęście, oczy były puste.
Zanim się odezwałem, jej usta przywarły do moich. Był to pierwszy pocałunek, którego ona też chciała – bez poczucia winy – pierwszy, który mnie bolał.

*

Gdy zbiegłem na dół po schodach, Kang i Shin... Całowali się. Owszem, niech to robią, ale nie w takim miejscu, w którym w każdej chwili mógł ktoś nieoczekiwany się pojawić. Szczególnie, kiedy ta druga została uznana za zaginioną.
Shin Hye chyba mnie nie zauważyła, bo kiedy odsunęła się od Kanga – jego oddech było widać, jakby w pomieszczeniu było kilka stopni w okolicach zera, kiedy na dworze z nieba sączył się żar około czterdziestu stopni – nawet nie spojrzała w moją stronę. Nie dziwię się, na pewno tęsknili za sobą.
Miałem się już odwrócić i odejść, kiedy dziewczyna przytuliła się do Kanga, a po chwili w jej dłoni zalśniło ostrze przez które światło przebijało jak słońce przez lód... Nie, chwileczkę. To był lód. Cienki, mocno naostrzony, lodowy i błyszczący kolec.
– Kang! Odsuń się od niej! – wrzasnąłem.
Shin opuściła rękę.
Za moimi plecami rozległ się krzyk. Obejrzałem się i zobaczyłem całą zgraję, która zebrała się do pomocy w odnalezieniu Shin. To Vanessa krzyknęła.
Gdy znów spojrzałem w stronę Kanga i Shin, zobaczyłem, że ten pierwszy ściska nadgarstek tej drugiej, obezwładniając ją, przyciśniętą plecami do jego torsu. Po chwili kołek wypadł na podłogę i roztrzaskał się jak bardzo kruche i cienkie szkło, w drobny maczek, który jeszcze zanim się roztopił, zwyczajnie wyparował.
– Od początku wiedziałem – powiedział Kang bez wyrazu. – Styl Mi Ko. Zrobili ci pranie mózgu.
– Gdyby ciebie torturowano przez wiele tygodni też byś w końcu się złamał... – syknęła. – Zrobiłbyś wszystko, żeby przestało boleć! – wrzasnęła.
Jej głos był inny. Chłodny. Ani krzty dawnego ciepła, którym potrafiła roztopić nawet skamieniałe serce Kang Kyuna.
– Przypomnij sobie moment, kiedy zostałem porwany przez Lamie – powiedział do niej. – Byłem z nimi dużo krócej, ale miałem nadzieję, że mnie znajdziecie. I znaleźliście. Gdybyś wytrzymała odrobinę dużej, uratowalibyśmy cię.
Głowa Shin opadła, a jej brązowe loki zakryły jej twarz.
Zanim dotarł do mnie jej histeryczny śmiech, zobaczyłem między pasmami włosów jej uśmiech – przypisany mordercom i chorym psychicznie na punkcie śmierci – oraz drżenie ramion.
–Teraz ja cię porywam – powiedziała uciszając śmiech.
– Raczej wątpię – odpowiedział szyderczo Kang i ścisnął mocniej nadgarstki dziewczyny.
Wszyscy stali osłupiali, niezdolni do poruszenia choćby powieką. Największą jasność umysłu zachował Kang, czego po nim spodziewałem się najmniej.
Zrobiłem krok w stronę tej dwójki, stojącej między skrzydłami mozaiki na podłodze, ale spojrzenie Kanga, mówiło mi, abym się nie ruszał.
– Ka...
– Porywam cię! – wrzasnęła Shin i zaniosła się wariackim śmiechem. – Wzywam cię o pani życia! Wzywam cię Damo odziana w ciemność! PRZYBĄDŹ NA ME WEZWANIE...
– NIE! – wrzasnął Kang wypuszczając Shin.
– NIGRO! – zakończyła zdanie szafirowooka.
Niebo za oknem pociemniało w jednej sekundzie, słońce zniknęło, a w wytwórni z wieloma świetlikami zrobiło się ciemno jak tuż przed wschodem słońca, pomimo zapalonych świec.
