wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział 36.



Nikt się nie pobawił ze mną w tłumaczenie posta :c
Nie ważne, cieszę się, że tyle komentarzy przybyło i nowi się w końcu odezwali :D
Gamsahamnida :3
Teraz inne zadanie i to bojowe!!! Pisać do mnie w czasie wolnego i męczyć mnie, żebym pisała, bo blog będzie uzupełniany w notki bardzo rzadko lub wcale :c Łapajcie mój nr gg 51172265, lub http://ask.fm/ChoiShinhye ;)
Enjoy ;)

Kiedy widownia nadal skandowała, ja podałam Yunowi mikrofon i wstałam z kanapy, po czym pobiegłam do gościa od dźwięku. Na jego monitorze widziałam, że jedna z kamer podążała za mną, tak jak wtedy, gdy rozdawaliśmy ciasto.
– Mógłby pan puścić One Shot B.A.P, instrumentalną wersję od mniej więcej minuty czterdzieści? – zapytałam.
Skinął głową, a ja wróciłam na scenę i odebrałam mikrofon od Yuna. Kiedy poleciała muzyka, wyobraziłam sobie jak to robił Zelo i przypominając sobie słowa piosenki, zaczęłam rapować.

Geeureumui noye heundeureo gogaereul
Noryeokdo eomneun nomdeureun dangjang jameseo kkae
Bangguseoge anjaseo nopeun jarireul wonhae
Igeon geimi aninde hyeonsildeureul gubun motae
Oh yeah go around a track
Siganeun gyesok dolgo dora so far away
Junbidoen jamani jinjjaro mareul hae
Jejarineun huhoe ppuniya niga nuneul gameul ttae whoa

Zanim skończyłam rozległy się brawa. Kiedy spojrzałam na chłopków, patrzyli na mnie szokowani.
– Osobiście wolę zwyczajnie śpiewać, niż rapować – powiedziałam idąc do kanapy.
– To było niesamowite! – zawołała Prowadząca.
– Akai Zu Mi, zanim zapomnę – zaczął Prowadzący. – Czy konkurs ‘Odkryj tajemnicę Zu Mi’, już działa? – zapytał.
– Oczywiście – powiedziałam z uśmiechem.
– A czy podpowiesz nam coś? – zapytała Prowadząca.
– Wtedy nie było by żadnej zabawy – powiedziałam.
– Ach, ale z ciebie tajemniczy chłopak.
Uniosłam kącik ust w uśmieszku, bo właśnie przeczy mojej tajemnicy.
– To by było na tyle! – zawołali Prowadzący.
Pożegnali się z nami i kontynuowali zakończenie programu.
Gdy wyłączono kamery za kulisy wpuszczono kilka dziewczyn, żeby wzięły autografy. Wtedy ja zwiałam do przygotowanej specjalnie dla nas garderoby, gdzie już czekała Rae i Prezes.
– Akai Zu Mi! – zawołał Prezes kładąc mi dłonie na ramionach. – Dlaczego nie wiedziałem, że potrafisz rapować!?
– Mówiłem, że wiedziała o tym tylko jedna osoba.
Przypomniała mi się nasza rozmowa o programie, kiedy tylko dostaliśmy gotowe skrypty.
– Wtedy pod koniec zapytają ciebie Akai o jakiś twój talent, to coś im pokażesz.
– No jest coś co mógłbym…
– To świetnie, w takim razie…
To było bardziej tak, że on mówił i nie dał dojść do słowa.
– Wracajmy do domu! – wrzasnął Yun. – One mnie napadły!
Yun rozpaczał dopóki nie wsiedliśmy do busa.

*

To co Akai pokazał na scenie było niesamowite. Ni stąd ni zowąd zaczął rapować. W naszym zespole nie ma raperów, a tu pojawia się Akai i śpiewa, a po chwili okazuje się, że też rapuje. Czuje, że z nim Fallen Angels może wyjść na szczyt list popularności. Tak, musze to przyznać.
Uśmiechnąłem się do siebie, nie ważąc się nawet odwrócić, żeby spojrzeć na młodego.
– Prezesie, mamy zaplanowane coś na jutro? – zapytał Akai.
– Chciałem z tobą omówić tę piosenkę, o której mówiłeś –powiedział odwracając się do tyłu. – Coś się stało, że pytasz?
– Został tydzień wakacji, zanim znów zacznę lekcje z moimi nauczycielami, a chciałbym je spędzić z mamą, skoro wróciła już z Norwegii.
– Dobrze, tylko dasz mi dziś tekst piosenki i nuty. Masz je skończone?
– Słowa tak, nuty trzeba jeszcze dopracować.
– Rozumiem, zajmiesz się tym później.
– Tak Prezesie.
Kiedy dojechaliśmy do domu, Akai od razu zniknął nam z oczu.
– Kang, coś ci się stało? – zapytał Joong kładąc dłoń na moim ramieniu.
– Nie – powiedziałem nie odwracając się do niego. – Po prostu nadal jestem w szoku, po tym jak Zu Mi zaczął rapować.
Joong zaśmiał się.
– Też byłem zaskoczony – przyznał.
– Pójdę go zapytać, czy nie pomóc mu z nutami – mruknąłem i ruszyłem w stronę schodów.
– Przyznaj się! – zawołał Yun siedzący na dywanie i grający na konsoli. – Chcesz podpatrzyć co napisał na swój singiel!
– Nie tylko – powiedziałem z uśmiechem i ruszyłem po schodach na górę.
Że też prezes musiał wypaplać, że Akai wyda singiel przed tourne. No i że kazał Joongowi o tym powiedzieć dziś w programie.
Gdy dotarłem do drzwi pokoju Akai, chwilę zastanawiałem się czy faktycznie chcę tam wejść. W końcu jednak zapukałem.
– Akai, mogę wejść? – zapytałem i nie czekając na odpowiedź otworzyłem drzwi.
– Kang Kyun Hyung – powiedział Akai zaskoczony.
Siedział przy swojej szafie i szukał w niej czegoś.
– C-co ty tu…
– Chciałem zapytać, czy nie trzeba ci pomóc przy tej piosence, bo jakbyś chciał to…
– Naprawdę!? – wrzasnął chłopak zrywając się na równe nogi. – Mógłbyś? – zapytał, patrząc na mnie swoimi wielkimi brązowymi oczami. Wyglądał teraz podobnie jak Yun, kiedy widzi coś milusiego i słodkiego jak Shin Hye, z tym że w nim było coś co sprawiało, że miałem to dziwne uczucie, które towarzyszy mi, kiedy parzę na uśmiechającą się Shin.
Przełknąłem ślinę.
– Tak, jeśli masz kłopot to zawsze możesz na mnie liczyć – powiedziałem z uśmiechem, odsuwając od siebie tamte myśli.
Dlaczego chodź wiem, że przebywanie z Akai może skończyć się czymś złym to i tak… chcę? To dziwne, ale chcę, a nawet potrzebuję z nim przebywać. To wszystko, przez to, że uratował Shin, tak to musi być to.
No i się zaczął odzywać ten ‘Kang życzliwy niosący pomoc’, którego od dwuch lat skutecznie ignoruję. Do teraz…
– Jeśli byś chciał to mogę cię podwieźć do domu – zaproponowałem. – Co ty na to?
Chyba za szybko po okazaniu życzliwości coś takiego zaproponowałem, bo chłopak się speszył.
– Podjechać pod dom czerwonym Porsche? – zapytał odchodząc w głąb pokoju, żeby nadal czegoś szukać. – Sąsiedzi by oszaleli z zazdrości, a i tak już ma… rodzicom zazdroszczą, że przyjęto mnie do zespołu.
– To jak zamierzasz się tam dostać? – zaciekawiłem się, zakładając ręce na piersi.
– A o tak – powiedział dotykając naszyjnika z żółtym kryształem.
– Racja, masz kryształ.
– Ułatwia życie – powiedział i błyskawicznie opadł na podłogę, zaglądając pod łóżko.
– Zu Mi! – zawołałem przerażony i podbiegłem do niego robiąc, w pierwszej chwili myśląc, że zemdlał, ale po chwili uniósł głowę i spojrzał na mnie pytająco.
– Myślałem, że coś ci się stało – mruknąłem, drapiąc się w tył głowy. – Czego tak właściwie szukasz? – zapytałem, powoli odsuwając się do drzwi.
– Kartek, na których mam zapisaną piosenkę i nuty, ale nie mogę ich – usiadł na łóżku – znaleźć. Chwileczkę.
Wstał i podniósł coś z pościeli.
Zaśmiał się.
– No przecież je wyciągałem z szuflady – mruknął i zaczął się nerwowo śmiać. – Łamaga – burknął do siebie i zaczął iść w moim kierunku. – Pójdę to zanieść i już mnie…
– Ja mogę to przekazać – powiedziałem. – A ty idź spotkaj się z mamą, w końcu dawno jej nie widziałeś.
– Wczoraj, no ale… Naprawdę możesz? – zapytał uradowany.
Cholera, znów to uczucie.
Odchrząknąłem patrząc w bok.
– T-tak – powiedziałem, a mój głos lekko zadrgał.
– Dziękuję! – zawołał i objął mnie w pasie.
– A-akai – powiedziałem zszokowany.
– Przepraszam – powiedział szybko się odsuwając i kłaniając nisko.
Sięgnąłem po kartki, które trzymał w dłoni opartej o kolano i zabrałem je.
– Nie szkodzi, znikaj.
Wyprostował się błyskawicznie uśmiechnął, a po chwili zniknął.
Moje serce waliło jak oszalałe, więc złapałem się za pierś.
– Co się ze mną dzieje – szepnąłem do siebie.
Odetchnąłem głęboko kilka razy i spojrzałem na kartki, które zabrałem Akai.
– Rozszyfruj mnie, odkryj… To pasuje do jego tajemnicy.
Uśmiechnąłem się, bo chłopak jest dobry w pisaniu tekstów.
Kiedy pokazałem prezesowi tekst i zapewniłem, że to Akai to napisał, wsiadłem do samochodu i pojechałem do wytwórni, żeby zamknąć się w studiu nagraniowym i poprawić nuty do piosenki Akai.

