sobota, 28 marca 2015

Rozdział 47.



Mam zaszczyt zaprezentować najkrótszą notkę w dziejach "nie wiem jaki ma być" (link oczywiści) xD
Enjoy...
Chociaż i tak nie ma czym :I


Wciąż nie mogę się pozbyć z myśli rysów tej twarzy. Te piękne, grube, czekoladowe fale długich włosów. Duże, okolone hebanowymi rzęsami tak ciemne granatowe oczy, że gdy się nie przyjrzeć, wydają się czarne. Okrągła słodka buzia. Niewielkie ramiona i niski wzrost… Ale śmiech, jego nie zapomnę nigdy.
Od kilku miesięcy widzę tę twarz, ale nikt inny jej nie pamięta. Pytam znajomych, czy wiedzą o kim mówię, ale żadne z nich nie pamięta słodkiej Shin Hye.
Jestem już tak zdesperowany brakiem dziewczyny, że moja podświadomość stworzyła sobie idealny wzór i płata mi figle?
– Kyu Dong?
Głos mojej siostry wyrwał mnie z zamyślenia.
– Co?
– Jesteśmy na miejscu.
Wyjrzałem przez okno i stwierdziłem, że jesteśmy już na podjeździe przed Yesul.
– Dzięki – mruknąłem, zgarnąłem swoją marynarką z tylniego siedzenia samochodu i wysiadłem.
Kiedy się przeciągnąłem, moja siostra odjechała, a głośny bas z jej auta z każdą chwilą cichł. Westchnąłem, nad coraz większym poziomem zdziwaczenia mojej siostry i ruszyłem w stronę budynku.
Jak zwykle gdy przychodzę do szkoły w klasie są już wszyscy, ale dwa miejsca w ostatnim rzędzie – gdzie siedzę z chłopakami – zaraz przy oknie zawsze są wolne. Na jednym siedzi Han Yun Jae, ale aktualnie wyjechał w trasę koncertową po Europie. Minął już ponad miesiąc odkąd wyjechał i to właśnie w tamtym czasie zniknęła Choi Shin Hye. Nikt jej nie pamięta, tylko ja jedyny. Napisałem do Yun Jae-ssi na twitterze, ale nie odpisał mi. Z początku się wkurzyłem, ale po głębszym zastanowieniu się, stwierdziłem, że sławna osoba ma codziennie tyle nowych wiadomości, że nie da rady ich wszystkich czytać i na nie odpowiadać.
Zostało już tylko jedno: zaczekać, aż Fall-A… Nie, Fallen Angels – Shin Hye nie lubiła, kiedy używało się tego skrótu – wrócą z trasy do kraju i będę musiał ich osobiście zapytać. Żałuję teraz, że nie przyjąłem numeru komórkowego Yun Jae-ssi, kiedy mi go dawał. Jeśli oni nie będą nic wiedzieć o Shin, dobrowolnie pójdę do psychiatry.
– Ej, Kyu Dong! – zawołał któryś z chłopaków z mojej paczki.
Spojrzałem na nich, szukając tego, który się odezwał. To był Ji Woo, machał do mnie stojąc przy swojej ławce.
– Cześć – mruknąłem na przywitanie i podszedłem do nich, żeby zając swoje miejsce obok tych dwuch wolnych miejsc przy oknie.
– Coś ty taki zgaszony? – zapytał Hwa Yong kładąc mi dłoń ramieniu.
– Chyba wiesz dlaczego – warknąłem. – Moi najbliżsi przyjaciele chcą mnie wysłać do psychiatry, a siostra twierdzi, że moje życie seksualne jest na poziomie przedszkolaka…
– Jakby przedszkolak miał takowe życie – przewał mi poprawiając swój kapelusz.
– Hwa Yong, czy ja naprawdę zwariowałem? – zapytałem ze smutkiem w głosie.
– Nie, po prostu jesteś wyjątkowy, bo ktoś wymazał nam tę dziewczynę z pamięci i tylko ty ją pamiętasz – powiedział udając powagę.
– Ja mówię poważnie! – warknąłem. – Choi Shin Hye nie jest wymysłem mojej wyobraźni!
Dopiero gdy osoba wchodząca do klasy upuściła coś na podłogę uświadomiłem sobie, że stoję na równych nogach i wrzeszczę na całą klasę. Spojrzałem w kierunku drzwi do klasy i zobaczyłem przerażoną Park Yu Rin. Stała tam wpatrzona we mnie szeroko otwartymi oczami i z dłońmi zakrywającymi usta. Po sekundzie odwróciła się na pięcie i wybiegła z klasy. Zerwałem się i pobiegłem za nią.
– Yu Rin! – krzyknąłem, kiedy znalazłem się na korytarzu. – Park Yu Rin!
Cały czas miałem blond włosą przed oczami, między tłumem zebranym na korytarzu, ale kiedy dobiegła do schodów straciłem ją z oczu. Pobiegłem tam, ale na dole nie mogłem jej nigdzie znaleźć.
– Cholera – syknąłem.
Ktoś za mną odchrząknął, więc odwróciłem się. To był nauczyciel zajęć sportowych.
– Przepraszam, Seonsaeng-nim (nauczyciel +zwrot oznaczający szacunek dop. Aut.).
– Wracaj do klasy, zaraz zaczną się pierwsze zajęcia.
– Tak, Seonsaeng-nim.
Skłoniłem się i wróciłem na piętro, gdzie znajdowała się moja klasa.
Do końca dnia nigdzie nie mogłem znaleźć Park Yu Rin. Nie pokazała się na żadnej lekcji, aż do końca dnia.