Vanessa wykrzyknęła coś do innych i od razu rozpierzchli się po pomieszczeniu.
– Yun! – wrzasnąłem. – Chodź ze mną! Szybko!
Gdy Kang odskoczył od Shin, ona wygięła się cała w łuk, po czym opadła na kolana oddychając szybko.
– Yun Jae! – wrzasnąłem i złapawszy młodego za nadgarstek pociągnąłem go do drzwi frontowych.
– Co ty robisz?! – zawołał, kiedy wypchnąłem go za pierwsze drzwi.
– Tu są niewinni ludzie. Musimy ich ewakuować.
– Och – powiedział i pobiegł na zewnątrz.
Kątem oka zobaczyłem jak wygląd Shin zmienia się. Włosy ciemnieją do czerni, oczy jaśnieją i zmieniają kształt, ciało rośnie. Bogini Stworzenia, Czarna Dama, Nigra, największe zło magicznego świata, którego boi się sam Lucyfer oraz pozostali książęta piekieł, właśnie wstąpiła w ciało Shin.
Po moich policzkach popłynęły łzy.
– Moi drodzy! – krzyczał Yun, kiedy do niego dołączyłem. – W wytwórni jest wyciek gazu. Jest tu teraz bardzo niebezpiecznie, więc proszę abyście się oddalili. W każdej chwili może nastąpić wybuch.
Nieźle...
Fani zaczęli krzyczeć z niepokoju.
– O nas się nie martwcie, z drugiej strony budynku stoi nasz bus! Przyszliśmy tylko was wesprzeć i zaraz uciekamy! Proszę, ratujcie się!
Tłum zgodnie zaczął się cofać, wtedy my biegiem ruszyliśmy do środka budynku.
Vanessa aktywowała klatkę czasu, akurat, gdy w nią weszliśmy, aby nikt niepożądany nie widział co się dzieje. Wewnątrz wszyscy byli przygwożdżeni do ziemi, ale kiedy wróciliśmy z Yunem do środka, poczułem nagły brak sił. Działo się to tak szybko, że opadając przygwoździłem zębami o posadzkę. W wielkim wysiłku udało mi się zobaczyć, że na środku pokoju stoi Nigra, u jej stóp leży Kang, a w jej kierunku idzie Vanessa.
Dziewczyna również była podatna na siłę Nigry, ale zdecydowanie mniej niż pozostali. Próbowałem się odezwać, ale moje gardło było jak ściśnięte liną, jakbym się dusił.
– N-nie p-po-zwolę c-ci na t-to – wydukała Vanessa. – N-nie pozwolę, r-rozumiesz?!
– Och, jej ciało już jest tak zniszczone, że kiedy skończę to już nic z niej nie pozostanie.
– Nie o-odam ci jej! Rozumiesz! Nie dasz rady! Lily! – Ostatnie słowo zdecydowanie nie było nazwą kwiatu, lecz imieniem.
Z gardła Nigry wydobyło się warknięcie niczym smoczy stłumiony ryk. Później zaniosła się śmiechem.
– Lily? Nie wezwiesz mojej siostry, a prosisz o kwiat, który może mnie przegnać? Cóż za głu... – Zamilkła, kiedy za jej plecami kilka metrów ponad nią rozbłysło światło tak jasne, że Nigra i Vanessa pozostawały tylko ciemnymi kształtami na tle jaśniejącej bieli.

*

Ciemność.
Ból.
Brak wzroku.
Brak słuchu.
Tak długo już jestem w ciemności. Tak długo czuję tylko ból. Tak długo... Właściwie, jak długo?
– Miesiąc, tak myślę.
Oh, ktoś tu jest? Tutaj? Aaah, a gdzie jest to tutaj? Śmiejesz się?
– Śmieję.
Ja... Ja już nie wiem co to śmiech. Wiem tylko co to ból.
– Hmm, jeśli chcesz to mogę go zabrać.
Możesz go... zabrać?
Owszem.
Znów się śmiejesz. Czy ja też mogę się śmiać?
– Oczywiście.
Aah, więc... zabierz ból. Ale... Kim ty... jesteś?
– Ja? Hmm. Jestem tobą. Ale jeśli chcesz, możesz mi mówić Ag Eol Eum.
