poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 7.



– Zaśpiewasz dziś z nami? – zapytał Ji Woo, kiedy szłam z nim na stołówkę, na długiej przerwie. Pozostali już tam byli.
– Nie wiem. Chyba nie.
– Proszę – powiedział błagalnie. – Tylko dzięki tobie w środę wygraliśmy. Przynosisz nam szczęście – powiedział kładąc dłoń na sercu.
– Jeśli przegracie i się zasmucicie, to mam dla was niespodziankę na sobotę – powiedziałam.
– Niespodziankę?
Pokiwałam głową.
– Lubię niespodzianki.
Uśmiechnęłam się.
– Dobra, dziś śpiewamy What The Hell B.A.P’u. Choi, pomożesz nam? – zapytał Yung.
– Znowu?
– Chodzisz na lekcje śpiewu i nie chcesz się pochwalić głosem? – zapytał Hwa Yong.
– Nie o to chodzi…
– No proszę – powiedział Sang Joon, niczym smutny szczeniaczek.
No dobrze, niech im będzie. Zaśpiewam, no bo  w końcu co mam do stracenia?
Zaśpiewałam z nimi i ku ogólnemu zaskoczeniu znów wygraliśmy.
– Hej, Choi Shin Hye! – zawołał za mną ktoś, kiedy z chłopakami wyszliśmy właśnie ze stołówki. – Zaczekaj.
Odwróciłam się. Za nami szła…
– Park Yu Rin? – zdziwiłam się.
– Możemy porozmawiać? – zapytała, obejmując moje ramie, kiedy tylko podeszła. – Jak dziewczyna z dziewczyną?
– J-jasne.
Żeby chłopcy za nami nie poszli, zaprowadziła mnie do łazienki. Myślałam, że będzie chciała mnie zaatakować, ale ona była uprzejma. Do czasu.
– Chciałabym cię prosić, abyś nie śpiewała z Yesul Boys – powiedziała w – o dziwo – japońskim języku.
– Dlaczego nie? – zapytałam także po japońsku. – To świetna zabawa.
– Tak, zgadzam się – przyznała ze słodkim uśmiechem malującym się na równie słodkiej twarzy – ale jak nazwa ich grupy mówi to ‘Boys’ – chłopcy, więc ty tam nie pasujesz – stwierdziła. – Chciałabym, żebyś się do mnie przyłączyła. Gdybyśmy razem śpiewały, nikt by nas nie pokonał, nawet oni. Bo w zasadzie wygrali ze mną tylko dwa razy i to przez ciebie.
– Nie zrobię tego – powiedziałam stanowczo. – Z opowieści chłopaków wynika, że jesteś rodzajem przywódcy, a ja staram się unikać takich ludzi.
– Yung, jest przewodniczącym, a to stanowisko jest dla właśnie takich ludzi. On taki jest. Ma władzę nad tamtymi chłopakami, a to jakoś ci to nie przeszkadza.
– To co innego…
Zapanowało pełne napięcia milczenie. Z mojej postawy można było wyczytać poddaństwo, z jej władzę nad tym drugim.
– Wiem, jak cię zmusić – powiedziała w końcu przerywając ciszę.
– Hee?
– Wiem dlaczego wróciłaś z Japonii do Korei. Mam swoje znajomości i no coż… chyba nie chcesz, żeby ktoś się dowiedział, że zabiłaś Sakai Izumiego.
Próbowałam przełknąć ślinę, ale gardło miałam zbyt suche.
Jak ona się tego dowiedziała? Może jest obdarzona jakimś talentem magicznym? Może Łowca, albo coś… Chociaż oni to nie ta część świata. Może to jakieś inne cholerstwo co potrafi tropić, albo mag i czyta w myślach? Nie… Jesteśmy w tym samym wieku, nie może tego potrafić.
– Skąd ty…? – tylko na tyle pozwalało mi moje wysuszone gardło.
– Mówiłam, że mam znajomości – odpowiedziała z zadowoleniem. – A teraz, przyłączysz się do mnie?
– Nie.
– A więc mam o tym powiedzieć komu trzeba?
– Dobrze – powiedziałam po namyśle. Nie chciałam, żeby ktoś się dowiedział. Jeszcze nie teraz. – Przyłączę się do ciebie na turniejach głosowych, ale jeśli ktoś się dowie o Izumim to nie będę miła.
– Myślisz, że się boję? – zadrwiła.
Patrzyłam na nią gniewnie.
– A to ze zdjęciem w telewizji było żałosne – stwierdziła. – Nie potrafisz się nawet dobrze zaprezentować.
– Nie ubliżaj mi.
– Dlaczego nie?
– Czego ty ode mnie chcesz? – warknęłam. – Bo nie chodzi tu tylko o Voice Tournament, prawda?
– Racja. Mój straszy brat tak jak ja śpiewa, ale brak mu pewności siebie. W poniedziałek, będzie przesłuchanie na nowego wokalistę do Fallen Angels, jak się domyślasz, chcę wiedzieć wszystko co się tam będzie działo.
– Czemu brata o to nie zapytasz?
– Rodzice nie pozwalają mi się z nim kontaktowa, po tym jak… – urwała. – Nie musisz tego wiedzieć. Po prostu nie mogę się z nim kontaktować, dlatego masz iść na casting i wszystkiego dopilnować. Jeśli on nie zostanie wybrany, to opowiem wszystkim o twoim występku.
– Nie wpuszczą mnie na casting do męskiej grupy – burknęłam. – Nie zauważyłaś, że jestem dziewczyną?
– Dla ciebie nie ma różnicy. I tak cały czas chodzisz z Yesul Boys – stwierdziła. – Z zewnątrz dziewczyna, wewnątrz chłopak. Wystarczy, że się przebierzesz, a wpuszczą cię jako uczestnika. Wymyśl sobie jakieś imię i zgłoś się. Jesteś dość płaska, więc łatwo ukryjesz piersi.
– Nie jestem płaska – burknęłam zakładając ręce na piersi. – I nie wiem jak wygląda twój brat.
– W poniedziałek przyniosę ci jego zdjęcie i jakieś męskie ciuchy, po czym wsiądziesz do taksówki przed szkołą. Nie pójdziesz na zajęcia, jasne?
Skinęłam głową.
Razem wróciłyśmy do sali lekcyjnej, ale żadna z nas się do siebie nie odezwała.
– Czego chciała? – zapytał Yung szeptem, nachylając się do mnie.
– Opowiem ci po szkole. Przyjdziesz do mnie tak jak wczoraj, dobrze?
Skinął głową.