*

Dni mijały szybko. Drugi tydzień wakacji spędziłam praktycznie w domu z mamą. Obie prowadziłyśmy śledztwo odnośnie włamania. Okazało się, że nie był to zwykły człowiek, dlatego mama nie wezwała policji, bo rzecz, która zaginęła nie była zwyczajna. Była to księga z zapiskami przodków mamy odnośnie Magów Lodu. Opisano tam kilka przypadków Magów, mogących się posługiwać magią lodu. Dzieje każdego z nich, a było ich tylko siedmioro, po jednym na sto lat.
– I tak się składa, że teraz jest osiemset lat odkąd po Ziemi chodził pierwszy Mag Lodu? – zapytałem mamę, kiedy porządkowała rozrzucone w panice papiery, szukając księgi.
– Tak.
Już nie była tak zdenerwowana z powodu zaginięcia starej księgi, ale wciąż jej nastrój nie był najlepszy, bo nie wiadomo kto ma ten staroć.
– I tak się też składa, że jako twoja córka mogłam odziedziczyć tę moc? – zapytałam.
– Tak.
– A jak ci opowiem co się wydarzyło po urodzinach Yuna, to nie dostanę szlabanu? – zapytałam.
– Woon Jeon już mi opowiedział o tym pożarze –powiedziała zastanawiając się na jaką kupkę odłożyć trzymane w ręce kartki.
– Nie było żadnego pożaru… No może, nie dopóki nie odeszliśmy.
– Co?
 – Tylko się nie wściekaj, że z nimi poszłam. Więc to było tak, że…
Opowiedziałam jej co zaszło odkąd zamroziłam wodę w misce, poprzez porwanie Kanga, aż do jego odbicia i ugryzienia mojego klona, przez Lamię.
– Walczyliście z sforą Lamii? – zapytała z niedowierzaniem. – I stworzyłaś krwawego klona? No i zamknęłaś Lamię w klatce z… z…
– Z Lodu.
– A więc nie myliłam się, to ty odziedziczyłaś talent Lodu – powiedziała z dumą i wstała z podłogi, żeby mnie przytulić.
Kiedy mnie puściła i wróciła do sprzątania, ja okręciłam się na jej obrotowym krześle za biurkiem.
– Wiem, czytałam tę księgę.
– Jak to ją czytałaś? – zapytała. – Przecież gabinet był zamknięty.
– Ale zostawiłaś klucz na wieszaku na drzwiach w twojej sypialni – powiedziałam.
Wtedy mama zerwała się na równe nogi i zniknęła.
– Mamo! – zawołałam i pobiegłam za nią.
– Shin Hye, gdzie są klucze? – zapytała, kiedy dobiegłam do jej sypialni. – Odwiesił je na haczyk?
– Tak, wzięłam je, później zabrałam księgę, przeczytałam, zamknęłam gabinet i odwiesiłam klucze o tu… – wskazałam na haczyk, ale kluczy mamy na nim nie było. – Przysięgam ci, że odwiesiłam je tutaj – zapewniłam.
Dobrze to pamiętałam.
– A jeśli, nie?
– Nie ma sensu ich szukać, znasz jakieś zaklęcie przywołujące? – zapytałam.
– Skup się, uwolnij trochę mocy i rozciągnij ją na mieszkanie, skup się na kluczach, jeśli poczujesz zmianę, to znaczy, że klucze gdzieś są i moc wskaże ci gdzie.
Zamknęłam oczy i wypuściłam moc jak mama kazała. Dobrze już nad nią panowałam, więc nie było to trudne. Po kilku minutach otworzyłam oczy zrezygnowana.
– Są tylko moje – oznajmiłam.
– Więc włamywacz musiał je zabrać razem z księgą – stwierdziła pocierając podbródek.
– W poniedziałek zaczyna się nowy rok szkolny, zapytam pewną wredną Lamię, czy to nie był ktoś z jej klanu.
– Skoro ścigaj ciebie dla mocy jaką posiadasz to możliwe, że to one, ale wątpię, by zrobiły to w tak krótkim czasie po porwaniu Kim Kang Kyuna. Możesz jednak spróbować.


