wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział 33.



– Jest znak – powiedział Sam. – Lecimy.                       
Wszyscy złapaliśmy się za ręce. Ja stałam między Akai, a Yunem. Po chwili poczułam ucisk w brzuchu, a następnie mocne szarpnięcie. Krzyknęłabym, kiedy wylądowaliśmy n nierównym, stromym zboczy, gdyby nie czyjaś ręka na moich ustach.
– Ćśśś – mruknęła Nessa. To była jej dłoń.
– Co się stało? – szepnęłam ustami Akai.
Na szczęście dołączyliśmy do Pete’a.
Nessa zabrała swoją dłoń, a ja rozejrzałam się dookoła.
Znajdowaliśmy się na sporym wniesieniu, okalającym koryto rzeki, płynącej przez Seul, dokładnie na jego granicy. Powyżej koryta znajdowały się piękne budynki, za nami hektolitry zabrudzonej wody, a gdzieś w oddali rozbrzmiewały dźwięki z autostrady biegnącej przez most nad rzeką Han.
– Przecież to Coex Mall – mruknął zaskoczony Yun.
– Coex Mall? – mruknęła Kimiko. – W centrum handlowym go zamknęli!?
– Samuel – powiedziała Vanessa i wskazała na piasek u naszych stóp. – On…
Przerwała i nagle uniosła głowę spoglądając ponad koryto rzeki.
– F-fallen Angels! – krzyknęła jakaś dziewczyna nad naszymi głowami, a po chwili rozległ się ogłuszający pisk tłumu dziewczyn. – Oni są tutaj! Nie wierzę!
Nawet nie zauważyła, że każdy z nas miał na sobie dziwaczny biały płaszcz i towarzyszyła nam trójka uzbrojonych po zęby nastolatków z obcego kraju.
Sam powiedział coś w innym języku, ale nie brzmiało to ładnie, więc zgaduję, że właśnie przeklął.
– Desine – szepnęła Vanessa.
To co się stało, było niewiarygodne, ale jednak całkiem prawdziwe.
Dookoła nad, tak na przynajmniej sto metrów w każdym kierunku pokazały się wysokie granatowe przeźroczyste ściany płonące czarnym ogniem. Były tak wysokie, że niknęły w chmurach. Właśnie wszyscy zostaliśmy zamknięci w mrocznej płonącej czernią klatce, świetnie.
– C-co się dzieje? – zdziwił się Jeremy.
– To jest mój drogi, klatka czasu – powiedziała Nessa. – Nie wiem jak się dzieje to, że potrafię ją zrobić, ale potrafię i to właśnie ratuje nam życie. – Zaczęła, więc tłumaczenia. – Zwykli ludzie nie mogą się w niej poruszać. Klatki można używać, żeby nie zostać zdemaskowanym przez człowieka, lub żeby zdemaskować wroga. Jak widzicie, my zachowaliśmy swoje kolory. A ona – wskazała na dziewczynę, która prędzej krzyczała – jest granatowa.
Faktycznie, skóra dziewczyny miała niezdrowy siny kolor, a sama ona się nie ruszała. Było w niej coś znajomego. Nie potrafiłam sobie jednak przypomnieć, czy i jeśli to skąd ją znam.
– Musimy badać ślady – powiedział Joong.
– Już zrobione – powiedział Pete. – Tak to jest jak się słucha Vanessy, zawsze zajmuje dużo czasu.
– Samuel, trzymaj mnie, bo mu zęby wybiję – warknęła czarnowłosa, odrzucając płaszcz z ramion, ale Sam ją przytrzymał, więc przestała. – A właśnie, dlaczego ona was zauważyła? Nas nie widziała, ale was?
– Zapomniałem, że prezes zdjął z nas wszystkie czary na czas naszego pobytu na Ziemi, najwyraźniej jego magia objęła też ochronne zaklęcia na przedmiotach magicznych – wytłumaczył Joong.
Nessa wykonała szybki i ledwo zauważalny gest dłońmi i nasze płaszcze rozbłysły bielą, jak świetlówki w szpitalu.
– Gotowe – oznajmiła z zadowoleniem i oparła dłonie na biodrach.
– Hej, spójrzcie na to! – zawołał Sam, kucając na pisaku obok Pete’a.
Na ziemi były pięć różnych śladów. Jeden, który na pewno zrobił Kang, kiedy rzucono go na piasek, drugim były duże szpony, trzecim lwie łapy, czwartym jakiś wąski, tworzący zaokrąglony zygzak ślad ciągnięcia, a ostatnim były ludzie małe bose stopy.
– A myślałam, ze skoro to Chimera to wystarczy nasza trójka, żeby ją pokonać… – mruknęła niezadowolona Nessa. – Już się nawet przygotowałam, żeby wyśmiać Kanga, że dał się pokonać jednej Chimerze…
– Zamknij się – warknęłam.
Czarnowłosa spojrzała na mnie zaskoczona.
– Nie martw się, nie wyśmieję go – powiedziała, a w jej głosie pojawiła się nuta zmartwienia. – Jeśli wciąż żyje, będę go podziwiała.
Odwróciła ode mnie wzrok, a ten po chwili spoczął na zygzakowatym śladzie na błękitnym piasku zmienionym na ten kolor, przez klatkę czasu.
– Najwyraźniej Chimera została wynajęta przez Lamie – powiedział Sam i wstał.
– Co!? – wrzasnęłam, a razem ze mną mój klon i Yun.
– Nie martwcie się. Trzech doświadczonych Łowców i trzech Magów o dobrym stopniu wykształceni poradzą sobie w obronie Aniołów i odbiciu Kanga – oznajmił Pete, również się podnosząc.
– Mamy jeszcze Shin – powiedział nagle Yun i chciał objąć mnie ramieniem, ale strąciłam jego rękę.
Wiem, zapewne go tym zraniłam, ale Kang powiedział, że Yun może się we mnie zakochać, a tego nie chcę, ponieważ najbardziej z tej trójki lubię Kanga. Nie kocham, lubię, nawet bardzo, ale to nie jest miłość. Jeszcze nie.
Po moim policzku spłynęła samotna łza, więc otarłam ją brzegiem płaszcza.
– Jak to, jeśli wciąż żyje? – zapytałam, a w moim głosie pojawiła się panika. – O-on m-może nie… nie… nie ż-żyć? – zaczęłam chlipać.
– Niezłe wyczucie Vanessa – mruknął Yun i tym razem zmusił mnie, żebym się do niego przytuliła.
– N-nie – szepnęłam.
Yun mnie obejmował, a moje ręce zwieszały się przy bokach. Po chwili zacisnęłam dłonie w pięści. Musiałam się naprawdę mocno wysilać, żeby wiąż, mimo rozdarcia, kontrolować zachowanie Akai.
– Yun, zostaw mnie, już dobrze – powiedziałam po chwili.
Nie mogłam sobie pozwolić na chwile słabości, kiedy Kang jest w niebezpieczeństwie.
Yun opuścił ramiona i wtedy się odsunęłam.
– Kang żyje, czuję to.
– Według mojego zmysłu, wnioskuję, że nie, ponieważ jego magia jest niewyczuwalna w tym miejscu – stwierdziła Nessa.
– Albo się mylisz, albo są tu jakieś bariery magiczne –powiedziała z przekąsem Kimiko. – Mój brat nie dałby się tak łatwo zabić. Nawet bandzie stukniętych Lamii.
– Jakby nie patrzeć to Vanessa potrafi wyczuć każdą barierę magiczną – powiedział Sam.
– Zamknijcie się wszyscy! – wrzasnęłam. – Przestańcie już gadać, musimy go ratować!
Wszyscy patrzyli na mnie dziwnymi spojrzeniami.
– Chodźmy za śladami – przerwał w końcu ciszę Pete.
Tak zrobiliśmy.
Po chwili jednak Kimiko z lekko przygarbionymi plecami przebiegła na przód szeregu i zatrzymała nas.
– Zostańcie tutaj. Pójdę pierwsza, jako przynęta.
– Mi Ko…
– Nie, Joong – przerwała brązowowłosemu. Oni oczekują, że to ja pierwsza się pojawię. Jestem siostrą Kanga, więc najlepiej będzie jeśli wpadnę tam w napadzie rozpaczy. Pomyślą, że jestem sama. Ściągnę na siebie uwagę Chimery, po chwili Łowcy mi pomogą, a pozostali będą walczyć z Lamiami. Najlepiej będzie jeśli to Shin Hye pójdzie po Kanga.
– Co? – palnęli wszyscy.
– Przy nim jest tylko jedna osoba – stwierdziła zdecydowanie. – Raz miałam nieprzyjemność spotkać się z Lamiami, poniekąd wiem jak działają. Na pierwszej linii będą wszyscy, przy Ogórku tylko jedna i to najsłabsza.
W mgnieniu oka mieliśmy plan. Wystarczyło już tylko znaleźć…
– Wejście – szepnął Pete.
Były to metalowe drzwi. Doszliśmy do nich po dwuch minutach wędrówki, brzegiem rzeki. Na szczęście Nessa wyłączyła klatkę czasu. Fanki już nas nie widziały, ponieważ płaszcze wytwarzały wokół nas barierę, która zasłaniała nas przed okiem nie magicznych osób.
Drzwi były osadzone w stromym brzegu koryta rzeki i były zamknięte. Nie było żadnej klamki, ani zamka. Ktoś rzucił, że trzeba użyć magii, by je otworzyć, ale Kimiko zwyczajnie popchnęła je delikatnie ręką i od razu ustąpiły.
Tak jak zaplanowaliśmy Kimiko weszła pierwsza. Kilka minut trwaliśmy w bezruchu, a ja dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że nie oddycham. Gdy zaczerpnęłam powietrza, żeby odetchnąć, metalowe skrzydło drzwi urwało się i odleciało na kilka metrów przed siebie, żeby w końcu wpaść do wody. Ale zamiast jednego, usłyszałam dwa pluski.
Spojrzałam na wodę, a tam nad tafli unosiła się mokra fioletowa czupryna.
Następnie z ciemnej dziury ziejącej w miejscu, gdzie do niedawna były drzwi wybiegł wysoki mężczyzna, który biegnąc wyskoczył nienaturalnie wysoko w powietrze,  a jego ciało zaczęło się przekształcać. Ręce porosły sierścią, nogi piórami, z pleców wystrzeliły skrzydła, a kość ogonowa wydłużyła się w wężowy ogon.
– Wiesz ile kosztuje mnie pielęgnacja tych włosów kreaturo!? – wrzasnęła Kimiko i wyskoczyła z wody, a po chwili unosiła się nad nią. – Zapłacisz mi za to!
Ruszyła biegiem po wodzie, żeby zaatakować.
– Przecież ona ma perukę – zauważył Jeremy.
– Nie czas na to, teraz mamy szansę – powiedział Sam. – Vanessa? Pete.
– Wiem – powiedziała Nessa.
– Tak – dodał Pete.
