środa, 16 lipca 2014

Rozdział 16.

Wiecie, że ja myślałam, że dziś jest środa? Kurde, jutro jeśli naprawią autko to jadę do domu 0.o
Muszę się przygotować na kilka godzin jazdy... znowu -,-
Eee, tam, nie ważne, w tej notce, końcówce 4 i początku 5 rozdziału Shin będzie śpiewała, a w muzyczce na blogu jest ta piosenka, podpisana jako 'Without Words'.
A co do tytułu, to proszę się zastanowić o co chodzi, przeczytać i w komentarzu wpisać opinie z przed przeczytania i po przeczytaniu notki. To tyle :P
Enjoy ;)


Po kilku minutach na stołówce już było spokojnie, no może jeśli chodzi o to co się przed chwilą działo, bo kiedy straciłem z oczu Choi Shin Hye, tę ładną blondynkę Park i okularnika przewodniczącego to zaczęło się robić źle, bo fanki zaczęły się do mnie dobierać. Cieszyło mnie to, że jest ich dużo, ale żeby tylko nie za dużo. Podobno w tej szkole jest ponad sześćset uczniów, z czego trzy piąte to dziewczyny.
Na moje szczęście ktoś złapał mnie za ramię i odciągnął od tłumu. Czułem się jakbym bezwładnie latał nad głowami wszystkich. Tym kto mnie uratował okazał się jeden z tych chłopaków, z którymi siedzę w ławce. Ten w długich włosach… Hwa! Tak, Hwa Yong.
– Dziękuję – powiedziałem, kiedy on i jego koledzy przetransportowali mnie bezpiecznie do klasy. – Pewnie by mnie zamęczyły na śmierć.
– Kiedyś się odpłacisz – powiedział Hwa, takim tonem jak zwykle go do mnie Kang używa.
Spojrzałem na niego lekko przekrzywiając głowę.
Usiadłem na swoim miejscu w ostatnim rzędzie, kiedy poczułem, że coś w klasie nie gra. Tak jakby czegoś brakowało. Rozejrzałem się po klasie, ale nic nie przychodziło mi na myśl.
Czwórka Yesul Boys rozmawiała o czymś podekscytowana, ale najwyraźniej nie chcieli mnie wcielić do swojej konwersacji, bo żaden z nich nawet na mnie nie spojrzał.
Zanim wyszedłem z domu Joong przygotował dla mnie śniadanie. Nikt nie potrafił tak gotować jak on, ale dziś na śniadanie dostałem tylko słodkie bułeczki i jabłko. Nic co sam by zrobił, ale mimo to zacząłem jeść z wielką ochotą. Zanim jednak ugryzłem bułeczkę, wyczułem na sobie czyjeś spojrzenie, więc podniosłem wzrok. W moją stronę patrzyły trzy dziewczyny, odwrócone na krzesłach tyłem do tablicy. Wszystkie patrzyły na mnie rozmarzonym wzrokiem podpierając brody na rękach.
Uśmiechnąłem się i oderwałem kawałem bułeczki po czym zacząłem jeść.
Po kilku minutach nadal nie mogłem się pozbyć uczucia, że czegoś w klasie brakuje.
– Hej chłopaki, coś jest…
– Poszli na randkę – powiedział Hwa.
– Hee? – zapytałem.
– Choi i Yung poszli na randkę – powtórzył. – Zwiali z lekcji, żeby iść gdzieś tam zanim to coś zamkną.
– Więc jednak nie działa na nią mój urok, bo się zakochała – powiedziałem do siebie ze smutkiem.
Rozejrzałem się po klasie. Miejsca po mojej prawej, jak i po lewej były wolne.
– To ich mi brakowało! – zawołałem.
– Dopiero zauważyłeś? – zapytał Ji.
– Już prędzej czułem, że coś mi to nie pasuje – zacząłem, zastanawiając się nad tym. – Ale nie wiedziałem co – dodałem, wzruszając ramionami.
– On jest trochę głupi, nie? – szepnął Sang.
– Kang też ciągle mówi, że jestem głupi – powiedziałem, nadymając policzki.
Sang spojrzał na mnie przepraszająco. Chyba myślał, że nie usłyszę.
– Przywykłem – powiedziałem z uśmiechem i przesiadłem się na miejsce obok okna, po czym wyjrzałem przez nie.
Przez dziedziniec szło dwóch chłopaków. Spieszyli się.
– Hej – zawołałem odwracając się do chłopaków. – Wiecie kto to jest? – zapytałem, wskazując okno. – Bo ten w czarnych włosach ma taki sweter jak ja. Nie podoba mi się to.
Yesul Boys podeszli do okna.
– Nie mają mundurków – zauważył Ji. – Pewnie nietutejsi.
Po chwili przed szkołę podjechała taksówka, a ta dwójka wsiadła do niej i po chwili odjechali.
– Ciekawe – powiedział Hwa. – Było w nich coś znajomego.
– Moim zdaniem wyglądali jak Kyu i Shin – powiedziałem. – Mieli takie same torby jak oni.
Cała czwórka spojrzała na mnie wzrokiem Kanga (w sensie, że jak na debila, ale Yun to głupek i tego nie widzi dop. Aut.). Nie dość, że w domu to jeszcze w szkole. Nie podoba mi się to.
– Choi ma włosy sięgające pasa – zauważył Hwa.
– W mojej pracy moda jest ważna, a ja lubię zwracać uwagę na to jak kto jest ubrany – zacząłem. – Szczególnie na dodatki jakimi jest na przykład torba.
– Dobra, jutro zapytamy – powiedział Hwa. – Mamy dla ciebie propozycję nie do odrzucenia – zwrócił się do mnie.
– Tak?
– Od dziś pracujesz też dla nas.
– Słucham? – zapytałem, nie wiedząc o co mu chodzi.
– Każdy kto chce twój autograf, chce cię dotknąć, lub cokolwiek z tobą zrobić musi zapłacić, a kasa wędruje do nas.
– Nie ma sprawy! – zawołałem i tak nie mając pojęcia co ma na myśli. – Wszystko, byle tylko się mnie nie czepiali. I nie chcę być nigdy sam.
– Zgoda? – zapytali wszyscy.
– Zgoda – powiedziałem z uśmiechem.

*

Gdy tylko wsiedliśmy do taksówki podałam kierowcy kartkę z adresem, którą na stołówce dała mi Park Yu Rin. O dziwo, gdy dojechaliśmy na miejsce okazało się, że to ten sam budynek, gdzie w sobotę był koncert. Cholera, a jak ochrona nas rozpozna? Ale Yun jest w szkole, a Kanga i Joonga raczej tu nie będzie, więc nie będzie tyle ochrony co na koncercie było.
Gdy podeszliśmy do głównego wejścia, kręciło się tam już wiele osób. Przy drzwiach postawiono bramkę do wykrywania metalu, a przy niej stał ochraniarz sprawdzający coś.
– On sprawdza wejściówki? – zapytałam z niepokojem.
– Sprawdza – powiedział Yung i zaklął.
No to świetnie, bo my ich nie mamy.
– Zważaj na słowa – skarciłam go.
– A tak się cieszyłem, że tam wejdę – powiedział, kiedy usiedliśmy na krawężniku, kilkanaście metrów od wejścia do budynku.
– Aż tak chciałeś?
– Żartujesz? Kiedy mi o tym powiedziałaś to normalnie wybuchłem.
– Więc, jednak chcesz wziąć udział? – zapytałam.
– Nie. Chcę to zobaczyć. Zawsze chciałem na żywo.
Wyciągnęłam z kieszeni spodni zdjęcie brata Park, które prędzej tam schowałam.
– Chociaż znajdźmy go i powiedzmy mu, że ona się o niego pytała. Będzie głupio wrócić bez niczego, a ona może mnie w każdej chwili zniszczyć.
– Pokaż mi to zdjęcie.
Podałam mu je.
– To zdjęcie sprzed kilku lat, nie wiem czy uda nam się go rozpoznać. Pewnie bardzo się zmienił, odkąd został modelem.
Westchnęłam.
Po chwili moich uszu doszedł nieprzyjemny odgłos wymiotowania. Powoli spojrzałam w lewo skąd ten dźwięk dochodził. Jakiś chłopak wymiotował, ale na szczęście nie widziałam jego twarzy, ponieważ trzymał ją prawie w dużym koszu na śmiecie w zaułku, obok którego siedzieliśmy.
– Cholera! – syknął chłopak i usiadł na ziemi opierając się o ścianę. – Dlaczego ze mnie taki nieudacznik!?
Siedział od nas zaledwie cztery metry.
– Hej! – zawołałam. – Wszystko w porządku?
Chłopak obejrzał się na nas.
– Wy też na casting? – zapytał.
Skinęłam głową.
Chłopak podkurczył jedną nogę i oparł na jej kolanie wyprostowany łokieć.
– Więc czemu tu siedzicie? – zapytał, ocierając usta rękawem.
– Nie mamy wejściówek – powiedziałam.
– Chodź tu – powiedział, wkładając rękę do kieszeni.
Patrzyłam na niego zdziwiona, ale w końcu, mimo że Yung mnie zatrzymywał to wstałam i kucnęłam obok chłopaka. Przyznam, że nieprzyjemnie pachniał.
– Chcesz wziąć udział w tym castingu? – zapytał patrząc mi w oczy. – W sumie pasujesz do tej trójki aniołów – powiedział. – Taki sam słodki chłopczyk.
Ten chłopak w zasadzie nie był już nastolatkiem. Miał jakieś dwadzieścia pięć lat.
Skinęłam głową.
– Więc trzymaj i powal tych cieniasów na kolana za mnie, dobra? Bo ja już nie dam rady.
W jego ręce spoczywała wejściówka na casting.
– Ale…
– Ja się za bardzo denerwuję, więc i tak bym tam nie poszedł.
– Na pewno? A może jesteś chory? Zadzwonić po pogotowie? – zapytałam.
– Wiem co mi jest – powiedział z uśmiechem. – To nie pierwszy raz. Po prostu się stresuję. Ale to nie ważne. Idź tam i zaśpiewaj. Jeśli wygrasz będę się cieszył, że ci pomogłem. Mam nadzieję, że jesteś dobry w śpiewaniu, chłopie.
Haha, myśli że jestem chłopakiem. Dobry Cosplay, bardzo dobry.
– Jest zniewalający – powiedział Yung, podchodząc do nas.
– Więc będę miał się z czego cieszyć, jeśli wygrasz – powiedział wciskając mi wejściówkę w ręce. – Ale masz powiedzieć, że to dzięki P.J.R (czyt. pi dżi ar).
Skinęłam głową.
– Może ci pomóc? – zapytał Yung mężczyznę, kiedy ja już wstałam.
– Nie – powiedział stanowczo. – Poczekam, aż wszyscy znikną w środku i odejdę.
– Na pewno? – zapytałam.
– Cholera, tak! – wrzasnął. – Idźcie już, bo się rozmyślę.
– Dziękuję! – zawołałam, kiedy biegliśmy do wejścia, gdzie właśnie wchodził ostatni uczestnik.
– Macie szczęście – powiedział ochraniarz. – Już miałem zamykać drzwi.
Podałam mu wejściówkę, ale zanim ją złapał zobaczyłam na niej napis.
Tylko prawdziwy talent ma szanse na sukces.
Nie był to jednak zwykły napis. Czułam, że jest magiczny.
Spojrzałam na mężczyznę pytająco.
On uśmiechnął się.
– Podaj hasło – szepnął tak cicho, że musiałam czytać z ruchu jego warg.
Znów spojrzałam na wejściówkę.
Wtedy pokazał się kolejny napis i niewielki znak obok. Była to pieczęć pierwszej, nieżyjącej już Bogini Harmonii. Srebrny rogal księżyca, a między jego rogami czarny kwitnący pąk róży.
– Harmonia – szepnęłam, czytając to słowo.
– Zapraszam – powiedział uprzejmie, odrywając coś od wejściówki i oddał mi ją. – A kolega? – zapytał zatrzymują Yunga.
– On jest ze mną – powiedziałam. – Dla towarzystwa – dodałam, kiedy wciąż nieufnie patrzył na mojego przyjaciela.
W końcu wzruszył ramionami i pozwolił nam iść.
Szliśmy w budynku, według wskazówek, aż doszliśmy do sali, gdzie pomieściłoby się jakieś trzysta osób. Była wypełniona po brzegi nastolatkami, którzy siedzieli na podłodze, lub na nielicznych kanapach i fotelach. Tuż przy wejściu każdemu z uczestników na ramieniu naklejano naklejkę z numerkiem.
Na moje szczęście rozdawali je nie w kolejności i dostałam sześćdziesiąty szósty z około trzystu.
Każdy musiał się wpisać na listę. Podać numer telefonu, adres zamieszkania, wiek, nazwisko i tym podobne. Wtedy pokazał się problem.
– Numer sześćdziesiąt sześć! – zawołał mężczyzna przy jednym z trzech stanowisk komputerowych, gdzie wypisywano dane uczestników castingu i drukowano. Zapewne miało to na celu uniknięcie problemów wynikających z niewyraźnego pisania, albo mylenia znaków, lub pisania ich we własnym stylu.
– Dzień dobry – przywitałam się.
– Nazwisko – powiedział.
Patrzyłam na niego zszokowana. Na szczęście patrzył się na klawiaturę i nie zobaczył tego. Szybko się otrząsnęłam.
– Sakai Izumi – mruknęłam, bo to było pierwsze co przyszło mi na myśli.
– Akai Zu Mi? – zapytał? – Dobrze usłyszałem?
Nie.
– Tak – powiedziałam z uśmiechem.
Dziękuję za wymyślenie mi fałszywego nazwiska, proszę pana.
– Data urodzenia?
Tak. No i co teraz?
– Siódmy stycznia. – Znów zasięgnęłam do danych Izumiego.
– Rok?
– Tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty siódmy.
– Numer telefonu.
– Proszę zaczekać – powiedziałam sięgając do kieszeni spodni po telefon. – Nie znam na pamięć.
Oczywiście podałam mu numer Yunga. Będę musiała mu to jakoś powiedzieć.
– Adres zamieszkania?
A ten to już zmyśliłam. Moja ulica, ale numer niewiadomo jaki. Gorzej jak przyjadą się zobaczyć. Chociaż wątpię.
– Dziękuję – powiedział. – Numer sześćdziesiąt siedem!
Odetchnęłam z ulgą, kiedy wróciłam do Yunga. Usiadłam na podłodze obok niego.
– Podałam im twój numer telefonu – powiedziałam.
– A twój…
– Kang go ma – szepnęłam.
– Racja.
W zasadzie to strasznie się nudziliśmy siedząc na tej sali. Kolejka sprawnie się zmniejszała, ale i tak wciąż za wolno. Ciekawe o której do domu wrócę. Z tego co mówili ci, których już przesłuchano były tu trzy sale. Z początku otwarto tylko jedną, ale po pierwszej dziesiątce otwarto pozostałe dwie. Każdy przesłuchiwany był nagrywany, żeby można było to przesłuchać i wybrać już po tym wszystkim.
Z tego co wywnioskowałam to i tak nagrywają pewnie tylko tych, którzy znali hasło, czyli są istotami magicznymi, więc pewnie to wszystko pójdzie jeszcze szybciej.
– Numer sześćdziesiąt sześć proszony do sali trzeciej.
Odetchnęłam.
– Muszę się gdzieś schować, żeby nie iść na tę salę.
– Hej ty! – zawołał któryś z uczestników. – Twoja kolej.
Spojrzałam na niego zszokowana.
Jak na razie tylko wypatrywałam brata Yu Rin, więc nie zwracałam uwagi na to o czym wszyscy gadają, ale kiedy ktoś mnie złapał i postawił na nogi w końcu zaczęłam słuchać.
– Idziesz, czy mamy cię stąd wyrzucić? – zapytał.
Przełknęłam ślinę.
– J-ja chyba… – zaczęłam.
– Nie marudź i idź! – zawołał i z kolegami zaciągnęli mnie przed drzwi trzeciej sali.
Już nie było odwrotu. Wiedzieli, że jestem magiczną istotą i już mnie zobaczyli przed tą salą. Chociaż zawsze mogę zwymiotować.
Wepchnęli mnie na salę. Patrzyłam na drzwi i chciałam wyjść ukradkiem, ale to już i tak było na nic. Z jednej strony trzystu uczestników, a z drugiej jury.
– Dzień dobry – przywitał mnie jakiś mężczyzna.
Odwróciłam się powoli i wzdrygnęłam cofając się odrobinę.
– D-dzień dobry – powiedziałam.
W sali był tylko on i operator kamery, stojący za tymże urządzeniem, wspartym na trzech nogach.
– Nie krępuj się.
Ten mężczyzna. Już kiedyś go widziałam, tylko gdzie? Miał krótkie ciemnobrązowe włosy i oczy o podobnym odcieniu. Był najwyżej po czterdziestce.
– Nazywam się Ahn Woon Yeon. Jestem prezesem Fallen Angels. A ty skoro przyszedłeś do tej sali, jesteś obdarzony talentem, zgadza się?
Wiedziałam, że go znam. Jego imię też mi się z czymś kojarzy.
Skinęłam głową.
– Proszę, nie krępuj się i podejdź bliżej.
Mężczyzna siedział za biurkiem, a wokół były głośniki i dużo kabli. Naprzeciw drzwi, za biurkiem było lustro, zapewne weneckie.
Stanęłam na środku pomieszczenia i skłoniłam się.
– Jaki posiadasz talent? – zapytał.
– Jestem Magiem – powiedziałam.
– To bardzo dobrze – powiedział pisząc coś na kartce na biurku. – Co nam zaśpiewasz? – zapytał.
No właśnie co? Dobrze, że nie było mikrofonu, bo jakby więcej osób mnie usłyszało niż tych dwoje to byłoby źle, bo wszyscy by oniemieli wtedy.
– Witout Words – powiedziałam pierwszą piosenkę jakiej słowa przyszły mi na myśl. W zasadzie niewiele znałam tekstów piosenek na pamięć, ale tę aż nazbyt dobrze.
– A czyja to piosenka?
– Wykonywała ją aktorka Park Shin Hye – moja imienniczka – i aktor Jang Geun Suk w dramie You’re Beautiful. Każdy z osobna.
Co z tego, że moja historia zaczyna się robić jak Go Mi Nyu, udającej swojego brata bliźniaka Go Mi Nam. A jeśli zostanę wybrana? Nie. Nie chcę o tym myśleć. Nie teraz. Ale z drugiej strony, to marzenie Izumiego, jego prośba może się spełnić.
– Rozumiem – powiedział. – A więc zaczynaj.
Odetchnęłam głęboko, przywołując w pamięci słowa piosenki. Po kilku sekundach zamknęłam oczy i zaczęłam śpiewać.