Trzy dni później.

– Witaj w drugiej klasie! – zawołaliśmy razem z chłopakami, kiedy tylko Yun pojawił się przed szkołą.
– Wiedzę, że nie tylko mi jest wesoło – powiedział blondyn i zerknął na mój nadgarstek.
Oczywiście jako, że to pierwszy dzień jako drugoklasistki postanowiłam założyć bransoletkę od Kanga.
– Widzę, że ją nosisz – powiedział Yun.
– Tylko od święta – przyznałam, dotykając bransoletki z niebieskimi kamieniami, którą dostałam od Kanga.
– Świętujemy coś dzisiaj? – zapytał zaskoczony.
–Początek nowego roku szkolnego, chociażby – powiedziałam.
– No tak.
Zaśmiał się i rozluźnił krawat, a ja zauważyłam, że ma na szyi swój naszyjnik. Myślałam, że przestał go nosić, odkąd ma mundurek, ale w domu ciągle ma go na szyi.
Rozmawiając o tym co robiliśmy w wolnym czasie szliśmy razem do szkoły. Moja opowieść o ostatnich dwuch tygodniach była zmyślona, poza tym, że ratowaliśmy Kanga – bo było o tym w prasie – tym, że mama wróciła z Hawai i tym, że Kang raz mnie odwiedził.
– Shin, co z tym włamaniem? – zapytał mnie szeptem Yun, kiedy usiedliśmy w naszej ławce z tyłu klasy.
– Właśnie czekam na podejrzaną – powiedziałam.
Niestety, przyszła zaraz przed dzwonkiem, przez co nie mogłam z nią rozmawiać. Musiałam czekać na kolejną przerwę. To co się wtedy stało, nie dość, że uniemożliwiało mi rozmówienie się z Park, to po prostu było to bardzo dziwne.
– Hej, Choi Shin Hye! – zawołał jakiś chłopak. Zadziwiające było to, że zna moje imię, bo ja nawet nie wiem kto to był. – To prawda, że chodzisz z Kim Kang Kyunem?
Yun, który właśnie pił wodę, zakrztusił się nią, a ja tak jak siedziałam tak zamarłam.
– Właśnie, to prawda!? – zawołała jakaś dziewczyna z naszej klasy. – Han Yun Jae Oppa?
– Ja nic nie wiem – powiedział blondyn.
– Dzięki zdrajco – mruknęłam, po otrząśnięciu się z szoku. – Oczywiście, że nie prawda. Znam, Kim Kang Kyuna, bo Yun…
– Zdjęcia w prasie mówią co innego – zauważył ktoś. – To pierwsze przed twoim domem, okazało się prawdziwe! A twoja matka, naprawdę jest paparazzi.
Przełknęłam ślinę.
– W telewizji, w tym programie, w którym byliśmy, Kang powiedział, że daje Shin lekcje śpiewu – zauważył Yun.
– Nam mówiłaś, że razem chodzicie do jednego nauczyciela – powiedział Yung.
Spojrzałam na niego zszokowana, bo to była prawda.
– Właśnie, a co z Przewodniczącym? Przecież podobno jesteście parą!
– Yun, muszę zniknąć – syknęłam do niego.
Sięgnęłam po moją torbę i złapałam za krwawy klejnot, po czym zawinęłam go na dłoni tak, żeby dotykał skóry. Po chwili dotknęłam niewidocznego pod iluzją żółtego klejnotu, a w następnej…
– Dzień dobry wszystkim! – zawołał Akai Zu Mi wchodząc do klasy.
– Akai Zu Mi! – zawołała jakaś dziewczyna.
– Zu, co ty tu robisz!? – wrzasnął Yun, zrywając się na równe nogi.
– Znudziły mi się prywatne lekcje, więc przyszedłem tutaj – powiedział dokładnie to co mu kazałam. – Nie wolno mi?
– Ale skąd ty… Jak się tu dostałeś? – zapytał Yun.
Akai dotknął kryształu na szyi i mrugnął do nas.
– To już moja tajemnica.
W międzyczasie, kiedy wszyscy byli zainteresowani Akai, ja założyłam krwawy klejnot na szyję.
– Musimy porozmawiać – szepnął do mnie Yung, kiedy Yun poszedł do Akai i razem rozmawiali z innymi. – O tym wszystkim…
– Kiedy napiszę ci sms’a to przyjdziesz na balkon – powiedziałam, skupiając się na słuchaniu i odpowiadaniu na pytania ustami Akai.
– Co to za zamieszanie? – zapytała jakaś kobieta wchodząc do pomieszczenia, tuż przed drug lekcją dzisiejszego dnia. – Wszyscy na miejsca!
Każdy z nas patrzył zaskoczony na kobietę, ale posłusznie wykonano jej polecenie.
Była piękną kobietą o europejskich rysach twarzy. Na głowie miała burzę jasnych błyszczących włosów, a garsonka, którą miała na sobie uwydatniał jej piękną figurę.
– A ty to kto? – zapytała patrząc na Akai, o którym zapomniałam i ten nadal stał w klasie.
– J-ja… już sobie pójdę – powiedział, to co pierwsze padło mi na myśl.
– Chwileczkę, ja wiem kim ty jesteś – powiedziała z uśmiechem. – Należysz do tego zespołu, o którym tak głośno ostatnio? Jak wy się nazywacie…? Coś o Aniołach, tak?
– Upadłe Anioły, Ahjumma (coś jak ciocia, czy starsza od mówiącego to pani dop. Aut.).
– Właśnie – powiedziała, wskazując palcem na Akai. – Hmm.
Zaczęła się rozglądać po klasie, a Akai stał tam jak na skazanie. Wzrok pani Hall zatrzymał się na Yunie.
– Ty też jesteś z tego zespołu! – zawołała. – Wybaczcie, ale nie pamiętam waszych imion…
– Han Yun Jae, Ahjumma – przedstawił się Yun, wstając i lekko się skłaniając.
– A ty…? – zapytała Akai.
– Akai Zu Mi, Ahjumma.
Również kazałam mu się skłonić.
– Rozumiem, że chcesz się zapisać do naszej szkoły, tak? – zapytała go.
– Ja? N-nie, ja już mam nauczycieli, dziś tylko w odwiedziny jestem.
– O ile wiem, to nikomu spoza szkoły nie wolno przebywać na jej terenie, prawda?