Ja, mój klon, Joong, Jeremy, Yun i Sam wbiegliśmy do środka, a Vanessa sięgnęła po łuk i wystrzeliła jedną ze strzał z kołczana, który miała na plecach. Zdążyłam jeszcze zobaczyć jak Pete wydobywa z pochwy przy pasie japońską katanę z rękojeścią owiniętą czarną skórą i czeka, aż Chimera zwróci na nich swoją uwagę. Strzała czarnowłosej trafiła celnie w prawe skrzydło, dokładnie w jego złączenie z ciałem, przez co stwór musiał wylądować.
– Shin, nie czas na oglądanie, biegnij! – zawołał Joong i pociągnął mnie w ciemności.
Za drzwiami znajdowała się duża sala o niskim sklepieniu, wypełniona drewnianymi skrzyniami, ale nikogo tu nie było.
– Co jest…? – zdziwił się Jeremy.
– Nie trać czujności – poradził Sam i sięgnął po jeden z magazynków na pasie i naładował pistolet. Pociski błyszczały rażącą zielenią.
Nie wiedzieć czemu odwróciłam się do tyłu i aż zachłysnęłam się powietrzem z przerażenia.
Przede mną, a za moimi towarzyszami pod ścianą po obu stronach drzwi stało wiele dziwnych stworzeń. Były to kobiety o zielonkawej łuskowatej skórze, które zamiast nóg miały potężne wężowe ogony.
– Ch-chłopaki? – mruknęłam, przerywając ich cichą rozmowę.
Ale oni nie zwracali na mnie uwagi, nie odwrócili się nawet kiedy wężowe języki zasyczały.
Wtedy oblał mnie zimy pot, bo Lamie miały okropne długie i cienkie zęby ociekające jadem.
Przełknęłam ślinę.
Nagle jedna z Lamii rzuciła się wprost na mnie, więc wrzasnęłam zasłaniając się rękoma, ale w zasadzie nic się nie stało, poza tym, że usłyszałam uderzenie o coś i chłód na skórze.
– Co to było!? – wrzasnął ktoś.
Gdy otworzyłam oczy, ujrzałam przed sobą wysoką i szeroką ścianę lodu.
Chłopcy już stali przodem do Lamii.
– Jak to się tu…
– Nie ważne – mruknął Joong. – Shin, znajdź Kanga. Yun idź z nią. My się nimi zajmiemy.
– Było ich, chyba osiem – powiedziałam.
– Biegiem! – wrzasnął Sam. – Już!
Kiedy nie ruszyłam się z miejsca, Yun złapał mnie za dłoń i pociągnął za sobą, biegnąc w głąb mrocznego magazynu, oświetlonego jedynie słabymi żarówkami zwieszającymi się z prostymi kloszami z sufitu. Nie było tu nawet okien, no ale cóż, byliśmy pod ziemią.
Mój klon został przy Joongu, ale nie miałam czasu, by wydawać mu rozkazy.
– Zawołaj go – powiedział Yun, kiedy wbiegliśmy w jakiś zaułek między skrzyniami, omijając grubą czworokątną kolumnę.
– Co?
– Zawołaj Kanga w myślach, w końcu jesteś Magiem.
– D-dobrze, ale prowadź mnie.
– Jasne.
Blondyn wzmocnił uścisk na mojej dłoni, a ja zamknęłam oczy i skupiłam się na wyszukiwaniu myśli Kanga.
W mroku czułam tylko pustkę. Żadnej myśli. Były tylko te za mną z wizją walki Kimiko, Jeremyego i Joonga. Łowcy chyba potrafili maskować swoje myśli doskonale. Nagle przede mną w ciemnościach mentalnego świata zamajaczyła słaba iskra. Sięgnęłam przed siebie, żeby ją pochwycić, ale było to tylko jedno przesłanie. Słowa, które mówiły wszystko.
Zginę dla niej.
Otworzyłam oczy i przyspieszyłam bieg, prowadząc Yuna w miejsce, z którego usłyszałam tę myśl. Całkiem na wprost nas, już bardzo blisko.
– Coo, nic już nie powiesz? – powiedział znajomy głos. – Zginiesz dla niej? Jakie to piękne, ale co jej po tym, jak nawet nie walczyłeś? No, może poza tym ognistym ciosem, którym oberwała nasza kukiełka.
– Park Yu Rin! – wrzasnęłam i z poślizgiem zatrzymałam się naprzeciw oprawcy.
Yun wpadł na mnie, ale udało mi się utrzymać równowagę i nie żadne z nas nie upadło.
– Gniazdo Lamii – mruknął Yun z obrzydzeniem. – Mogłem się spodziewać, że ona też tu będzie.
Park stała tuż obok Kanga. Była ubrana w szorty z wysokim stanem i T-shirt zawiązany pod biustem. Na nogach miała trampki, a włosy związane w koczek na czubku głowy. Wyglądała, wręcz idealnie.
Kang miał związane nogi i ręce za plecami. Zwieszał się do góry nogami z sufitu i wyglądał jak ledwie żywy. Był pobity i wycieńczony. Mówiła o tym krew spływająca z jego wargi i nosa oraz sińce na skórze. Jego ubranie było podarte i potargane, a powieki opadały, co świadczyło o tym, że już brakuje mu sił.
– Kang! – zwołałam i ruszyłam do przodu, ale Park złapała Kanga za włosy i odchylając jego głowę przyłożyła do skóry na szyi cienki srebrny sztylet o rękojeści z kości.
– Ani kroku – powiedziała. – Bo poderżnę mu gardło. Nawet Mag nie poradzi dobie z taką raną. No, a on już długo tak wisi, więc rew szybko wyleci. Patrz TripleK, przybył twój rycerz w spódnicy, jakie to romantyczne.
– Jak możesz!? – warknęłam.
– Ja? – prychnęła. – Nie, to nie ja, tylko mój klan. Oni chcą coś, co masz ty, więc porwali jego, żebyś w zamian to nam oddała.
– Nie wiem o czym mówisz!
Wtedy przypomniałam sobie słowa z mentalnego przekazu, który usłyszeliśmy w salonie w domu Fallen Angels.
– Nie udawaj głupiej – parsknęła.
– Po co wam coś co mam? – zapytałam.
– Nie twój interes.
– Oni chcą twojej mocy – szepnął Yun. – Chcą jej dla niej! – wrzasnął wskazując na Park. – Widziałem przed chwilą co potrafisz, a ona nawet nie potrafi się zmienić w Lamie, bo jest za słaba!
– Zamknij się, pół Aniele! – wrzasnęła. – Nie twoja sprawa.
Jej dłoń drgnęła, a na szyi Kanga pokazała się krew, której stróżka spłynęła aż do brody.
– Nie! – zwołałam z rozpaczy i przestąpiłam krok do przodu. – Nie krzywdź go!
– Bo co!?
Wyglądała jak szalona. Jej wyraz twarzy i ruchy, wskazywały na obłąkanie.
– Nic już na mnie nie masz, bo wszyscy wiedzą o Izumim! Pomagałam ci nawet, a ty robisz ze mnie służącą, a teraz jeszcze to!
– Powiem im o czymś jeszcze, o tym, który został z nimi.
Akai? Ona wie!?
– N-nie… – szepnęłam, patrząc na nią zszokowana.Zaśmiała się i odjęła nóż od skóry Kanga, po czym wycelowała go we mnie.
– O tak – powiedziała zadowolona, a na jej usta wypłynął szyderczy uśmieszek. – Wiem o tym i gotowa jestem powiedzieć, jeśli ze mną nie zostaniesz. Jeśli nie oddasz nam tego czego nam potrzeba.
Zwiesiłam bezradnie ramiona, a po chwili uniosłam przedramiona ze złączonymi ze sobą nadgarstkami.
– Zrobię wszystko, ale pozwól Yunowi zdjąć Kanga.
– Wszystko? – zdziwiła się.
– Ile mam powtarzać!? – wrzasnęłam w rozpaczy. – Zrobię i oddam ci wszystko czego chcesz, tylko pozwól Yunowi zabrać Kanga i zatrzymaj pozostałe Lamie.
Dziewczyna skinęła na Yuna i rzuciła mu coś. Nie spuszczałam z niej wzroku, ale usłyszałam brzęk klucza, kiedy Yun go złapał. Park odsunęła się odrobinę, a Yun niepewnie podszedł do Kanga i zaczął zdejmować łańcuchy z jego nóg i zdjął mu kajdanki z nadgarstków.
– Shin – powiedział Kang, zanim stracił przytomność.
W jego oczach były łzy.
Wtedy Yu Rin zamachnęła  się nożem i wbiła go w bok Kanga.
– Nie! – wrzasnęłam i wyciągnęłam ręce przed siebie, atakując Park mocą. Było to połączenie ataku wodnego i powietrznego, które zmieniły się w sople lodu.
Park opadła na ziemię i sople rozsypały się uderzając o grubą kamienną ścianę, którą napotkały na swojej drodze.
Skupiłam się bardziej i wytwarzając lód dookoła dziewczyny i formując z niego klatkę o grubych prętach, nie do przebicia ze zwykłą siłą.
– Ty…! Potrafisz to kontrolować!?
– Co jest dziwnego w kontrolowaniu żywiołów. – Na koniec dodałam brzydkie japońskie słowo, które musiało ją rozwścieczyć. Och nie, nie było to przyjemne określenie.
– Na twoim miejscu nie dotykałabym lodu, bo jeszcze przymarzniesz – powiedziałam i pomogłam Yunowi złapać Kanga.
Gdy wróciliśmy do miejsca przy wejściu, byłam mile zaskoczona, kiedy Lamie zaczęły opuszczać broń i rozstępować się odpełzając na boki, żeby nas przepuścić.
W miedzy czasie, kiedy wracaliśmy z Kangiem użyłam lody, żeby odrobinę zamrozić ranę, którą zrobiła mu Park.
Wszyscy wydali okrzyk zadowolenia, kiedy nas zobaczyli, ale radość nie potrwała długo.
– Zabiliśmy Chimerę – powiedziała Nessa.
– Był nią ten facet z Kebabu – dodała Kimiko. – Jego córka nie będzie zadowolona.
Wszystkie Lamie wyszły za nami na zewnątrz. Zanim się teleportowaliśmy powrotem do Kwatery pod Wytwórnią, jedna z nich zaatakowała, ale było to tak szybkie, że jedyne co udało mi się zrobić to zakryć siebie moim klonem. Długie, wąskie kły Lamii wbiły się głęboko w ramię Akai. Ja również poczułam ten ból, ale rana na szczęście nie powstała.
– Akai! – wrzasnęła Kimiko.
Vanessa błyskawicznie wyrwała miecz z rąk Pete’a i wymierzyła cios. Głowa Lamii opadła na piasek przy nogach mojego klona.
Ciało zaczęło się zwijać i kurczyć taż szybko, że pozostał po nim tylko popiół. Głowa jednak pozostawała cała, mimo spalenia ciała.
– Pete – powiedziała Nessa, ocierając nóż z ciemnej posoki potwora.
Wszyscy cofnęliśmy się do koła i teleportowaliśmy razem do Kwatery, ale był to inny pokój niż te, które dotychczas widziałam. Wyglądał jak sala medyczna.
Na jednej pryczy ja i Yun, położyliśmy Kanga, a na drugiej położono Akai.
Kimiko szybko wytłumaczyła mi, że muszą uratować mojego klona, bo inaczej, kiedy go odeślę jad w jego ciele przeniesie się do mojego.