*

Jechaliśmy właśnie naszym zespołowym busem z domu do studia. Byliśmy wszyscy. Ja, chłopaki i prezes.
– Prezesie? – zacząłem.
– Tak? – zapytał odwracając się do tyłu.
On jak zwykle siedział obok kierowcy.
– Moja podopieczna jest naszą fanką, pozwolisz mi ją przyprowadzić na koncert bez biletu? Chciała też zabrać ze sobą kilku znajomych.
– Jeśli tego chcesz?
Z powrotem odwrócił się do przodu.
Westchnąłem i wyjrzałem przez przyciemnianą szybę po mojej prawej.
– Będę mógł ją poznać! – zawołał uradowany Yun, nachylając się z trzyosobowej kanapy na samym końcu busa do nas, mnie i Joonga.
– Nie będziesz – powiedziałem z zadowoleniem. – Ona będzie w tłumie na widowni, razem ze swoimi kolegami i pozostałym przynajmniej tysiącem naszych fanów.
– Nie przyprowadzisz jej za kulisy? – zapytał zdziwiony Joong. – Pokazałbyś jej naszą garderobę i jak pracujemy.
Przewróciłem oczami i spojrzałem w ich stronę.
– Przecież nie będę jej szukał w tłumie, ani wołał ze sceny – powiedziałem.
– Po prostu powiesz jej gdzie ma przyjść i powiesz ochronie, żeby ją przepuścili – stwierdził Joong.
– Pewnie się zgubi – stwierdziłem. – Dajcie jej spokój?
– Nie – powiedzieli jednocześnie.
Osunąłem się na fotelu i zakryłem twarz dłońmi.
– Z kim ja pracuję? – mruknąłem niezadowolony.