Haljima geol geuresso
Moreun julge boryeo geol
Amboineun geot cheoreom
Bolsu eomneun geot cheoreom neol
Aye... bojeuma geol geurenabwa

Tteomanji geol geuresso
Motteureujeon geureol geol
Deuchi deo meotaneun cheom
Deureul su eomneum geol cheoreom
Aye... isarang deuchi aneul geol

Maldo eobsi sarangeul halge halgo
Maldo eobsi sarangeul naege julgo
Seul geol ana jocha
Neol gamgehae nugu
Ireokhae dulmang hanikka

Maldo eobsi sarangi nareul tteonna
Maldo eobsi sarangi nareul beoryeo
Meuseun mareul halji... taneun hibi
Honja seo neol han geot gatta
Maldo eobsi wasseo

Wae ireokhae apeunji
Wae japgo man apeunji
Neol bosu eoptaneun geol
Niga eoptaneun neol malgo
Modeu... yejeon gwa deogateun geoniu

Maldo eobsi sarangeul halge halgo
Maldo eobsi sarangeul naege julgo
Seul geol ana jocha
Neol gamgehae nugu
Ireokhae dulmang hanikka

Maldo eobsi sarangi nareul tteonna
Maldo eossi sarangi nareul beoryeo
Meuseun mareul halji... taneun hibi
Honja seo neol han geot gatta

Maldo eobsi neumeulli heullo naeryeo
Maldo eobsi gaseumi munneo joga

Maldo eomneun sarangeul gidarigo
Maldo eomneun sarangeul hapago
Nyeoksi naga beoryeo
Babo gadwe beoryeo
Aneulman pogo eunikka

Maldo eobsi hibyeorin nareul jacha
Maldo eobsi hibyeorin negae wasseo
Jeumbi deo mottago
Neol bonaeya haneun
Naemami neol han geot gatta
Maldo eobsi wasseo

Maldo eobsi wataga
Maldo eobsi tteonaneun
Jeumna gamyeol byeong cheoreom
Jamsi yeppeun myeon dwenabwa
Japgo... hyun tteoman namkae dwenikka

Gdy skończyłam śpiewać, powoli uniosłam powieki. Prezes patrzył na mnie zaskoczony. Siedział w tej samej pozycji, co jakieś cztery minuty temu. A operator kamery wyglądał zza niej z szeroko otwartymi ustami.
– Dziękuję – powiedziałam.
Prezes potrząsnął głową.
– T-tak. Ja również.
Skłoniłam się i wyszłam z pomieszczenia zostawiając ich w szoku.
Oparłam się o ścianę obok wejści, kiedy po mnie następny wszedł do sali trzeciej.
– Co, aż tak źle? – zapytał jakiś chłopak siedzący na podłodze obok mnie.
Osunęłam się po ścianie i usiadłam.
– Nie – powiedziałam.
– Więc w czym rzecz? – zapytał. – Powinieneś się cieszyć, że to już za tobą, czyż nie?
– Tak, ale…
– Przepraszam – powiedział chłopak, który przed chwilą zniknął za drzwiami sali trzeciej. Teraz wyglądał przez drzwi.
– Tak? – zapytał mężczyzna wyczytujący numery.
– Bo oni chyba zamarli, czy coś – zaczął. – Bo ja mówię do nich, a oni nic. A ten za biurkiem to nawet nie zareagował jak mu machałem ręką przed oczami. No więc…
Więcej nie usłyszałam, bo zniknęli za drzwiami.
– Musisz być cholernie dobry – powiedział zazdrośnie chłopak, który prędzej ze mną gadał
Zaśmiałam się nerwowo.
– Wszystko w porządku? – zapytał Yung podchodząc do mnie.
Ukucnął i położył dłoń na moim ramieniu.
Chciałam się w niego wtulić, ale dziwnie by to wyglądało, bo w końcu udaję chłopaka.
– Tak, wszystko dobrze – powiedziałam, patrząc na niego ze słabym uśmiechem. – Chodźmy już.
– Musimy zostać do końca – powiedział Yung. – Poszukamy jeszcze.
Skinęłam głową i wstałam.
Jednak nasze starania poszły na nic. Szukaliśmy do piątej po południu, czyli aż do zakończenia castingu, ale i tak go nie znaleźliśmy.
– Dziękujemy wszystkim za przybycie – powiedział prezes Ahn wychodząc z trzeciej sali około godziny piątej. – Wszystkich was nagraliśmy i decyzję o wyborze nowego członka podejmiemy w ciągu tygodnia, także proszę pilnować telefonów, bo na każdego z was może paść. Przyznaję, że nie będzie łatwo, ponieważ każdy z was ma niewątpliwy talent. No ale coż, tylko jeden z was okaże się tym jednym. Dziękuję jeszcze raz za przybycie, możecie już iść.
– Jak się nazywa brat Yu Rin? – zapytałam Yunga, kiedy wyszliśmy już na zewnątrz, po wszystkim.
– Park Yu Ran – powiedział.
– Park Yu Ran?
Skinął głową.
– Ten prezes kłamał – powiedział jakiś chłopak, wychodzący za nami z budynku. – Może wszyscy byliśmy świetni, ale był taki chłopak, co sprawił, że prezes zespołu zaniemówił i przez kilka minut nie mógł się otrząsnąć.
– O czym ty gadasz? – zapytał inny.
– Mówię prawdę. Przecież byłem w kolejce za nim.
– Też to widziałem – zawołał inny. – Jak wyszedł z sali to usiadł obok mnie.
Na szczęście mnie nie zauważyli.
W między czasie Yung zadzwonił po taksówkę. Dobrze, że Park zapłaciła za taksówkę w jedną stronę. Chociaż zastanawia mnie, kiedy to zrobiła, bo przecież my jeszcze przed szkołą czekaliśmy na podwózkę. Może prędzej, kiedy już to wszystko planowała?
– Park Yu Ran – powiedziałam znowu.
– Słucham? – zdziwił się Yung, chowając już telefon do kieszeni.
– Inicjały to P, Y i R – powiedziałam. – Pi, Ju, Ar. Pi Dżi Ar. P.J.R.!
– Sądzisz, że tamten chłopak, który dał ci wejściówkę, był bratem Park!? – wrzasnął Kyu Dong. – Niemożliwe. Nawet go nie przypominał.
– A jeśli tak? – zapytałam. – Ona mówiła, że on jest wstydliwy. To by pasowało. Tak się denerwował, że aż zwymiotował i przeraził się wyjściem przed kamerę.
– To wcale nie jest takie głupie, Choi – powiedział po chwili zastanowienia.
Resztę czasu w oczekiwaniu na taksówkę i dojazd do domu rozmawialiśmy o P.J.R., jednocześnie układając scenariusz co powiedzieć Yu Rin. Że weszłam na casting na wejściówkę jej brata? Nie mogę, bo mnie zniszczy.

*

– Jak było w szkole? – zapytałem Yuna, kiedy wieczorem wróciliśmy z Joongiem z sesji zdjęciowej.
– Świetnie! – zawołał.
Siedział w salonie na jednej z poduch i patrzył z obrzydzeniem na swój szkolny mundurek, rozłożony na dywanie przed nim.
– Poznałem kilku fajnych chłopaków i dziewczynę, która traktuje mnie jak kolegę z ławki, a nie sławnego piosenkarza – powiedział i zaczął zwijać poszczególne części mundurka w kule, po czym wrzucał je do kosza na śmiecie stojącego naprzeciw niego w drugim końcu pokoju, pod telewizorem.
– Znalazłeś ją? – zapytałem, siadając na kanapie.
– Mam dwie na oku.
Kolejna część mundurka wpadła celnie do kosza.
– Jakie?
– Taką długowłosą blondynkę, ale ma ciemniejsze włosy niż ja. Ślicznie śpiewa po japońsku i wszyscy ją lubią. Jest sławna w szkole. Podobają mi się jej czekoladowe oczy. Chodzi ze mną do klasy i siedzi przede mną. Nazywa się Park Yu Rin.
Już jak mówił o blond włosach to wiedziałem, że to nie ona.
– A ta druga?
– Ona ma pięciu kolegów. Też są sławni w szkole i oni zgodzili się mnie ochraniać przed fanami.
To ona.
– Coś więcej? – zapytałem.
– Ma ciemnobrązowe włosy i oczy. Jest niska i bardzo śliczna. Podoba mi się, ale jak na mnie to za słodka. Tobie by się spodobała, akurat twój gust.
Odwróciłem głowę, bo moje policzki zaczerwieniły się.
– Ona też potrafi mówić po japońsku. Razem rozmawiały. Ta druga jest trochę wredna, ale i tak ją lubię. Chociaż bardziej obstaję przy Yu. Aha, a ta druga nazywa się Choi Shin Hye. Ma ciemnobrązowe włosy i trochę jaśniejsze od nich oczy. Jaśniejsze od moich.
Spojrzałem na Yuna z uśmiechem zadowolenia.
– To któraś z nich? – zapytał.
– Żadna. A moja podopieczna potrafi ukrywać swoją moc, a ty i tak nie potrafisz jej wyczuć, więc nie znajdziesz jej.
– Powiedz mi coś więcej o niej.
– Nie – powiedziałem stanowczo.
– Noo, proszę! – zawołał, klękając przede mną.
– Jest wkurzająca i ciągle prycha.
Cholera, za dużo.
– Yu dziś raz prychnęła. To ona!?
Westchnąłem.
– Szukaj dalej.
– Jutro zawieziesz mnie do szkoły – powiedział.
– Nie ma mowy.
– I tak masz wolne.
Przewróciłem oczami.
– No i co z tego. Będę spał.
– Zawsze śpisz do dwunastej, raz możesz wstać wcześniej!
Odkąd mam opiekę to wcale nie śpię tak długo. No, nie zawsze.
– Puk, puk! – zawołał ktoś wchodząc do salonu.
– Prezesie! – zawołał Yun zrywając się na równe nogi. – Powiedz Kangowi, żeby zawiózł mnie jutro do szkoły! Bo to leń i sknera i nie mogę go namówić.
– Kang to rozkaz – powiedział prezes.
– Idę się utopić – mruknąłem wstając.
– Siadaj – powiedział prezes. – Gdzie Joong?
– Tutaj! – zawołał z kuchni i przyszedł do nas po chwili.
– Siadajcie.
Co z tego, że już wszyscy siedzieliśmy.
– Mam już idealnego kandydata na czwarty głos. Na razie nic więcej wam nie powiem, ale uwierzcie mi na słowo, że jest dużo lepszy od was trzech.
– Niezłe pocieszenie – mruknąłem.
– Yun, co ty tak właściwie robisz? – zapytał Joong.
– Pokazuję mój szacunek dla niemodnych ubrań – powiedział i wrzucił do kosza ostatnią rzecz.
– Nie założyłeś go dzisiaj? – zdziwił się prezes.
– Nie – powiedział radośnie. – I nie będę nosił.
– Yun, wiesz że możesz dostać za to naganę? – zapytał prezes. – A ja nie chcę mieć do czynienia z twoimi rodzicami. Jakby nie patrzeć to ja się tobą opiekuję, więc zachowuj się, dobrze?
– Od następnego poniedziałku – mruknął.
– Stawiasz mi warunki?
– No to od środy.
– A jak nie, to nie pojedziesz na Tourne Europy.
– Tourne Europy!  – wrzasnęliśmy wszyscy.
Prezes pokiwał zadowolony głową.
– Jestem wspaniały, wiem – powiedział. – To mnie powinny wielbić tłumy, a nie was. A po Europie Azja. Chiny, Japonia i Korea. Jestem świetny, prawda?
Wszyscy zaczęliśmy wrzeszczeć uradowani, a Yun zaczął tańczyć jeden z naszych układów.