Tydzień później

– Nadal nie mogę uwierzyć, że nie uciekliście mi i wdaliście się w konflikt z Lamiami – powiedział prezes Ahn, kiedy siedzieliśmy na kanapach w jego biurze w wytwórni. – Jak mogliście mi nic nie powiedzieć!?
– Przepraszamy – mruknęłam. – To…
– A ja się tak nudziłem! Też chciałbym skopać im tyłki. Już od dłuższego czasu mnie drażnią te kobiety. Przez nie musiałem zmienić kosmetyczkę, bo jedną tam zatrudnili!
– Prezesie, ty chodzisz do kosmetyczki? – zdziwił się Kang.
Spojrzałam na czerwonowłosego z uśmiechem.
Mimo ran jakie odniósł nic mu już nie było. A to wszystko dzięki Peterowi. Kang bardzo się zdenerwował, kiedy się obudził. Nie wiem, co on ma do tego Pete’a, ale chyba nieźle musieli się znienawidzić, przez jakąś sytuację. Chciałabym wiedzieć o co chodzi.
– Co? Ja!? Nie – powiedział stycznie.
Kang prychnął, a ja znów się uśmiechnęłam. Nie uszło to jego uwadze i spojrzał na mnie z niechęcią, znów prychając. Szybko, więc odwróciłam wzrok.
Odkąd dowiedział się, że Akai walczył z Lamiami w jego obronie, no i że rzekomo pomógł mi się dostać do innych, nie traktuje już mojego Akai tak oschle. W sumie to w ogóle się do mnie nie odzywa, a do Shin za to za dużo mówi.
A co do tego jadu, to Pete zrobił szybko surowice z jadu pozostałego w kłach z odciętej przez Vanessę głowy i mój klon został uleczony.
Co do Łowców i Chimery. Vanessa przebrała się w zwykłe ludzkie ciuchy i zdjęła biały płaszcz, po czym poinformowała rodzinę mężczyzny z baru z Fast Foodem, że został zabity przez jakiś gang świrujący w Seulu. Z wywiadu okazało się, że córka i żona mężczyzny nie wiedziały, że był on Chimerą.
– No dobrze, koniec tematu. To było dawno. Teraz przyjemniejsze rzeczy…
Rozległo się pukanie do drzwi.
– Prezesie Ahn? – zapytał Menager.
– Tak?
– Jakaś kobieta chce się spotkać z Akai. Mówi, że jest jego matką.
Nagle się wyprostowałam.
– M-mama? – zdziwiłam się. – Miała wrócić za tydzień – mruknęłam.
– Gdzie jest ta kobieta? – zapytał Prezes.
– Na dole, przy wejściu. Nie kazałem jej wpuszczać. Może Akai pójdzie tam i potwierdzi, że to jego matka? – zapytał Menager.
– Tak, idź Akai – nakazał Prezes.
Przełknęłam ślinę.
– D-dobrze Prezesie.
Podniosłam się z kanapy jak robot i ruszyłam do wyjścia z gabinetu za Menagerem.
Na dole jak zawsze siedział tłum fanek. Kiedy tylko mnie zobaczyły od razu zerwały się i zaczęły piszczeć. Kiedy się dowiedziały z prasy, że rzekomo ja, jako Akai, razem z jakąś dziewczyną, patrz ja jako Shin, uratowałam życie Kanga zaczęły mnie traktować jak bóstwo.
 Takie informacje do prasy podała matka Park Yu Rin. Wymyśliła jakąś historyjkę o płonącym magazynie, w którym Kang został zamknięty, ale nic mu się nie stało dzięki szybkiej reakcji. Kang nie zaprzeczył tym wydarzeniom, szczególnie, że Pete pozostawił mu kilka siniaków, a Kang był tak osłabiony, że własną mocą nie mógł się uleczyć.
Stanęłam z menagerem za plecami ochrony i zaczęłam wyszukiwać w tłumie fanek twarzy mojej mamy, ale nigdzie jej nie widziałam.
– Chyba już…
– Akai Zu Mi! – zawołał jakiś głos w tłumie.
– Proszę ją przepuścić – powiedziałam.
Nie byłam pewna, czy ta kobieta to moja mama, ale jakoś musiałam się przekonać.
Gdy tylko kobieta o blond włosach przedarła się przez zaporę ochroniarzy, wpadła na mnie i mnie przytuliła.
– To ja Shin Hye, twoja prawdziwa mama, Shi Ho – szepnęła. – Tak za tobą tęskniłam – dodała już głośniej.
Między fankami dało się usłyszeć westchnienia jak w pięknych chwilach na filmach romantycznych i te niezadowolenia, jakby to one chciały być na miejscu mojej mamy.
Gdyby tylko wiedziały, że jestem dziewczyną…
– M-mamo? Co ty tu robisz? – zapytałam prowadząc ją do budynku.
– Akai Zu Mi, kocham cię!
– Ożeń się ze mną!
– Uwielbiam cię!
Tak między innymi krzyczały zebrane pod wytwórnią, rozwrzeszczane fanki.
– Mam nadzieję, że nie zostaniesz lesbijką – mruknęła do mnie mama.
– Mamo! – ofuknęłam się.
– Och, żartuję.
Zaśmiała się sztucznie i objęła mnie ramieniem, a drugą ręką poczochrała moje włosy. Po chwili odwróciła nas obie w stronę fanek i pomachała im, po czym dała mi buziaka w policzek. Tamte zapiszczały, kiedy moje policzki oblały się rumieńcem.
Gdy zniknęłyśmy za drzwiami wytwórni, wyrwałam się z uścisku mamy i zatrzymałam się.
– Co jest, Zu Mi?
– Skąd wiedziałaś? – zapytałam.
– Od dobrego znajomego – powiedziała z uśmiechem, mrugając do mnie.
Spojrzałam na Menagera, ale ten pokręcił głową i uniósł dłonie w obrończym geście.
– A jak Kang cię rozpozna…
– Mam iluzję, myślisz, że nie potrafię jej zrobić?
– Twoje zaklęcie na moich drzwiach nie zadziałało na niego.
– Co!?
– Ćśś – uciszyliśmy ją z Menagerem.
Mruknęła coś niezadowolona i gestem nakazała Menagerowi prowadzić.
– Akai zna drogę, proszę pani – powiedział. – Proszę wybaczyć, mam inne obowiązki.
Ukłonił się i odszedł w zupełnie innym kierunku, niż my.
– No tak, wiecznie zapracowani ludzie z tych od zespołów.
Westchnęła.
– Co? – zapytałam prowadząc mamę w stronę schodów.
– Jak staniesz się nadętą gwiazdką, która będzie uważała się za panią świata to wyrzucę cię z domu… I nie puszczę do szkoły – dodała po chwili zastanowienia.
– Zawsze mogę zamieszkać w domu zespołu z chłopakami, a do szkoły i tak pójdę, bo mam już szesnaście lat, więc na Ignis sama o sobie decyduję.
– Dlaczego musieli ci to powiedzieć?
Zaśmiałam się.
Po drodze ustaliłyśmy wspólną wersję wydarzeń. Nie powiedziałam mamie, że Aki Akechi udawał mojego ojca, bo pewnie i tak wie, że wynajęłam do tego kogoś.
– Zachowuj się inaczej niż Kang pamięta, dobrze? – szepnęłam. – Bo oni tam wszyscy są.
Pokiwała energicznie głową, przez co wyglądała jak mała dziewczynka.
– Wróciłem – powiedziałam wchodząc do gabinetu. – Prezesie, chciałbym przedstawić wam moją mamę. To jest…
– Akai Je Ri – wtrąciła się mama.
Ta zawsze wymyśla dziwne rzeczy.
– Tak…
– Miło mi panią poznać, pani Akai. Nazywam się Ahn Woon Jeon. Jestem Prezesem Fallen Angels. – Uścisnęli sobie dłonie. – A to są, lider zespołu Kim Kang Kyun, najstarszy z nich Lee Joong Kyung, oraz do niedawna najmłodszy Han Yun Jae.
Po kolei przedstawiał ich prezes, a tamci wstawali z kanap i ściskali dłoń mamy na przywitanie.
– Więc to jest to słynne Fallen Angels? – zapytała, kiedy prezes pozwolił mamie usiąść na swoim fotelu przy stoliku, a sam przysiadł się na kanapę do mnie i Joonga, naprzeciwko pozostałych chłopaków. – Mój… syn wiele mi o was opowiadał. Mimo to, nie pozwalałam mu iść na casting. – Westchnęła. – Niestety mój mąż, pod moją nieobecność zapisał Akai i tak to znalazł się tutaj. Nie byłam zadowolona, kiedy dowiedziałam się, że moje dziecko zostało nowym członkiem zespołu. Myślę jednak, że przez ostatnie tygodnie dobrze się nim zajmowaliście i już i tak nie mam wyboru jak się na to zgodzić.
– M-mamo? – szepnęłam zmieszana.
– Tak?
– C-czy mogę nadal mieszkać u chłopaków? – zapytałam i zacisnęłam powieki, gotowa na grad słów.
– Prezesie Ahn? – zaczęła. – Czy to nie problem?
– Oczywiście, że nie! – zawołał.
Otworzyłam szeroko oczy i napotkałam wzrok Kanga. Widocznie jego mina zrzedła. Pewnie miał nadzieję, że się mnie pozbędzie.
– W takim razie mam warunek.
– Słucham? – zapytał prezes.
– Ma nie opuszczać zajęć, bo niewykształcony i bogaty nie pasuje do siebie, oraz oczywiście ma wracać do domu na weekendy.
– Ja tu jestem i wszystko słyszę – mruknęłam.
– Oczywiście, dopilnuję tego – powiedział Prezes Ahn. – Chłopcy, zostawicie nas samych? – zapytał po chwili.
Zaczęliśmy się podnosić, ale ja zostałam zatrzymana.
– Ty nie, Akai.
Przełknęłam ślinę i powrotem usiadłam.
– Kang, idźcie do sali, tam są tancerze, więc poćwiczcie trochę.
– Tak, prezesie – powiedział z ukłonem. – Dowidzenia pani Akai. – Znów się skłonił, teraz w stronę mamy.
– Dowidzenia – powiedzieli Joong i Yun.
Prezes pstryknął palcami, gdy tylko drzwi się zamknęły z chłopakami. Powietrze lekko zadrgało, a z zewnątrz już nic nie było słychać.
– Mogę już krzyczeć? – zapytała mama.
– Proszę Shi Ho – powiedział Prezes.
– Choi Shin Hye – zaczęła zupełnie spokojnie, co było dla mnie niemałym zaskoczeniem. – Przyznaję, że odkąd się dowiedziałam co wyprawiasz, dawałam ci co najwyżej kilka dni, zanim cię zdemaskują. Nie ukrywam, że mile mnie zaskoczyłaś, utrzymując się w ukryciu już drugi tydzień. – Nie ma to jak wiara matki w czyny dziecka. – Ciągle czytałam o was w Internecie, szukałam różnych wiadomości i dzwoniłam do prezesa, żeby się dowiedzieć cokolwiek o tobie, ale nie było tego wiele. Posuwałaś się powoli do przodu, bez skompromitowania, a ostatnio jeszcze ten artykuł, w którym Akai Zu Mi i Choi Shin Hye uratowali Kim Kang Kyun z pożaru. To prawda?
– P-poniekąd – mruknęłam.
Mama uśmiechnęła się i wstała. Po chwili już kucała przy mnie i złapała moje dłonie.
– Nie chcę na ciebie za nic krzyczeć, ponieważ nic źle nie zrobiłaś. Co prawda złamałaś moje zakazy, ale robiłaś to, z ważnych dla ciebie powodów. Cieszę się, że poświęcasz się dla przyjaciół i jestem z ciebie dumna. Proszę pozostań Akai, aż ktoś w końcu cię zdemaskuje i pozostań w zespole nadal jako Shin Hye zaraz po tym.
– Mamo – wydusiłam z niedowierzaniem, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
Mama wyciągnęła do mnie ręce, więc się z nią przytuliłam.
– Może zostawić was same…
– Nie, musimy jeszcze porozmawiać Woon Jeon – przerwała mu mama, kiedy ją puściłam i wstała. – Shin Hye, otrzyj łzy.
Machnęłam ręką, a mokre strużki wyparowały za sprawą magii.
– Widzę, że nieźle sobie radzisz z magią.
Skinęłam głową.
– Ja pójdę do chłopaków! – zawołałam. – Do zobaczenia!
Wybiegłam z gabinetu z szerokim uśmiechem na ustach, a na korytarzu podskoczyłam i krzyknęłam z radością:
– Yatta!
Japoński. Chyba nigdy się  go nie pozbędę – pomyślałam zakrywając usta, ponieważ po ogromnym holu w dole poniosło się echo mojego głosu.

wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 32.



Zwykle tego nie robię, ale teraz musiałam fragment przerwać gdzieś w środku, bo był zbyt długi i za dużo bym musiała dodać ;P
Enjoy :D


Wciąż oniemiała patrzyłam na moją dłoń, gdzie przed chwilą czułam piekący ból i widziałam krew, a teraz była tam tylko krwawa łezka na srebrnym łańcuszku.
– Wypas – mruknęłam.
– Załóż ją na szyję, ale najpierw musisz iść po brązowe draże peruki.
Skupiłam się i teleportowałam się do pokoju Akai, by po chwili wrócić do garderoby, z pudełkiem z pastylkami o których mówiła Kimiko.
– Mam – powiedziałam pokazując jej pudełko.
– Teraz zmień na swoje włosy.
Wzięłam jeden przeźroczysty listek z pudełka i położyłam go sobie na języku, a po chwili czułam już ciężar długich włosów opadających na ramiona.
– I?
– Załóż krwawą łzę.
Tak zrobiłam z pomocą Joonga i czekałam na kolejne rozkazy.
– A teraz zacznij wkładać w kryształ swoją moc.
– Eee…
– Co? – zapytała, zakładając ręce na piersi.
– Jak? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
– To jest jak lodówka – zaczął Jeremy. – Wyciągasz zakupy z toreb i wkładasz je kolejno do lodówki.
Nie powiem, dziwny przykład, ale podziałało.
Wyobraziłam sobie blat obok kuchenki z naszej kuchni i zakupy i to jak wkładam je do lodówki. O dziwo kryształ zrobił się ciepły i lekko zaświecił. Wtedy przede mną ukazała się…
– Ja? – zdziwiłam się.
– Właśnie pomyślnie i nielegalnie stworzyłaś swojego pierwszego klona – powiedziała Kimiko z zadowoleniem.
Nie wiedzieć czemu złożyłam dłonie w pieczęć z Naruto.
– Kage Bunshin no Jutsu! – zawołałam po japońsku.
Kimiko parsknęła śmiechem.
– Dobra, teraz klon bierze brązową pastylkę, a ty idziesz ze mną – nakazała Kimiko podając mojemu klonowi pudełko z pastylkami i złapała mnie za rękę, a drugą dłonią dotknęła mojego już niewidocznego pod iluzją żółtego kryształu.
Po chwili szarpnęło mną i znalazłyśmy się w pokoju Kimiko.
– Mogłaś uprzedzić – mruknęłam.
– Pożyczę ci coś mojego, co będzie pasowało na takiego kurdupla jak ty i coś czego Kang nie widział, bo się dowie, że tu byłaś.
– I tak się dowie, przecież Yun jest w domu.
Westchnęła.
– Nie ważne. Powiemy mu, że kiedy Akai i ja pojawiliśmy się u ciebie oblałaś się wodą i nie było czasu, żebyś się w domu przebrała, więc pożyczyłam ci swoje ciuchy. Yun to łyknie.
– No dobrze.
Kimiko zaczęła grzebać w swojej szafie, wyrzucając z niej ubrania i robiąc w pokoju jeszcze większy bałagan niż był dotychczas. Po chwili na mojej głowie wylądowało coś miękkiego. Kiedy to zdjęłam, żeby się temu przyjrzeć, dostałam po twarzy czymś trochę ciężkim.
– Auu!
– Nie marudź, tylko się przebieraj.
Prychnęłam i zaczęłam zdejmować ciuchy Akai. Po chwili miałam na sobie jasne jeansowe spodenki do połowy uda i szeroki biały T-shirt z nadrukiem.
Po półgodzinie, kiedy przedstawiliśmy Yunowi zmyślone wydarzenia i zaczęłam się oswajać z tym, że obok mnie jest… no cóż, druga ja w wersji męskiej w powietrzu zadrgał czyjś głos.
– Yun, nie kłuć się z Akai! – zawołała Kimiko, kiedy rozległ się głos.
– To przekaz mentalny, otwórzcie umysły – nakazał Joong.
Tak jak powiedział tak zrobiłam i nakazałam zamknąć się klonowi i słuchać.
~ Drogie Upadłe Anioły – rozległ się żeński głos. Był dziwnie znajomy. – Jak już pewnie wiecie z doniesień waszej pupilki, porwaliśmy waszego lidera. Jeśli chcecie go odzyskać, macie godzinę na oddanie w nasze ręce niewykształconego maga, pod ten adres. – W mojej głowie wyświetliły się znaki, ale zbyt szybko zniknęły, żebym mogła wszystkie poprawnie odczytać. – Jeśli nie spełnicie oczekiwań, zrobimy sobie ucztę z tego przystojniaczka.
Zanim skończyła, moje oczy zaszły łzami i zaczęłam płakać.
Yun, który siedział najbliżej mnie, objął mnie ramieniem i pozwolił się wypłakać.
– Na co czekamy!? – zwołał Jeremy zrywając się na równe nogi. – Musimy go ratować!
– Oni chcą Shin w zamian za Kanga – mruknął Yun i mocniej mnie do siebie przyciągnął. – Nie pozwolę im jej zabrać.
Nagle Joong podskoczył.
– Musimy iść do Kwatery – powiedział wstając. Teraz zwrócił się do mojego klona. – Akai, czy mógłbyś zabrać nas wszystkich do Wytwórni? – zapytał.
– Eem, myślę, że tak, ale nie wszystkich razem – nakazałam mu powiedzieć.
– Dobrze, więc pierwsi pójdą Mi Ko, Jeremy i ja, a następnie wrócisz po Shin i Yuna, dobrze?
Skinął głową. Nie wiedzieć czemu ja też. Na szczęście już się otrząsnęłam i mogłam panować dobrze nad klonem. Wtedy wyswobodziłam się z uścisku Yuna.
Akai ustawił się na środku salonu, Kimiko, Jeremy i Joong złapali się jego, a ja nakazałam mu się teleportować, jasno wybierając cel, po chwili jego oczyma zobaczyłam ogród w wytwórni, a w następnej już widziałam samą siebie. Wróciłam myślami do własnego ciała i zobaczyłam Akai, wtedy wstałam z kanapy i podeszłam do Akai. Przed Yunem udawałam, że wstydzę się Akai, bo w końcu niby dopiero się poznaliśmy, a Akai nakazałam się uśmiechnąć się do mnie zachęcająco.
Akai wyciągnął do mnie rękę, więc ujęłam lekko jego palce, a Yun złapał moją drugą rękę. Teraz to ja, a nie Akai, użyłam żółtego kryształu, żeby nas teleportować.
– No nareszcie – mruknęła Kimiko i razem ruszyliśmy na dół, żeby dotrzeć do jak najszybciej do Kwatery.
– Powiesz nam, po co idziemy do Kwatery? – zapytałam ustami Akai Joonga. – Mamy przecież mój kryształ, więc mogę nas teleportować tam, gdzie przetrzymują Kanga.
– Zaraz zobaczycie, o co chodzi – powiedział.