*

Właśnie zmieniłam mundurek szkolny na dresy i szeroki top, kiedy rozległo się pukanie do drzwi balkonowych. Szybko podeszłam do nich i otworzyłam.
– Szybko – stwierdziłam, kiedy zamykał drzwi.
– Tylko się przebrałem. To co chciałaś mi powiedzieć?
– Jak od niedawna wiadomo w poniedziałek będzie casting na nowego członka Fallen Angels. Wkurza mnie to, że Kang nic mi nie powiedział, ale złość odłóżmy na później. Yu Rin ma starszego brata, który śpiewa, tak?
Kyu Dong skinął głową.
– Tak, zaczął robić karierę jako model, ale w Korei mu się nie podobało, więc mieszka w Stanach Zjednoczonych. Chociaż jak się tak nad tym zastanowię to chyba niedawno wrócił. A co?
– Nie wiem skąd, ale Yu Rin wie, że on będzie uczestniczył w tym castingu i chce, żebym wszystko obserwowała. Muszę się przebrać za chłopaka i iść na ten casting. Pójdziesz ze mną? – zapytałam.
– Dlaczego to robisz? – zapytał. – Nie warto, uwierz mi…
– Ona wie o mnie coś, czego nikt nie powinien wiedzieć – przerwałam mu.
Staliśmy na środku mojego pokoju w milczeniu. Może Yung myślał, że powiem mu co to, ale ja się nie odezwałam. Miałam nadzieję, że on coś powie, ale nie zapyta co wie o mnie Park.
– Jeśli nie chcesz, to nie mów, ale… To jest aż tak ważne?
Powoli pokiwałam głową.
– Kiedyś może się dowiesz, ale teraz…
Pokręciłam głową i objęłam się ramionami.
– Dobrze.
Podszedł do mnie i poczochrał moje włosy, które zaraz poprawiłam.
– Chcesz iść na ten casting? – zapytał.
– Tak, chciałabym zobaczyć. Pewnie nie dowiem się, czy wybrali brata Yu Rin, ale warto. Park powiedziała, że przyniesie mi jakieś ciuchy, ale nie chcę ich. Jeśli będę na jakichś zdjęciach z castingu, albo coś, to nie chcę żeby mnie rozpoznała.
– Poszukam u siebie jakichś mniejszych ciuchów, jeśli chcesz…
– Nie – powiedziałam od razu. – Sama coś znajdę. W poniedziałek przypilnujesz, żeby nikt nie zobaczył jak się przebieram za chłopaka i jak wychodzę ze szkoły. Pójdziemy razem na casting. Chciałbyś wziąć udział?
– Oni to wyłącznie k-pop, ja wolę rap.
– Zauważyłam. Muszę też uważać, bo moja mama może tam być. A nie chcę, żeby mnie rozpoznała. Zabiłaby mnie za to co chcę zrobić.
Uśmiechnął się.
Podeszłam do toaletki i zaczęłam rozczesywać splątane wiatrem włosy.
– Aha, jeszcze jedno. Ona chce, żebym zaśpiewała z nią na Voice Tournament we wtorek.
– Co!? – wrzasnął tak głośno, że aż podskoczyłam. – Ona zawsze śpiewa sama.
– Może zmieniła zdanie?
Wzruszyłam ramionami.
– Nigdy nie pojmę tej dziewczyny…
– Jak ty się tak w ogóle dostajesz na mój balkon? – zapytałam.
Czyżby był obdarzonym talentem magicznym?
– Chodź pokarzę ci.
Wyszliśmy na balkon.
– Mama! – pisnęłam chowając się w cieniu balkonu, kiedy zobaczyłam służbowy samochód mamy parkujący na podjeździe.
– Zaczekam, aż wejdzie do środka – szepnął Kyu Dong, kucając obok mnie.
Skinęłam głowę.
– Gdy tylko drzwi na dole trzasnęły, Jung sięgnął po jedną z grubszych gałęzi drzewa, rosnącego między naszymi domami i trzymając się jej mocno przeskoczył na inną, niżej położoną gałąź, a następnie na swój balkon.
– Jesteś niemożliwy – zawołałam za nim.
Ukłonił się jak gentleman.
– Do zobaczenia – powiedziałam, uciekając przed zimnem.
– Na razie!
– Shin Hye! – dobiegł mnie głos mamy z dołu.
– Jak było w pracy? – zapytałam, kiedy weszłam do kuchni, z zamiarem odgrzanie mamie posiłku. – Wyglądasz na wykończoną.
– Bo biegałam po całym Seulu. A na dodatek, jutro idę na jakiś koncert i musze mieć dobre zdjęcia, bo jak nie to źle będzie.
– Jakiś? – Czyżby…?
– Fallen Angels. – No bo któż by inny. – Żeby tylko Kang mnie nie zobaczył.
– I tak już wie, że jesteś paparazzi. Ciekawe o której godzinie przyjdzie i czy ci podziękuje za to co zrobiłaś.
– Właśnie, żeby w przyszłości nic się dziwnego znów nie stało, przyjęłam pseudonim i w pracy nie jestem Choi Shi Ho, ale Hoshi.
– Hoshi?
Skinęła głową i usiadła przy stole, kiedy postawiłam na nim talerz z zapiekanym ryżem.
– Nie chcę, żebyś miała problemy w szkole, więc wszyscy mówią na mnie Hoshi. Nie mam już nazwiska, które masz ty, więc jesteś bezpieczna. Mam nadzieję, że Kang będzie trzymał buzię na kłódkę.
Ktoś zapukał do drzwi.
– Otworzę – powiedziałam i wyszłam z kuchni. Za drzwiami stał Kang. Miał na sobie czarną grubą bluzę, rurki i czapkę, która zakrywała jego włosy. – Zapraszam.
– Przyszedłem na chwilę, żeby coś powiedzieć i zabieram cię. Jest twoja mama?
Skinęłam głową.
– Mamo, Kang cię prosi.
Po chwili mama stanęła obok mnie.
– Słucham?
– Na wstępie, chciałbym pani podziękować za wyjaśnienie tej sprawy ze zdjęciem.
– Nie musisz mi dziękować. Gdybym tego nie zrobiła i ludzie dowiedzieli się, że Shin Hye koleguje się z celebrytą, którego życie muszę śledzić, wywalili by mnie z pracy, którą mam w zasadzie od dwuch dni.
– Rozumiem, ale mimo to dziękuję.
Ukłonił się.
– To teraz będziecie ćwiczyć? – zapytała, wracając do kuchni.
– Zdejmij buty i…
– Nie – przerwał mi.
– A no tak, zabierasz mnie…? – zdziwiłam się. – Dokąd?
– Jak to zabierasz ją? – zapytała mama, marszczą brwi i wracając do przedpokoju.
– Zbyt ryzykowne jest pokazywanie się tutaj, więc w dni lekcji będę przyjeżdżał po Shin Hye i zabierał ją do miejsca, gdzie możemy potrenować w spokoju, bez narażania pani domu na szwank.
– Nie zgadzam się – powiedziała mama stanowczo.
– Niech się pani nie martwi. Nie interesuję się małolatami.
– Ej! – pisnęłam, wydymając wargi.
– Nie wierzę, zostajecie w domu.
– Nie martwi się pani jako paparazzi o swoją pracę, spoufalając się z celebrytą? – zapytał.