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 15.

Pozdrowienia z NL. Pierwsza notka dodana za granicą :P, kolejna też będzie z Holandii.
U nas cały dzień leje, dopiero jakieś pół godziny temu przestało, a przed chwilą gotowała, chińszczyznę ^.^
Dobra, dość o mnie, wakacje mijają, nie mam czasu na pisanie, a na laptopie siostry nie ma microsft word :(
Nie wiem, jak udało mi się dostać do rozdziałów, ale się cieszcie i dziękujcie systemowi 8.1, na tym cholernym laptopie, że to odtworzył :)
Enjoy :*


Dotarcie do wytwórni zajęło mi więcej czasu niż zwykle, ale nieugięty, mimo spóźnienia zszedłem do podziemi. Prowadzony przez kulę światła dotarłem do najniższego podziemnego piętra, gdzie znajdował się portal.
– Emily – powiedziałem, gdy tylko przekroczyłem próg korytarza. – Wyślij mnie do Kwatery Głównej – nakazałem ustawiając się na wąskim okrągłym podeście.
Emily to komputer sterujący wszystkimi portalami na Ziemi, poza tym w Kwaterze Głównej. Nasza jest tylko myślącym komputerem, ale w większości Kwater Pobocznych są to roboty, wyglądające lak ludzie, czyli śliczne blondynki o europejskiej urodzie i ludzkich cechach.
– Po co się tam wybierasz? – zapytała.
Słyszałem jak cicho nuci jakąś melodię.
– Nie twój interes – powiedziałem od razu.
– Jak ja uwielbiam twoją uprzejmość – powiedziała ironicznie.
Westchnąłem.
– Rób co trzeba, śpieszę się.
Po chwili wokół mnie pokazały się pionowe wiązki światła oznaczające, że portal został uruchomiony. Po kilku sekundach pomieszczenie rozmyło się, a ja poczułem nieprzyjemny uścisk w brzuchu. Podróż tunelem między portalami trwa kilka minut, ale gdy w nim jesteśmy nasze ciało zostaje rozerwane na cząsteczki, dlatego tracimy w tym momencie świadomość. Gdy pojawiłem się w Kwaterze Głównej miałem wrażenie, że minęło zaledwie kilka sekund.
– Witamy w Kwaterze Głównej – powiedział ktoś siedzący przy panelu kontrolnym.
– Witam – odpowiedziałem schodząc z podestu portalu, gdy tylko żółte światło zniknęło.
Oczywiście nasza rozmowa była prowadzona w języku angielskim. Zanim zacząłem chodzić do szkoły dla magicznych istot, uczyłem się angielskiego, ale to dopiero na Ignis nauczyłem się go w stopniu komunikatywnym. Nie znam co prawda wszystkich słów i czasami zapomnę jakiegoś, ale w zasadzie nie mam z mówieniem większego problemu.
Zza panelu kontrolnego wyszła dziewczyna o dorosłych europejskich rysach twarzy. Miała urodę śnieżki. Hebanowe włosy, czerwone usta, biała skóra i ciemnoniebieskie oczy. Ubierała się w stylu Goth. Teraz miała na sobie długą czarną krzywo ściętą spódnicę, czarny rozciągnięty sweter z zza długimi rękawami i czarne – chyba – rajstopy w białe czaszki. Była boso.
Wyszła mi na spotkanie i chyba chciała coś powiedzieć, bo otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła. Wskazała na mnie ręką, po czym podrapała się nią w tył głowy śmiejąc się nerwowo.
– Znowu zapomniałam jak masz na imię – powiedziała, marszcząc nos. Szczerość. – Kang…?
Zapomniała? Przecież już prawie trzy lata chodzimy do tej samej klasy. Chociaż może dla niej moje imię może się wydawać dziwne, tak jak dla mnie dziwne są imiona europejskie. Dobrze, że ona ma amerykańskie imię, a nie polskie, bo wtedy to już całkiem bym poległ. Ona jest polką. A Dwór Mroku znajduje się w Polsce, zaś Kwatera główna częściowo w Polsce i Niemczech, ponieważ ta miejscowość… Rose Hill znajduje się tuż na granicy z Niemcami.
Skinąłem głową.
– A pamiętasz moje imię? – zapytała wskazując na siebie. – Jak się poznaliśmy to nie umiałeś go poprawnie wymówić.
Wydąłem wargi.
Pamiętam jej imię, ale trudno mi się je wymawia. Joong i Yun lepiej sobie z nim radzą.
– V-van-es-a – wyjąkałem rumieniąc się.
– A teraz szybciej – nakazała.
Vanessa była jedyną istotą płci żeńskiej, która potrafiła mi rozkazywać. Ale ona potrafi rozkazywać każdemu. Dlaczego musze być na nią skazany nawet w szkole. Musiała się urodzić w tym samym roku co ja?
– Vanesa.
– Prawie dobrze, ale coraz lepiej ci idzie – powiedziała z uśmiechem. – Co cię sprowadza? – zapytała.
– Musze się dostać na Ignis – powiedziałem od razu, szczęśliwy, że zmieniła temat.
– Muszę znać powód – powiedziała. – Wiesz jakie są zasady.
– Oczywiście. Muszę złożyć Bogini Światła raport o podopiecznej – wytłumaczyłem.
– A więc na górę – powiedziała, kierując się do wejścia do tunelu.
Kwatera Główna była  w zasadzie taka sama jak nasza kwatera pod studiem, z tym że ta była dużo większa i korytarze wykuto w czarnym błyszczącym kamieniu. Było tu wiele drzwi i korytarzy, ale Łowcy opiekujący się tym miejscem podobno sami nie znają większości z nich.
– Na górę? – zdziwiłem się, podążając za dziewczyną.
– Alba jest tutaj – zaczęła. – Przybyła właśnie, kiedy dostałam widomość stąd, że ktoś żąda przyjęcia teleportacji. Nie macie, kiedy przychodzić w odwiedziny, co? – zapytała z wyrzutem.
– Co masz na myśli?
– Człowieku, jest około północy. Ja rozumiem, że różnica czasowa, ale żeby tak późno… – jęknęła.
– Sądząc po tym, że wyglądasz w zasadzie idealnie, nie spałaś, więc nie masz podstaw, aby mnie o cokolwiek obwiniać.
– No bo co z tego, że żyjąc przy wampirach, sama nie śpię po nocach – burknęła.
Przewróciłem oczami.
Vanessa w porównaniu z Shin Hye, czy też Mi Ko jest bardzo wysoka. One mają sto sześćdziesiąt parę centymetrów, a on ponad sto siedemdziesiąt. Niby dziesięć centymetrów różnicy, ale czuję się przy niej niski, bo sam sięgam tylko trochę ponad sto siedemdziesiąt. A ci inni europejczycy, oni mają nawet do dwuch metrów.
Gdy weszliśmy do korytarza z podłogi poderwały się czarne świece, które zawisły w powietrzu i rozbłysły niebieskimi płomieniami. Właśnie te świece podobały mi się w tym miejscu najbardziej. Ogień nie parzył, a gdy już przeszliśmy obok świecy to gasła i cicho opadała na swoje miejsce na podłodze.
– Już jestem – powiedziała Vanessa, kiedy otworzyła klapę w suficie, do której wspinaliśmy się po drabinie. Tu było już ciemno, bo świece zostały na dole. – Przyprowadziłam kogoś ze sobą.
– Wiem, wyczuwam jego magię – powiedziała Bogini Światła.
Gdy i ja już wyszedłem z korytarza pod podłogą, zamknąłem klapę w podłodze. Teraz ja i Vanessa staliśmy za kanapą, na której siedziała Bogini. Telewizor plazmowy stojący w segmencie przed nami grał. Przewijały się na nim jakieś obrazy. Była to jakaś gra o samochodach. Wyścigi? Yun w takie coś gra. Jego rozumiem, ale żeby Bogini Światła!
– O nie! – zawołała nagle unosząc joystick i wskazując nim na telewizor. – Znowu mnie złapali.
Samochód, którym kierowała w grze oblegało wiele radiowozów.
Patrzyłem na to szeroko otwartymi oczami. Bogini była ubrana w zwykłe białe spodnie i kremowy sweter z golfem. Tak jak Vanessa miała bose stopy. Wyglądała jak Rose, jedna z dziewczyn z naszego rocznika. Tylko oczy Bogini pozostały czerwone, a nie fiołkowe jak tamtej.
– Kim Kang Kyun! – zawołała odwracając się do nas. – Usiądź – dodała klepiąc miejsce na kanapie obok siebie.
Powoli okrążyłam kanapę i usiadłem. Vanessa w międzyczasie wzięła joystick i usiadła na czerwonej prostokątnej pufie przed telewizorem i sama zaczęła grać.
– Przepraszam, że tak w nie boskiej skórze, ale nie mogę się często pokazywać na Ziemi – wytłumaczyła Bogini.
– Wyglądasz jak Rose White, pani – powiedziałem, wciąż nie mogąc się otrząsnąć z szoku.
Zaśmiała się. Dlaczego w niej wszystko musi być idealne? Chwila z nią i już potrafi się chłopaka zakochać.
– Powiem ci coś w sekrecie – szepnęła nachylając się do mnie. – Rose to ja.
Rose zwykle była postrzegana jako spokojna i cicha dziewczyna, która stoi na uboczu. Miała jakąś moc magiczną, ale co prawda nikt nie wiedział jaką. Widomo było tylko, że jest nieśmiertelna i chodzi do szkoły już kilka lat, więcej niż powinna, ale nie wiem ile. Miała białe włosy i fiołkowe oczy. Za to Alba, jest jedną z jedenastu Bogów. Ma srebrzyste włosy i szkarłatne oczy, tak jak na tym obrazie, który wisi teraz za naszymi plecami w Dworze Mroku. Rose wyglądała jak człowiek, a Alba miała własną jasną boską aurę, którą jednak skutecznie potrafiła ukryć.
Przy Bogini Światła zawsze czułem się niezręcznie, ponieważ moja i chłopaków pierwsza piosenka była napisana pod wspomnienia związane z nią.
– Jeśli kiedykolwiek ci się naraziłem, kiedy byłaś Rose, to proszę wybacz mi, pani – powiedziałem od razu.
– Mów mi Alba.
– Nie licz na to – zawołała Vanessa, nie obracając się nawet do nas. – On nie potrafi tego wymówić.
Jaka ona jest irytująca!
– Spróbuj – powiedziała Bogini zachęcająco, jakby Vanessa w ogóle się nie odezwała.
– Alba – powiedziałem bez najmniejszego problemu. Jednak bezwiednie przeciągnąłem ‘L’.
Srebrnowłosa uśmiechnęła się radośnie.
– A więc, jaką masz do mnie sprawę? – zapytała.
– Kilka dni temu otrzymałem opiekę na młodą magiczką – powiedziałem. – Po dzisiejszej lekcji żywiołów, mam jednak wątpliwości, czy ona faktycznie jest Magiem.
– Oczywiście, że jest – powiedziała Alba. – Podejrzewam co się stało i powinieneś wiedzieć, że to całkiem normalne w jej przypadku. Jej przodkowie posiadali taką zdolność.
– Ale żaden Mag tak nie potrafi…
– Strażnicy Żywiołów taż są Magami – powiedziała Vanessa.
– Nessa ma rację – przyznała Alba. – Choi Shin Hye jest niezwykła, ponieważ uwolniły się w niej dwie zdolności.
– Mieszaniec – stwierdziłem.
– Hybrydy są świetne! – zawołała Vanessa, odwracając się do nas z uśmiechem. Samochód na ekranie wjechał w coś właśnie. – Kurde no! Kurde!
– Nie mów jej tego. Po prostu naucz ją kontroli nad tą zdolnością.
– Przecież ja tak nie potrafię – burknąłem.
– Nie musisz. To tak jak z innymi. Po postu pokaż Choi Shin Hye jak to kontrolować, ona do reszty dojdzie sama, ale pamiętaj nic jej nie mówić o Hybrydach.
Skinąłem głową.
– W takim razie to chyba wszystko – powiedziałem wstając.
– A jak ona sobie radzi? – zapytała Alba.
– Dobrze – powiedziałem z satysfakcją. – Niezwykle szybko opanowała kontrolę, a ostatnio jej myśli ucichły i są niewyraźne. Czasami nawet w ogóle ich nie słyszę. Opanowała tworzenie muru bez mojej pomocy, ale nie wiem, czy zdaje sobie z tego sprawę.
– Rozumiem.
– Jeszcze jedno. – Dobrze, że sobie przypomniałem w porę. – Dziś ja, Shin Hye i jej kolega byliśmy w galerii handlowej w Myungdong i śledził nas Chowaniec.
– Chowaniec? – zdziwiła się Vanessa. – W Supernatural była taka jedna, to potrafiła czytać wy myślach i…
– Co to może znaczyć? – zapytałem.
– Jaki to był Chowaniec? – zapytała Alba.
– Tak, ignorujcie mnie – burknęła Vanessa.
– Czarny Wilk.
– Sprawdzę to, ale nic nie obiecuję. Może należeć do jakieś czarownicy poza moją kontrolą.
Ukłoniłem się i zacząłem odchodzić.
– Vanessa? – zacząłem. – Teleportuj mnie z powrotem do Seulu.
– Tylko skończę rundę – powiedziała patrząc w ekran plazmy.

*

– Dzieeeeń Dobry – powiedziałam z ziewnięciem, wchodząc w poniedziałek rano do kuchni.
Mama wczoraj wróciła bardzo późno, więc jej nie widziałam, a jak co rano wychodzi z domu zanim wstanę do szkoły, więc dziś postanowiłam wstać wcześniej, żeby się z nią chociaż przywitać.
– Jak ty wyglądasz!? – wrzasnęła przestraszona mama.
– Hee? – mruknęłam znów ziewając i usiadłam przy stole podpierając głowę na ręce.
– Nie powinnaś teraz wstawać – powiedziała troskliwie. – To dla ciebie zdecydowanie za wcześnie. Idź się połóż, bo wyglądasz jak z rozczochrany zombie.
– Przyszłam się tylko – ziewnęłam. – przywitać – skończyłam i zamlaskałam.
– Dzień dobry i dobranoc – powiedziała. – A teraz spać.
Moja głowa podparta na ręce opadła w dół, więc ją poderwałam, a po chwili wstałam i wróciłam na górę.
Mama trzymając swoje dłonie na moich ramionach kierowała mnie, aż nie weszłam do łóżka.