*

Wybaczycie Tenci? Mało tego, ale i tak was kocham <3

 

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 46.



Dziś mało, bo już prawie 13 rozdziałów dodane, a 14 jeszcze nie skończony :c
Enojoy ;)



Siedzieliśmy w salonie z wszystkimi chłopakami zajadając się curry, pijąc piwo i oglądając najlepszych youtuberów na YouTube. Byli tu chłopacy stacjonujący w Kwaterze Głównej i Dworze Mroku, ja, Joong, Yun i Jeremy. Ekipa i menager poszli załatwiać wszystko z naszym wyjazdem do Paryża, dzisiejszego wieczoru. Dlatego właśnie na tę chwilę mięliśmy wolne.
Odkąd wróciliśmy ze spaceru z Raven i Karoliną, wciąż zastanawiałem się, gdzie jest Akai. Bałem się, że wystraszyłem go po tym co zrobiłem w parku. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, po prostu nie myślałem racjonalnie… nie. W ogóle nie myślałem, działem instynktownie, ciało bez użycia umysłu. Stworzyłem barierę, żeby nas osłonić i pocałowałem go. Ja, Kim Kang Kyun, chłopak, który nienawidził gejów, sam został jednym z nich i właśnie całowałem się z chłopakiem o trzy lata ode mnie młodszym i to z mojej inicjatywy. Przez niego zaczynam wariować!
Byłem zbyt zamyślony, żeby usłyszeć czyjeś kroki na schodach, ale kiedy tak w nie się wpatrywałem w końcu zobaczyłem kto biegł. Ta osoba zatrzymała się i patrzyła na mnie przerażona, szeroko otwartymi oczami.
– Zu! – zawołała Yun podnosząc się z podłogi. – Wszędzie cię szukaliśmy.
Akai patrzył na mnie przez chwilę po czym ruszył biegiem do wyjścia z dworu. Gdy zniknął mi z oczu poderwałem się i ruszyłem za nim.
– A ty dokąd? – zapytał Joong, łapiąc mnie za łokieć, żeby mnie zatrzymać. – On…
– Nie zna okolicy, może nie móc tu wrócić – powiedziałem patrząc mu wyzywająco w oczy.
– Ma kryształ, będzie mógł…
– Na teren Dworku nie można się teleportować – przerwałem mu.
– To prawda! – powiedział Patryk.
Uścisk Joonga zelżał, więc swobodnie mogłem wybiec za młodym
– Akai! – krzyknąłem za nim. Sta około stu metrów przede mną wpatrzony w korony drzew okalających mury posiadłości.
Obejrzał się na mnie, po czym szybko odwrócił głowę i ruszył biegiem do bramy wyjściowej.
– Akai, zaczekaj! – wrzasnąłem i ruszyłem za nim biegiem.  – Akai! Proszę!
– Zostaw mnie! – wrzasnął przesłaniając przedramieniem oczy. Płakał? – Nie idź za mną!
– Zu Mi! Proszę, nie uciekaj!
– Zostaw mnie, proszę!
Zwolniłem, ale w mojej głowie narodziła się okropna myśl, że coś może się stać Akai, że może mieć wypadek, albo… Nie! Nie pozwolę na to.
Przyspieszyłem, ale młody miał nade mną dużą przewagę. Jak on może tak szybo biegać? Mam od niego dłuższe nogi i jestem bardziej wysportowany, to widać po budowie naszych ciał...
N-naszych ciał?
Kang, o czym ty myślisz!? Uspokój się już!
Odetchnąłem i spróbowałem przyspieszyć. W mięśniach już czułem narastający ból.
– Zu Mi! Proszę!
– Nie!
Zaczerpnąłem odrobinę magii i wysłałem ją do mięśni, żeby je odrobinę podleczyć. Akai ma za małą moc, żeby tak zrobić, więc szybciej ode mnie się zmęczy, jednak po pół godzinie biegu on wciąż nie zwalniał i nawet nie miał najmniejszego zamiaru, żeby to zrobić.
W końcu gdy dotarł do bramy, zatrzymał się, żeby ją otworzyć. Była ona stworzona z ogromnych dwóch mosiężnych skrzydeł zdobionych wygiętymi prętami, a założony na prętach ogromny zardzewiały łańcuch i kłódka nie ułatwiały otwarcia bramy. Dzięki temu dobiegłem do bramy w odpowiednim momencie, ale kiedy już miałem wyciągnąć rękę, żeby złapać Akai za ramę on przestał szarpać się z łańcuchem i wystawił rękę między prętami  bramy, po czym zniknął.
– Nie! – wrzasnąłem i z rozpędu wpadłem na bramę. – Cholera! Akai nie!
– Nie czujesz, że pozostawił po sobie plamę magii? – zapytał ktoś. Głos dobiegał z góry, więc spojrzałem tam. Na kolumnie podtrzymującej prawe skrzydło bramy siedziała z nogą na nogę Vanessa.
– Co ty…
– Możesz użyć swoich mocy i teleportować się tam gdzie on, bo pozostało pole – wytłumaczyła z uśmiechem. – Pospiesz się, bo zaraz zniknie – dodała z uśmiechem i zniknęła.
– Dlaczego mi nie pomożesz, ty… Aish! Nie lubię tej wiedźmy – burknąłem.
W miejscu za bramą, gdzie Akai wystawił rękę powietrze delikatnie drgało i było jakby błękitne. Zrobiłem tak jak Akai i użyłem mocy. W brzuchu poczułem uścisk, a świat się rozmył. Po chwili stałem już przed małym dębem okolonym spaloną korą dawnego, rosnącego tam wiekowego drzewa tego samego gatunku.
– Dlaczego on jest taki głupi! – usłyszałem szloch.
Rozpoznałem głos, który mówił w moim narodowym języku. To był Akai.
Rozejrzałem się dookoła, ale nie było tam nikogo, ani Akai, ani innych zwiedzających park.
– Nienawidzę go! – wrzasnął znów.
Wtedy zorientowałem się, że głos dobiega z kory starego dębu. Powoli, więc podszedłem do drzewa i zajrzałem z góry do środka. Akai siedział tam skulony, tuląc swoje kolana i opierając na nich czoło.
– Jest okropnym, zadufanym i zakochanym w sobie narcyzem, więc jak? Jak mógł się we mnie zakochać!? – wrzasnął i uniósł głowę, gdy mnie zobaczył przestraszył się i chciał sięgnąć do kryształu na szyi, ale go ubiegłem i teleportowałem nas do sadu w parku, obok stawu porośniętego trzciną.
– Puść mnie! – wrzasnął i odepchnął moją dłoń.
– Zabrałem nas tam, gdzie nikt nas nie zobaczy.
– Po co!? Po co to zrobiłeś! Uciekałem, bo nie chcę nikogo widzieć, nie rozumiesz!
Kucnąłem przy nim, żeby nasze twarze znalazły się na równi. Wtedy zamarł w bezruchu.
– Jaka jest twoja ostateczna decyzja, Akai Zu Mi?
– H-hee? – wyjąkał.
– Jaka jest twoja decyzja odnośnie tego co ci wyznałem?