– Eeem… No więc… Bo ja… – jąkał się Akai.
– Nie szkodzi, zrobię dla ciebie wyjątek. Niech fani nacieszą oko, bo w końcu, nie co dzień można spotkać kogoś tak sławnego jak wy, prawda, Aniołki?
Akai i Yun zaśmiali się.
– Proszę, usiądź na moim miejscu, za biurkiem, ja i tak wolę wykładać stojąc.
– Dziękuję Ahjumma.
Akai przeszedł przez salę i zmieszany usiadł na fotelu za biurkiem. Swoje emocje, całe zaskoczenie i to jakbym ja się czuła w takiej sytuacji, przelałam na Akai i pozwoliłam mu się zachowywać naturalnie, obserwując wykład nauczycielki.
– Nazywam się Hall Marissa – przedstawiła się kobieta. – Od dziś będę was uczyła biologii.
Tak zaczął się wykład, a ja byłam do końca dnia skazana na kontrolowanie krwawego klona.
Gdy lekcja dobiegła końca, mój podejrzany nie wykazywał chęci rozmowy.
– Parku Yu Rin! – zawołałam, kiedy ta próbowała się wymknąć z sali. – Nie unikniesz rozmowy ze mną! – dodałam po japońsku, wstając z miejsca, dzięki temu zatrzymała się. – Chodźmy na dach.
– Niby dlaczego mam gdzieś z tobą iść, co? – warknęła.
– Choćby dlatego, że próbowałaś mnie zabić, razem z bandą kobiet z twojego klanu?
Dziewczyna westchnęła i poczekała na mnie, a po chwili, razem ruszyłyśmy w stronę schodów na dach.
– Przepraszam za to wszystko – powiedziała, kiedy zamknęły się za nami drzwi na dachu. – To był pomysł mojej mamy.
– Wiesz, że ci nie wierzę? – zapytałam, patrząc na nią gniewnie.
Założyłam ręce na piersi.
Zmusiłam Akai, żeby przyszedł na dach, tak będzie mi go łatwiej kontrolować.
– A jak ci opowiem co moja matka zrobiła, żebym mogła żyć, to mi uwierzysz? Choćby ze względu na to, że poznałaś mojego brata.
– Mów, ale czy uwierzę to zdecyduję później – powiedziałam, a w tym samym momencie otworzyły się drzwi i na dach wszedł Akai, a za nim Yun i Yesul Boys.
– Co wy tu wszyscy robicie!? – warknęła Park.
– I tak nie zrozumieją, nie martw się – powiedziałam.
Nikt poza Akai, a z kolei Yun wie, że moje męskie ja zna japoński.
Park przegryzła wargę, ale zaczęła mówić.
– Kiedy się urodziłam, byłam bardzo słabą Lamią, ponieważ mój ojciec był człowiekiem. Nie wiem, czy wiesz, ale niekiedy ludzie posiadają wewnętrzną magię, przez co apetycznie pachną. Mój ojciec taki był, ale mimo to nie znał magii i nawet jak się o niej dowiedział to nie potrafił jej używać. Moja matka, odebrała jego wewnętrzną magię i przekazała ją mnie, zanim się urodziłam. To nie wystarczało. Jak wiesz Park Yu Ran, jest moim biologicznym bratem, a że on nie może być Lamią, a odziedziczył magię, matka chciała go poświecić dla mojej przemiany, jednak on uciekł i od tamtej pory go nie widziałam.
Teraz mamie towarzyszy jakiś Demon, który zaopatruje ją w magię dla mnie.
Ta Chimera, którą zabili Łowcy, to był zwykły człowiek, któremu dano posmakować mocy na kilka godzin. Teraz oni, zabójcy tego mężczyzny będą musieli się tłumaczyć, ponieważ on był człowiekiem.
Ja nie chcę mocy Lamii, ale moja mama jest uparta i nie spocznie, póki czegoś nie dokona.
– W takim razie wiem już po kim masz swój… niezwykły charakter  – powiedziałam.
Park zaśmiała się, o dziwo szczerze, co było bardzo ciekawym zjawiskiem w jej przypadku.
– Nie wiem, czy mi uwierzysz, ale ja to robię, bo ona tego chce, a nie potrafi ę się jej przeciwstawić. Jeśli coś się w przyszłości stanie, to ja nie będę miała w tym udziału. O wszystkim co się dzieje wiem mało, czasami nawet nic.
– A co z włamaniem do mojego domu? – zapytałam. – O tym też nic nie wiesz?
– Jeśli to ktoś z mojej rodziny to bardzo cię przepraszam – powiedziała i ukłoniła się bardzo nisko. – Nie mam żadnego wpływu na to co robi moja mama. Naprawdę cię za nią przepraszam, jeśli coś będzie się szykowało, na pewno cię o tym powiadomię.
– D-dziękuję – powiedziałam zszokowana.
Nie wiem czy mogę jej ufać, nie po tym wszystkim co się stało. Może by tak przetestować jej lojalność.
– Zawrzyjmy układ – powiedziałam już w naszym języku.
Uniosła głowę zaskoczona.
– Układ?
– Uwolnisz sługi.
– D-dobrze – powiedziała, niezbyt zadowolona.
Najwyraźniej jednak miała jakąś satysfakcję z bycia na szczycie.
– I dziś, kiedy drugie klasy oddają Voice Tournament w ręce pierwszaków, powiesz że już nie będziesz śpiewać na tym turnieju, nawet kiedy zostaniesz zaproszona, również nie zrobisz tego dzisiaj.
– Oczywiście.
– I zostaw moje życie w spokoju. Życie Fallen Angels i Yesul Boys również. Zajmij się naprawą własnego.
Skinęła głową.
– Ja jako Lamia, na dodatek, bez mocy, nie mam prawa wstąpić do Akademii Magii w Loaris, wiec proszę ciebie… – powiedziała znów po japońsku, po czym zbliżyła się do mnie. – Zabij moją matkę – szepnęła tuż przy moim uchu.
Teraz już nie mam wątpliwości, Park Yu Rin jest stuknięta, ale wiem coś jeszcze. Jej matka jest sto razy bardziej nienormalna.