Kiedy znów się obudziłam mamy już nie było. Wykonałam poranną toaletę, ułożyłam włosy i założyłam mundurek, zeszłam na dół z torbą szkolną i papierową z ciuchami na casting.
 – Masz wszystko? – zapytał Yung, kiedy spotkaliśmy się przed moim domem.
Skinęłam głową.
– Muszę to gdzieś schować, żeby Park Yu Rin nie zobaczyła.
– Zaniesiemy to do gabinetu pielęgniarki – powiedział Kyu Dong, kiedy szliśmy do samochodu. Eonni już tam siedziała ze swoją muzyką puszczoną na ful. – Nawet nie będzie pytała co to.
– To dobrze – powiedziałam z uśmiechem.
– Kiedy byliśmy na zakupach zapomnieliśmy o peruce, więc pożyczę ci swoją starą. Kiedyś rodzice kupili mi ją na jakiś bal. Nie jest prawdziwa, ale też nie wygląda sztucznie.
– Dziękuję – powiedziałam lekko chyląc głowę.
To miło z jego strony, ale ja już wiem co zrobię z włosami. Kang zabronił mi używać magii bez jego pozwolenia, ale kiedy wczoraj sobie poszedł to zaczęłam trenować na swoich włosach. W rezultacie do perfekcji udało mi się opanować zmianę koloru oraz zmianę długości włosów, więc nie muszę zakładać peruki. Jednak z drugiej strony Yung może zauważyć, że moje włosy to nie peruka. No i co jaj mam teraz robić?
Oboje jak zwykle usiedliśmy do tyłu.
Gdy wysiedliśmy z auta przed szkołą zobaczyliśmy coś, czego tak dziwnego, że jeszcze tego chyba nigdzie nie było. Przed nami stał tłum dziewczyn.
– To nie on! – zawołała jakaś. – To pierwszaki!
W tłumie rozległ się pomruk niezadowolenia, po czy dziewczyny rozeszły się w różne kąty dziedzińca, ale wciąż pozostawały blisko bramy wejściowej.
– Co tu się tak właściwie dzieje? – zapytałam Yunga.
– Nie mam zielonego pojęcia – powiedział.
Złapałam Kyu Donga za rękę. Gdy on prowadził mnie do budynku szkoły ja oglądałam się do tyłu na tłum. Jednak dziewczyny bez zmian czekały na coś zniecierpliwione i jednocześnie podekscytowane.
Moją torbę z ciuchami na casting zanieśliśmy do gabinety pielęgniarki, która jak zapewniał Yung o nic nie pytała i nawet się ucieszyła, że może pomóc i że ktoś ją odwiedził nie z powodu choroby, czy czegoś podobnego.
W naszej klasie także nie było tak jak zwykle. Wszyscy chłopcy siedzieli na swoich miejscach rozmawiając o czymś z niezadowoleniem. Wielu z nich wyglądało przez okno na przedzie klasy.
– Cześć – przywitaliśmy się z Yungiem z pozostałą czwórką Yesul Boys.
– Jak było wczoraj? – zapytał Hwa Yong, kiedy siadaliśmy na swoich miejscach. – Przepraszam, że nie mogłem przyjść, ale rozumiecie…
– To ty też nie poszedłeś? – zdziwił się Ji Woo. – A więc…
– Byliście tylko we dwoje!? – wrzasnęła cała czwórka.
Kilka minut temu ustaliliśmy, że nic nie powiemy chłopakom o Kangu, żeby wzięli wczorajszy wypad za randkę, którą oni bezwiednie zaaranżowali.
Zarówno ja, jak i Yung zarumieniliśmy się. Ja niespecjalnie, ale co do Yunga to nie mam pewności. Spojrzałam na przewodniczącego przegryzając dolną wargę.
– To… to był tylko spacer – powiedział Yung, po czym chrząknął.
– Taa, jasne – mruknął Yong, unosząc brwi raz za razem.
Nachylił się do nas i uniósł swój kapelusz. Zauważyłam, że on zawsze go nosi. Nawet na koncercie miał podobny.
– Całowaliście się.
– Co!? – wrzasnął Yung, a ja pisnęłam i złapałam się za twarz.
Dlaczego ja tak reaguję!? Przecież mieliśmy tylko udawać! Czyżbym… Nie, przecież jest Izumi… no dobrze, był. Ale on zostanie w moim sercu na zawsze.
Powoli zaczęłam się uspokajać.
– Z reakcji Choi wynika, że tak – stwierdził Hyo Hee.
– Wcale nie – powiedziałam całkiem normalnie. – Zareagowałam tak, bo to było by… A co ja wam będę mówić – mruknęłam. – Takie rzeczy się opowiada przyjaciółce.
– Ale my jesteśmy twoimi przyjaciółmi – stwierdził Sang Joon.
Nie wiem o was w zasadzie nic, poza tym, że śpiewacie, ale już jesteście moimi przyjaciółmi.
– Gdybyście byli dziewczynami, to co innego – powiedziałam pokazując im język.
Na przedzie klasy rozległy się głośne rozmowy.
– Już jest! – wołali, a po chwili w pomieszczeniu została tylko nasza szóstka.
– Co to było? – zdziwił się Yong.
– A właśnie! – zawołał Ji Woo, zrywając się z miejsca.
– Chyba nie będziesz tam szedł, co? – zapytał Hyo Hee niedowierzająco.
– Czemu nie? – zdziwił się tamten. – Chcę go po prostu wprowadzić do szkoły.
– Tak jak kilkaset innych uczniów?
– Dobra, nie idę – powiedział siadając.
– Ale o co chodzi? – zapytałam.
– Kim Kang Kyun ci nie powiedział? – zdziwił się Wook.
– Wybacz, ale Kang nie mówi mi nic o tym co się dzieje w zespole. Nie powiedział mi nawet o castingu, która niedługo ma być – powiedziałam.
– Dziś – podsunął Yung.
– Właśnie, a teraz powiecie o co chodzi? – zapytałam.
– Jego kolega będzie chodził do naszej szkoły.
Kolega?
Błyskawicznie zerwałam się z miejsca i wyjrzałam przez okno na dziedziniec. Przed bramą szkoły stał czarny błyszczący samochód, a z niego wysiadł jakiś mężczyzna w czarnym garniturze w przyciemnianych okularach. Nastolatki oblegające samochód odsunęły się o krok, na moment, ale po chwili znów dotykały i kładły się na samochód. Kilku chłopaków z uczniów przepchało się przez nastolatki i mówiło coś do ochroniarza. Tamten po chwili skinął głową, a chłopcy, zaczęli torować drogę w tłumie rozwrzeszczanych dziewczyn. Wtedy ochroniarz otworzył tylnie drzwi samochodu, a z niego wyłonił się chłopak z blond czupryną włosów.
– Han Yun Jae będzie chodził do Yesul! – wrzasnęłam odwracając się do chłopaków.
Pokiwali głowami.
– A więc to Kang miał na myśli mówiąc, żebym nie zemdlała – przypomniałam sobie naszą wczorajszą rozmowę. – A to burak!
Znów wyjrzałam przez okno. Yun Jae niestety nie mógł spokojnie wejść do szkoły i teraz podpisywał się w zeszytach fanek.
– Autografy – powiedziałam. – Właśnie! Kang dał mi dla was autografy.
– Nas? – Wook wskazał na siebie i chłopaków. – Przecież tylko ja go prosiłem. Tylko nie mów mu, że go sprzedam – mruknął do mnie, kiedy dałam mu pięć zdjęć Kanga z jego autografami.
– Przewidział, że po to ci on, dlatego dał dziesięć.
– Kobieto kocham cię! – wrzasnął długowłosy. – Jesteś czarownicą, czy coś?
Zaśmiałam się.
– Coś w tym rodzaju – powiedziałam z uśmiechem.
Kiedy tłum na dziedzińcu zamiast maleć, wciąż się powiększał po szkole rozległ się komunikat, który było także słychać w głośnikach umieszczonych na słupach na dziedzińcu.
~ Wszyscy uczniowie są proszeni o powrót do sowich klas. Powtarzam. Uczniowie proszę natychmiast wrócić do swoich klas. W przeciwnym razie zostaniecie ukarani, a wasi rodzice zostaną o tym niezwłocznie powiadomieni.
Tłum jednak nie ustępował, ale zauważyłam, że Yun Jae coś mówi, a po chwili fanki zaczęły biedz do szkoły.
– Pamiętajcie, że jeśli go spotkacie i będziecie z nim rozmawiać, to nie może wiedzieć, że Kang jest… że razem chodzimy na lekcje śpiewu. – O mały włos, a powiedziałabym, że jest moim opiekunem.
– Dlaczego? – zapytał Ji Woo. – Przecież w sobotę miałaś poznać pozostałych członków zespołu.
– My mieliśmy – poprawił go Sang Joon.
– Racja – przyznał ten pierwszy.
– Po prostu nie chcę, żeby Kang się zdenerwował…
Właśnie ktoś wszedł do klasy. To był nauczyciel od matematyki.
– Rozumiem, że w całej szkole tylko sześcioro uczniów jest normalnych? – zapytał kładąc swoje rzeczy na biurku. – Chyba, że te występy w stołówce, uderzyły wam do głowy tak bardzo, że siebie też uważacie za gwiazdy.
– Jak gwiazdy to wyłącznie na niebie, panie profesorze – powiedziałam.
A czemu? Nie wiem, ale moim zdaniem piosenkarzy i aktorów nie powinno się nazywać gwiazdami, bo to określenie należy do czegoś naprawdę nieosiągalnego, a nie jak na przykład Fallen Angels, którzy są dla mnie już prawie takimi jak ja… Chwila, ale ja nie jestem człowiekiem. Chyba wicie o co mi chodzi, a jak to ja też czasami siebie nie rozumiem.
– Za to panienko Choi, dostaje pani dodatkowe dziesięć procent na testach końcowych. Wszyscy powinni tak uważać. Bierzcie przykład za panienki Choi panowie – zwrócił się do Yesul Boys nauczyciel.
W ciągu kilkunastu minut do klasy wrócili wszyscy uczniowie i jak zwykle tylko jedna ławka w naszym rzędzie była wolna. Jednak po kilku kolejnych minutach od rozpoczęcia zajęć do klasy wszedł nauczyciel od geografii. Za nim ktoś stał.
– Przepraszam, czy mogę przerwać? – zapytał.
– Proszę – powiedział nauczyciel od matematyki odrywając marker od tablicy.
– Droga klaso proszę zachować spokój, dobrze? Szczególnie dziewczęta.
Czyżby… Ale nie, ona ma przecież siedemnaście lat. Prawda?
– Dziś przybył do nas kolejny nowy uczeń i mam nadzieję, że… w sumie wiem, że go gorąco powitacie, ale krzyki są wskazane tylko na przerwie, rozumiemy się.
Wszystkie dziewczyny już nie mogły usiedzieć, ale zgodnie pokiwały głowami. Nawet Park Yu Rin wyrywała się na krześle, żeby go zobaczyć.
– Zapraszam – powiedział nauczyciel od geografii, spoglądając na korytarz.
Wtedy do klasy wszedł Han Yun Jae. Miał na sobie granatowe rurki, czarną koszulę z półokrągłym dekoltem, szary sweter z guzikami, teraz jednak odpięty i czarne trampki. Na obu nadgarstkach miał czarne bransoletki, a na szyi krótki srebrny wisiorek z okrągłym medalikiem, który spoczywał w zagłębieniu między obojczykami blondyna i duże słuchawki w białej obudowie z czarnymi poduszkami i napisem ‘Fallen Angels na jednym uchu’.
Gdy go zobaczyłam zdałam sobie sprawę z tego, że on usiądzie obok nas. Na szczęście nie zemdlałam, ale to chyba dlatego, że już raz po usłyszeniu go w telefonie Kanga to się stało. Na widok Kanga też tylko raz zemdlałam. No ale Yuna widziałam już na scenie i nie padłam.
– Witam – powiedział blondyn, z uśmiechem unosząc dłoń na wysokość ramienia.
Kilka dziewczyn pisnęło, ale żadna nie wstała z miejsca.
– Dziękuję – powiedział do nas pan od geografii. – Masz szczęście, ostanie wolne miejsce dla ciebie. Proszę zajmij je.
– Dziękuję – powiedział Yun i lekko skłonił się nauczycielom. Po chwili podszedł do naszego rzędu i usiadł na w ławce z brzegu.
Czy mi się zdawało, czy on oceniał wygląd dziewcząt z klasy i na mnie też patrzył?
Pan od geografii wyszedł, a matematyk wznowił lekcję.
– Niewygodnie mi tu – usłyszałam po chwili szept Yuna. – Pozwolicie mi usiąść obok okna? – zapytał chłopaków, nachylając się na blatem stolika.
– Choi siedzi przy oknie – powiedział Ji Woo. – Jej zapytaj.
– Choi? – zdziwił się Yun Jae i spojrzał na mnie.
Ja udając, że skupiam się na tym co mówi nauczyciel, nie zwracałam uwagi na to, że blondyn mnie obserwuje.
– To ta śliczna dziewczyna? – zapytał.
Zarumieniłam się, kiedy to powiedział, więc oparłam policzek na otwartej dłoni.
– Tak – odpowiedział Ji Woo.
– Zawołasz ją?
Po chwili Yung klepnął mnie w ramię.
– Hmm? – mruknęłam spoglądając na niego kątem oka.
– Nowy cię woła.
Przełknęłam ślinę i nachylając się nad ławką spojrzałam pytająco na Yun Jae.
– Mógłbym usiąść obok okna? – zapytał.
Zamrugałam szybko.
– Niby dlaczego? – zapytałam. Jego pytanie było dziwne, a miejsce obok okna zostało specjalnie dla mnie zwolnione. Nie mam zamiaru ustępować.
– Bo ładnie proszę – powiedział z uśmiechem.
– Nie ma mowy – powiedziałam stanowczo, z wyrazem obojętności na twarzy.
– A mogę obok ciebie?
– Kyu Dong Oppa tu siedzi – powiedziałam nieuprzejmie. – Nie widać?
– Nie powinnaś wyżywać się na nim, bo Kang ci nic nie powiedział – szepnął mi do ucha Yung nachylając się do mnie. – Pozwól mu tu usiąść, my się przesuniemy.
Spojrzałam na niego niedowierzająco i złapałam jego ręką pod stołem.
– Choi – powiedział z uśmiechem.
Westchnęłam.
– No dobra – powiedziałam do Yuna, nachylając się nad stołem.
– Jej! – zawołał z uśmiechem, zamykając swoje złoto ciemnobrązowe oczy.
– Coś się stało? – zapytał nauczyciel odwracając się i patrząc na naszą ławkę.
– Nic! – zawołał Yun. – Przeprasza, już nie przeszkadzam.
Nauczyciel wrócił do pisania na tablicy.
Po chwili Yun wstał i podszedł do mnie, a chłopcy zaczęli się przesiadać o jedno miejsce w prawo. Gdy Yun już usiadł spojrzał na mnie szeroko uśmiechnięty.
– Dziękuję – powiedział. – Pewnie wiecie jak się nazywam, ale wypada się przedstawić, więc nazywam się Han Yun Jae, ale mówią na mnie Yun. A wy? – zapytał patrząc to w prawo na chłopaków to w lewo na mnie.
Nie podobało mi się to, że odciął mnie od nich, bo czułam się z tym niezręcznie. A jak znów zemdleję?
– Jestem przewodniczącym klasy, Yung Kyu Dong.
– Do tej pory najprzystojniejszy chłopak w szkole, Wook Hwa Yong.
– Jestem z nich wszystkich najzabawniejszy, nazywam się Seok Ji Woo.
– Nigdy nic nie wiem, Sub Sang Joon.
– A ja jestem najnormalniejszy z tej szóstki, Soo Hyo Hee.
Uwzględnił też mnie? Czyli jestem nienormalna? Najpierw Kang, teraz Soo. No dzięki wielkie chłopaki, za takie coś.
– Ja nazywam się Choi Shin Hye – powiedziałam. – Oni myślą, że jestem wstydliwa, ale to bujda – dodałam szczerząc zęby w uśmiechu do chłopaków.
– Czyli przewodniczący Kyu – zaczął wyliczać Yun. – Przystojny Hwa, zabawny Ji, nic nie wiedzący Sang, normalny Hyo i śliczna Shin.
Czy on mnie podrywa?
Gdy dzwonek zadzwonił wszyscy zebrali się obok naszej ławki, żeby rozmawiać z Yunem.
– Jesteś taki słodki!
– Ten blond to farbowany?
– Masz takie piękne oczy.
– Jestem twoją największą fanką!
– Ja jestem większą!
– Panienki nie kłóćcie się – powiedział Yun.
– Kiedy mówi, też ma taki wspaniały głos!
– O której wstajesz? Pewnie bardzo wcześnie?
– A co lubisz jeść na śniadanie?
– Masz siedemnaście lat, prawda Yun? – zapytałam.
– Tak – przyznał. – Rocznikowo.
– Więc nie powinieneś być w wyższej klasie? – zapytałam.
Lekko się zarumienił zmieszany i się zgarbił.
– Powinieneś, prawda?
– N-no tak – wyjąkał.
– A co sprawiło, że nie jesteś? – zapytałam wyzywająco.
Odchrząknął i się wyprostował.
– Miałem piętnaście lat, kiedy założyliśmy zespół – zaczął nie patrząc na mnie. – Nie zacząłem szkoły, ale uczyłeś się w domu, więc pozwolono mi dołączyć do waszej klasy, żeby napisać test końcowy i zdać do drugiej klasy.
– Dwa lata temu, ty miałeś piętnaście, ale Kang miał siedemnaście, a Joong dziewiętnaście. Kang chodził wtedy do szkoły i jakoś rok temu bez przeszkód ją skończył, więc czemu ty nie…