*

Kang wpatrywał się we mnie tymi czarnymi i nieprzenikliwymi oczami, jakby miał mnie przewiercić na wylot, lub pod iluzją i zaklęciem zapomnienia widział moją twarz.
Przełknęłam głośno ślinę.
– J-ja…
– Tak? – zapytał przybliżając się do mnie.
Z każdym centymetrem, gdzie on się przysuwał do mnie, ja się odsuwałam od niego, żeby zachować między nami te resztki już niewielkiego dystansu.
– Proszę, odejdź – wymamrotałam, nie mogąc oderwać wzroku od tych czarnych tęczówek, w których niknęły źrenice. – Zostaw mnie samego, hyeong.
– Nie odpowiesz mi? – zapytał gniewnie czerwonowłosy. – Odezwij się teraz, bo jeśli tego nie zrobisz to będę cię dręczył do końca życia – zagroził mi.
Znów przełknęłam ślinę, ale już nie mogłam mu pozwolić mu tego dalej ciągnąć. Nie mogłam, nie raniąc go przy tym.
– Nie chcę tego. Nie jestem taki jak ty, czy Jeremy! Lubię dziewczyny! Odpycha mnie to jaki jesteś, i że to mnie sobie upatrzyłeś! Nie chcę tego pamiętać, nie chcę już mieć z tobą do czynienia w ten sposób, jasne!? Jesteś narcystycznym dupkiem, który myśli tylko o tym jak zaspokoić swoje zachcianki i nie masz na uwadze uczuć innych. Naciskasz ciągle na mnie, mówisz, że mnie kochasz, ale ja nie wierzę! Dla mnie to chore i nie chcę być przez ciebie wykorzystanym!
– Zobaczmy, czy to prawda – powiedział z wściekłością wymalowaną na twarzy.
Pisnęłam, kiedy powalił mnie na ziemię, usiadł na moich biodrach okrakiem i przytrzymał moje nadgarstki po bokach mojej głowy. Zrobił to tak szybko, że nie zdążyłam zareagować, kiedy zaczął mnie całować. Nie mogłam się powstrzymać i odwzajemniłam pocałunek, a po chwili wyczułam uśmiech na ustach Kanga. Wtedy opamiętałam się i mocno ugryzłam wargę czerwonowłosego, tak że poczułam w ustach smak krwi.
– Nadal mi nie wierzysz? – warknęłam, kiedy zaskoczony się ode mnie odsunął.
Przetarł wargę, a po chwili jego mała ranka rozbłysła słabym złotym blaskiem, co wskazywało na uzdrowienie.
– Dziękuję – powiedział wstając.
Wyciągnął do mnie rękę, ale wstałam bez pomocy czarnookiego.
– C-co? – zdziwiłam się.
Cała złość, jakby nagle ze mnie uleciała.
– Dziękuję, że to zrobiłeś – powiedział patrząc na mnie z uśmiechem. – Teraz wiem, że moje zachowanie było głupie i… Miałeś rację, to nie jest zakochanie. Nie wiem co mnie napadło i przepraszam za to.
Odsunął się o krok i skłonił się tak nisko, jak jeszcze nigdy nikt się do mnie nie kłaniał. Jego ukłon był tym, który zwykle kieruje się do naszych bogów.
Nie wiedziałam co w tej chwili zrobić, na szczęście czerwonowłosy szybko się wyprostował.
– Proszę cię jednak o jedno.
Jego słowa wyrwały mnie z osłupienia.
– Tak?
Spojrzałam w jego oczy. Już nie były radosne i przyjazne, wręcz przeciwnie, były zimne i wrogie, tak jak na początku, kiedy Akai pojawił się w zespole.
– Nie zwracaj się do mnie tak jak Yun, Mi Ko, czy Jeremy. Nie mów do mnie nigdy więcej Kang, czy Kang Kyun Hyeong, od dziś mów do mnie tak jakbyśmy byli dla siebie zupełnie obcy i łączyły nas wyłącznie związki zawodowe.
Przełknęłam głośno ślinę z lekkim przerażeniem, ale skinęłam głową.
– Dobrze, Kim Kang Kyun Ssi.
– Tak lepiej. Wracajmy już.
Skinęłam głową.
Kang złapał mnie za ramię, a ja teleportowałam nas pod bramę Dworu Mroku.