*

Ps. Malvi - Łosiu, spróbuj nie skomentować zaraz po przeczytaniu, a zginiesz :D
Weri - Koniku, kom będzie krótki to przyjadę do ciebie i ci nakopię(tak wiem, do której szkoły chodzicie)
Alu - Kotku, do ciebie po ostatnim poście nie mam zastrzeżeń: taki bonusik po skomentowaniu jako pierwsza x3

środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 35. 생일 축하합니다 ㅠᆫ재



No dobra, mam prawie 4 zagrożenia, ale notkę wam dodaję, znajcie moje dobre serce :D
A na geografii turystycznej dziś zaczęliśmy omawiać Japonię i mówiłam więcej niż nauczyciel, dlatego powiedział "Chyba powinniśmy się zamienić". Gdyby pan nie był sknerą, to może bym jakąś ocenę dobrą dostała, ale chyba nie mam na co liczyć. Będę opowiadała o zabawie w '1000 lat bólu' i facetach przebierających się za kobiety, ale to nie transwestyci, tylko cosplay, a cosplay to sztuka :D
Enjoy ;)

Ze snu wyrwało mnie pukanie do drzwi. Nie tracąc czasu na schodzenie po schodach, teleportowałam się pod drzwi i je otworzyłam.
Najwyraźniej nie spałam długo, ponieważ Kang dopiero przyszedł.
– Kang! Nie dzwoniłeś, że przyjedziesz – dodałam po chwili oskarżycielsko.
– Dzień dobry, mogę wejść?
– T-tak – powiedziałam od razu. – Jak zawsze możesz.
Zaśmiałam się nerwowo.
– Co tu się na Ogień Diligs stało!? – zwołał przerażony Kang, kiedy ja zamykałam za nim drzwi.
– Co masz na…
Kiedy się odwróciłam, cicho krzyknęłam ze strachu.
Cały dom był tak zabrudzony, że trudno było go poznać.
W salonie walały się rozdarte książki, poduszki i szkoło z rozbitego stolika do kawy. Rośliny leżały na podłodze w rozbitych doniczkach, kanapa i fotele miały rozdarte obicia.
W kuchni walały się rozbite zastawy, lodówka i szafki były otwarte, ich zawartości walały się wszędzie po całej podłodze i blatach stołów, stół leżał na boku i miał wyrwane dwie nogi, a jedną nadłamaną.
– Biuro mamy! – zawołałam i przebiegłam korytarzem do wyznaczonego celu.
Mama zamknęła drzwi na klucz, więc jeśli zamek będzie wyłamany to znaczy, że był to zwykły włamywacz, jeśli jednak zamek jest nie naruszony i zamknięty to włamywacz nie chciał się wysilać, albo był istotą magiczną.
Przełknęłam głośno ślinę i nacisnęłam klamkę. Drzwi od razu się otworzyły. Jednak biuro było jak najbardziej nienaruszone. To musi znaczyć, że włamywacz nic ciekawego tu nie znalazł, lub mama była w domu i nie zamknęła drzwi od swojego gabinetu.
– Coś ty zrobiła? – zapytał rozbawiony Kang.
– To nie ja – powiedziałam przerażona. – Na pewno nie ja…
– To gdzieś ty była, że nie słyszałaś jak ktoś buszuje po domu!? – wrzasnął.
Unosi się, a to przecież mój dom.
– Na górze – burknęłam. – Spałam.
– I nie słyszałaś!
– Miałam słuchawki w uszach – wymyśliłam naprędce.
Czerwonowłosy westchnął.
– Posprzątam, a ty sprawdzaj czy nic nie zginęło.
Mruknęłam na zgodę, a Kang odłożył na podłogę w przedpokoju papierową torbę z cukierni i wszedł do kuchni. Mrucząc pod nosem zaklęcie, zaczął cofać czas zniszczonych przedmiotów. Wyglądało to tak, jakby ktoś puścił jakieś nagranie w tył i w spowolnionym tempie.
Zanim jednak Kang skończył porządkować kuchnię, usiadł na dopiero co naprawionym krześle, żeby odpocząć.
– Trudne musi być to zaklęcie – zauważyłam.
– Jeśli się nie ma wprawy, moc znika błyskawicznie – wytłumaczył. – Już odpocząłem, już…
Kiedy wstawał nogi się pod nim ugięły.
– Kang! – zawołałam i uklękłam przed nim. – Zużyłeś za dużo mocy, mogę…
– Sama zużyłabyś jej za dużo – przerwał mi.
– Chciałam ci przekazać moc, a nie naprawiać.
– No tak, na łatwiznę.
– Zrobię ci herbaty z magią – zachęciłam go, patrząc w jego oczy z dołu.
– Przecież nie potrafisz.
– Mama mówiła mi jak, no i już ją robiłam.
Westchnął i wyciągnął swoją dłoń. Ujęłam jego nadgarstek, a on mój i wtedy przesłałam mu moc. Przesyłałam jej jak najwięcej i jak najszybciej mogłam, przez co zakręciło mi się w głowie.
– Nie za dużo – ostrzegł mnie Kang, zrywając połączenie naszych dłoni. – Ty też musisz mieć jej trochę, bo kto mi zrobi herbaty?
Zaśmiałam się i wstałam. Miałam jeszcze dość sił, mimo iż trochę kręciło mi się w głowie i miałam ochotę usiąść, żeby odpocząć.
Kiedy Kang naprawiał salon ja zaczęłam przyrządzać herbatę. Mama nie używała do parzenia jej swojej mocy, tylko używała liści zabarwionych magią. Wystarczy zalać liście wodą i gotowe.
– Byłem na górze, w piwnicy i w ogrodzie. Tam nic się nie zmieniło. No i naprawiłem te wypalone ślady w trawie.
– Dziękuję – powiedziałam z uśmiechem i postawiłam n tacy dzbanuszek z herbatą, dwie filiżanki zakryte spodkami i talerzyk z moimi ulubionymi pączkami w różowej polewie, które przyniósł ze sobą Kang. – Chodźmy do salonu.
Kang odebrał ode mnie tacę i puścił mnie przodem.
Zachichotałam i skłoniłam się jak dama, a później pokazałam mu język i w podskokach ruszyłam do salonu.
Kiedy przypomniałam sobie o zawartości pudełeczka, tkwiącego w kieszeni Kanga, wszystko odleciało na bok. Starałam się jednak zachowywać naturalnie, przypominając sobie co czytałam w starych zapiskach rodzinnych, które trzyma mama, zaraz po walce z Lamiami i tym co mówił mi Yun tamtego dnia.
– Kang? – zaczęłam.
– Tak? – zapytał nalewając nam herbaty.
– Czy… – Chciałam zapytać o to czy wie coś o moich mocach, ale szybko zmieniłam temat. Nie powinnam tak szybko tego mówić, bo jeszcze się wkurzy. – Czy Yun miał już przesłuchanie odnośnie wyboru profesji? – zapytałam.
– Tak, w poniedziałek. Niestety dowiedzieli się o naszych wybrykach w pitek w jego urodziny i tych w sobotę, jak walczyliśmy z Lamiami. – Kto tu walczył. – Jego rodzice byli wściekli, Aniołowie też. Chcieli go przydzielić do niższych szczebli, jak Opiekunowie dusz, czy Stróże, ale udało mu się wyplątać i zastąpi swojego upadłego ojca, w zastępie archaniołów.
– To wspaniale! – zawołałam uradowana i przejęłam od Kang moją filiżankę. – On chciał być Archaniołem? Bo rozmawialiśmy o tym, ale nie mówił mi…
– Yun nie chce być Aniołem – powiedział Kang.
– Słucham?
– Wolałby być zwykłym człowiekiem, tyle że jako potomek Anioła, nawet jeżeli upadnie to nie będzie mógł być człowiekiem. Musiałby wybrać, być człowiekiem bez mocy i wiedzy o magii, lub Upadłym czy Aniołem. Wybrał bycie Aniołem.
– Gdyby oddał moc, zapomniał by o was i Fallen Angels – stwierdziłam ze smutkiem.