Ag... Eol... Um... Ha ha... Zły lód... Ha ha ha...
– Do cholery jasnej! Oddychaj! Proszę cię, oddychaj! Shin! Ty kretynko!
Poczułam, że coś ściska mój nos i coś przywiera mocno do moich warg. Uchyliłam powieki, kiedy potężny haust powietrza wlał się w moje płuca.
Uniosłam dłoń i sięgnęłam do policzka osoby, która przyciskała swoje usta do moich. Obraz bym zamazany i przyciemniony, ale wiedziałam kto mnie ratuje. Kiedy on odsunął się zaskoczony, ja go przytrzymałam i pocałowałam.
– Wszyscy na nas patrzą – szepnął.
Zmysły powolutku wracały do normalnego stanu.
– Shin Hye! – wrzasnął ktoś w tłumie, kiedy siadałam z pomocą Kanga.
Zobaczyłam tylko zamazaną jasną plamę i poczułam ciepło oplatających mnie ramion.
– Yun Jae... Daj jej oddychać! – zaprotestował Kang, więc uścisk blondyna lekko zelżał.
Najwyraźniej Yun nie miał zamiaru mnie puścić, bo mimo sprzeciwów Kanga, wciąż mnie obejmował.
– Zazdrościsz mi, bo ja mam do tego odwagę, a ty nie?
– Coś powiedział?!
Yun mnie puścił i chłopaki zaczęli się szarpać.
Ktoś jakby korzystając z okazji, że zostałam wyswobodzona, złapał mnie i podniósł z ziemi niczym księżniczkę.
– Oppa! – zawołałam zaskoczona, kiedy Joong Kyung podniósł mnie z podłogi w głównym hallu wytwórni. Rozejrzałam się zaskoczona i zaczęłam zastanawiać jak trafiłam do wytwórni, bo przed chwilą przecież byłam w salonie w dormie.
– Oppa?! – wrzasnęli Kang i Yun. – Od kiedy to on jest Oppa? – dodał Kang.
– Ha... Czemu jestem w wytwórni?
Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni.
– I czemu są tu... Skąd wy się tu wzięliście? I gdzie jest Kimiko?
Tłum ludzi: zespół, prezes, łowcy z Kwatery i...
– Bogini Światła! – wrzasnęłam i wyplątałam się z rąk Joonga, ale kiedy nogi się pode mną ugięły uczepiłam się go, a on z powrotem chciał mnie wziąć na ręce.
– Jesteś przemęczona, pozwól się nieść – powiedziała Bogini. Jej twarz była ściągnięta bólem i smutkiem, a włosy przyciemniały do ciemnej szarości.
– No dobrze – mruknęłam, a Joong znów wziął mnie na ręce. Zdecydowanie był osobą, która mogła tak nosić dziewczyny. – Ale dlaczego jestem w wytwórni? – powtórzyłam.
– Nie pamiętasz?
Pokręciłam głową.
– Wy sobie załatwiajcie co potrzeba, a my wracamy – powiedziała Vanessa.
– Vanesso – zatrzymała ją Alba, kiedy tamta już odchodziła ze swoimi towarzyszami. Czarnowłosa spojrzała na Boginię pytająco. – Klatka.
– Ach.
Nagle w wytwórni zrobiło się jasno jak za dnia. Bo w końcu powinien być dzień...
– To do zobaczenia! – zawołała.
Złapali się wszyscy za dłonie i zniknęli.
Joong zaniósł mnie do gabinetu prezesa i tam położył na jednej z kanap. Kang usiadł przy moich nogach i wziął je na swoje kolana, reszta zespołu i prezes naprzeciw nas na drugiej kanapie.
O co chodzi? Dopiero sobie przypomniałam, że pocałowałam Kanga przy wszystkich, przez co oblałam się rumieńcem. Starałam się nie patrzeć w lewo na innych, więc spojrzałam przed siebie, ale tam siedział Kang, przez co chyba bardziej poczerwieniałam, ale zdecydowanie zrobiło mi się bardzo gorąco.
Nie mając gdzie spojrzeć w takiej sytuacji, patrzyłam na swoje kolana, bo tak było najbezpieczniej.