*

W następnej dodam tylko jeden króciutki fragment o gościu, którego imienia nikt nigdy nie pamięta xD

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 45.

Wszystkiego najlepszego dla Yunjae z okazji jego urodzin - 19 w 2015 roku - oby w FA było go więcej i więcej! :D
*BIGHUG*



środa, 25 lutego 2015

Rozdział 44.



Haha, paczajcie co mi odwala xD ->klik<-
I  chodź mam mało materiału na bloga to i tak notkę dodaję po tygodniu od poprzedniej - A dlaczego? Bo mam ferie i mi się nudzi ;__; Nie lubię chodzić do szkoły, ale bardziej nie lubię mieć dużo wolnego, bo nie wiem co robić xD
Dobra, dobra, spadam oglądać Another - horror anime a jest już 23:49 xD Czyli ciemno :>
Enjoy! <3


Nie wiem, czy to mówiłam, ale rok temu miałam egzamin i zostałam pełnoprawnym przewodnikiem po parku w Różanowie. Kurs miałam przy okazji praktyk w pawilonie, a dziś oprowadzam koreańską wycieczkę po naszych pięknych sześciuset hektarach ogrodów w stylu angielskim – tak właśnie chwaliła się Raven, kiedy jechaliśmy do miasta.
Po południu, kiedy wszyscy odespaliśmy koncert i urodziny Jeremyego, przejechaliśmy odległość dzielącą nas od Dworu Mroku do granicy miasteczka i stamtąd pieszo ruszyliśmy do parku.
– Zaopatrzę się tylko w magiczną teczkę i możemy iść w teren – powiedziała do nas Wampirzyca i zostawiając nas przy dużej mapie parku weszła do pawilonu, a po chwili wyszła z niego zaopatrzona w grubą niebieską teczkę wielkości A3.
Na szczęście w godzinach przedpołudniowych dzisiejszego dnia nastoletni mieszkańcy Różanowa byli w szkole, więc nikt nas nie zaczepiał, kiedy szliśmy przez miasto, żeby poprosić o autograf, czy zdjęcie z nami.
Niestety – według Kanga i większości zarządców Dworu Mroku – Kate spała w Dworze z Raven i dziś opuściły dzień w swojej szkole ponad gimnazjalnej, żeby być dziś z nami. Kang stwierdził też, że robią to dla reklamy, bo zdjęcia z dzisiejszego wypadu zostaną wstawione na facebook i stronę internetową parku, no i oczywiście według prezesa i menagera to świetny pomysł, bo mamy pokazać się w najpiękniejszych miejscach świata, żeby inni widzieli jak kochamy naturę i w ogóle, no i jest to światowa reklama dla parku. Ale Kang i jego narzekania mało kogo obchodzą.
W nocy Kang się do mnie przytulił, ale udało mi się wyśliznąć z jego objęć i chyba nie wiedział, że się do mnie przystawiał, bo się nie obudził i rano za nic nie przepraszał. Nie chciałam mu tego mówić, bo zapytałby czy mi się podobało. Odpowiedź jako Akai powinna brzmieć tak „Wcale mi się nie podobało. To wszystko jest chore!”, za to jako Shin „To było miłe, a ja lubię się tulić. To przez Yuna.” No i wtedy byłaby awantura, bo Kang zabronił mi przytulać się do Yuna, żeby blondyn się we mnie nie zakochał. Samolub z tego buraka. Chociaż jakby się tak nad tym zastanowić to zabronił Shin, a nie Akai, a ona jak na razie nie istnieje.
– Powleczesz się ze mną z tyłu? – zapytał szeptem Kang, kiedy inni ruszali za Raven.
Z tego co wiem to z naszego zespołu tylko Kang i Joong byli w parku. Mówiąc zespół, mam na myśli wszystkich, którzy z nami pracują.
Niepewnie skinęłam głową i wepchnęłam kieszenie do białej bluzy z kapturem, ale bez rękawów z dużymi dziurami na ręce. Pod spodem nie miałam już bandaża i iluzji, bo działały na mnie pastylki Simona, który zrobiły ze mnie bardziej płaską, niż byłam prędzej, a i wtedy nie było najlepiej pod względem kobiecości.
– Nie spodobało ci się to co zrobiłem w nocy – stwierdził.
W szoku przystanęłam na moment, kiedy inni schodzili stromą ścieżką w stronę polany, gdzie wczoraj był koncert, ale po chwili znów ruszyłam. Moje zachowanie spowodowało, że zostaliśmy w tyle i nie słyszałam dobrze słów Raven opowiadającej o drzewie, które ojciec księcia i założyciela parku, zasadził tam dla swej żony.
– To było zaplanowane – syknęłam.