– Choi Shin Hye! – zawołała któraś z dziewczyn.
Zdziwiło mnie, że po pięciu dniach już pamiętają moje imię.
– Nie powinnaś pytać o takie rzeczy…
– Dlaczego nie? – zapytałam. – To jest ciekawsze niż to co je na śniadanie, albo o której się kładzie – stwierdziłam.
– Jego się czepiasz, a sama zachowujesz się jak nadęta gwiazdka – stwierdziła Park.
– Ty jednak coś o tym wiesz, nee? – zapytałam. – Yu Rin.
Prychnęła.
Yun spojrzał na nią zaskoczony kiedy to zrobiła. Chwileczkę. Czyżby Kang powiedział swoim Upadłym, że jego podopieczna drażni go prychając? A nich Yun myśli, że to Park jest podopieczną Kanga. Przynajmniej będę spokój. Gorzej jak wyczuje moją aurę. Na dodatek siedzi tak blisko.
– Mam wszystkim wygadać? – zapytała Park po japońsku.
Zmierzyłam ją morderczym spojrzeniem.
– Yun, musisz zobaczyć dzisiaj stołówkę na długiej przerwie – powiedziałam. – Chłopcy weźcie coś z sześcioma, może Yun wam pomoże? – zapytałam.
– Nie ma mowy! – zawołała Park. – Wtedy na pewno wygrają.
– Wygrają!? – zawołał Yun uradowany. – To ja pomogę.
– Shin Hye! – wrzasnęła wściekła Park.
– Bo nie pójdę na zwiady – powiedziałam po japońsku.
– To ja miałam szantażować – burknęła.
Yun znowu spojrzał na nią zaciekawiony. Dobrze, niech myśli, że to ona jest magiem.
– A o co chodzi ze stołówką? – zapytał Yun.
– Tego się dowiesz na długiej przerwie – powiedział Yung. – I niech nikt mi się nie warzy mu mówić, bo wybiorę którąś z opowieści z waszego życia i sprzedam dyrektorowi, dobrze?
Wszyscy stojący wokół nas spuścili głowy.
Yung zaczynasz mnie przerażać. I jeszcze ten śliczny uśmiech, kiedy to mówił. Piekielnie wspaniały.
Po chwili moja komórka zabrzęczała.
‘Jeszcze stoisz?’ – brzmiała widomość od Knaga.
Nie odpisałam.
Lekcje dłużyły się w nieskończoność, a do naszej klasy z każdą przerwą przychodziło coraz więcej uczniów z innych klas. Wkurzało mnie to. Jak dobrze, że wczoraj nikt nie rozpoznał Kanga, bo byłoby jeszcze gorzej niż teraz z Yunem.
Kiedy przed ostatnią lekcją, przed Voice Tournament poszłam do toalety, Park mnie śledziła. Gdy wyszłam z kabiny i zaczęłam myć ręce, ona sprawdzała, czy nikogo nie ma po czym zamknęła główne drzwi na zamek.
– Przesunęli casting w czasie – powiedziała oparta o drzwi plecami. – Powinnaś po drugiej lekcji już iść, ale pójdziesz po długiej przerwie.
Głupia krowa, zmusza mnie do uciekania z lekcji.
Otrzepałam ręce z wody.
– No dobrze – powiedziałam i chciałam wyjść, ale ona nie odsunęła się od drzwi.
– Twoje rzeczy zostawiłam w gabinecie pielęgniarki. Wiesz gdzie on jest?
Skinęłam głową.
– To dobrze, nie będę musiała cię zaprowadzać.
Nie mogłam sobie przypomnieć, czy Park była rano w klasie kiedy ja do niej przyszłam. A jeśli widziała mój strój? Co ja zrobię? Ale… nic o tym nie mówi, więc chyba nie widziała. Chociaż żadnej innej torby nie widziałam u pielęgniarki. Dziwne.
– A jego zdjęcie? – zapytałam. – Przecież nie wiem jak wygląda.
– Kopia jest w torbie z ciuchami. Masz tam też perukę. Jest prawdziwa, więc do zwrotu w jednym kawałku. Ciuchy możesz wyrzucić.
Pewnie coś brzydkiego wybrała.
– Rozumiem, a teraz mogę już sobie iść? – zapytałam.
Odsunęła się od drzwi i zamknęła w jednej z kabin.
Kiedy wyszłam na korytarz zaraz się cofnęłam.
– Y-yun!? – wrzasnęłam.
Czyżby słyszał?
– To damska toaleta? – zapytał, zasmucając się.
Nie słyszał.
– T-tak. Męska j-jest piętro wyżej – wydukałam wskazując drżącym palcem sufit.
– Poszłabyś ze mną? – zapytał błagalnie. – Bo ktoś ciągle za mną łazi – dodał ze smutkiem.
– Nie mogłeś wziąć ze sobą któregoś z Yesul Boys? – zapytałam zniesmaczona i ruszyłam w stronę schodów, na piętro gdzie była nasza klasa.
– Kogo? – zapytał Yun, podążając obok mnie.
– Yesul Boys. Ta piętka, która siedzi z nami w ławce.
– Aaa – powiedział już rozumiejąc. – Są jakimś zespołem, czy coś?
Skinęłam głową.
Wyczuwałam na sobie zazdrosne spojrzenia mijanych przez nas na korytarzu dziewczyn.
– Ji powiedział, że muszę zejść na dół.
– Jego nie powinieneś słuchać – powiedziałam. – Lubi robić żarty.
– A więc gdzie ta toaleta? – zapytał, kiedy już weszliśmy po schodach.
– W końcu korytarza – powiedziałam zatrzymując się niedaleko drzwi do klasy. – Chyba trafisz, co? – zapytałam dość nieuprzejmie.
– Tak, dziękuję – powiedział skłaniając mi się dość nisko.
– N-nie ma za co – powiedziałam zaskoczona.
Kiedy on odszedł ja wciąż stałam na korytarzu patrząc na niego. To było dziwne. Jest straszy, a ukłonił się mi naprawdę nisko jak na znajomą z klasy.
Przełknęłam ślinę i wróciłam do klasy.
– Yung! – zawołałam podchodząc do niego.
Nachylałam się do niego za jego plecami i objęłam go.
– Co się stało? – zapytał obracając lekko głowę i łapiąc dłońmi moje ramiona.
– Nie wytrzymam z nim – szepnęłam. – A jak się wygadam?
– Pomogę ci przez to przejść.
– Dziękuję.
– Dlaczego w ogóle Kang nie chce, żebyś przedstawiła się Yunowi? – zapytał szeptem.
– Nie mam pojęcie. Ale nie zapominaj, że to ja spanikowałam przed koncertem, więc nie możemy winić Kanga. Chociaż z drugiej strony, on zawsze pozostanie burakiem.
Puściłam Yunga i usiadłam na jego stoliku.
– A tak w ogóle to wychodzimy po długiej przerwie – powiedziałam.
– To dobrze. Zaśpiewasz z nami.
– Dziś Yun wam pomoże.
– Wiesz, że nie może, bo wtedy na pewno wygramy.
– A w regulaminie turnieju jest napisane, że znani piosenkarze nie mogą brać w nim udziału? – zapytałam.
– No nie.
– Więc nie ma problemu.
Ktoś siedzący przed Yungiem, czyli w tej chwili za mną odsunął się na krześle tak gwałtownie, że uderzył nim w stolik, na którym siedziałam. Ten przechylił się, a ja zsunęłam się po blacie i wpadłam na Yunga.
Efekt tego był taki, że siedziałam mu teraz na kolanach Yunga tyłem do Yesul Boys, obejmując jego głowę, a jego twarz wylądowała pod moją brodą, na wysokości obojczyka.
– Czyli przed chwilą planowaliście uciec, ze szkoły, żeby randkować? – zapytał Wook.
– Tak! – warknęłam. – Co ci do tego?
Nachyliłam się na Yungiem kładąc dłonie na jego policzkach, tak żeby zakryć nasze twarze moimi włosami, żeby wszyscy myśleli, że go pocałowałam.
– Cmok – szepnęłam patrząc w oczy Yunga.
– Nie obrazisz się, jeśli zrobię coś nieprzyzwoitego? – szepnął tak, że ledwo go usłyszałam.
– Nie?
Yung odsunął mnie do tyłu, żeby inni już widzieli nasze twarze, po czym oblizał wargi.
O cholera! Dlaczego mam ochotę spróbować tych warg? Nie! Bez komentarza.
Po chwili trzymając swoje dłonie na moich plecach nachylił się i pocałował mnie za lewym uchem. Pisnęłam, bo w tym miejscu mam łaskotki. Musiałam mu o tym mówić. Po chwili zaczęłam się śmiać, a on nie przestawał składać delikatnych pocałunków na mojej szyi.
– Oppa! Przestań! – piszczałam.
Nie podobało mi się to co robił ani trochę.
– Wiedziałam! – zawołał Yun, nagle pojawiający się obok nas.
Yung od razu przestał.
– To dlatego nie chciałaś, żebym usiadł obok ciebie!
Wciąż siedząc na kolanach Yunga i obejmując go zmierzyłam Yuna morderczym spojrzeniem.
– Nie kłamała mówiąc, że nie jest wstydliwa – powiedział blondyn.
– Słuchaj, panie gwiazdko popu – zaczęłam, ale teraz potrzebowałam wstać. – To, że jesteś członkiem jakiegoś tam zespołu, którego uwielbiają miliony nastolatek, nie znaczy, że możesz robić wszystko co ci się żywnie podoba. Nie lubię kiedy ktoś się wtrąca w moje życie osobiste, więc się zamknij i zachowuj jak na normalnego ucznia przystało.
Z każdym moim słowem on jakby przygasał, a mima mu rzedła. Po chwili zobaczyłam, że jego włosy powolutku tracą platynowy kolor. Yun widząc moje spojrzenie, sięgnął  za plecy, złapał sweter i naciągnął go na głowę. Usiadł w ławce i oparł na jej blacie czoło, zwieszając ręce po bokach krzesła.
Ta zmiana koloru włosów musiała być spowodowana humorem. Muszę uważać, bo zwykli ludzie nie powinni być świadkami uprawiania magii. W naszym świecie ukazanie się człowiekowi jest srogo karane.
– Już się nie obrażaj – burknęłam, siadając na swoim miejscu, bo do klasy właśnie weszła Park, a za nią nauczyciel.
– Nie obrażam – powiedział całkiem normalnie. – Masz rację i to mnie dobija.
Zaśmiałam się, a wtedy on uniósł głowę i opuścił sweter. Jego włosy miały normalny kolor.
Yun uśmiechnął się szeroko.
Po kilku minutach lekcji mój telefon znów zabrzęczał.
‘Odpisz, bo mi Yun napisał, że kilka dziewczyn zemdlało na jego widok.’ – kolejna wiadomość od Kanga.
Miałam nie odpisywać, ale po chwili zmieniłam zdanie. Musiałam też trzymać telefon tak, żeby ani nauczyciel, ani Yun nie zobaczyli.
‘A co? Martwisz się?’
Nie odpisał od razu.
‘Martwię się, że Yun się załamie z powodu tylu mdlejących dziewcząt’
‘To czemu do niego nie piszesz, tylko do mnie?’
‘Co ty się taka zadziorna zrobiłaś?’
‘Yuna zapytaj’
Wyobraziłam sobie jak Kang właśnie wzdycha.
‘Czasami zastanawiam się po co ci mózg’
‘Zadziorna, tak? Od kogoś się uczę, buraku!’
Prychnęłam.
‘Nie prychaj’
‘0.o’
‘;)’
‘Skąd wiedziałeś!?’
‘Możesz być daleko, ale ja zawsze cię usłyszę’
‘Ty czytasz w moich myślach nawet z tak daleka?’
‘Tak, dziwi cię to? W zasadzie możemy się porozumiewać w myślach na odległości równej tysiąca dwustu kilometrów’
‘To czemu piszesz do mnie sms? -_- Nie lubię pisać na telefonie’
‘Yun mógłby usłyszeć’
‘On też potrafi czytać w myślach!? Wiesz ty o czym ja myślałam przy nim, buraku!?’
A teraz wyobraziłam sobie jak przewraca oczami.
‘Nie potrafi, ale może ze mną rozmawiać, ze względu na moją zdolność’
‘Nie można było tak od razu?’
‘’
‘Na razie, bo lekcję mam, a Yun siedzi obok mnie’
‘Że co!?’
‘Sam chciał. Ja się nie zgadzałam, ale Yung pozwolił’
‘Spotkam to zabiję :D’
‘To ja ci oddam’
‘Już się boję’
– Ktoś używa telefonu, czy mi się zdaje? – zapytał nauczyciel odrywając marker od tablicy, ale na szczęście się nie odwrócił.
Komórka prawie wypadła mi z dłoni, ale udało mi się ją złapać.
Odpowiedziała mu cisza, więc po chwili znów zaczął pisać i tłumaczyć coś…
Właśnie miałam napisać o akcji z nauczycielem, ale wyczułam na sobie czyjeś spojrzenie. Yun i Yesul Boys patrzyli na mnie, nachylając się nad ławkami tak, żeby każdy mnie widział.
Uśmiechnęłam się i skuliłam wystukują wiadomość do Kanga.
‘Już do mnie nie pisz, bo nauczyciel się czepia’
‘To nie odpisuj’
‘Miałeś nie pisać’
‘Więc nie odpisuj’
‘No nie pisz no!’
‘Gdybyś była mądrzejsza to byś sama przestała pisać’
Odłożyłam telefon do torby i odchyliłam się na oparciu z założonymi na piersi ramionami.
Gdy zadzwonił dzwonek i wszyscy zerwali się do wyjścia, Yun jako jedyny został na miejscu. Najwyraźniej nie miał ochoty się ruszać.
– Yun – zaczęłam. – Nie idziesz?
– Martwisz się o mnie? – zapytał z uśmiechem.
– Jak nie chcesz, to nie idź, ale uwierz mi będziesz żałował.
– Masz na myśli ten Voice Tournament? – zapytał stając. – Właśnie dlatego wybrałem tę szkołę.
A nie dlatego, że wiesz, iż do niej chodzę?
– Mam do was małą prośbę – powiedział nagle Yun.
Już tyko on, ja i Yesul Boys zostaliśmy w klasie. Czyżby szkolny turniej był ciekawszy od piosenkarza? Ta szkoła naprawdę jest dziwna.
– Słuchamy – powiedział rozdrażniony Yung.
– Proszę, przetransportujcie mnie bezpiecznie stąd do stołówki i powrotem! – zawołał, skłaniając się nam. – Tylko wy jesteście normalni w tej szkole. Nie rzucacie się na mnie i traktujecie normalnie.
O ile normalnym traktowaniem można nazwać oschłość i obojętność.
– No to chodźmy – powiedział Wook.
Wszyscy ruszyliśmy.
– Czyli się zgadzacie?
– W tej szkole jesteśmy jak gwiazdy – powiedział Ji Woo z wyższością. – Ale takie na niebie. Można podziwiać z daleka. Wszyscy nas uwielbiają, ale nie dotkną. Choi nie dotykają, bo jest nasza. A ciebie możliwe, że nie dotkną jeśli będziesz szedł z nami.
– To dlatego mnie nikt nie zaczepił, jak razem szliśmy korytarzem! – zawołał uradowany Yun, patrząc na mnie.
– Możliwe – powiedziałam niby od niechcenia.
– Wy chyba naprawdę jesteście jakimś nieosiągalnym bóstwem w tej szkole – powiedział Yun, gdy właśnie weszliśmy na salę, gdzie powitały nas wrzaski i gwizdy. Ale nikt kogo minęliśmy nawet nie spojrzał na Yuna.
Przyznaję, że to naprawdę dziwne, patrząc na to co się działo rano przed szkołą.
Pierwsza na parkiet wyszła Park. Dziś zaśpiewała World is Mine. Piosenkę Hatsune Miku. Znowu. To się już staje żenujące. No, ale Yu Rin ma do niej bardzo podobny głos.
Tańczyła, o ile te jej dziwne ruchy można nazwać tańcem, dość sztywno i ‘ubogo’.
Kiedy skończyła, otrzymała gromkie brawa.
Yun też klaskał.
– Oni klaszczą, bo nie zrozumieli ani słowa tak jak ja? – zapytał mnie.
– Prawdopodobnie tak – powiedziałam śmiejąc się.
– Yun, niestety nie możesz nam pomóc – powiedział Yung, wracając od DJ’a. – To byłoby niestosowne wobec Park.
– Tej co śpiewała teraz? – zapytał.
Yung skinął głową.
– Nie ma problemu. Ładnej dziewczynie nie będę utrudniał – dodał, szczerząc się jak głupek.
A jeśli on naprawdę myśli, że to Yu Rin jest podopieczną Kanga? Może być ciekawie.
– Więc co zaśpiewacie? – zapytałam.
– Zobaczysz – odpowiedział, zakładając mikrofon.
Poczochrał mnie po włosach, a ja zaraz je poprawiłam.
– Pięć głosów i idealnie dla nas doprane słowa – powiedział i odszedł. – Układ sami kiedyś dopracowaliśmy.
Wtedy Yun przysunął się do mnie bliżej i złapał za rękaw, rozglądając się z przestrachem po tłumie. Jednak oni byli skupieni na tym co się dzieje na ‘scenie’.
Yesul Boys ustawili z brzegu pięć krzeseł i stanęli na środku.
– Mówiłam ci już, Yun, że mimo, iż gwiazdka myśli, że wszystko jej wolno to tak nie jest – powiedziałam.
– Czuję się tak pewniej w tym tłumie – powiedział.
– Nie przesadzaj – mruknęłam. – To oni są tutaj najważniejsi – dodałam z uśmiechem parząc na Yung Kyu Donga.
– Ty naprawdę się w nim kochasz – stwierdził. Mhm, jasne. – Chodzicie ze sobą?
– Yun, bo cię walnę.
– Zaczynam cię lubić, bo…
Powiedział coś jeszcze, ale nie usłyszałam, ponieważ właśnie zaczęła lecieć muzyka i dokładnie w tym samym momencie, zaczął śpiewać Hyo Hee.
Zaczęli śpiewać piosenkę Fantastic Baby zespołu Big Bang.