*

W końcu dotarliśmy do kwatery, a naszym celem była sala z portalem. Ikona prośby o lądowanie właśnie się zapaliła, kiedy weszliśmy do pokoju kontrolnego.
– Witaj Emily – powiedziałem.
– Joong Kyung Oppa – powiedział komputer jak zwykle uprzejmie. Ona tylko z Kanga szydziła. – Słyszałam, że ktoś nowy dołączy do zespołu, kiedy go poznam?
– Właśnie tu jest – mruknęła Mi Ko.
– Oh, dwie nowe twarze! – zawołała.
A Mi Ko zawsze ignoruje. Emily ma chyba jakieś uprzedzenia do rodziny Kim.
– Później będzie czas na przedstawianie – przerwałem. – Zezwoliłaś już?
– Tak, Oppa.
Kiedy to powiedziała, platforma rozbłysła na żółto, a po chwili przed nami stała już trójka Łowców przysłanych nam do pomocy przez Boginię Światła. Wszyscy byli z kwatery głównej. Vanessa, specjalistka od zwalczania mitycznych stworzeń i fanka mitologii greckiej, Samuel, najlepszy strzelec jakiego znam i… Kang nie będzie zadowolony, Peter, który zawsze leczy rany poniesione prze innych w różnych starciach.
Wszyscy byli ubrani jak łowcy, w specjalne skurzane stroje i białe długie peleryny jak nasze. Każdy z nich też miał broń. Chłopcy pistolety, a Vanessa łuk i kołczan ze strzałami.
– Dzień dobry! – zawołała radośnie Vanessa.
– Witajcie w Seulu – powiedziałem. – Shin Hye opowie wam po drodze, chodźmy już, nie mamy dużo czasu.
– Joong? – zaczął Jeremy, kiedy zacząłem wychodzić z pomieszczenia. – Przecież możemy użyć portalu, żeby dostać się na miejsce.
– Racja – powiedziałem jakby nigdy nic i wróciłem do nich. – W takim razie możemy kilka minut poświęcić na tłumaczenia.

*

Przybysze byli dość dziwni. Na pewno byli Europejczykami, ale każdy z nich mówił po koreańsku tak dobrze, jakby to był ich narodowy język. Byli ubrani w skórzane stroje i białe peleryny jak te nasze. Mama mi mówiła, że Łowcy zawsze noszą stroje ze skóry, więc zgadłam, że oni byli  właśnie Łowcami. Mieli również broń. Dziewczyna łuk, a chłopcy pistolety.
Słyszałam, że broń magiczna jest zaskakująco prosta, ale nie sądziłam, że będą to na przykład  zwykłe pistolety.
Dziewczyna była przepiękna. Miała szczupłą buzię, z lekko wystającymi kośćmi policzkowymi, ładny, nieduży nos, piękne oczy w kolorze szafiru, okolone długimi czarnymi rzęsami, oraz pełne, czerwone usta. Jej hebanowe włosy były intrygujące, ponieważ były zaplecione n karku w bardzo gruby warkocz sięgający dziewczynie za pośladki – gdyby go rozpuściła, włosy pewnie sięgałyby połowy ud, jak nie kolan.
Była szczupła i wysoka, mniej więcej wzrostu Yuna.
Na sobie miała całościowy kostium z bordowej skóry, wiązany czarnym rzemieniem, luźno na nogach i rękach po zewnętrznej stronie, i mocno zaciśnięte na brzuchu, mniej więcej do połowy mostka, nie szczędząc dekoltu, przez co, było jej widać część biustu. Na szczęście długi płaszcz to częściowo zasłaniał. Na przedramionach miała ochraniacze, również ze skóry, a na nogach czarne kozaki na wysokim obcasie przed kolano, wiązane rzemieniem z przodu.
Ciekawe jak ona się będzie poruszać na tych szpilach?
Wyższy chłopak, stojący bliżej dziewczyny, również miał długie ciemnobrązowe włosy. Część ich okalała twarz, do podbródka, tworząc przedziałek na środku, a te dłuższe, sięgające łopatek były związane w luźny kucyk na karku.
On również miał spodnie z niezidentyfikowanego dla mnie czarnego materiału. Były to rurki, których nogawki niknęły w czarnych butach podobnych do glanów. Wyżej miał białą bluzkę, wiązaną przy dekolcie, ale teraz szary rzemyk był rozwiązany, tworząc przeplatany zygzak. Na to miał czarną kurtkę, a na przedramionach takie same ochraniacze jak dziewczyna. Na biodrach miał zapięty pas, a do niego przymocowano sporo kabur różnych rozmiarów i dwie z pistoletami.
Drugi chłopak miał brązowe włosy, ścięte jak chłopaki z Fallen Angels, z tym, że odrobinę krótsze. Był niższy od tego chłopaka z długimi włosami, ale na pewno wyższy od Kanga. Jego oczy mnie zaciekawiły, ponieważ jedno miało brązowy kolor, a drugie piwno zielone.
Był tak samo ubrany jak ten pierwszy chłopak, ale jego bluzka, była szaro oliwkowa i bez wiązania na niegłębokim  dekolcie.
– Ale najpierw, przedstawię was nowym w naszym gronie – dodał Joong, kiedy tamta dziewczyna ciekawie patrzyła to na mnie to na mojego klona.
Dziewczyna miała na imię Vanessa, chłopak w długich włosach, którego po chwili złapała za dłoń, miał na imię Samuel, a ten drugi Peter. Żeby było nam łatwiej mówiliśmy na nich kolejno Nessa, Sam i Pete.
Po kolei opowiedziałam znów to co mówiłam już w domu Aniołów, kiedy zaraz po uprowadzeniu Kanga teleportowałam się tam z domu mojego i mamy.
– Akai Zu Mi? – zdziwiła się Vanessa. – Jak Aki, ten z Japonii.
– Podobnie – powiedział Joong. Zbierajmy się już.
– Żebyśmy wszyscy przenieśli się razem nie możemy użyć portalu – powiedział Sam. – Potrzebne nam są Żółte Kryształy… – zamilkł na moment, a po chwili podszedł do mojego klona. – To jest magiczny kryształ? – zapytał.
– T-tak – mruknął mój klon. W jego głos wdarła się niepewność, taka jak w moich myślach.
– Więc mamy cztery – powiedziała Nessa. – Starczy na nas wszystkich.
Żeby kryształ na szyi Akai zadziałał musiałam go złapać za dłoń.
Wszyscy ustawiliśmy się w kole, czekając na znak. W międzyczasie trójka Łowców i Joong opracowywali jakiś plan. Pierwszy teleportował się Pete, ponieważ jest on nie tylko medykiem, ale również zwiadowcą. Miał ocenić sytuację i znaleźć dogodne miejsce do lądowania.
– Gdzie wy macie swoje Żółte Kryształy? – zapytałam cicho.
– Hee? – mruknęła Nessa. – Ach, na karku… Pod skórą.
– Łowcy są straszni – mruknął Yun do mnie.
We dwoje się zaśmialiśmy. Musiałam się skupić na Akai, żeby nie robił tego co ja i zachował milczenie.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział 31.