– Nie – powiedział przekonująco. – Zrobiłem to bezwiednie, przez sen – wytłumaczył. – Obudziłem się, kiedy się poruszyłeś, ale udałem że śpię. Przyznaję, chciałem wiedzieć jak zareagujesz.
– I jaki jest nad tym werdykt? – burknęłam głębiej wciskając zaciśnięte w pięści dłonie w kieszenie.
– Myślałem, że zareagujesz bardziej gwałtownie… Nie. Myślałem, że w ogóle jakoś zareagujesz, a ty nic. Po prostu wyśliznąłeś się i położyłeś z drugiej strony.
– Ostatecznie i tak spałam na kanapie – mruknęłam pod nosem.
– Słucham?
– Nic nie mówiłem.
Przez dłuższą chwilę szliśmy w milczeniu, a ja byłam ciekawa kto pierwszy je przerwie.
Już wiele razy miałam ochotę mu powiedzieć, że Akai jest mną, że jest Shin. Boję się jakby zareagował, ale ciężko mi jest to ukrywać zważywszy na to, że go lubię, a ciężko jest oszukiwać przyjaciół, rodzinę… po prostu osoby, które się kocha… Nie żebym ja go tam zaraz kochała! Wcale nie! Po prostu jest dla mnie wsparciem…
– Wiesz, nie chcę nalegać – zaczął szeptem Kang – ale czy zastanowiłeś się już nad nami? – Nami!? Jakimi nami!? Kang, za bardzo się w to wczuwasz! Proszę, nie zmuszaj mnie, żebym się wygadała! Nie teraz, kiedy nie pamiętasz o moim istnieniu. – Wiem, że się krępujesz… Ja też – mruknął. Kątem oka dostrzegłam rumieniec na jego policzkach. O kurde, perfidnie się zadurzył. – Po prostu długo już czekam na twoją odpowiedź.
On… Ma rację. Minęło już tyle czasu od jego wyznania, a ja nic nie odpowiedziałam. Ani nie, ani tak. Tylko tyle, żeby dał mi pomyśleć, ale czy nie dałam mu tym do zrozumienia, że zastanawiam się nad tym, czy być gejem – oczywiście dla wtajemniczonych wiadomo o co chodzi – czy udawać, że ta sytuacja z wyznaniem nie miała miejsca.
–Ja… – zaczęłam, ale mój głos był zachrypnięty, więc odchrząknęłam delikatnie. – Wiem, że to jest trudne nie tylko dla mnie i przepraszam, że tak długo trzymam cię w niepewności – zaczęłam ostrożnie. Co ja mam mu powiedzieć!? Przecież nie jestem facetem! Nawet go nie… nie… kocham? Nie! Przecież to oczywiste, że go nie… Nawet w myślach nie mogę tego powiedzieć? Do samej siebie!? To niedorzeczne! Odetchnęłam głęboko i kontynuowałam. – Lubię cię, Hyung. Nawet bardzo. Miałem kiedyś przyjaciela –zaczęłam niepewnie, nie wiedząc ile mogę powiedzieć, żeby po odzyskaniu wspomnień ze mną Kang nie domyślił się wszystkiego. – Byliśmy kumplami od małego i kochałem go jak brata. Nigdy nie byłem w związku i to co ty czujesz do mnie jest dla mnie nowością, jak i to co ja czuję do ciebie. Nie potrafię opisać dokładnie tego co czuję, ale nigdy czegoś takiego nie czułem i nie mam porównania, ale myślę, że lubię cię bardziej niż innych. Niż chłopaków, nawet niż Kimiko i dziewczyny z Kwatery Głównej.
Dopiero kiedy zamilkłam zdałam sobie sprawę z tego co powiedziałam. Powiedziałam Kangowi coś, co zdecydowanie daje mu do zrozumienia, że rozważam, czy się z nim nie związać. Ale dlaczego, przecież to wszystko jest… Nie, nie jestem wytrawnym kłamcą. Nie mogłabym tak załgać, wkładając w to tyle prawdziwych emocji. To wszystko było prawdziwe. Naprawdę lubię Kanga w ten sposób. Z tym, że on się nigdy o tym nie dowie, bo on kocha się w Akai, nie we mnie. Jest homo, a nie hetero. Nie jest nawet biseksualistą jak Jeremy, on jest po prostu gejem, bez doświadczeń – wnioskuję po tym jaki stosunek miał do Jeremyego kiedyś, a jaki ma po wyczyszczeniu mu pamięci ze wspomnień ze mną – ale gejem.
– Czyli jednak bierzesz to na poważnie – zauważył.
Nie na niby… Oczywiście, że poważnie!
– Kang Kyun Hyung – powiedziałam ze smutkiem. – Oczywiście, że tak. Gdyby tak nie było pewnie byśmy zakończyli to już kiedy zaczęliśmy.
Gdy to powiedziałam wyczułam jak coś stryka się z moją skórą, jakby przechodzi przez ciało i obejmuje mnie całą.
Wtedy Kang złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie jak bezbronną ofiarę, zatrzymując mnie. Patrzył mi przy tym w oczy z niezwykłym skupieniem. Sparaliżował mnie strach, bo nie wiedziałam co czerwonowłosy chce zrobić, po chwili jednak już wiedziałam.