– Właśnie – przyznał. – A Yun nie chce zapomnieć, nie przez samolubność, bo ma pieniądze i sławę, a dlatego, że z nami czuje się jak w rodzinie. W rodzinie, której nigdy tak naprawdę nie miał.
– Jak to nie? Przecież ma rodziców i…
– Tak, ma. Jednakże oni widzą w nim tylko narzędzie, którym wkupią się do nieba. Jak wiesz, Anioł który pożąda miłości upada, ale jego moce wciąż pozostają. Nie wiele, bo są słabe, a większość pochłania nieśmiertelność, a osoba, do której Anioł czuje miłość, gdy ten ulegnie jego wdziękom zostaje skazany przez niebo. Obu nie pozwala się nigdy wstąpić do nieba, chyba że ich potomek odziedziczy zdolności Anioła, wtedy może wybrać. Rodzice Yuna, nie dają mu wyboru. On musi zostać Archaniołem, żeby oni mogli dostać przepustkę do nieba.
– Ale mama Yuna nie jest człowiekiem, bo gdyby była to nie mogłaby przebywać na Ignis, prawda? A tam właśnie mieszkają państwo Han.
– Tak mieszkają tam. Mama Yuna jest Elfem Światła.
– To niezłe szychy. Ale oboje zachowali nieśmiertelność? – zapytałam.
– Tak. Upadli są nieśmiertelni, aby ich kara, czyli tułaczka po Ziemi bez skrzydeł trwała bez końca. Elfy Światła zaś nieśmiertelność mogą oddać tylko z własnej woli. Chyba, że się je zabije, ale Niebo tego nie zrobi.
– A oni nie podlegają różnym Bogom?
Kang zastanowił się nad tym chwilę.
– Jak teraz o tym mówisz… Tak, Anioły podlegają Bogu, który stworzył Ziemię, tak jak Ludzie i inne stworzenia Ziemi. Pozostałe magiczne istoty podlegają Dziesięciu Bogom Harmonii.
– Bogini Ciemności się nie liczy – zauważyłam. – Czyli dziewięciu.
– Od kiedy to się jej nie liczy? – zapytał Kang z rozbawieniem, po czym upił łyk herbaty.
– Odkąd ją wygnano na Tenebris?
– Tak, ale nadal jest Boginią i podlegają jej Wampiry, Smoki, Demony i tak dalej.
– To dlatego Yun ma blond włosy, po Elfach Światła.
– Dokładnie.
– Aaa…
– Tak?
– Nic – powiedziałam szybko i upiłam łyk herbaty.
W tej magicznej herbacie lubiłam to, że nie słodycze nie zabijały jej smaku, więc mogłam wcinać pączki, a herbata nadal była pyszna.
– Ja… – zaczął Kang.
– Tak?
Zauważyłam, że jego dłoń powędrowała do kieszeni, gdzie miał pudełeczko dla mnie, ale po chwili ją zabrał i spojrzał na mnie, więc szybko oderwałam wzrok od jego kieszeni.
– Możesz być ze mnie dumna.
– Doprawdy? – zapytałam zaciekawiona. – A to niby dlaczego?
– Byłem miły dla Akai Zu Mi, bo uratował cię przed Lamią. Podziękowałem mu za to.
– Och – wyrwało mi się.
– Zaskoczona?
Tak, bo już to wiem i nie wiedziałam, że mi to powiesz.
– Troszeczkę – przyznałam i sięgnęłam po pączka. – Skąd wiedziałeś, że je lubię?
– Bo są różowe? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – Chciałbym ci coś dać – powiedział, a jego głos lekko zadrżał.
Zamarłam.
To już czas!
– Mi? Co takiego? – udałam zaskoczenie. – Przecież już dałeś mi ten strój na koncert, czy to nie…
– Yun dał mi dla ciebie płytę z jakimiś zabawnymi piosenkami w jego wykonaniu – powiedział, kiedy się wyprostowałam i dał mi pudełko z płytą. – Powiedział, że to na poprawę humoru, żebyś zawsze się śmiała.
Zaśmiałam się.
– Yun ma niezwykłą moc, jeszcze nie słyszałaś co jest na płycie, a już się śmiejesz.
Znów się zaśmiałam, ale głośniej i dłużej.
– Dziękuję – powiedziałam znów i wzięłam od Kanga płytę.
– A to… – Sięgnął do kieszeni! – ode mnie.
Było to to samo pudełeczko, które wtedy w garderobie wskazał mi Joong. Teraz było zamknięte.
– C-co to jest? – udałam zdziwienie, chodź dobrze wiedziałam co jest w pudełeczku.
– Otwórz – nakazał.
– Nie wyskoczy na mnie jakiś mały skrzat? – zapytałam.
– Mi Ko by tak zrobiła, ja nie – oburzył się. – Jak nie chcesz to oddam.
– Nie! – zawołałam, wyciągając ręce, kiedy zabierał pudełeczko spod mojego nosa. – Pozwól chociaż zobaczyć co to.
Zaśmiał się krótko.
– W końcu i tak nie będzie mi pasować – stwierdził Kang i niby to z litości oddał mi pudełeczko.
Lekko uniosłam wieczko i zajrzałam do środka.
Była tam ta sama piękna bransoletka, którą widziałam około godziny temu. Była stworzona ze srebrnych kulek o średnicy pół centymetra, złączonych maleńkimi ogniwami łańcuszka. Wewnątrz co drugiej kulki był niewielki granatowy oszlifowany kryształ.
– T-to… to… to… – jąkałam się.
– Zwykłe srebro, zwykły szafir, nic magicznego, nie pytaj ile zapłaciłem, bo i tak ci nie powiem.
Wyciągnęłam bransoletkę z pudełeczka i próbowałam ją zapiąć jedną ręką, ale Kang złapał ją i mi błyskawicznie pomógł. Zrobił to tak delikatnie, że nawet nie poczułam dotyku jego palców.
– M-mogę cię przytulić? – zapytałam spuszczając wzrok.
– No nie wiem – powiedział niby od nie chcenia.
Przekrzywiłam głowę, bo coś za Kangiem, w oknie mignęło mi przed oczami. Wtedy Kang nachylił się do mnie i pocałował czubek mojego nosa.
Spojrzałam na Kang zaskoczona, a kiedy jego twarz wciąż była blisko mojej, w oknie rozbłysło światło. Ciekawe co to?
Zamknęłam oczy, bo się potwornie zarumieniłam, po czym rzuciłam się Kangowi na szyję.
– Dziękuję – szepnęłam mu do ucha. – Jest piękna. Ale… – Odsunęłam się od niego. –Z jakiej to okazji?
– Urodzin?
– Moje urodziny były około miesiąc temu – mruknęłam.
– A ja ci nic na nie dałem.
Samym prezentem było to, że pojawiłeś się w moim domu.
– Nic nie szkodzi. Będziesz na mnie skazany, jeszcze przez kilka lat, więc się odrobi.
– Aha, to tak chcesz mnie wykorzystywać? – zapytał.
– Nie. Ja tylko… Ile kosztowała? – zapytałam podsuwając nadgarstek pod nos Kanga.
– Mówiłem, że nie powiem.
– Skoro to srebro i szafiry, takie prawdziwe z Ziemi, a nie magiczne to musiały kosztować majątek! – wrzasnęłam i odpięłam łańcuszek. – Nie mogę przyjąć czegoś tak drogiego…
– Nie ma zwrotów.
– Jak to nie ma!
– Nie ma. A powiedzieć ci dlaczego wybrałem tę bransoletkę? – zapytał.
– Nie, bo i tak ją oddasz…
– Ponieważ zatopione tam kamienie wydają się ciemniejsze niż są w rzeczywistości, przez co mają kolor tylko trochę jaśniejszy od twoich oczu – powiedział nachylając się do mnie.
Przełknęłam ślinę.
– No, a teraz nadrabiamy stracony tydzień i uczymy się ukrywać aurę! – zawołał Kang. – Dziś masz opanować to i zaczniemy lewitacje! Ale mamy czas tylko do szesnastej.
– Dwie godziny!? – wrzasnęłam. – Oszalałeś!
Nie owarzyłam się zapytać Kanga o Magów Lodu. Boję się, że jeśli nie zrobię tego wkrótce to już nigdy się na to nie odważę.
Przez dwie godziny bez przerwy, nawet na mały kęs pączka trenowałam ukrywanie aury. Nie było to przyjemne doświadczenie.