– O dwudziestej ma być powrotem – powiedziała z niezadowoleniem, zakładając ręce na piersi.
– Mamo, ale już jest prawie dwudziesta – stwierdziłam, spoglądając na niewidzialny zegarek.
– Trening nie trwa krótko – powiedział Kang.
– O dziesiątej i ani minuty później – powiedziała stanowczo.
– Jej! – zawołałam radośnie. – Zaraz wracam! – zawołałam i uciekłam błyskawicznie na górę.
W pokoju związałam długie włosy w dwa luźne warkocze i wzięłam ze sobą sportową kurtkę oraz czarne trampki. Jako tako wyglądało to z moimi szarymi szerokimi na udach dresami i różowym szerokim topem, ale nie miałam czasu się przebierać, bo Kang tak mi się zdaje nie należy do cierpliwych.
– Jestem! – zawołałam zbiegając na dół.
Założyłam buty i prostując się uśmiechnęłam się szeroko.
– Idziemy – nakazał Kang i razem wyszliśmy z domu.
– Gdzie jedziemy? – zapytałam, kiedy otworzył mi drzwi pasażera kierowcy w srebrnym audi.
– Zobaczysz.
Zerknęłam na dom rodziny Yung. Znieruchomiałam, kiedy zobaczyłam na balkonie Kyu Donga. Kiedy mi pomachał, chciałam zrobić to samo, ale Kang zatrzymał moją rękę.
– Zwarz na to, że ja tutaj jestem – powiedział trzymając mój nadgarstek. – Chyba nie chcemy powtórki ze zdjęciem, nieprawdaż?
Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się przepraszająco do Junga, po czym wsiadłam do samochodu, a Kang zatrzasnął je dużo mocniej niż powinien.
Mój telefon zabrzęczał, gdy ruszyliśmy.
‘To był Kim Kang Kyun?’ – brzmiała widomość od Yunga.
‘On, a co?’
‘Nie wyglądaliście jak znajomi z lekcji muzyki.’
‘Kang się na mnie pogniewał, bo lepiej mi idzie na zajęciach niż jemu.’
‘A gdzie jedziecie? Jeśli można wiedzieć.’
‘Na lekcje. Nie mów nikomu, ze nas widziałeś, dobrze?’
‘Jasne.’
– Wiesz Kang – zaczęłam, kiedy skończyłam pisać z Kyu Dongiem. – Ciągle mam wrażenie, że jesteś na mnie zły, ale nie wiem za co. Możesz mi…
– Nie jestem na ciebie zły – przerwał mi.
– Nie?
– Nie. Jestem wściekły…
Pisnęłam przerażona i skuliłam się.
– Co?
– Ja nie wiem… Jak mam sprawić… Czemu… na mnie…
– Jestem wściekły, ale nie na ciebie.
– Hee? – zdziwiłam się.
– Zapnij pas – nakazał.
Spojrzałam na pas wiszący po mojej prawej i sięgnęłam po niego. Gdy już go zapięłam, spojrzałam na Kanga wyczekująco.
– Jestem wściekły na Yuna i Joonga. Bardzo chcą cie poznać, ale ja nie chcę nimi rozpraszać twojej uwagi, zanim zaczniesz kontrolować swoją moc. Postanowiłem tak, kiedy zemdlałaś na mój widok.
Zaśmiałam się nerwowo.
– Więc nie mogę ich poznać? – zapytałam ze smutkiem wyglądając na migające za szybą dzielnice. – To nic. Może kiedyś nadarzy się okazja. W końcu nie znam Kim Kang Kyuna, tylko Kanga Maga.
Wyczułam na sobie wzrok Kanga.
Nie mogąc się powstrzymać, zerknęłam na niego. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie, jednak zauważył, że go obserwuję, więc skupił wzrok na drodze.
Było już bardzo ciemno, a ja nie lubię jeździć samochodem, kiedy jest ciemno. Mam dziwne wrażenie, że coś wyskoczy na maskę.
– Chciałem pokazać ci kulisy, po koncercie, ale oni nie wrócą do domu, póki cię im nie przedstawię.
– A co jeśli obiecam, że będę trzymać moje emocje na wodzy i nie zemdleję? – zapytałam, chodź wątpiłam, czy by mi się to udało.
– Mamy czas do jutra, żeby potrenować – stwierdził. – Chociaż od jutra rana muszę się przygotowywać do koncertu…
Westchnął.
– A właśnie! – zawołałam po chwili. – Przyjmujecie nowego członka do zespołu? – zapytałam. Jak już się czegoś dowiedzieć to u źródła.
– Więc już wiesz?
Pokiwałam energicznie głową.
– Ciekawe kto to będzie. Mam nadzieję, że… – urwałam.
– Że?
– Nie, nic. Gdzie ty mnie wieziesz? – zapytałam.
– Nie zmieniaj tematu. Masz nadzieję, że co?
– Uwierz mi, nie chcesz tego usłyszeć – powiedziałam, nie żeby się wykręcić, ale naprawdę, lepiej by dla niego było gdyby tego nie usłyszał.
– Skąd możesz wiedzieć, czego chcę?
Zapadło długie, pełne napięcia milczenie.
– Mam nadzieję, że nie będzie przystojniejszy od ciebie, bo nie chcę, żeby mi się ktoś bardziej podobał niż ty, pasuje?
Patrzył przed siebie zaciskając mocno dłonie na kierownicy. Jednak po chwili rozluźnił się i zaczął bezczelnie śmiać.
– No i mnie wyśmiał – skwitowałam, osuwając się na fotelu.
– Nie wyśmiał. Po prostu zadziwia mnie to, że nastolatki zakochują się w chłopakach, których osobiście nie znają, ani nie widzą ich na co dzień na żywo.
– Po pierwsze – powiedziałam stanowczo i bez większego trudu. – Nie zakochałam się w tobie, był ktoś inny. Po drugie, widuję cię często na żywo. Po trzecie, burak z ciebie, jak się można zakochać. Gdyby twoje fanki spędziły z tobą kilka minut to przestałyby cię ubóstwiać.
– Ty przebywasz ze mną dłużej niż kilka minut i wciąż mnie ubóstwiasz.
Prychnęłam.
– Kim Kang Kyun mi się podoba, ale ja go nie znam. A Kang to burak.
– Nigdy cie nie zrozumiem. Wyzywasz mnie od buraka, a nawet nie jestem do niego podobny. Nawet moje włosy. Są czerwone, a nie różowe. I mówiłem ci, żebyś przestała prychać.
Prychnęłam.
– Bo nie nauczę cię kontroli i kiedy twoja moc cię zaatakuje to ją stracisz.
– Hee!?
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
– A co to za ktoś inny? – zapytał nagle.
– Jaki ktoś?
– Mówiłaś, że się we mnie nie zakochałaś, bo był ktoś inny.
– Nie lubię o tym mówić. Ty też mi o sobie nie mówisz.
Wzruszył ramionami.
– Bo tego nie lubię.
– Możesz uznać, że ja też tego nie lubię.
– Jesteśmy na miejscu – powiedział i zatrzymał samochód, gasząc światła i silnik. – Zaczekaj tutaj. Wyczuwam czyjąś moc.