[G-Dragon] <Hyo Hee>
Yeogi buteora, modu moyeora
We gon' party like, lilililalala
Mameul yeoreora, meoril biwora
Bureul jjipyeora lilililalala

[TaeYang] <Hwa Yong>
Jeongdabeun mutjji malkko geudaero badadeuryeo neukkimdaero ga Alright
Haneureul majuhago du soneul tta wiro jeo wiro nalttwikko shipeo

[G-Dragon] <Hyo Hee>
Nanananana nanananana
Wow Fantastic Baby

[All]
Dance! (Ooh-hoo) I Wanna Dance Dance Dance Da-Dance

[Seungri] <Ji Woo>
Fantastic Baby

[All]
Dance! (Ooh-hoo) I Wanna Dance Dance Dance Da-Dance

[G-Dragon] <Hyo Hee>
Wow Fantastic Baby

I nanjangpane (Hey! ) kkeutpan wang charye (Hey! )
Ttangeul heundeulkko 3buneuron bulchungbunhan race (Wait! )
Bunwigineun gwayeol
Huh!
Catch Me On Fire
Huh!
Jinjjaga natanattta nananana

[TOP] <Kyu Dong>
Hanabuteo yeolkkaji modeun ge da han suwi
Morae beolpan wireul michin deusi ttwieobwado, geotteunhan kuri
Haneureun chungbunhi neomuna pureunikka
Amugeottto mutjji mallan mariya neukkiran mariya naega nugunji

[Taeyang] <Hwa Yong>
Ne simjangsorie yematkae ttwigi sijakae magi kkeunnal ttae kkajiye

[Daesung] <Sang Joon>
I Can't, Baby Don't Stop This
Oneureun tarakae

[Taeyang] <Hwa Yong>
Micheo barakae

[Daesung] <Sang Joon>
Ganeungeoy

[G-Dragon] <Hyo Hee>
Wow Fantastic Baby

[All]
Dance! (Ooh-hoo) I Wanna Dance Dance Dance Da-Dance

[Seungri] <Ji Woo>
Fantastic Baby

[All]
Dance! (Ooh-hoo) I Wanna Dance Dance Dance Da-Dance

[G-Dragon] <Hyo Hee>
Wow Fantastic Baby

[TOP] <Kyu Dong>
BOOM! Shakalaka! BOOM! Shakalaka! BOOM! Shakalaka!

[All]
Dance Dance Dance Da-Dance

[TOP] <Kyu Dong>
BOOM! Shakalaka! BOOM! Shakalaka! BOOM! Shakalaka!

[All]
Da-Da-Da-Da Dance Dance

[Seungri] <Ji Woo>
Nal ttara jababol temyeon babwa, nan yeongwonhan ttanttara
Oneul ppam geumgiran naegen eopsseo
Mama Just Let Me Be A Lover
I hollan sogeul neomeo oh-oh-oh-oh nanananana

[TOP] <Kyu Dong>
Meorikkeutpputeo balkkeutkkaji bijyueoreun Shock
Nae gamgageun somunnan kkun apsseoganeun chok

[G-Dragon] <Hyo Hee>
Namdeulppodaneun ppareun georeum
Chawoni dareun jeomeum
Eoreumeoreumeoreum (Hold Up! ) nanananana

[Taeyang] <Hwa Yong>
Ne simjangsorie yematkae ttwigi sijakae magi kkeunnal ttae kkajiye

[Daesung] <Sang Joon>
I Can't, Baby Don't Stop This
Oneureun tarakae

[Taeyang] <Hwa Yong>
Micheo barakae

[Daesung] <Sang Joon>
Ganeungeoya

[G-Dragon] <Hyo Hee>
Wow Fantastic Baby

Dance! (Ooh-hoo) I Wanna Dance Dance Dance Da-Dance

[Seungri] <Ji Woo>
Fantastic Baby

[All]
Dance! (Ooh-hoo) I Wanna Dance Dance Dance Da-Dance

[G-Dragon] <Hyo Hee>
Wow Fantastic Baby

[TOP] <Kyu Dong>
BOOM! Shakalaka! BOOM! Shakalaka! BOOM! Shakalaka!

[All]
Dance Dance Dance Da-Dance

[TOP] <Kyu Dong>
BOOM! Shakalaka! BOOM! Shakalaka! BOOM! Shakalaka!

[All]
Da-Da-Da-Da Dance Dance

[G-Dragon] <Hyo Hee>
Da gachi nolja

[All]
Yea Yea Yeah!

[G-Dragon] <Hyo Hee>
Da gachi tteja

[All]
Yea Yea Yeah!

[G-Dragon] <Hyo Hee>
Da gachi dolja

[All]
Yea Yea Yeah!

[G-Dragon] <Hyo Hee>
Da gachi gaja
Wow Fantastic Baby

– A teraz czas na werdykt! – wrzasnął DJ, kiedy chłopcy skończyli siadając na krzesłach jak chłopaki z Big Bang w teledysku. – Jak oceniacie Park Yu Rin!?
Wrzaski i krzyki.
– A jak Yesul Boys!?
Wrzaski, krzyki, brawa, gwizdy i piski dziewcząt.
– A więc wygrywają Yesul Boys! I to bez pomocy naszego Aniołka!
Do tej pory ja i już wrzeszczeliśmy głośno klaskając, ale kiedy to usłyszeliśmy oboje zamilkliśmy, a DJ patrzył wprost na mnie. Wiedziałam, że mówi o mnie, bo podobno to dzięki mnie ostatnio wygrali. Za to Yun mógł sobie myśleć, że to o niego chodzi. W końcu jest z zespołu, którego jeden człon nazwy to ‘anioły’.
– On mówił o mnie? – zdziwił się Yun.
Uśmiechnęłam się tylko.
– Masz tylko godzinę – powiedziała Park po japońsku, podbiegając do mnie. Dała mi kartkę papieru, ponaglając do wyjścia. – Przebierz się, a ja zadzwonię po taksówkę, masz tylko dziesięć minut.
Skinęłam głową.
– Co się stało? – zapytał Yun.
– Ile razy mam mówić, że nie twój interes!?
Yung przecisnął się przez tłum, złapał mnie za rękę i razem wybiegliśmy ze stołówki.
– To tylko my! – zawołał Yung, kiedy zdyszani wbiegliśmy do gabinetu pielęgniarki.
Była młodą kobietą i kiedy Yung rano wcisnął jej kłamstwo, że idziemy na randkę, to nawet zgodziła się iść do dyrektora powiedzieć mu, że zwolniła nas, żebyśmy cos dla niej zrobili. Oczywiście wiedziała, że przebieram się za chłopaka, więc powie dyrektorowi, że dwuch chłopaków, którzy przebiorą się w normalne ciuchy, żeby nikt nie pomyślał, że uczniowie Yesul wagarują.
Dziwnie się czułam przebierając się z Yungiem w jednym pomieszczeniu, nawet jeśli między nami stał parawan. Najbardziej się zawstydziłam ściągając biustonosz. Ale szybko zabandażowałam piersi i założyłam koszulkę. Wierzyłam Kyu Dongowi, że nie będzie podglądał i nie przeliczyłam się. Na szczęście światło lampy padało tak, że to on rzucał cień na parawan, a nie ja, więc nic nie widział. Co za ulga.
– Już skończyłaś? – zapytał Yung, kiedy właśnie zakładałam marynarkę.
– Jeszcze chwilę.
Na ścianie, za mną było niewielkie lustro na drzwiczkach szafki. Spojrzałam w nie i pstryknęłam palcami. Moje włosy błyskawicznie jakby zapadły się w skórę głowy. Po chwili miałam już włosy jak Ulzzang Boy.
Spojrzałam na swoje odbicie z zadowoleniem. Gdybym nie wiedziała, że jestem dziewczyną to pomyślałabym, że naprawdę jestem chłopakiem, o bardzo ślicznej twarzy.
Zaśmiałam się.
– Co się stało? – zapytał Yung.
– Chyba się w sobie zakochałam – powiedziałam wychodząc zza parawanu.
Yung patrzył na mnie oniemiały.
– Gdybym nie wiedział, że to ty, to bym naprawdę pomylił cię z chłopakiem – powiedział, wciąż patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.
– Dokładnie tak samo pomyślałam.
– Ale włosy… To nie jest moja peruka?
– Nie pogniewasz się, że wzięłam tę Yu Rin? – zapytałam.
– Nawet lepiej, że ją wzięłaś.
Yung miał na sobie szare rurki, czarne trampki i brzoskwiniowy szeroki sweter sięgający za połowy ud z szaroczarnym nadrukiem z przodu. Zdjął okulary. Jestem ciekawa, czy bez nich coś widzi.
– Możemy iść? – zapytał.
Skinęłam głową z uśmiechem.
Wzięliśmy nasze mundurki do toreb szkolnych. Tę torbę, w której Park zostawiła rzeczy dla mnie schowałam za szafkę, żeby jej nie znalazła, aż do jutra. Perukę jej oddam, a ubrania tak jak powiedziała wyrzucę.
Razem, biegiem wyszliśmy ze szkoły.

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 14.