Macie, już nie będę zła i dodam notkę. To jest początek 10 rozdziału, a za tym kryje się coś fajnego :D
Enjoy :)


– Hej, jak się czujesz? – zapytała Kimiko zmartwiona, kiedy tylko otworzyłam oczy.
– Dziwnie mi jakoś – mruknęłam i podrapałam się po skroni.
– Przepraszam za wczoraj – powiedziała skruszona.
Ja leżałam w łóżku Akai, a Kimiko siedziała na kanapie w drugiej części pokoju. Po chwili jednak wstała i niepewnie do mnie podeszła.
– Za to, że mnie pocałowałaś? – zapytałam, nawet bardzo nieuprzejmie.
– Nie chciałam tego, przecież – burknęła i usiadła w nogach łóżka.
Ja podniosłam się do pozycji siedzącej i podciągnęłam kołdrę pod brodę.
– To było… – zaczęłam, ale szybko mi przerwała.
– Kang kazał mi to zrobić, bo byłam, no cóż… jedyną dziewczyną, która mogła zrobić ci sztuczne oddychanie, a przecież Akai to chłopak.
Westchnęłam ciężko.
– Ale ja się nie topiłam – powiedziałam smutno i opadłam ciężko na plecy z rękoma rozłożonymi na boki. – Mama pokazała mi kiedyś co powinnam zrobić, kiedy wpadnę do wody, żeby ta nie zalała mi płuc podczas paniki. Moja moc wtedy była pod kluczem, ale wczoraj wiedziałam co zrobić. Mama wie, że boję się głębokiej wody, dlatego mi to pokazała.
– B-boisz się…? – Przełknęła głośno ślinę. – Wybacz ja…
– Nie wiedziałaś. Nie gniewam się o to.
Nie zamierzałam dalej drążyć tego tematu, ale…
– Czy mogę zapytać, dlaczego boisz się głębokiej wody? – zapytała z nadzieją, że jej powiem.
– Owszem, zapytać możesz, ale czy odpowiem to już inna kwestia.
Fioletowowłosa wydała dźwięk coś między śmiechem, a pomrukiem niezadowolenia.
– Już dużo o mnie wiesz, Kimiko. Ja o tobie nie wiem nic. Może kiedyś co powiem o tej wodzie, ale jeszcze nie dziś.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Obie spojrzałyśmy w tamtym kierunku, chodź Kimiko zasłaniała mi większą część drzwi.
– Proszę – powiedziałam znów siadając.
– Obudziła się już? – zapytał Joong.
– Jak widać – powiedziała Kimiko.
– Kang, gdzieś wyjechał – powiedział brązowowłosy. – Wziął porsche, więc domyślam się, że nie jedzie do ciebie, ale wczoraj użył go do tego, więc możliwe, że już się nie przejmuje paparazzi i nie obchodzi go, że mogą go nakryć.
Zaśmiałam się nerwowo.
– Moja mama mnie zabije – mruknęłam. – Kiedy wyjechał.
– Dobre dziesięć minut temu – odpowiedział od razu.
– Co!? – wrzasnęłam. – D-do zobaczenia! – zawołałam i złapałam za kryształ.
Po chwili wywróciłam się lądując na tyłku na podłodze w moim pokoju w domu mamy. Syknęłam zrywając się na równe nogi pocierając zbitką kość ogonową i pobiegłam do szafy, żeby schować rzeczy Akai, po czym zmienić się w Shin Hye.
Gdy byłam w łazience rozczesując już długie włosy ktoś zapukał do drzwi. Podskoczyłam przerażona, ale powoli odważyłam się wyjść do pokoju. Jednak w otwartych drzwiach nikogo nie było. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem tak przejęta, że wyobrażam sobie nie wiadomo co.

*

Gdy tylko rano wstałem, natychmiast ubrałem się i poprawiłem rozczochrane włosy.
Musze ją jak najszybciej zobaczyć i jej to powiedzieć póki mam odwagę.
Gdy byłem już dostatecznie gotowy wyszedłem na balkon i z pomocą gałęzi, przeszedłem na balkon Choi i po wzięciu kilku głębokich wdechów zapukałem do drzwi.
Po kilku długich chwilach, drzwi uchyliły się do środka.
– Co się stało? – zapytała wpuszczając mnie do środka.
Gdy tylko ją ujrzałem od razu uleciała ze mnie odwaga. Moje dłonie zaczęły się pocić, zrobiło mi się gorąco i nie mogłem wydusić z siebie słowa.
– Yung?
Jeszcze do tego jej głos.
Szybko złapałem ją za rękę i popatrzyłem jej w oczy.
Stała przy ścianie obok drzwi na balkon i patrzyła na mnie zaskoczona.
– Choi, ja…
– Y-yung? – W jej głosie pobrzmiewała nuta strachu. – Co t-ty…?
– Wiesz, że jesteś wspaniała? – zapytałem lekko gładząc jej dłoń. – Nigdy w nie spotkałem kogoś takiego jak ty. Zachowujesz się tak naturalnie, nie udajesz kogoś kim nie jesteś. Nie malujesz się, śmiejesz się z nami, z chłopakami i jesteś śliczna.
– A Akai – mruknęła, spuszczając wzrok.
– Wiesz o czym mówię. Nawet nie wiesz jak wiele dla mnie znaczysz. Wszystko we mnie wariuje, kiedy jesteś obok, rozumiesz co to znaczy?
– Yung…
– Kocham cię Choi Shin Hye – powiedziałem z mocą.
Ona wciągnęła głośno powietrze i spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami.
– Yung, wiesz przecież, że…
– Sakai Izumi? Wiem, pamiętam o nim. Ale go już nie ma Choi. Sama mi powiedziałaś, że to nie była prawdziwa miłość. A ja jestem i kocham cię. Nie chcę już dłużej udawać przed innymi. Znamy się niecały miesiąc, ale ja czuję jakby to były długie lata.
Nie odpowiedziała, więc powoli pochyliłem się nad nią.
Nie ruszyła się, więc potraktowałem to jako zachętę.
Kiedy nasze wargi się spotkały powoli zaczęłam kierować pocałunkiem, ale nie trwało to długo, kiedy poczułem coś dziwnego, po czym zostałem oderwany od Choi i wylądowałem na plecach na łóżku. Było to tak jakby niewidzialna siła złapała mnie i pociągnęła do siebie.
– C-co to b-było? – zapytałem przerażony.
– Kang! – zawołała Choi, kiedy się podnosiłem.
Kang? Kim Kang Kyun? Co on tu do cholery robi? Po co? I dlaczego w takiej chwili!?
Podniosłem się błyskawicznie i stanąłem między nim, a Choi.
– Shin, co on do cholery jasnej robił z tobą!? – wrzasnął czerwonowłosy.
– Ja się pytam co się stało, że byłem tam – wskazałem okno – jestem tu – łóżko – a ty tam – tutaj na drzwi – a coś odepchnęło mnie od Choi? – powiedziałem.
– Dlaczego ją do cholery całowałeś!? – wrzasnął Kang i ruszył do mnie, a ja podciągnąłem rękawy, gotowy do bitwy, ale Choi przebiegła pokój i kładąc dłonie na torsie czerwonowłosego zaczęła go powstrzymywać, żeby do mnie nie podszedł.
Zabolało mnie to, że nie do mnie podeszła.
– Powiecie mi co się stało, że wylądowałem na łóżku? – zapytałem. Były to dobre trzy metry od okna. – To nie było żadne z was, ani też ja, więc…
Kang westchnął, a Choi spuściła głowę.
– Powiedz mu – odezwał się nagle Kang, przerywając ciszę jaka zapadła po tym jak zamilkłem.
– Co? – zdziwiła się Choi, podrywając głowę i opuszczając ręce.
– Powiedz mu o nas.
– N-nas…!? – zawołałem.
– Nie w takim sensie jak myślisz, idioto – mruknął niezadowolony Kang.
Zacząłem mruczeć pod nosem przekleństwa, ale nie wypowiedziałem ich głośniej, bo w końcu wczoraj przeze mnie goniły ich chmary fanek. Choi niestety też.
– O-o nas!? – zawołała Choi z niedowierzaniem. – A przysięga! Nie wolno nam…
– Mnie nie wolno, Shin. To ja składałem przysięgę, ciebie dopiero to czeka.
Przysięga? O co im chodzi?
Choi odwróciła się do mnie, ale jej wzrok był wbity w podłogę.
– Jaka przysięga? – zapytałem w końcu.
– Ale jak mnie o coś oskarżą to, powiem, że ty mnie namawiałeś – powiedziała, zerkając na moment do tyłu, po czym odetchnęła i spojrzała na mnie.
– Powiemy, że sam to odkrył – stwierdził Kang, krzyżując ramiona na piersi.
– Kłamca – mruknęła Choi, ale tamten udał, że nie słyszał i tylko przewrócił oczami. – Yung Kyu Dong, musisz mi przysiąc, że to co teraz usłyszysz pozostanie w tym pokoju i nikt się o tym od ciebie nie dowie.
– Dla ciebie wszystko – powiedziałem z mimowolnym uśmiechem.
– Och, błagam – powiedział Kang i odwrócił się do nas tyłem mamrocząc coś.
– Kang każe mi powiedzieć, że ja…
– Ja ci nic nie każę – burknął tamten.
– Że ja i on nie jesteśmy zwykłymi ludźmi. Yun i Joong też nie.
– Co masz na myśli?
Spojrzałem na nią marząc brwi. Wtedy podeszła do Kanga i złapała go za ręce, a po chwili tańczyli walca.
– Co wy…
Wtedy w pokoju Choi ni skąd ni zowąd pojawili się męska wersja Choi, czyli Akai, Yun i Kang, którzy grali na tamburynach i śpiewali cygańskie piosenki…
Usiadłem na moim łóżku i odetchnąłem głęboko.
– To tylko sen – mruknąłem i spojrzałem na drzwi balkonowe. – Tak jak żółte oczy Yu Rin i jej długi wężowy język.
Odetchnąłem i położyłem się żeby znów zasnąć.