Błyskawicznie się nade mną nachylił, a nasze usta spotkały się w delikatnym pocałunku. Z zaskoczenia, z szeroko otwartymi oczami, lekko rozchyliłam wargi, co zachęciło Kanga do pogłębienia pocałunku. Położył mi dłoń na karku i przyciągnął mnie, ale ja położyłam dłonie na jego klatce piersiowej. Nie mogłam go jednak odepchnąć, coś we mnie nie chciało tego przerywać. To coś sprawiło, że przyciągnęłam Kanga bliżej.
Czy to nie dziwne, że dwóch chłopaków całuje się w miejscu publicznym, na dodatek ze współpracownikami na ogonie? To jest zbyt dziwne! Ale dlaczego nie potrafię go odepchnąć? Dlaczego?!
Zamknęłam oczy, a wtedy po policzkach popłynęły mi łzy. Złapałam Kanga za policzki i pozwoliłam pocałunkowi trwać. Czułam te samo mrowienie, które wywołały u mnie pocałunek Izumiego, ale to było silniejsze i bardziej… niezwykłe? Nie. Na to nie ma określenia, ale… Kang całuje Akai, nie Shin.
– Płaczesz – stwierdził oczywiste Kang, odrywając się ode mnie powoli, ale wciąż mnie obejmował, a ja zabrałam dłonie z jego twarzy i zaczęłam ocierać oczy zaciśniętymi pięściami, jak mała dziewczynka. – Hej, co się stało? – zapytał i odjął mi moje dłonie od twarzy, po czym wytarł moje łzy.
– To był pierwszy… – wyszlochałam.
– Przepraszam, pewnie chciałeś, żeby to była dziewczyna… Chwila, ale Kimiko…?
– To nie było… – Musiałam coś wymyślić, żeby nie ujawniając, że Izumi oddał mi mój pierwszy całus. – Nie pocałowała mnie wtedy – mruknęłam.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że przecież każdy może nas zobaczyć.
– Hyung! – zawołałam przerażona. – Przecież oni…!
– Nie zobaczą nas, ani nie usłyszą – powiedział całkiem spokojnie. – Postawiłem wokół nas barierę dźwiękową, a i tak wszyscy się zatrzymali, żeby podziwiać tamte mosty.
Wskazał na długie dwa mosty przedzielone sporą wyspą na rzece.
– Ale mogli nas zobaczyć! – Mój głos był pełen sprzeciwu.
– Nie, stworzyłem barierę, która przyjmuje obraz tego co jest za nią i maskuje nas w ten sposób. A nasze iluzje wysłałem za grupką.
Rozdziawiłam usta z zaskoczenia, a Kang zaraz zamknął mi je podnosząc mój podbródek.
– Aż tak to zaplanowałeś? – to było bardziej stwierdzenie niż pytanie.
– Myślisz, że przy wszystkich bym cię pocałował? – prychnął. – Nie wiesz nawet ile się do tego zbierałem. Nie jest mi łatwo pogodzić się z tym, że kocham się w chłopaku, skoro większość życia nienawidziłem osób takich jak teraz my.
– Przeraża mnie, kiedy mówisz my. Już stwierdzasz, że jest jakieś my? A nie ja i ty? Nie sądzisz, że znamy się za krótko? – wyrzucałam z siebie sprzeciwy jeden za drugim.
– Dla mnie to też nie jest łatwe – powiedział, rozejrzał się dookoła i ruszył niespodziewanie, ciągnąc mnie za sobą. Nawet nie zauważyłam, kiedy spletliśmy razem palce dłoni.
– Więc zakończmy to zanim to się zacznie – powiedziałam stanowczo.
– Tego chcesz? – zapytał zaskoczony i zatrzymał się.
Chcąc nie chcąc, też musiałam to zrobić.
Nie odpowiedziałam.
– Traktuję to jako pozwolenie na dalsze działania – powiedział z łobuzerskim uśmiechem i pocałował mnie szybko.
– Hyung! – zaprotestowałam.
– Teraz bądź cicho, bo przejmiemy miejsca iluzji i zniosę barierę, więc ani słowa o tym co zaszło, jasne? – zapytał, kiedy stanęliśmy na początku mostu grożąc mi palcem.
Niepewnie skinęłam głową i miałam się odezwać, a Kang wykorzystał, że otworzyłam usta i pocałował mnie długo.
Wciąż byłam zarumieniona, kiedy poczułam na skórze jak bariera wraca do Kanga. Wtedy gdy czułam coś takiego, musiał ją rozciągnąć.
Kang właśnie odebrał mi mój pierwszy zwrócony całus. I czułabym się z tym dobrze, gdyby nie fakt, że Kang nie wie, że to ja i myśli, że jestem chłopakiem. Będziesz wściekły, kiedy dowiesz się, czego dotyczy mój sekret. Ja już cię dobrze znam.