– Uwaga, zaczynamy za trzy, dwa, jeden i…! Jesteście na antenie – zawołał reżyser programu w którym dziś wieczór występowaliśmy.
– Stresujesz się? – zapytał Joong, kiedy zza kulisów obserwowaliśmy jak prowadzący programu prowadzą jego pierwszą część.
– Aż tak to widać? – zapytałam.
Noona Rae chodziła jeszcze wokół Kanga, poprawiając jego fryzurę.
Każdego z nas odstawiono na bóstwo. Mieliśmy ułożone idealnie włosy, dobrany makijaż z podkreśleniem oczu i ciemne ubrania. Ja miałam luźny szary T-shirt z czarnym nadrukiem, rozpięty czarny długi sweter z przydługimi rękawami, czarne rurki i białe creepersy. Na szyi miałam srebrny łańcuszek z literami FA, jak Fallen Angels. Niestety mój z żółtym kryształem Rae kazała mi zdjąć. Za to uparła się na szeroką metalową bransoletkę z ćwiekami. Tę od Kanga też musiałam zdjąć, a powiedziałam mu, że będzie na specjalne okazje, żebym jej nie zniszczyła.
– Nie martw się, jeśli nie będziesz wiedziała, co powiedzieć, to któryś z nas ci pomoże.
– Dziękuję Joong Kyung Hyung – powiedziałam odwracając się od sceny, żeby spojrzeć na chłopaka.
– Przywykłaś już do Hyung? – szepnął, nachylając się do mnie.
– Musiałam, a Oppa i tak nie używam – odszepnęłam.
Joong zaśmiał się.
Kiedy tylko Kang pojechał od razu zadzwoniłam do mamy, powiedziałam jej o włamaniu i o tym jak Kang sprzątał zniszczenia. Powiedziałam jej, że nie zauważyłam, żeby coś zniknęło, ale nie chciałam jej grzebać w rzeczach, więc zostawiłam ją i wróciłam do chłopaków.
– No, zaraz wchodzicie – powiedział Prezes podchodząc do nas. – Zu Mi, daj z siebie wszystko.
– Tak, Prezesie.
– Patrzcie jakie tłumy – powiedział Yun jak małe dziecko przed witryną cukierni, wieszając się na ramieniu Joonga. – Przyszli do Akai, jak źle się wyrazisz, żywcem cię wezmą i nie zostawią suchej nitki – dodał złowieszczo, a mnie przeszedł dreszcz.
– Nie strasz go, Yun – wtrącił się Kang, a ja zamarłam z zaskoczenia.
– Mówiłeś, że jak nowy będzie młodszy ode mnie to…
– Już wchodzicie – powiedział ktoś, przerywając Yunowi. Szkoda, bo chciałam się dowiedzieć  o co może Yunowi chodzić.
Mieliśmy iść w kolejności i siadać jak najdalej od prowadzących program, a że ja szłam ostatnia, to usiądę najbliżej nich.
– A teraz czas na naszych gości – powiedziała prowadząca.
– Drodzy państwo, powitajmy Fallen Angel! – zawołał prowadzący wskazując na kulisy, gdzie wszyscy staliśmy.
Kang wyszedł pierwszy, za nim Joong, Yun i na końcu ja.
Kiedy tylko widzowie zobaczyli czerwone włosy Kanga, od razy rozległy się brawa i krzyki. Wszyscy skandowali nazwę zespołu, a gdzie niegdzie rozlegały się takie słowa jak: Kocham cię, zostań moim mężem i tym podobne. Zaskakujące było to, że do mnie też krzyczały, mimo że pozostali chłopcy też tu byli. Już mam fanki, a w zespole jestem od tygodnia, nie ma co.
Znów to powtórzę. Gdyby tylko wiedziały, że jestem dziewczyną.
Uśmiechnęłam się, przypominając sobie coś, co dopiero dziś zauważyłam. Ja jako Shin mam granatowe, prawie czarne oczy, a Akai pod iluzją ma je brązowe. Spostrzegawcza ja.
Prowadzący programu uciszył tłum.
– Witamy was, Fallen Angels – powiedział mężczyzna, kiedy usiedliśmy i podał mi mikrofon, ale ten powędrował do Kanga. Drugi jednak nie ominął moich rąk i musiałam go trzymać.
– Dobry wieczór – powiedzieliśmy wszyscy, ale Kanga i Yuna było słychać najgłośniej.
– Całkiem niedawno wasze niewielkie grono się powiększyło – zaczęła Prowadząca. – Dlaczego zdecydowaliście się na nowego członka?
Jak się dowiedziałam, w telewizji, wszystkie pytania, które nam zadadzą przed widownią były nam najpierw pokazane, ułożyliśmy do tego odpowiedzi, napisano scenariusz i każdy z nas znał go na pamięć, już od kilku dni.
Mam nadzieję, że się nie pomylę. Ale Joong zapewniał mnie, że mi pomogą, gdyby coś się wydarzyło.
– Coż – zaczął Kang. – Jesteśmy zespołem już od około dwuch lat. Wszystko układa się jak trzeba, nowe piosenki, albumy i wiele koncertów, ale stwierdziliśmy, że musimy się rozwijać, więc postanowiliśmy zadbać o nowy świerzy głos.
– Rozsądne słowa – powiedziała Prowadząca. – Akai Zu Mi, co za niezwykłe nazwisko… No ale nie mówimy tu o wyborach rodziców, a twoich. Powiedz nam jak się czujesz w zespole?
– Co mogę powiedzieć po tygodniu znajomości? – zaczęłam recytować do mikrofonu, starając się zachowywać naturalnie. – Zawsze lubiłem Fallen Angel i słuchałem ich piosenek, więc czułem, że się odnajdę w ich zespole, więc poszedłem na casting, żeby spełnić… moje marzenie. Jestem jedynakiem i nie wiem jak to jest mieszkać z kim innym jak z rodzicami. Na początku myślałem, że to będzie koszmar, ale chłopacy są świetni. Dobrze się dogadujemy i już wiele razy mi pomogli, kiedy nie wiedziałem co mam robić. Sądzę, że nasza współpraca będzie świetna.