*

Kang wszedł do domu bez pukania i bez żadnych ceregieli podszedł do mnie, kiedy stałam w kuchni szykując sobie śniadanie.
– Shin! – zawołał.
Odwróciłam się zaskoczona, kiedy Kang podszedł do mnie błyskawicznie. Wykonał dziwny gest, coś jakby chciał mnie przyciągnąć do siebie i objąć mnie, ale zatrzymał się w pół ruchu. Na moment zamarł, po czym cofnął się o krok.
– Kang? Jak ty tu…?
– Drzwi były otwarte – wytłumaczył.
– Naprawdę? – zdziwiłam się. – Nie przypominam sobie, że otwierałam drzwi. Użyłeś magii – stwierdziłam po chwili.
– Cóż za spostrzeżenie – powiedział z kpiną.
– Przecież otwieranie drzwi za pomocą magii jest niepochwalane – zauważyłam. – Świadczy to o lenistwie związanym z brakiem chęci podejścia do drzwi.
– Nie w przypadku, gdy osoba za tymi drzwiami jest chora – stwierdził i usiadł przy stole.
– Jak widać nie jestem chora – burknęłam.
Postawiłam na stole naprzeciw Kanga miseczkę z ramen z pudełka, które przywiózł mi Aki, kiedy przyjechał udawać mojego ojca.
– Właśnie to przyszedłem sprawdzić.
– Już sprawdziłeś to sobie idź – powiedziałam.
– Nie poczęstujesz mnie tym czymś? – zapytał.
– To coś to ramen z Japonii, w której ty nigdy nie byłeś i którego nigdy nie jadłeś, a wiem, że nie lubisz takiego jedzenia jak ramen z kubełka.
– Przeraża mnie twoja wiedza o mnie – powiedział, kiedy brałam pałeczki z pojemniczka obok zlewu.
– Każda twoja fanka wie o tobie minimum tyle co ja – burknęłam i usiadłam przy stole. Złożyłam ręce ze sobą jak do modlitwy trzymając między nimi stalowe pałeczki. – Itadakimasu – powiedziałam smacznego po japońsku. Oczywiste jest, że Kang nic nie zrozumiał.
Nie zwracałam uwagi na to, że wstał od stołu. Dopiero, kiedy  druga para pałeczek zanurzyła się w mojej misce z ramen zdałam sobie sprawę co Kang tak właściwie zamierza zrobić.
Z pomiędzy moich warg wystawał i wisiał długi makaron, kiedy nachylałam się nad miską, a jego końce znajdowały się w wywarze w misce. Kang zawinął pałeczki na makaronie i po chwili wsadził je do ust. Niektóre z nitek makaronu które on złapał łączyły się z tymi moimi, kiedy zaczął wciągać makaron przybliżając się swoje usta do moich zamarłam. Nasze usta były coraz bliżej, a Kang patrzył mi w oczy, przy samym końcu jednak, kiedy nadal się nie poruszałam przegryzł makaron i odsunął się, głośno wybuchając śmiechem.
Coś w jego zachowaniu nie pasowało mi do zachowania zwykłego nastolatka wychowanego w Korei Południowej. Możliwe, że takie zachowanie przejął od innych magicznych istot z Ignis. W końcu do szkoły potworów chodzą magiczni z całej Ziemi.
– Ty naprawdę znów myślałaś, że chcę cię pocałować. – To nie było pytanie. Najgorsze możliwe stwierdzenie prawdy.
– Wcale nie – powiedziałam z mocą. – Chciałam zobaczyć, czy potrafiłbyś mnie pocałować – dodałam jak najbardziej przekonująco.
– C-co? – Zająkał się ledwie słusznie.
– Pozwalam ci to zrobić, ale czy się odważysz? – zapytałam.
– Zrobiłbym to, gdyby…
– Tak? – zachęciłam go.
Zaczął się wiercić na krześle, ale przestał czując na sobie mój wzrok. Spojrzał na mnie, a po chwili w bok, unikając mojego spojrzenia.
– Zrobiłbym to, gdyby nie ktoś inny, kogo mam na oku – powiedział znów przybierając maskę chytrego uśmieszku na twarz.
Zabolało. I to mocno.
– Och – tylko tyle zdołałam wydusić.
Po śniadaniu wzięliśmy ze sobą wodę i poszliśmy na tył domu, żeby potrenować panowanie nad żywiołami. Nadal byłam w tym beznadziejna, a woda zamarzała w bezkształtne bryły lodu.
– Ugh! – warknęłam uderzając pięści o stół, a woda w misce zatrzęsła się, w momencie, kiedy Kang ją rozmroził. – Dlaczego mi to nie wychodzi!?
– Cierpliwości – powiedział czerwonowłosy. – Mamy dużo czasu zanim pójdziesz do szkoły, opanujesz to.
– Ale kiedy, Kang? Zostało mi tylko pół roku, a ja nic nie potrafię.
– Jak to nic? Twoja kontrola nad mocą była tak doskonała już po kilku dniach, że twoja uwalniająca się moc nie zaatakowała cię. Do tej pory było tak tylko w jednym przypadku, dziewczyny z USA z mojego rocznika.
Kąciki jego ust zadrgały w uśmiechu pełnym zadowolenia i podziwu.
To już wiemy w kim się kocha mały Kanguś – pomyślałam. – Tylko trzeba ją jeszcze odnaleźć. Ale to za pół roku, w szkole.
Przyznam, że smutno mi się zrobiło, kiedy pomyślałam o tym. Wizja Kanga z jaką dziewczyną u boku, inną niż ja przerażała mnie. Przed moimi oczami ukazała się wizja Kanga w białym garniturze i amerykańska dziewczyna w długiej pięknej liliowej sukni i z włosami ułożonymi jak królewna. Stali razem boso na plaży, a woda obmywała im stopy. Trzymali się za ręce i uśmiechali do siebie, kiedy za nimi na horyzoncie słońce wpadało do wody.
– Ekhem – Z zamyślenia wyrwał mnie głos Kanga.
– Mówiłeś coś? – zapytałam zaskoczona.
– Jeszcze nie.
Zaśmiałam się zmieszana.
– Przepraszam, już słucham – powiedziałam skruszona.
– Idź wylej tę wodę i wróć tutaj, potrenujemy ukrywanie aury.
Rozpromieniłam się i błyskawicznie wstałam od stołu. Z miską pobiegłam do kuchni, ale po drodze rozlałam połowę jej na podłodze w korytarzu i kuchni.
– Ups – mruknęłam i zaśmiałam się, bo skarpetką wdepnęłam w jedną w kropel na podłodze.
Zaśmiałam się i wstawiłam miskę z resztką wody do zlewozmywaka.
– No woda, masz się mnie słuchać, więc chodź ładnie do mnie – powiedziałam wlepiając wzrok w mokre plamy na podłodze. – Ha! – zwołałam uradowana, kiedy po podłodze zaczęły pełznąć kropelki wody, zbierając się w kałużę, po czym wystrzeliła w słup wody i zataczając łuk w powietrzu wpadła do zlewozmywaka, zamarzając zanim całkowicie opadła.
Podłoga, a nawet moja skarpetka były już suche.
– Kang, nie uwierzysz co właśnie zrobiłam! – zawołałam wybiegając na werandę z tyłu domu.
Wsadziłam nogi w klapki i wyszłam do ogrodu. Kanga nie było przy stole. Spojrzałam dalej i zamarłam z przerażenia. Na środku ogrodu stał Kang, a przed nim ogromne zwierze. Było dość dziwne i nie potrafiłam go nazwać. Miało głowę lwa, ciało orła i ogon węża, który był owinięty wokół szyi Kanga.
Kiedy odzyskałam panowanie nad ciałem i umysłem wrzasnęłam głośno.
Czarne ślepia potwora zwróciły się na mnie. Mimo tego lodowatego spojrzenia, ruszyłam do przodu, wtedy ogon na szyi Kang rozluźnił się, a czerwonowłosy opadł na kolana, ledwie łapiąc oddech. Ogon bestii śmignął mi przed oczami, wtedy poczułam ból w klatce piersiowej i nie mogąc się ruszyć poddałam się sile ciosu, a ta wyrzuciła mnie w tył.
Gdy przekręciłam głowę, żeby spojrzeć na monstrum, zobaczyłam, że to coś złapało właśnie Kanga swoimi orlimi szponami i rozłożyło ogromne pierzaste skrzydła i zaczęło nimi machać. Po chwili stwór z nieprzytomnym Kangiem wzlecieli w powietrze, a wężowa głowa na końcu ogona bestii zasyczała na mnie.
Uderzyłam pięścią w drewniany podest werandy i podniosłam się, nie zważając na ból żeber i mostka. Poderwałam się na nogi i wyszłam na  środek ogrodu, gdzie wciąż unosił się stwór.
– Nie! – wrzasnęłam i uniosłam ręce, a z moich palców wystrzeliły płatki śniegu i powędrowały do stwora, lecąc do niego szybko. Śnieg zamroził część pyska, grzywy i szyi potwora. Zasyczał i nieco opadł, ale po chwili z jego pyska wydobył się lwi ryk, a za nim strumień ognia, który powędrował zaraz do mnie.
Pisnęłam z przerażenia i skuliłam się, ale ogień mnie nie dosięgnął. Po chwili otworzyłam oczy i wyprostowałam się, ale głową uderzyłam w coś twardego.
– Auu – mruknęłam i schyliłam się, po czym zerknęłam w górę.
Nade mną znajdowała się kopuła z lodu, przeźroczysta, zimna i gruba. Bariera wokół mnie tworzyła tylko jedną ściankę i górę, więc mogłam wyjść spod niej. Na szczęście udało mi się zobaczyć w którym kierunku odleciał stwór, który zabrał Kanga.
– K-kang – szepnęłam płaczliwym głosem.
W trawie, zaraz obok mojej lodowej bariery stwór wypalił w trawie jakieś litery, ale nie potrafiłam ich odczytać.
W roztargnieniu złapałam za kryształ na szyi i teleportowałam się do domu Fallen Angels.