Do końca wycieczki nie odzywaliśmy się do siebie. Kang ciągle zerkał na mnie i uśmiechał się łobuzersko, a ja wiedziałam, że to niema zapowiedź czegoś złego. Nie chciałam rozwijać nic więcej poza przyjaźń.
Raven pokazała nam wiele ciekawych zabudowań i widoków na terenie parku. Był to czerwony pałac, piękne ogrody, sztucznie wykopana odnoga rzeki, tworząca wokół pałacu niekompletną fosę, wiele mostków i mostów, drzewa jakich w życiu nie widziałam i krzewy rododendronów, które już zaczynały kwitnąć. Spodobały mi się te kwiaty, bo z tego co usłyszałam po przekwitnięciu wypuszczały nowe pączki, trzymały je przez całą zimę i dopiero w wiośnie rozkwitały one, by zachwycać swymi pięknymi kolorami.
Po ponad dwuch godzinach w końcu z powrotem dotarliśmy do pawilonu, Raven oddała teczkę i wyszliśmy z parku na parking, gdzie czekał na nas rządek samochodów, w tym wynajęty przez nas bus, podobny do tego, którym jeździliśmy po Seulu. W Różanowie samochodami wozili nas kierowcy mający pojęcie o magii, żeby nie wydało się przed ludźmi, że w zabytkowym Dworku na obrzeżach, gdzie „straszy”, znajduje się Główna siedziba magii na Ziemi.
Po powrocie do Dworu Mroku robiłam wszystko, żeby unikać Kanga. Najpierw, z racji tego, że nie było na miejscu nikogo z paczki Raven, bo byli w szkole na Ignis, pomagałam Joongowi i Kate ugotować dla nas obiad, a właściwie dokończyć przygotowane prędzej przez Vanessę i Patricka Curry.
Gdy pozostali wrócili do nas po zajęciach wyszłam z kuchni i pobiegłam na drugie piętro, gdzie zamknęłam się w pokoju Vanessy, gdzie odbywały się wszystkie zebrania dziewczyn.
– A co ty tu robisz? – zdziwiła się czarnowłosa wchodząc do swojego pokoju. Cofnęła się na chwilę, spojrzała na zamek, a później wyciągnęła z kieszeni klucz od pokoju. – I jak tu weszłaś?
–Otworzyłam magią – wytłumaczyłam i zeszłam z parapetu. – Ukrywam się przed Kangiem – dodałam po chwili. – Mogę tu zostać?
– Vanessa! Gdzie jest Akai!? – wrzasnęła Raven ślizgając się po korytarzy w skarpetkach, zatrzymała się za drzwiami, więc na chwilę znikła mi z oczu. – Tu jesteś! Musimy pogadać, zaraz przyjdą inni.
Zaskoczona, aż zamarłam w pół kroku do łóżka Vanessy.
– Ale o co chodzi? – zdziwiła się Vanessa i zaczęła zdejmować części mundurka ze szkoły magii.
Gdy wszyscy się zebrali, już ubrani w zwyczajne ciuchy Raven kazała mi opowiadać co zaszło w parku, ale ja milczałam. Kiedy jednak ona zaczęła opowiadać o czym rozmawialiśmy – za moją zgodą – byłam bardziej czerwona na twarzy niż włosy Kanga.
– No i wtedy chyba postawił barierę tłumiącą, bo już nic nie słyszałam. Szli za nami, ale później zobaczyłam, że to były iluzje i teraz jestem ciekawa co tam zaszło, kiedy ukryli się za barierą. Powiesz ma Akai? – zapytała z nadzieją.
Złapałam się za policzki. Były bardzo mocno rozgrzane. Pokręciłam głową, wciąż trzymając dłonie na twarzy, po chwili poklepałam się i odetchnęłam.
– Pocałował mnie – powiedziałam wciąż trzymając dłonie na twarzy.
– Co!? – wrzasnęła Noona. – Kang myśli, że jest gejem!? Ale… on nie znosi Jeremyego – zauważyła.
– Musimy pomóc Shin, bo ona sama może nie dać sobie rady z tym uczuciem – zasugerowała rudowłosa Justina, uśmiechając się do mnie pocieszająco.
Wciąż siedziałam na łóżku po turecku z dłońmi na policzkach.
– Alba wyczyściła mu i Yunowi wspomnienia o tej dziewczęcej połowie ciebie? – zapytała Vanessa krążąc po pokoju. Tylko kiedy zadawała pytania zatrzymywała się i patrzyła na mnie.
Skinęłam głową, a ona złapała się za brodę prawą ręką, podpierając jej łokieć lewą dłonią.
– Tak się zastanawiam… Nie. A może? – Zatrzymała się. – Jakie uczucia do ciebie miał Kang, przed wyczyszczeniem mu pamięci? – zapytała.
– Nie wiem… – mruknąłem i opuściłam ręce.
Vanessa znów zaczęła krążyć, po chwili jednak usiadła na podłodze naprzeciw mnie i zaczęła skubać rąbek swojej czerwonej kraciastej gotyckiej spódniczki.
– Opowiedz mi jaka jest twoja relacja z Kangiem. No wiesz, nauczyciel-uczennica, czy inaczej?