Tym, który opowiedział mi co się stało był Joong.
– T-tak długo... Ja... Mam wrażenie jakby to było kilka sekund.
Naprawdę się tak czułam. Tak jakbym zamknęła oczy i nagle zamiast w salonie w dormie, byłam w holu w wytwórni. I nawet nie pamiętam, żebym chciała całować Kanga. Przecież nie byliśmy razem, więc dlaczego? Zrobiłam to, a nawet nie wiem dlaczego.
Może to dlatego, że zabrałam wszystkie twoje wspomnienia?
– Kto? – zapytałam unosząc głowę, ale po chwili zdałam sobie sprawę, że w pomieszczeniu jestem jedyną kobietą, bo przecież Alba wróciła do siebie. A żaden z mężczyzn nie mówi kobiecym głosem, na dodatek bardzo podobnym do mojego.
– Kto? – zapytał Yun. – Co masz na myśli?
– Kto... Kto za tym stał? – Wymyśliłam na poczekaniu. Kiedy nie odpowiadali, ciągnęłam dale. – Powiedzieliście, że jakaś czarownica na wygnaniu. Ale jaka? I gdzie jest Kimiko...? Mam wrażenie, że mi czegoś nie mówicie.
Bo nie mówią ci wszystkiego.
Rozejrzałam się po twarzach zebranych. Wszyscy unikami mojego spojrzenia.
Widzisz?
Zamknij się – syknęłam w myślach.
– Shin – odezwał się pierwszy Joong.
– Ja jej to powiem – wtrącił Kang.
– Co mi powiesz?
– Mi Ko. Mi Ko nie jest Magiem, tak jak wszyscy myśleli. Okazało się, że jest Chowańcem tej Czarownicy na wygnaniu. To... To Mi Ko się porwała. Oczywiście na rozkaz wiedźmy!
– Skoro jest Chowańcem... – zaczęłam. – To chyba nie miała wyboru, co?
Jak mogę być na nią wściekła, za coś czego nie pamiętam? Bardziej zszokował mnie fakt, że nie jest Magiem. Oni chyba nie chcieli zbytnio w to wierzyć i myśleć tak jak ja.
Powiedzieli mi o Kimiko, ale nadal czułam jakbym nie znała całej prawdy. Postanowiłam jednak nie drążyć tego dłużej. Możliwe, że mięli powód, aby mi czegoś nie mówić.
Myślisz, że kiedy ta czarownica cię przetrzymywała to traktowała cię jak księżniczkę?
Postanowiłam ignorować ten głos, żeby przypadkiem nie odpowiadać mu głośno, kiedy byłam w towarzystwie innych ludzi.
Ten głos? Tsh! Nazywam się Ag Eol Eum. Nie traktuj mnie przedmiotowo...
Zacisnęłam powieki, żeby więcej siły włożyć w ignorowanie głosu, aż w końcu przekleństwa każące mi tego nie robić ucichły na tyle, że nie byłam w stanie ich słyszeć. Pozostawiłam je poza murem, który postawiłam w głowie tak samo jak podczas nauk Kanga, gdy uczyłam się kontrolować swoją moc.
– No! Zawołał prezes, kiedy właśnie otworzyłam oczy. – Skoro już wszystko wiemy. Joong Kyung, Yun Jae. Zostawcie mnie z tymi dwoma. Muszę z nimi o czymś porozmawiać. Spotkanie zespołu zrobimy wieczorem.
– A-ale Sihn... – zaczął Yun.
– Chodźmy – przerwał mu Joong, podnosząc się z kanapy. – To nas nie dotyczy.
Yun westchnął, ale również wstał.
– Cieszę się, że już wróciłaś, Choi Shin Hye – powiedział blondyn kłaniając się bardzo nisko.

Zaskoczona jego zachowaniem i tym, że nazwał mnie pełnym imieniem pierwszy raz odkąd pamiętam – o ile w ogóle mnie tak kiedykolwiek nazwał – patrzyłam w miejsce, gdzie był jeszcze długą chwilę po jego wyjściu z pokoju.

~Tenebris <3