Za spóźnienie przepraszam, a w prezencie za to dam wam w przybliżeniu 2 stronywięcej niż zwykle :) Enjoy :3


Gdy wyszliśmy na zewnątrz kolega Shin Hye już na nas czekał. Gdy ruszyliśmy w jego kierunku patrzył na mnie zaskoczony, ale nie skomentował mojej nowej fryzury. Przyznaję, że ten kolorek mi się podoba, ale nie będę zmieniał go na stałe.
– Idziemy, czy jedziemy? – zapytałem kręcą kółeczkiem z kluczykiem od Audi na palcu.
– Możemy pojechać – powiedział Jung. – Do Myungdong nie jest stąd tak blisko.
– Więc zapraszam – powiedziałem.
Kiedy byliśmy przy samochodzie, otworzyłem dla Shin Hye drzwi z przodu. Popatrzyła na mnie zaskoczona, ale wsiadła do auta. Kiedy zatrzasnąłem drzwi spojrzałem na Yunga wyzywająco, ale on tylko się uśmiechnął.
Jest tak głupi, że nie widzi co robię, czy gra? Nie ważne. Teraz czas się zabawić.
Gdy dojechaliśmy na miejsce zaparkowałem samochód na płatnym parkingu, po czym skierowaliśmy się do centrum.
– O której mieliśmy się spotkać z chłopakami? – zapytała Shin Hye, kiedy już szliśmy.
– O dwunastej – powiedział. – Ale Ji Woo i Sang Joon mają jakieś sprawy do załatwienia. Nie wiem co, ale oni zwykle się wymigują, więc to było do przewidzenia.
Jest ich pięciu, tak? Dwuch się wykruszyło, czyli już tylko trzech. Nie zdziwiłbym się, gdyby tamta dwójka też nie przyszła. Ale jeśli tak, to co ten Yung kombinuje?
– W takim razie co robimy? – zapytałem.
Shin Hye wybiegła przed nas i zatrzymała się przodem do nas.
– Może pójdziemy na karaoke? Tu musi być gdzieś jakiś bar, co? – zapytała.
– Jest tam – powiedział Yung wskazując duży budynek galerii.
Zmierzyłem go morderczym spojrzeniem, ale udawał, że tego nie widzi.
Przyjrzałem się mu uważniej. Prostokątne okulary w czarnych oprawkach, szerokie jeansy z przetartymi kolanami, szary T-Shirt z jakimś kolorowym nadrukiem, spod której wystawały białe długie rękawy.
Dziś na dworze było naprawdę ładnie toteż nie zabieraliśmy ze sobą żadnych kurtek. Było już przynajmniej dwadzieścia stopni.
– Nie ma mowy – powiedziałem stanowczo. – A jak ktoś rozpozna mój głos?
– A kto ci każe śpiewać? – zapytała. – Idziemy! – zawołała i złapała nas za ręce ciągnąc za sobą do galerii.
– Mam siedzieć i patrzeć? – zapytałem rozdrażniony siadając na kanapie niedaleko monitora, na którym wyświetlał się tekst.
– Jeśli nie chcesz śpiewać – powiedziała. – Yung? Kto pierwszy?
– Zaśpiewamy razem? – zapytał wybierając piosenkę na monitorze.
– A co? – zapytała stając obok niego i bujając się na piętach.
Patrzyłem na nich mierząc Yunga morderczym spojrzeniem. Po chwili, gdy rozbrzmiała melodia Choi Shin Hye zaczęła śpiewać do mikrofonu, który podał jej Yung.
Znałem tę melodię. Była to piosenka Song Ji Eun i Bang Yong Guka. Czyli nasz pan Yung jest raperem, tak? Co ty w nim widzisz Shin Hye? Trzeba ją jakoś sprowokować, żeby bardziej lubiła mnie niż któregokolwiek z Yesul Boys.
Teraz włączył się Yung. Wydąłem wargi, kiedy zaczął rapować, bo był w tym cholernie dobry. Może podpuszczę go, żeby poszedł jutro na casting? Przydałby się taki głos w zespole… No ale jeszcze sprawa talentu. Nie wyczuwam od niego żadnej mocy magicznej, ale w tej chwili może być uśpiona, bo w końcu jest w wieku Shin Hye, a mamy dopiero końcówkę lutego.
Cały czas gdy śpiewali, rozmyślałem o różnych błahostkach, więc nie zauważyłem, kiedy skończyli śpiewać.
– Podobało ci się Kang? – zapytała Shin Hye, siadając obok mnie.
– Co?
– Zapytałam, czy ładnie śpiewam.
Wcale nie, no ale niech jej będzie.
– Wybacz, nie słuchałem – powiedziałem lekceważąco.
Prychnęła.
Spojrzałem na nią wściekle wystawiając do niej palec, grożąc jej.
Nagle rozległa się jakaś melodia, ale nie była to maszyna do karaoke. Yung sięgnął do kieszeni jeansów i wyciągnął telefon.
– Przepraszam na moment – powiedział i wyszedł na zewnątrz.
– Ciekawe kto dzwoni – powiedziała Shin Hye. – Może to Hwa Yong? Pewnie nas szuka.
– Któryś z nich chciał autograf, prawda? – zapytał.
– Hmm? – mruknęła. Nie słuchała mnie.
Wydąłem wargi.
– Autograf – powtórzyłem.
– Aaaa. Właśnie Hwa Yong chciał, ale możesz więcej dać – powiedziała pokazując mi język.
Złapałem ją za brodę.
– Nie za wiele pani żąda? – zapytałam, unosząc w uśmiechu kącik ust.
Przegryzła dolną wargę i pociągnęła nosem, patrząc na moje usta. Zaśmiałem się widząc to.
Po chwili cos uderzyło o podłogę. Spojrzeliśmy na drzwi do baru. Stał tam Yung, a jego komórka leżała na podłodze, kilka metrów od niego.
– Co się stało? – zapytałem, udając troskę.
Shin Hye wyrwała się z mojego uścisku.
– N-nic – powiedział. – Przypomniałem sobie coś – dodał i podniósł telefon. – Hwa Yong i Hyo Hee nie mogą przyjść. Kazali przeprosić i pozdrowić ciebie, Kang.
Podszedł do nas i usiadł na kanapie po drugiej stronie Shin Hye.
A jednak nie myliłem się.
– Powiedziałeś im, że z wami jestem? – zdziwiłem się.
Oczywiście, że nie. Nawet z nimi nie rozmawiał, bo gdyby wiedzieli, że jestem tu z nim i Shin Hye to zaraz by przylecieli. Niestety, ale tak nastolatki lecą na celebrytów. Nie zdziwię się, jeśli sprzedadzą moje autografy jakimś fanką w ich szkole. Nawet podpisałbym się na kartce tysiąc razy, żeby Choi miała pieniądze na ciuchy, żeby lepiej się ubierała. Muszę jej kupić kilka kompletów, bo nie mogę patrzeć na tę jej bluzę. Chociaż będzie szkoda ładnych strojów i pieniędzy na nie wydanych jeśli je zniszczy.
Wzdrygnąłem się.
– Tak. Oni są moimi przyjaciółmi, więc o wszystkim im mówię – wytłumaczył.
A szczególnie o randce z śliczną dziewczyną, która prawdopodobnie całej piątce się podoba? Shin Hye nie jest niewiadomo jak inteligenta, no ale głupia też nie jest. Jest naprawdę ładna i w zasadzie nie da się z nią nudzić. Co prawda drażni mnie jej prychanie, ale da się wytrzymać.
– W takim razie co robimy? – zapytała Shin Hye.
– Może pójdziemy cos zjeść? – zapytał Yung.
Oczy Shin Hye powiększyły się, jakby właśnie wpadła na genialny pomysł.
– Mam ochotę na lody! – zawołała zrywając się na równe nogi.
Wyszliśmy więc z baru karaoke do korytarza galerii.
– Gdzie są najlepsze? – zapytała patrząc to na mnie to na Yunga.
Każdy z nas wskazał w inną stronę. Spojrzeliśmy na siebie. Ja z rozdrażnieniem, on z serdecznym uśmiechem. Moja powieka wtedy lekko zadrgała.
– To może najpierw Yung, a później Kang – powiedziała z uśmiechem łącząc dłonie opuszkami palców. – Co wy na to?
Dlaczego on pierwszy? Myślałem, że to we mnie się podkochuje. W końcu zna mój wygląd od jakichś dwuch lat, a jego kilka dni. Co on takiego robi, że jest lepszy ode mnie? Ubiera się na luzie, nosi okulary i jest aż nazbyt miły. A ja jestem zdecydowanie przystojniejszy niż on, ubieram się z duchem mody i mam niezwykłą osobowość. No i oczywiście jestem skromny, to przecież widać.
W knajpce zamówiliśmy sobie lody. Siedzieliśmy przy kwadratowym stole, ja i Shin Hye naprzeciw siebie, a Yung po mojej prawej, a jej lewej.
Choi wzięła dla siebie pucharek z kilkoma kulkami różnych smaków i sosem karmelowym, ja lód śmietankowy w ciastku z uśmiechniętą buźką, a Yung mały kubeczek. Choi miała najwięcej i wątpię by zjadła drugą porcję.

*

– Choi mówiła mi, że macie niedługo casting na nowy głos do zespołu – powiedział Yung.
On i Kang całkiem dobrze się dogadywali. Ja to co innego, bo jestem dziewczyną, ale oni sprawiali wrażenie dobrych znajomych.
Uśmiechnęłam się do nich z buzią pełną lodów.
– Nie za dużą wzięłaś porcję? – zapytał Yung.
– Hee? – zdziwiłam się. Przełknęłam do końca i dopiero się odezwałam. – Nie. Jeśli chodzi o lody mogę je jeść litrami i nic mi nie będzie – powiedziałam.
Z Izumim… Zawsze wygrywałam nasze zawody. On narzekał, że mu mózg zamarza, albo zęby wypadną, a ja zwykle zjadałam swoją porcję i kończyłam jego.
– Nie boisz się, że przytyjesz? – zapytał Kang wgryzając się w swój lud.
A nich ci zęby wylecą!
– Jem co chcę, kiedy chcę i ile chcę – powiedziałam pokazując mu język.
– Nie wieżę, że zjesz drugie tyle w tamtej lodziarni – powiedział celując we mnie plastikową łyżeczką.
– Co mi dasz jak zjem? – zapytałam.
– Słucham? – zdziwił się.
– Co dostanę jak zjem drugie tyle? – zapytałam.
– Pokażę ci nasz dom, jak nikogo w nim nie będzie – powiedział bez entuzjazmu.
Uśmiechnęłam się szeroko.
– I zabiorę ci coś twojego, a ty nie będziesz widział co, dobrze? – zaproponowałam.
– Nie za dużo wymagasz? – zapytał poirytowany. – Już przebywanie w mojej obecności jest wielką nagrodą.
– Jakby miała wybierać między wami to bym cię tu teraz zostawiła – burknęłam do niego.
– Po pierwsze, masz zjeść lody. Po drugie, to ja płacę. Po trzecie, co ja dostanę kiedy przegrasz?
– Żartujesz, prawda? – zapytałam zszokowana.
Nachylił się do mnie nad stołem.
– Ani trochę.
– Niech się zastanowię, co mogę dać panu Kangowi, czego jeszcze by nie miał – powiedziałam ironicznie. – Ach, no tak… Nic! – zawołałam trochę za głośno i ludzie siedzący w knajpce się na nas obejrzeli.
Skuliłam się i nabrałam sporo lodów do buzi.
– Jest pewna rzecz… Hmm… – zastanowił się chwilę. – Pewien gest – powiedział nabierając palcem lodów ze swojego ciastka i oblizując go prowokacyjnie.
– Nawet o tym nie myśl! – syknęłam.
– Kang, nie powinieneś prosić Choi o coś takiego – powiedział stanowczo Yung. Ciekawe czy na Kanga zadziała jego siła przywódcy.
– Ale ja nie proszę – powiedział unosząc w uśmiechu jeden kącik, tak jak to lubię. – Ja żądam.
Przełknęłam głośno ślinę.
Zastanowiłam się nad tym układem.
– Zgoda? – zapytał Kang wyciągając do mnie rękę nad stołem.
Spojrzałam w swój pucharek z lodami. Już większość zjadłam, ale nie czułam się ani trochę pełna. A jeśli jedząc kolejną porcję nie wytrzymam tego napięcia i mi się nie uda? No ale jeśli nie przyjmę zakładu to stwierdzą, że kłamałam w sprawie jedzenia lodów.
Co robić?
– Zgoda – powiedziałam wyzywająco i uścisnęłam dłoń Kanga.
Uśmiechnął się złowieszczo.
– Choi, czy ty do dobrze przemyślałaś? – zapytał zmartwiony Yung. – Ja wiem, że sławny i w ogóle – szepnął – ale to nierozsądne…
– Wszyscy chłopcy są tacy sami, czy mi się zdaje? – zapytałam odkładając łyżeczkę do pucharka i zakładając ręce na piersi. Kang I Yung spojrzeli po sobie, a później pytająco na mnie. – Ten chce zaspokoić swoje zapotrzebowanie na dziewczyny, a ten chce bronić, ale jednak oboje nie wierzą, że dziewczyna w czymś może być lepsza. Zobaczycie, że wygram.
Gdy zjedliśmy lody, Kang zaprowadził nas na kolejną porcję do swojej lodziarni.
Gdy szliśmy korytarzami galerii miałam wrażenie, że ktoś nas śledzi, więc odwróciłam się. Za nami były tłumy ludzi, ale nic nie wydało mi się podejrzane. Jednak kiedy miałam już odwrócić wzrok zobaczyłam jakiś ruch niedaleko witryny sklepu, obok którego przed chwilą przeszliśmy.
Tez to czujesz, prawda? – usłyszałam w głowie mentalny głos Kanga.
Spojrzałam na niego pytająco, ale po chwili z tyłu głowy poczułam dziwne mrowienie, jakby ktoś mnie obserwował.
Ktoś z talentem tu jest? – zapytałam go mentalnie.
Z początku myślałam, że mi się nie uda, ale najwyraźniej moja myśl do niego dotarła.
Podejrzewam, że to magia czarownicy, lub czarodzieja – zaczął. – Jest podobna do naszej, ale my jesteśmy najsilniejsi i nie musimy używać lasek magicznych, różdżek, ani eliksirów i innych magicznych przedmiotów tego typu – wytłumaczył.
Odwróciłam się i wtedy zobaczyłam wpatrzone we mnie złote ślepia czarnego psa… nie. Wilka. Do cholery jasnej co w galerii handlowej w środku dnia robi wilk!
– Choi, coś się stało? – zapytał Yung.
– Hee? – zdziwiłam się.
– Trzęsiesz się – powiedział, kładąc dłoń na moim czole. – Jesteś chora?
– N-nie – powiedziałam i znów się obejrzałam.
Te oczy wciąż tam były, ale wokół było pełno ludzi.
Dlaczego nikt nie zwraca na niego uwagi? – zapytałam mentalnie Kanga.
Kang też się odwrócił.
Wilk najeżył się i odwrócił. Jednak odwrócił się jeszcze na moment i pokazał nam swoje długie białe kły, po czym uciekł. Ludzie nadal nie zwracali na niego uwagi.
To był Chowaniec – stwierdził Kang. – Są to magiczne zwierzęta, które służą wiedźmą. Mają część ich mocy, więc dlatego ją wyczuliśmy. Ludzie jej nie widzą, ponieważ zapewne zostało na nią rzucone zaklęcie niewidzialności. Na Ziemi wiele magicznych rzeczy jest ochronione zaklęciem, które sprawia, że ludzie widzą to co chcą, a nie to co powinni.
– Co się stało? – zapytał Yung odwracając się. – Co tam widzicie?
– Nic – powiedział Kang.
– Miałam wrażenie, że ktoś nas śledzi, ale przewidziało mi się – wytłumaczyłam, uśmiechając się do niego promiennie.
– A już myślałem, że chcesz udawać chorobę, bo boisz się przegrać zakład – powiedział Kang.
– Nie ma mowy – zawołałam. – Idziemy! Prowadź Kang!
W tej lodziarni tylko ja zamówiłam dla siebie pucharek lodów. Chłopcy tylko patrzyli jak jem. Ten pucharek był większy niż tamten, ale bez przeszkód zjadłam większą porcję i o dziwo wciąż chciałam więcej. Postanowiłam jednak spasować, bo brzuszek już mi trochę się powiększył od nadmiaru słodkości.
– A więc przy najbliższej okazji pokażesz mi dom – powiedziałam, kiedy już wychodziliśmy z lodziarni. – I coś ci zabiorę – powiedziałam zadowolona.
– Mogłaś mówić, że masz dwa żołądki – burknął, wkładając dłonie do kieszeni spodni.
Zaśmiałam się.
– Mówiłam, że wygram – powiedziałam z wyższością, unoszą podbródek. – A wy nie wierzyliście.
– Jakbym wiedział to by się nie założył.
Kang wydął wargi.
Zagryzłam dolną wargę z uśmiechem.
– To co teraz robimy? – zapytałam. – Do zjedzenia mamy w domu Kalguksoo, ale na obiad za wcześnie. Oczywiście Yung jesz z nami – dodałam po chwili patrząc na niego.
– Niestety nie mogę. Rodzice dziś wracają i o drugiej musze być już w domu, żeby przygotować wszystko na ich powrót.
– Rozumiem – powiedziałam zawiedziona. – To Kang zje dwie porcje – zawołałam radośnie.
– Słucham!? – wrzasnął z niedowierzaniem.
Uśmiechnęłam się do niego słodko.
– Osobom takim jak ja nie wypada jeść dużo. Jeśli przytyję stracę popularność – powiedział z wyższością.
Prychnęłam.
Kang wydał dźwięk rozdrażnienia.
– Może pójdziemy do kina? – zapytał Yung wskazując wejście do kina po naszej prawej.
– Jasne! – zawołałam.
– A kto zapłaci? – zapytał Kang.
– Najbogatszy z nas – powiedziałam pokazując mu język.
– Zabiję, kiedyś – mruknął, ale udałam, że nie słyszałam.
Rezultat tego pomysłu był taki, że chłopcy wybrali jakiś nudny film akcji. Siedziałam między nimi, a oni ekscytowali się każdym wybuchem, strzelaniną i innymi sposobami na rozlew krwi, a ja zaczęłam myśleć o tym czarnym wilku. Chowańcu.
Szybko zorientował się, że wiemy, iż tam jest, ale nie uciekł, ani nie schował się. Może miał powód by nam się pokazać? Ale dlaczego nas śledził? Bogini Światła stwierdziła, że jestem silna. Może Wiedźmy znają jakiś sposób, aby przejąć moc maga? A wiedźmy to nie czasami te kobiety, które używając magii niszczą swoja zewnętrzną powłokę, co sprawia, że brzydną i rosną im kurzajki? Bo jak tak, to nie chcę takiej spotkać. One kradną młodość dzieci… To, że na Ignis jestem dorosła nie znaczy, że tutaj, tak? Mam szesnaście lat, więc jeszcze jestem dzieckiem. Jestem młoda i ładna, więc nie chcę, żeby jakaś starucha mi to odebrała.
Czy mi się zdaje, czy ja myślę o sobie jak Kang o sobie? Jego narcyzm mi się udziela…
Spojrzałam na ekran. Znowu jakieś wybuch. Osunęłam się na fotelu i podparłam głowę na pięści. Przez chwilę patrzyłam przed siebie, a obraz zaczął mi się zamazywać, a powieki opadać. W końcu tak się nudziłam, że zasnęłam.