~*~

Ja wiem, wiem, jestem świetna xD
Nie no, suchar taki :P
Dziś mam dobry humorek i w ogóle, więc proszę się nie dziwić... ^_^
Smuci mnie tylko, że w statystykach liczby s duże,  w komentarzach mało czytelników, no i w obserwujących też :( Możliwe, że to z powody was Anika, Malwina, przyznać, się ile razy dziennie wchodzicie na FA?
PS. Jak się podoba k-pop? To piosenki, które śpiewano w tej historii w tych 9 rozdziałach, które już napisałam, oczywiście jeszcze więcej ich będzie ;)

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 6.



– Jaka ona jest!? – zapytał podniecony Yun Jae, kiedy tylko wszedłem do salonu w naszym zespołowym domu.
– Co? – zapytałem.
Cały czas rozmyślałem o Choi Shin Hye, więc nie zwracałem na nic wokół uwagi.
– Jaka ona jest? Jak się nazywa? Ile ma lat? A nie, to logiczne, że szesnaście. Ładna jest? A charakter?
– Znów zadajesz, za dużo pytać Yun – powiedziałem, zawieszając kurtę na kołku przy drzwiach.
– A, przepraszam.
– Jaka jest? – zapytałem, siadając w drugim fotelu obok Yuna, takim z rodzaju ogromnych poduszek. – Normalna. Nie samolubna, dość spokojna, ale żywiołowa. Chociaż to sobie przeczy. Nie musicie znać jej imienia. Jest ładna, nawet bardziej niż ładna, ale dla Magów to norma. Charakter bardzo podobny do twojego, też chce dużo wiedzieć, ale wie kiedy powinna zamilknąć. No i nie jest taka głupia jak ty.
– Kang, znów zaczynasz? – zapytał Lee Joong Kyung, przychodząc do nas z przyłączonej do salonu kuchni. – Nie mów wciąż, że Yun jest głupi.
– Kiedy to prawda – powiedziałem.
– A jak mylisz, dlaczego nie poszedł do liceum dwa lata temu?
Wtedy gdy powstał nasz zespół.
– Bo poszedł do ZiC.
– Do ZiC poszedłem rok temu – wtrącił Yun.
– No dobra, wywieram na ciebie zły wpływ – przyznałam w końcu.
Spojrzałam na plazmę, gdzie leciały jakieś wiadomości.
– Ziemska telewizja – powiedziałem z uśmiechem. – Dawno nie widziałem.
Wyrwałem Yunowi pilot z ręki i podkręciłem głośność.
– Jak donoszą reporterzy, stosunkowo młody, ponieważ niespełna dwuletni zespół, ma się w końcu rozlecieć – mówił jakiś mężczyzna na ekranie. – Członkowie zastanawiają się nad rozwiązaniem zespołu. Sam lider powiedział, spotkany niedawno, że stosunki między członkami są bardzo napięte i ich przyjaźń może się szybo zakończyć, zabierając ze sobą także karierę.
– Ciekawe o kim mowa? – zapytał Joong, siadając na kanapie po naszej prawej.
– Oby B.A.P – powiedział Yun, składając ręce jak do modlitwy. – Zawsze zabierają nam najlepsze nagrody i mają więcej fanek.
– Nie życz drugiemu co tobie nie miłe – powiedział Joong. – A B.A.P powstał rok (powstali w 2012r., ale tutaj w opo mają 2013r. dop. Aut.), a nie dwa lata temu.
– A co do fanek… – zacząłem.
Mój telefon zabrzęczał, więc sięgnąłem po niego. Numer nieznany.
‘Włącz szybko telewizje na jakiś program z wiadomościami! Wszędzie o was trąbią.’ – głosiła wiadomość.
– Shin Hye? – szepnąłem ze zdziwieniem, tak żeby tamci nie usłyszeli.
Spojrzałem na ekran plazmy.
– Czy to już koniec z Fallen Angels? – zapytał reporter, po czym przenieśli się tam do studia.
Całą trójką wpatrywaliśmy się oniemiali w telewizor.
Nagle ktoś wpadł do salonu jak burza.
– Oglądacie!? – wrzasnęła osoba. – To dobrze! Trzeba to naprawić.
– Prezes Ahn – powiedziałem, wciąż patrząc w telewizor.
Nie mogłem się otrząsnąć z szoku. Tym który najprędzej się ogarnął był Joong.
– Skąd się tu prezes wziął? – zapytał.
– Jechałem do studia, kiedy w radiu usłyszałem o rozwiązaniu Fallen Angels. Ktoś z was tak w ogóle mówił, czy to brednie? – zapytał prezes. – Kang?
– A jak myślisz? – zapytałem beznamiętnie, wyłączając telewizor.
– No ja myślę. A nich mi tylko któryś spróbuje odejść, albo rozwiązać zespół, bez mojej zgody, a powieszę za…
– Wiemy – jęknąłem. – Moja podopieczna jest naszą fanką – powiedziałem.
– Naprawdę!? – zawołał uradowany Yun.
Skinąłem głową i wstałem.
– A kogo lubi najbardziej? – zapytał.
– Mnie – odpowiedziałem z uśmiechem.
Mój telefon znów zabrzęczał.
‘Powiedz, że to nie prawda. Błagam.’
Uśmiechnąłem się.
‘A co? Martwisz się o mnie?’
‘O Aniołki się martwię.’
‘Jak będziesz mnie tak traktować, to naprawdę rozwiążę grupę.’
‘To ja wezmę Lee Joong Kyunga i Han Yun Jae do siebie i razem stworzymy zespół. Bez buraków.’
Westchnąłem.
– Co jest? – zapytał Yun, wieszając się na moim ramieniu.
– Chwila – odgoniłem go.
‘Potrafisz śpiewać?’
‘Nie trzeba śpiewać, żeby mieć zespół, ich śpiew by nam wystarczył.’
Zaśmiałem się.
‘Dałem ci mój numer, żebyś pisała do mnie w nagłych przypadkach, a nie o takich pierdołach.’
‘Nie mówiłeś, kiedy mam do ciebie pisać. A rozwiązanie zespołu to twoim zdaniem pierdoła!? Nie odzywaj się do mnie.’
‘Przypominam, że znasz mnie Maga, a nie piosenkarza.’
‘Hmpf!’
‘Miałaś nie prychać.’
Nie odpisała.
– To ona? – zapytał Yun.
Skinąłem głową.
– Upierdliwa jest – mruknąłem z niezadowoleniem.
– Mam pewien pomysł, ale musicie się wszyscy zgodzić.Głosowanie jednogłośne.
Wszyscy spojrzeliśmy na prezesa Ahna.
– O co chodzi? – zapytał Joong.
– Co powiecie na nowy głos w zespole? – zapytał.
– Nie pytaj mnie o takie rzeczy, bo nie chcę wybuchnąć – warknąłem.
– Żartujesz, prawda? – zapytał Yun.
– Ani trochę – powiedział prezes. – Zorganizuję casting, który wybierze jakiegoś chłopaka w wieku zbliżonym do waszego, który potrafi śpiewać, zachowywać się na scenie, tańczyć i jest jednoczenie jakoś powiązany z magią.
– Tylko nie jakoś – powiedziałem. – Mam zastrzeżenie do wielu magicznych istot.
– No wiesz? – mruknął niezadowolony. – Myślałem nad Syrenem, lub Wampirem…
– Gdzie ty znajdziesz Koreańczyka Syrena? – zapytałem. – A z Wampirami jest dużo problemów. Ja już jedną podopieczną mam. Więcej mi nie trzeba.
– To jaka magia? – zapytał, zakładając ramiona na piersi.
– Mag – powiedziałem.
– Upadły – dodał Joong.
– Yun?
– Mag lub upadły, albo ich dzieci – powiedział wzruszając ramionami.
– Czyli zgadzacie się na casting? – zapytał prezes.
– Jeśli mi się spodoba, jak ten ktoś śpiewa to może się zgodzę – powiedziałem.
– Dobra tam. – Prezes machnął ręką. – Będzie mniej roboty w szukaniu, jeśli przyjdzie dużo ludzi. No i oczywiście wybierzemy kogoś, kogo moc już się uwolniła.
I odszedł.
– Na pewno chcemy kogoś nowego? – zapytał Yun.
– Jeśli będzie młodszy od ciebie, to jego będę gnębił – stwierdziłem.
– Bardzo śmieszne – burknął.