– Mamy nadzieję, że w końcu ukarze się twój pierwszy singiel, bo jak na razie nikt z nas nie słyszał jak śpiewasz.
– Ja słyszałem! – zawołał Yun unosząc dłoń do góry, nachylony do mikrofonu, który trzymałam. – Obiecuję wam, że nasz najnowszy album będzie wspaniały, dzięki Akai Zu Mi.
Widzowie zaśmiali się.
– Z pewnością – stwierdził Prowadzący. – A więc Akai Zu Mi? Możesz nam zdradzić czy już ćwiczysz swój pierwszy singiel? To piosenka, któregoś z Aniołów?
– Nie, piosenka jest w zupełności moja, ale nie zdradzę o czym ona jest – powiedziałam z uśmiechem.
– Chociaż tytuł?
– Nawet oni jej nie słyszeli – powiedziałam patrząc na chłopaków.
– Więc musimy czekać, aż do nagrania?
– Na to wygląda.
– Tajemniczy z ciebie mężczyzna – stwierdziła Prowadząca. – W moim typie – zażartowała.
Tego nie było w scenariuszu.
– Kim Kang Kyun? A co z twoją dziewczyną? – zapytał Prowadzący. – Możesz nam coś o niej powiedzieć?
Jak dobrze, że mam tonę makijażu na twarzy, bo byłoby widać, że się zrumieniłam.
Kang zaśmiał się.
– Plotki z gazet są tylko plotkami – odpowiedział.
– Ale każda plotka ma w sobie ziarnko prawdy – zauważyła Prowadząca. – W tym przypadku też tak jest?
– Ziarnko może tak – przyznał Kang.
Tłum chyba czytał co ma robić, bo rozległ się zbiorowy pomruk niezadowolenia.
– A zdradzisz nam to ziarnko?
– Dziewczyna ze zdjęcia ze mną i z Han Yun Yae przed szpitalem po moim wypadku to znajoma, której udzielam lekcji muzyki.
Moja wersja naszego poznania się. Kang, ty złodzieju!
– Doprawdy? W takim razie to naprawdę córka dziennikarki?
– A czy córka paparazzi nie może zadawać się z piosenkarzem? – odpowiedział pytaniem.
Oni odbiegają trochę od scenariusza.
Kang na antenie, jest taki milutki i ułożony. Dobrze, że nie widzieli go w domu, bo byłoby z tym źle dla jego kariery.
– Mieszkamy w wolnym kraju – zauważył Prowadzący.
– Lee Joong Hyung, niedawno pracowałeś nad swoim singlem. Pojawi się on na nowej płycie z singlem Akai Zu Mi? – zapytała Prowadząca.
– Obawiam się, że nie – odpowiedział. – Ale mogę zdradzić, że niedługo po wydaniu albumu jedziemy na tourne Europy. Myślę, że zainspiruję się tamtejszymi kulturami i wtedy dopracuję swoje niewielkie dzieło.
– Tourne Europy? A kiedy to będzie miało miejsce?
– Zaraz po wydaniu nowego albumu, czyli mniej więcej za trzy miesiące.
– To jeszcze kawał czasu.
Tourne Europy. Boję się go, a mama mnie zabije. Mówiłam już, że nie zabije? Tak? No to powiem jeszcze raz. Mama mnie zabije.
– Han Yun Jae, dokładnie tydzień temu skończyłeś siedemnaście lat, prawda? – zapytała Prowadząca.
– Tak – powiedział uradowany Yun. – Następny w kolejce Kang Kyun Hyung! – zawołał szturchając Kanga ramieniem. O dziwo Kang uśmiechnął się.
– Wybacz nam spóźnienie, ale dostaliśmy informację, że swoje urodziny świętowałeś inaczej niż na oczach telewidzów. A teraz wszyscy…
Wyobraziłam sobie jak nad naszymi głowami powstaje chmurka, w której widać to co robiliśmy w urodziny Yuna i zaśmiałam się cicho.
Wszyscy wstaliśmy i zaczęliśmy śpiewać sto lat, a po chwili na scenę weszły dwie dziewczyny trzymające wielką tacę, na której był ogromny tort z podobizną Yuna, zrobioną ze zdjęcia z jednej z sesji. To było w scenariuszu, tylko że nie w skrypcie, który dostał Yun.
Później Yun zdmuchnął świeczki, pokroił tort, a my biegaliśmy po widowni rozdając go naszym fankom, które piszczały, żeby tylko do nich podejść. Ja postanowiłam dać tort starszej kobiecie siedzącej na widowni ze swoją, jak zgadłam wnuczką, a ta przejęła ode mnie ciasto i pocałowała w policzek, po czym podzieliła się nim z wnuczką.
W sumie to każdy z nas tylko spróbował tortu, bo zabrali go zanim skończyliśmy jeść.
– Akai Zu Mi, mam do ciebie ostatnie pytanie – powiedziała Prowadząca, kiedy usiedliśmy z powrotem na kanapie.
– Słucham?
To było w scenariuszu.
– Czy mógłbyś specjalnie dla Yuna zaprezentować jakiś swój talent? – zapytała.
– T-talent? – jąknęłam. – Potrafię śpiewać, a Yun już to słyszał.
Zaśmialiśmy się.
– A jakiś inny? – włączył się prowadzący.
– Akai Zu Mi żyje tylko śpiewem – zażartował Kang.
– Kan Kyun Hyung, zabawny jesteś – powiedziałam do niego. – Jest coś co potrafię, a wiedziała o tym tylko jedna osoba…
– Pokażesz nam?
– Zu Mi! Zu Mi! – zaczęła skandować widownia.
– No dobrze, ale potrzebuję czegoś.

*

A Teny jest geniuszem, bo sobie kupiła książkę do nauki koreańskiego za ponad 30zł w empiku i się uczy języka ^^
Bojowe zadanie dla was: Co oznacza tytuł, ale w całości. Można używać translate google ;)