– Noo… – zastanowiłam się nad tym. – Kang jest narcyzem…
– To każdy wie – mruknęła Raven.
– Nie przerywaj jej – pouczyła starszą siostrę Vanessa.
Raven zaśmiała się, ale po chwili dała mi znak, żebym kontynuowała.
– Mimo to jaki jest potrafi być miły. Jest wredny, ale pocieszał mnie i wspierał, kiedy przechodziłam trudniejsze chwile. On jako jedyny zna mnie bardzo dobrze… Nawet mama i Izu… mój przyjaciel z Japonii mnie tak nie znali jak on. Kang wie co lubię, czego nie, bo widział moje myśli, zna je na wylot, był przecież w moim umyśle. Ale wiem, że on lubi jakąś dziewczynę… No, lubił zanim zakochał się w Akai.
– No dobra. Czyli Kang jest dla ciebie... znaczy się Shin, milszy niż dla innych – stwierdziła gotka. – Mam pomysł. Albo możesz tutaj przyjść? – zapytała wstając z podłogi.
– Co się stało? – zapytała Bogini Światła pokazując się niewiadomo skąd.
Ja, Noona Rae i jej siostra podskoczyłyśmy z zaskoczenia.
– Mogłabym zobaczyć wspomnienia Kanga o Shin? – zapytała Vanessa srebrzystowłosą.
– Wiesz, że to nie możliwe – powiedziała Bogini.
Zdziwiło mnie, że miała na sobie tylko zwiewną białą sukienkę i bambosze w kształcie króliczków z różowymi noskami i częściami uszek. Wyglądała tak dziecinnie w porównaniu z dniem, kiedy mnie uświadamiała. Wtedy była ostoją dostojności.
– Tylko myśli odnośnie uczuć do Shin – sprecyzowała.
– Nie mogę – mruknęła Bogini ze smutkiem.
– No to powiedz mi chociaż jakie są, bo wiem, że musiałaś je przejrzeć odbierając je, inaczej nie da się tego zrobić.
Czerwonooka spojrzała na mnie z poddańczym wyrazem twarzy. Położyła Vanessie dłoń na ramieniu i stanęła na palcach, żeby szepnąć jej coś na ucho.
– Wiedziałam! – zawołała Raven.
– Nie mogłaś głośno? – zapytała zbulwersowana czarnowłosa.
– Nie – mruknęła Bogini i uśmiechnęła się do mnie smutno, a po chwili już jej nie było.
Zdziwiło mnie to, że Vanessa zwracała się do najsilniejszej Bogini Syriusza jak do zwykłej koleżanki, na dodatek głupszej.
Patrzałam z wyczekiwaniem na Vanessę. Ona pokręciła głową, a po chwili wybuchła śmiechem. Raven dołączyła do niej, a już w kolejnej sekundzie wszystkie się śmiały, nawet siostry Rae.
– Nie rozumiesz? – zapytała w końcu Raven.
Pokręciłam głową.
– Kang lubi cię bardziej niż którąkolwiek z innych znanych mu dziewczyn. Nie wiem czy to miłość, bo Alba stwierdziła, że jego myśli są chaotyczne i skoro to chłopak to sam tego do końca nie rozumie. W końcu zakochał się pierwszy raz. I właśnie przez to, że lubi ciebie, chodź zapomniał, to uczucie pozostało i on podświadomie wie, że Akai to tak naprawdę ty, dlatego myśli, że mu się podobasz w męskiej postaci i że cię kocha.
Dosłownie zleciałam z łóżka, bo tak się kiwałam, że grawitacja mnie pokonała.
Dziewczyny zaczęły się śmiać.
– Co mam mu powiedzieć? – zapytałam, starając się, żeby mój głos się nie załamał.
– Zależy czy chcesz, żebyście się bardziej poznawali teraz, czy później – stwierdziła Justina.
– Hee?
– Pozwól, że rozwinę – wtrąciła Vanessa. – Zastanów się, czy chcesz być z Kangiem teraz jako Akai, kiedy nie pamięta Shin i narazić się na jego gniew, gdy sobie przypomni i odkryje kim jesteś, czy odłożyć to na później, kiedy Kang odzyska wspomnienia o Shin i dowie się, że Akai to ty.
– W obu przypadkach się wścieknie – stwierdziłam zrezygnowana i wstałam.
– Nie możesz się wiecznie ukrywać – powiedziała Rae.
Westchnęłam z zamiarem pójścia do drzwi.
– Gdyby doszło do czegoś więcej to by się zdziwił – zauważyła Sandra.
Z tego wszystkiego nawet nie wiedziałam nawet, że tu jest i że kogoś brakuje. Kate. W sumie to dobrze, bo im mniej osób o mnie wie – już i tak za dużo – tym lepiej.
Zarumieniłam się i bez pożegnania wybiegłam z pokoju.
– Wystraszyłaś ją! – wrzasnęła, któraś z pozostałych dziewczyn.
Nie wiedziałam gdzie biegnę, po prostu chciałam pobyć sama.

*

Teraz zaskoczył? ^^