*

– Jaki miałam wczoraj zwariowany dzień – powiedziałam, kiedy szłam rano z Kyu Dongiem do klasy.
– Co się stało? – zapytał.
– Zemdlałam z wrażenia.
Oczywiście nie mogę mu powiedzieć wszystkiego. Nie dość, że znam go zaledwie dwa dni to przecież jest tylko człowiekiem, który nie zrozumie magii.
– Jak to? – zaniepokoił się.
Musiałam zmienić temat, ale jednocześnie drążyć go… Że co? Ja siebie samej czasami nie rozumiem, a co z innymi…
– W telewizji mówili o rozwiązaniu Fallen Angels.
– Fall-A? – Nie lubiłam tego skrótu. Nie pasował do chłopaków. Ale tylko rodzaj męski tak nazywał Fallen Angels. – Na pewno?
– Tak – powiedziałam ze smutkiem.
Wyciągnęłam z torby telefon i przyjrzałam się zdjęciu Kanga na breloku.
Wiem, że to nie prawda. Nie dlatego, że Kang coś mi tam pisał, ale dlatego że czuję to od wewnątrz.
Tak jak powiedział Kang, traktowałam go jak dwie osoby. Mój opiekun Kang i Fallen Angels Kim Kang Kyun. Zobaczę pierwszego. Nic. Zobaczę drugiego i to na scenie. Zawał na miejscu.
– Naprawdę musisz ich lubić – stwierdził Kyu Dong.
Weszliśmy do klasy i od razu usiedliśmy w naszej ławce obok Yesul Boys.
– Bardzo – przyznałam. – Chciałabym kiedyś iść na ich koncert.
Westchnęłam opadając na swoje krzesło.
– O czym mówicie? – zapytał Hwa Yong.
– O Fallen Angels – powiedziałem, kładąc się na ławce. – O koncercie. Może jakiś będzie niedługo w Seulu.
Musze zapytać Kanga. Nie… Przecież on jest tylko opiekunem, a nie celebrytą. Ciężko mi go rozdzielać na dwóch.
Włączyłam okno rozmowy z nim i napisałam:
‘Macie może jakiś koncert w Seulu?‘
Nie odpisał.
Zmarszczyłam brwi.
Hwa Yong patrzył w swój telefon, a po chwili podskoczył na miejscu.
– Choi, ty mieszkasz w tym lustrzanym odbiciu domu Yunga, tak? – zapytał.
– Tak.
Patrząc w telefon zaczął mówić szeptem, żebyśmy tylko my słyszeli.
Musiałam się jednak do niego nachylić.
– Dziś rano do prasy wpłynęły zdjęcia, na których znajduje się niejaki Kim Kang Kyun, trzymający w objęciach młodą piękność – czytał. – Prawdopodobnie jest ona jego dziewczyną i był ją odwiedzić w jej domu. Miała na sobie mundurek sławnej z muzycznych turniejów akademii Yesul. Czyżby Kim Kang Kyun spotykał się z tą dziewczyną? Może ona jest problemem, który prowadzi do kłótni między członkami Fallen Angels i prawdopodobnego rozwiązania grupy?
Wszyscy Yesul Boys patrzyli na mnie zaskoczeni.
– To ty jesteś na tym zdjęciu? – szepnął Yong, podając mi swój telefon. – Nie widać twarzy, ale twój dom i mundurek…
– O cholera! – syknęłam. – Wyślij mi to zdjęcie. I artykuł.
Skinął głową, a kiedy już je miałam wysłałam je do Kanga.
‘Ktoś nam wczoraj zrobił zdjęcie!’ – wysłałam mu wiadomość, ale mimo czekania kilka minut na odpowiedź nie otrzymałam jej.
– Ty buraku – warknęłam na telefon i zadzwoniłam do Kanga.
Nie odbierał.
– Ughh! – warknęłam. – Co za kretyn!
– Czy ty wyzywasz Ki…? – zaczął Yung.
– Nikt nie może o tym wiedzieć, jasne? – warknęłam.
Westchnęłam i odchyliłam głowę do tyłu, kładąc na czole dłonie zaciśnięte w pięści.
– Gdyby nie był takim głąbem, to bym za nim wtedy nie pobiegła.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że Yesul Boys mnie obserwują.
Usiadłam prosto, ale po chwili zgarbiłam się, opierając się dłońmi o siedzenie mojego krzesła, kładąc je między udami.
– Mam wyjaśnić co z nim robiłam, tak? – zapytałam nieco speszona.
– Kobieto, ty wiesz z kim ty byłaś!? – wrzasnął Hyo Hee.
– Cśśś – uciszyliśmy go wszyscy.
– Ja i Kang razem chodzimy na zajęcia śpiewu – powiedziałam pierwsze co przyszło mi na myśl. – On już ich nie potrzebuje, ale nasz nauczyciel i on zaprzyjaźnili się. Tam się przedwczoraj poznaliśmy i on przyszedł do mnie, kiedy wróciłam po szkole, bo zapomniałam czegoś.
– Kiedy ty tam byłaś? – zapytał Yung. – Wydawało mi się, że cały czas byłaś w domu, kiedy tu pierwszy raz przyjechałaś.
– Byłeś w szkole, więc pewnie mnie nie widziałeś – stwierdziłam.
Mam nadzieję, że uwierzą.
– Ale z ciebie szczęściara – powiedział Ji Woo. – Zazdroszczę.
Zaśmiałam się.
Na długiej przerwie mój telefon się rozdzwonił. Właśnie szłam z Yesul Boys na stołówkę, żeby oni mogli znów zaśpiewać. Dziś oni zaczynali, bo w końcu wczoraj pokonaliśmy Yu Rin.
– Kang?
~ Co to ma znaczyć!? – wrzasnął mi w ucho, kiedy odebrałam.
Odsunęłam telefon od ucha.
– Czy ty, aby nie chcesz tego zrzucić na mnie? – zapytałam, po chwili, kiedy głos Kanga nie rozbrzmiewał już w mojej czaszce. – Mogłeś się upewnić, czy ktoś cię nie śledzi.
Prychnęłam.
~ Mówiłem ci, żebyś nie prychała.
Yesul Boys przyglądali mi się z zaciekawieniem.
– Więc mi nic nie zarzucaj…
~ Ja się tylko zapytałem co to jest. Nie obwiniam cię, a więc ty nie mi mów, że jestem nieuważny. Nikt mnie nie śledził, jakbyś się dobrze przyjrzała, to zobaczyłabyś, że to zdjęcie zrobiono z przynajmniej pierwszego piętra jednego z domów naprzeciw twojego.
Milczałam. Miał rację.
– No tak – burknęłam. – Ale to nie moja wina. Mogłeś zmienić wygląd, wiesz jak…
~ Nie każdy potrafi w ten sposób zastosować magię. Ja uczę się walki i przygotowania w razie wojny, a nie zmiany wyglądu. Te lekcje są dodatkowe i chodzą na nie tylko dziewczyny.
– To zrób coś z tym zdjęciem – szepnęłam, żeby tamci nie słyszeli. – Powiemy, że to byłam ja, ale ten chłopak to kto inny. Mój kolega z dawnej szkoły. A w sumie i tak nie muszą o mnie wiedzieć. Jakby chcieli z nami porozmawiać to nawet wiem jakbym zareagowała widząc ciebie celebrytę.
~ Wczoraj dziwna, dziś straszna – stwierdził. – Ale możemy zaaranżować nasze spotkanie przed kamerami, jeśli tego będzie wymagać sytuacja, a ty możesz udawać, że mnie nie znasz.
– Przecież nie znam Kim Kang Kyuna – szepnęłam. – Tylko Kanga.
Westchnął.
~ W sobotę będzie koncert. Wprowadzę na niego ciebie i kogoś z twoich znajomych.
– A może pięcioro? – zapytałam z nadzieją.
~ Nie za dużo wymagasz? Przecież nie znasz mnie osobiście.
 – Proszę – powiedziałam błagalnie.
Weszliśmy na stołówkę, gdzie powitały nas okrzyki radości.
~ Co to za krzyki? Nie powinnaś być w szkole?
– Jestem w szkole. Zaczekaj moment. – Odjęłam telefon od ucha i przyłożyłam do piersi. – Chłopaki, ja idę obgadać ten artykuł – powiedziałam.
– Jasne, tylko wracaj szybko! – zawołał Hwa Yong, kiedy wróciłam się do wyjścia. – Ktoś musi nam kibicować.
– Mów – zwróciłam się z powrotem do telefonu.
~ Co u was w szkole tak głośno, jak na koncercie? – zapytał.
– Bo właśnie mamy długą przerwę, a zawsze na nich jest Voice Tournament.
~ Fakt, chodzisz do Yesul. Fajna szkoła.
– Nie mieliśmy mówić o czym innym?
~ Tak. A co do zespołu to nikt nie ma zamiaru go rozwiązać. Nasz prezes wpadł na pewien pomysł i wszyscy na niego przystaliśmy. Jeszcze dziś w sieci coś się ukarze, więc obserwuj.
– Dziwne – stwierdziłam. – Chyba jednak znam tego lidera.
~ Nie.
– Kiedyś poznam. Jego wredna część w końcu zaczęła o sobie mówić.
~ Załatwię to ze zdjęciem. Do zobaczenia jutro.
– Pa.
Gdy tylko się rozłączył, wróciłam przez wahadłowe drzwi do stołówki.
Muzyka właśnie ucichła i Yesul Boys zeszli ze ‘sceny’. Szkoda, że nie słyszałam jak śpiewali, ale z okrzyków tłumu odgadłam, że to Park Yu Rin wygrała dzisiejszą rywalizację.