*

– Na Syriusza! – wrzasnęłam, kiedy w salonie z nikąd pokazał… pokazała się? Pokazała się Shin Hye. – Co ty tu robisz, do cholery jasnej!?
Zerwałam się z kanapy i podeszłam do dziewczyny. Dopiero zbliżywszy się do niej zobaczyłam w jakim jest stanie. Jej ubranie i włosy były potargane, była roztrzęsiona, a po jej policzkach strużkami spływały łzy i zbierając się na brodzie kapały na jej bluzkę.
– Co się stało? – zapytałam, łapiąc ją za ramiona. – Shin?
– K-kang… – ledwie wydusiła przez łzy.
– Właśnie, gdzie on jest? – zapytałam..
– Co się dzieje? – zapytał Joong, pokazując się na schodach prowadzących do sypialni. – Shin Hye, co ty tu robisz w tym stroju?
– Joong! – zawołałam. – Podaj jej coś na uspokojenie.
– Co? – zapytał bezmyślnie, ale po chwili pobiegł do kuchni i zaraz wrócił ze szklanką fioletowego płynu. – Shin, wypij to – powiedział i podał jej szklankę, ale on o mało co nie wypuściła naczynia z rąk.
Sięgnęłam po szklankę i przyłożyłam ją do ust dziewczyny. Natychmiast zaczęła pić.
– Już lepiej? – zapytał Joong, kiedy oddałam mu już pustą szklankę.
Pokiwała głową.
– A teraz powoli opowiedz nam co się stało – nakazał.
– A Yun? – zapytała z przerażeniem.
Nie dając nam szansy odpowiedzieć złapała za niewidzialny dla nas w tej chwili żółty kryształ i zniknęła. Po kilkunastu minutach zeszła po schodach, ale już jako Akai. W włosach Ulzzang i męskich ciuchach.
Wtedy usiadła na kanapie i zaczęła swoją opowieść.
– Miało głowę i przednie łapy lwa, ciało orła z wielkimi pierzastymi złotymi skrzydłami i śliski wzorzysty ogon zakończony głową węża – zakończyła.
– Chcesz powiedzieć, że Kanga porwała Chimera? – zapytałam z niedowierzaniem.
– Ch-himera? – wydusiła. – M-myślałam, że one mają ciało k-kozy.
– To zależy – powiedział Joong. – W mitologii tak, ale też nasuwa się pytanie jakie jest wierzenie? W naszych czasach jest to lew, orzeł i wąż.
– Nie gadajmy już! – zawołała Akai. – Musimy ratować Kanga! Powiadomić Albę! Zebrać armię i… i…
– Akai, uspokój się – powiedziałam łagodnie. – Nie musimy powiadamiać Bogini Światła, ona już zapewne o tym wie. – Ze schodów właśnie zszedł zaspany Yun, a z ogrodu z basenem przyszedł Jeremy. – A nasza czwórka wystarczy, żeby go odbić.
– Cz-czwórka? – zdziwiłam się.
– Tak, czwórka – wtrącił Joong. – Ja, Kimiko, Jeremy i Yun. Dobrze, że Shin Hye nas powiadomiła. Możliwe, że ją też zabierzemy.
– O-oh – mruknęła udając niezadowolenie. Zrozumiała. – Ale dlaczego ja mam tu zostać? – zapytała.
– Gdyby prezes przyszedł i chciał nas ochrzanić, że wczoraj związaliśmy go i uciekliśmy z domu, bez jego zgody – wtrącił Jeremy. – Ale o czym tak właściwie mówimy?
– Z tego co powiedziała nam Choi Shin Hye to Kanga porwała Chimera – powiedziałam.
– Co!? – wrzasnął Jeremy.
– A już myślałem, że coś gorszego – mruknął Yun i przeciągnął się, a jego biała szeroka bokserka od piżamy uniosła się ukazując zarys jego umięśnionego brzucha. – Co na śniadanie?
– Yun! – wrzasnęliśmy.
– No co? – zapytał wzruszając ramionami.
Akai zerwała się z kanapy.
– Jak możesz tak mówić!? – wrzasnęła na Yuna. – Kang to twój przyjaciel. Jesteście razem w zespole od dwóch lat, chodzicie do jednej szkoły, nawet mieszkacie razem! A ty!? Ty…! Ty…?
Wtedy opadła na kanapę i zakryła twarz dłońmi.
– Przepraszam, Zu – powiedział zaskoczony blondyn. – Ja tylko żartowałem. A Kang jest bardzo silnym Magiem, nie da się pokonać jednej Chimerze.
Akai cicho szlochała, co było dziwne jak na chłopaka, którego właśnie udawała. Klepnęłam ją mocno w plecy. – Nie martw się, damy sobie radę.
Szybko się wyprostowała i odjęła dłonie od twarzy.
– No właśnie, a teraz czas na zbroję – powiedział Joong.
– Zbroję? – powtórzyła, ocierając oczy.
– Zbroję – powiedziałam z zadowoleniem. – Idziemy do garderoby.
Zerwałam się z kanapy i trzymając Akai za rękę, pognałam w stronę mojego celu, ciągnąc ją za sobą.
W garderobie, Joong otworzył tajną ‘szafę’ do której dostęp mają tylko on, Yun i Kang, bo działają na ich siatkówkę oka, jedyne czego nie da się magicznie podrobić. Każdy z nas dostał białą pelerynę z kapturem sięgającą ziemi, wzmacnianą wyciągiem z czarnych róż, który sprawia, że materiał jest tak wytrzymały, że nie da się go przebić, dzięki czemu nie da się ranić osoby, która się nim zakryje. Ze starcia wynosi się tylko drobne siniaki.
– Moim zdaniem Akai też powinien iść – powiedziałam, kiedy chłopcy przypinali sobie peleryny do ubrania.
Gdy wszyscy już dostali swoją pelerynę i Joong miał zamykać sejf, wpadłam na pewien szalony pomysł.
– Yun, wiesz co? – zaczęłam.
– Hmm? – mruknął zakładając swoją pelerynę.
– Jeremy ma w pokoju sporo broni magicznej, mógłbyś pójść do niego i nam trochę przynieść? – zapytałam, nie zważając na protesty niebieskowłosego.
– Że co? – zapytał jeszcze spokojnie.
– I mogę sobie poszperać? – zapytał podekscytowany Yun, zamierając w pół ruchu, przypinając sobie pelerynę.
– A jak inaczej znajdziesz to czego szukasz? – prychnęłam.
– Jupi jej! – zawołał i uciekł z garderoby.
– Dlaczego przepraszam ja cię bardzo pozwoliłaś mu iść do mojego pokoju? – zapytał wściekły Jeremy. – Przecież on tam narobi…
– Chciałam, żeby wyszedł z pomieszczenia, gdzie jest Akai, w końcu nie wie kim on jest, tak?
– A więc to miałaś na myśli mówiąc o Akai – powiedział Joong, odrzucając już przypiętą białą pelerynę z ramion do tyłu.
– Ale co? – zapytali równocześnie Akai i Jeremy.
– Zaraz zobaczycie, tylko muszę znaleźć coś do tego odpowiedniego.
Zaczęłam szperać w części garderoby przeznaczonej rzeczom Akai. Ze szklanego stojaka na biżuterię ułamałam jedną z rączek i zabrałam cienki srebrny łańcuszek.
– Dobra Shin, potrzebuję trochę twojej krwi – powiedziałam. – Joong zajmiesz się tym?
– Jasne.
– Jeremy, zrobisz krwawy kryształ, bo ja nie potrafię go dobrze uformować – nakazałam.
– Wiesz, że to jest zakazane? – zapytał, ale wziął ode mnie kawałek szkła i wisiorek. Po chwili szklana laseczka uniosła się w górę nad dłonią Jeremyego i zaczęła się rozgrzewać, a następnie zmieniać kształt w kulę.
– Ale po co ci moja krew? – zapytała Akai.
Joong złapał dłoń dziewczyny i swoją magią przeciął jej wewnętrzną stronę. Wtedy ona syknęła, ale się nie skrzywiła, tylko zamknęła oczy i odwróciła wzrok. Jeremy lewitował rozgrzane szkoło do jej dłoni i zbliżył je do krwi. Wtedy Joong zamknął jej palce, a kiedy je otworzył, na jej dłoni spoczywała mała płaska czerwona łezka. Była nieprzeźroczysta, więc można było poznać, że w szkle zatopiono krew. Po ranie nie było śladu. Jeremy zbliżył srebrny wisiorek do węższej strony krwawej łezki i topiąc ogniwa przymocował ją do niego. Właśnie tak powstała krwawa łza z krwi Choi Shin Hye.