– Shin Hye – usłyszałam głos Kanga.
– Mmm – mruknęłam przeciągając się.
Światła na Sali już się paliły, a film wyłączono. Najwyraźniej się skończył, bo wszyscy już opuszczali pomieszczenie.
– Wychodzimy, żeby razem spędzić czas, a ty bezczelnie zasypiasz – powiedział Kang z wyrzutem. – A tam przy okazji to ślinisz się przez sen – szepnął mi do ucha i wstał.
Patrzyłam na niego zszokowana, co prawda niedowierzałam jego słowom, ale wytarłam kąciki ust wierzchem dłoni. Faktycznie były mokre. Spojrzałam na plecy oddalającego się Kanga. Starałam się nie myśleć, o tym co chciałam zrobić. Idąc za Kangiem, specjalnie się potknęłam i złapawszy się jego pleców wytarłam dłonie w jego ubranie.
Masz za swoje, mendo!
Nasz wypad do Myungdong trwał jakieś trzy godziny od wyjścia z domu, więc zaraz po kinie wróciliśmy na obiad do mnie. Pożegnałam się z Kyu Dongiem i podziękowałam za spędzony z nim czas… no i z Kangiem, po czym ja i czarny pomidor poszliśmy zjeść Kalguksoo.
– Ale to dziwnie wygląda – powiedziałam przyglądając się zupie rozlanej już do miseczek przez mamę. Były cztery. Wyciągnęłam po porcji dla każdego. – Jak to się w ogóle je?
Kang spojrzałam na mnie spode łba. Wstał od stołu bez słowa i sięgnął do kubeczka z pałeczkami, stojącego na blacie obok zlewozmywaka. Wziął dwie pary, a do tego dwie łyżki. Podał mi po jednym i sam usiadł znów przy stole, żeby jeść.
– W Japonii też jest wyjątkowa zupa z makaronem, prawda? – zapytał.
Pokiwałam głową z szerokim uśmiechem na ustach.
– Ramen – powiedziałam rozmarzonym głosem. – Ale makaron nie wygląda jak smarki, a wywar jest gorący.
Kang westchnął, po czym nakręcił makaron na pałeczki podtrzymując go łyżką powoli zaczął jeść. W zasadzie to tak jak ramen. Mimo, że wciąż nieprzekonana do zupy zaczęłam ją jeść.
Smak był przyjemny, ale szkoda, że zimne. Jedyne zimne co lubię to lody.
Zauważyłam, że Kang najpierw zbulwersowany, teraz zajadał Kalguksoo, aż mu się uszy trzęsły. Patrzyłam na niego z przyjemnością, a on chyba nie zdawał sobie z tego sprawy.
Przeniosłam wzrok z jego zadowolonej twarzy na włosy. Patrzyłam przez chwilę, po czym skupiłam się na ich kolorze. Wyciągnęłam do przodu rękę i pstryknęłam palcami. W tym momencie czerń zaczęła jaśnieć, a po chwili jej miejsce zajęła dawna czerwień.
Zaśmiałam się radośnie.
– Co się stało? – zapytał Kang, przełykając. Spojrzał na moją wyciągniętą nad stołem rękę.
– Znów masz czerwone włosy.
– Jak to? – zdziwił się.
– Zmieniłam.
Zerwał się od stołu i pobiegł do salonu, gdzie zostawiliśmy lusterko. Po chwili wrócił z całkiem zadowoloną miną.
– Potrafisz już kontrolować dobrze swoją moc, ale to wciąż za mało – powiedział siadając na swoim miejscu, wciąż trzymając w dłoni rączkę lusterka. – Myślę, że wprowadzę ci już naukę tworzenia żywiołów.
– Myślałam, że żywiołami zajmują się Strażnicy… no cóż, Żywiołów.
– Oczywiście, że tak – potwierdził. – Jednak oni potrafią stworzyć żywioł z niczego i mogą panować tylko nad jednym, za to my musimy zasięgnąć po wodę z jakiegoś zbiornika, lub po płomień. Możemy je zmniejszać lub zwiększać, kierować nimi, ale nie potrafimy ich stworzyć.
– Aaa – powiedziałam. – To jaki wybrałbyś dla mnie żywioł? – zapytałam.
– Wodę. Zrobi najmniej szkód. A błyskawic nawet nie próbuj stworzyć  – powiedział grożąc mi placem. – Są najniebezpieczniejszym rodzajem z żywiołów.
– Gorzej jak użyję bezwiednie wody i błyskawic – mruknęłam i zabrałam się do jedzenia.
Po posiłku poszliśmy do ogrodu za domem, który jak sobie zdałam sprawę, widziałam po raz pierwszy odkąd tu zamieszkałam. Był spory i ogrodzony dwumetrowym drewnianym płotem. Przy domu znajdował się drewniany podest na którym stał drewniany stolik z dużym parasolem. Dalej była żwirowa ścieżka, a dookoła niej kępy trawy i kwiatów, krzewy i niewielkie drzewka z dziwnymi owocami.
Kang kazał mi wziąć miskę z wodą. Niewielką, żeby nie wywołała tsunami.
– To co robimy? – zapytałam, kiedy usiedliśmy przy stole pod parasolem.
– Najpierw obserwuj co robię, a później sama zrobisz to samo, jasne?
Skinęłam głową.
Kang uniósł dłonie i zatrzymał je kilka centymetrów nad miską z wodą. Po chwili rozwarł palce, a między nimi zaczęły unosić się stróżki wody. Zawijała się i rozkwitała, tworząc winorośl z kwiatami. Patrzyłam na to zjawisko z szeroko otwartą buzią. Po chwili kwiaty z wody sięgały już metra i prawie sięgały płótna parasola. Po chwili jednak błyskawicznie opadły w dół. Pisnęłam, ale Kang zatrzymał wodę, a ta zaczęła się zbierać w kulę, która po chwili powoli i delikatnie wlała się powrotem do miski.
– Teraz ty – powiedział Kang i podsunął mi miskę z wodą pod nos.
– Nie ma mowy – powiedziałam stanowczo. Odchyliłam się na oparciu krzesła i założyłam ręce na piersi. – Prędzej wywołam deszcz niż stworzę coś tak pięknego.
Kang uśmiechnął się.
– A więc uważasz, że to było piękne? – zapytał z zadowoleniem.
Wydęłam wargi.
– Każdy mag to potrafi – stwierdził. – Moje to jeszcze nic. Gdybyś zobaczyła Taniec Światła Elfów to byś wtedy oniemiała.
– Co ma tworzenie wzorów z wody do Tańca Światła? – zapytałam.
– Mówiąc Elfy mam na myśli hybrydy Wróżek i Elfów Świtała. Mają skrzydła i tańczą w powietrzu wyciągając światło z wody – wytłumaczył. – Akurat kiedy przyjdziesz do szkoły to go zobaczysz, ponieważ uczniowie tej rasy odgrywają ten spektakl w jesieni.
Wytrzeszczyłam na niego oczy.
– Naprawdę!? – wrzasnęłam.
– Nie drzyj się, bo powiem komu trzeba i zwiążą ci moc – zagroził.
Prychnęłam.
– Miałaś…
– Tego nie robić – przerwałam mu. – Wiem, ale przy tobie się nie da.
Wydął wargi niezadowolony.
– Czaruj.
– Czaruje Czarownica – stwierdziłam. – A Mag?
– Zabija nieużyteczne dzieciaki.
– Hee!?
Kang spojrzał na mnie, później na miskę i znów na mnie.
Ułożyłam ręce tak jak on i skupiałam się jak najlepiej umiałam. Zamknęłam nawet oczy, bo gdy tak robię to zwykle magia działa. Otworzyłam oczy oczekując arcydzieła, ale nic się w zasadzie nie stało. W kolejnej próbie też nic. Kilka minut później woda lekko zadrgała.
– Widziałeś!? – zawołałam. – Poruszyła się!
– I z tego powodu się cieszysz? – zapytał niezadowolony Kang. – Słabsi od ciebie potrafią to zrobić już za pierwszym razem, a za trzecim ich figury wodne są niemalże doskonałe.
Westchnęłam.
– Ale ja to nie oni – burknęłam.
– Masz jakiś sprzeciw? Bo wiesz, mogę się zamienić z kimś na opiekę.
– Już zabieram się do pracy!
Uniosłam dłonie nad miskę i skupiłam się. Obserwowałam wodę, jak zaczyna się obracać w misce. Po chwili wyleciała w górę, jakby ktoś ją wylewał, a w następnej już stała w miejscu bez ruchu. Zabrałam dłonie, podkurczając je pod brodę.
– Co się stało? – zapytałam.
Kang patrzył na wiszącą w powietrzu, ale wciąż stykającą się z miską substancję.
– Przecież to jest lód – stwierdził dotykające palcem już stałej cieczy. – Będę musiał cię nauczyć, jak używając jakiegoś żywiołu, nie używać zbyt dużo powietrza.
– Hee? – zdziwiłam się. – To zamarzło, bo użyłam powietrza? – zapytałam.
Skinął głową.
– Każdemu z żywiołów jest potrzebne powietrze, bo w próżni nie stworzy się ognia, czy błyskawicy, a woda musi być natleniona. Za to ziemia oddycha, tak jak roślinność.
– Aaa. Czyli to normalne? – zapytałam.
– Właściwie to nie, bo nie słyszałem jeszcze o nikim kto zamroziłby wodę używając za dużo powietrza. Teraz nawet nie wiało. Ale cóż się dziwić, skoro ty nie jesteś normalna.
Wydęłam dolną wargę zasmucona.
– Idę to roztopić – powiedziałam zabierając miskę i wracając do środka.
– Będę już się zbierał – powiedział Kang. – Jest już około trzeciej, a o czwartej muszę się zbierać na… coś – powiedział, nie mówiąc mi w zasadzie nic. – Nie baw się mocą, nie wolno ci beze mnie, jasne?
– Jasne – mruknęłam.
– Jutro zobaczysz coś zaskakującego w swojej szkole – powiedział, człapiąc za mną do kuchni. – Tylko nie zemdlej.
– Czemu miałabym zemdleć? – zdziwiłam się.
– Nie ważne. Jutro zobaczysz.
Spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek, wkładając miskę z lodem do zlewozmywaka.
– Do zobaczenia niedługo – powiedział, wychodząc do przedpokoju. – Zadzwonię, jakby co.
– A kiedy zobaczę wasz dom? – zapytałam.
– Zapomnij, że mi coś zabierzesz – powiedział zakładając buty.
– Zobaczymy.
– Na razie – pożegnał się.
– Pa!
Zabiorę ci coś, zobaczysz. Coś małego, żebyś nie wiedział co – pomyślałam z uśmiechem.
Nawet nie obchodziło mnie to, że mógł to usłyszeć.