*

– Ogłoszenie o castingu skończone – powiedział prezes Ahn, kiedy przyjechaliśmy po południu do naszego studia nagraniowego. – Można wysyłać. Umieściłem tam też wiadomość, dla magicznych istot, że casting jest dla nich. Oczywiście ludzie tego nie zobaczą – dodał z zadowoleniem, jakby zrealizował właśnie jakiś niecny plan.
Nie lubię, kiedy ludzie mówią oczywiste.
– Sieć szaleje przez to cholerne zdjęcie – westchnąłem, wciąż patrząc na niewyraźnie zdjęcie w telefonie, które wysłała mi Choi Shin Hye. – Ona wpadła na pomysł, że będzie udawać, że się nie znamy. Pewnie zemdleje jak za pierwszym razem…
– Zemdlała na twój widok? – zdziwił się prezes.
Wzruszyłem ramionami i rozparłem się na kanapie w jego gabinecie.
– Nie ważne co zrobi, ma być zwykłą fanką, która wariuje, gdy na żywo widzi gwiazdę i ma ją w zasięgu ręki. Proste.
– Tylko czy jej się uda? – zapytał Joong.
– Ale w końcu ją poznamy – powiedział uradowany Yun.
– Skoro zemdlała widząc mnie, to boję się, że dostanie zawału jak zobaczy was i umrze jak zobaczy nas razem.
Yun zaczął się śmiać.
– Gdy o niej tak opowiadasz to odnoszę wrażenie, że nas lubi bardziej niż ciebie – stwierdził Joong.
Sięgnąłem po leżący na stoliku między nami magazyn i rzuciłem w niego.
– Bo lubi was bardziej – przyznałem. – Jednak nie jako członów zespołu, a jako upadłych.
– Mówiłeś jej!? – wrzasnął Yun. – Dlaczego nie możemy jej poznać?
– Powinieneś wybrać jakieś liceum, żeby nie być już takim tępakiem, a nie się dziewczynami zajmujesz – powiedziałem.
– W tym artykule z waszym zdjęciem było napisane, że ona chodzi do Yesul, prawda? – zapytał Joong.
– To już wiem do jakiego liceum pójdę! – zawołał uradowany Yun.
– Cholera – burknąłem.

*

– Możesz mi wytłumaczyć o co z tym chodzi? – zapytała mama, rzucając mi gazetę pod nos, kiedy jadłam obiad po powrocie ze szkoły.
Na pierwszej stronie pisemka o celebrytach znajdowało się moje zdjęcie z Kangiem.
– Wczoraj wyszłam za nim z domu i ktoś nam zrobił zdjęcie – wytłumaczyłam. – Chcemy powiedzieć, że to nie był Kang i w zasadzie mnie nie zna i nigdy na oczy nie widział, ale nie wiem jak to zrobimy. On ma wszystko ustalić.
– Musicie być ostrożni. A jak się do niego zbliżysz to zabije. Nie chcę mieć takiego zięcia.
– Mamo! – pisnęłam, rumieniąc się.
W wieczornym wydaniu wiadomości, znów zobaczyłam tamto zdjęcie, zrobione przed moim domem. Przez cały czas rozmawiali o Fallen Angels, o Kim Kang Kyunie i o mnie.
– Wiadomość z ostatniej chwili – powiedział mężczyzna prowadzący program, kiedy miałam wyłączyć telewizor. – Zdjęcie, które miało przedstawiać Kim Kang Kyuna z prawdopodobnie jego dziewczyną to fałszywka. Reporterka ‘Plotka’, powiedziała nam, że zdjęcie zostało zrobione przed jej domem jej córce, która przytulała się ze swoim przyjacielem. Jak nam powiedziała ‘Jestem tak zwanym paparazzi, więc celebryta na pewno by mnie nie odwiedził i to w moim własnym domu. Skąd by wiedział, gdzie mieszkam?’ Tak więc, nie ma żadnych dowodów, które potwierdziłyby rozwiązanie grupy Fallen Angels.
– Mamo – zawołałam.
Odpowiedziała mi cisza.
– A no tak, przecież jest w pracy.
Uratowała Fallen Angels, ale zdradziła się. Kang już zapewne wie, że mama jest dziennikarką. Dziwne, że to wyjaśniła. Przecież w swojej pracy będzie musiała śledzić celebrytów i wyszukiwać skandale, a teraz właśnie sama jeden zażegnała.
Jesteśmy tu od wtorku, czyli trzeci dzień się kończy, a tu już o nas głośno w całym kraju.
Westchnęłam i wyłączyłam telewizor.
Gdy szłam na górę, mój telefon zaczął dzwonić.
Kang – mówił napis na wyświetlaczu.
– Kang? Oglądałeś wiadomości – stwierdziłam.
~ Tą kobietą, o której mówili była twoja matka? – zapytał.
– Na to wychodzi. Sama się dopiero dowiedziałam.
~ Poprosisz ją do telefonu? – zapytał.
– W pracy jest.
~ Pewnie na konferencji odnośnie cast…
Otworzyłam właśnie drzwi od mojej sypialni.
– Możesz powtórzyć? Nie słyszałam.
~ Mówiłem o konferencji.
– Może mi się wydawało, że coś jeszcze.
Po chwili wrzasnęłam.
~ Czemu tak wrzeszczysz? – zapytał niecierpliwie.
– Zaczekaj moment.
Podeszłam do drzwi balkonowych i odsunęłam firankę. Na moim balkonie stał Kyu Dong. Szybko otworzyłam drzwi, wpuszczając go do środka w towarzystwie zimnego nocnego i jeszcze zimowego powietrza.
– Co ty tu robisz? – zapytałam, zamykając drzwi.
– Widziałaś wiadomości?
– Tak.To moja mama. Pewnie zrobiła to, by ratować prace.
– A…
– Aaa! – zawołałam i przyłożyłam telefon do ucha. – Kang? Jesteś?
~ W porównaniu z tobą jestem uprzejmy i czekam, kiedy ktoś tak chce.
Prychnęłam.
~ Mówiłem ci, żebyś tego nie robiła. Ktoś do ciebie przyszedł?
– Tak, mój przyjaciel. Możemy porozmawiać jutro, kiedy spotkamy się na lekcji? – zapytałam.
~ Powiedziałaś mu, o mnie i o tym kim jesteśmy!?
– Nie wrzeszcz tak, przecież lekcje muzyki są dla mnie ważne – powiedziałam.
~ Muzyki…? Rozumiem. Porozmawiamy jutro. Do zobaczenia.
– Tak, pa.
Gdy się rozłączył, odłożyłam telefon na szafkę obok łóżka i usiadłam na materacu.
– Rozmawiałaś z Kim Kang Kyunem? – zapytał Kyu Dong.
Skinęłam głową i przechyliłam się do tyłu, kładąc na łóżku. Yung po chwili leżał obok mnie.
– Gdyby mama cię tu zobaczyła, zamknęłaby mnie w piwnicy na pół roku.
Zaśmiał się.
– Czyli, sprawa Kanga załatwiona? – zapytał.
– No. Jeszcze jutro do szkoły i mam z nim lekcje. Ach, w tę sobotę ty i Yesul Boys idziecie ze mną na koncert Fallen Angels, Kang nas wprowadzi o ile nie zmienił zdania.
– To super! – zawołał.


~*~

 Mam nadzieję, że nowi bohaterowie się podobają. Powiem, że to ta trójka jest tutaj ważniejsza niż koledzy Choi Shin Hye ze szkoły :P
Widzę w ankiecie dużo głosów, ale niestety w księdze gości mało was.Oczywiście ja nie zmuszam was do zakładania kont na google, ale fajnie by było gdyby ci już posiadający je wpisali się do księgi. Bym wtedy wiedziała, czy na pewno kontynuować tę historię.
Notki będą się od teraz ukazywały w każdy poniedziałek, o ile nic się nie wydarzy ;)