wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 32.



Zwykle tego nie robię, ale teraz musiałam fragment przerwać gdzieś w środku, bo był zbyt długi i za dużo bym musiała dodać ;P
Enjoy :D


Wciąż oniemiała patrzyłam na moją dłoń, gdzie przed chwilą czułam piekący ból i widziałam krew, a teraz była tam tylko krwawa łezka na srebrnym łańcuszku.
– Wypas – mruknęłam.
– Załóż ją na szyję, ale najpierw musisz iść po brązowe draże peruki.
Skupiłam się i teleportowałam się do pokoju Akai, by po chwili wrócić do garderoby, z pudełkiem z pastylkami o których mówiła Kimiko.
– Mam – powiedziałam pokazując jej pudełko.
– Teraz zmień na swoje włosy.
Wzięłam jeden przeźroczysty listek z pudełka i położyłam go sobie na języku, a po chwili czułam już ciężar długich włosów opadających na ramiona.
– I?
– Załóż krwawą łzę.
Tak zrobiłam z pomocą Joonga i czekałam na kolejne rozkazy.
– A teraz zacznij wkładać w kryształ swoją moc.
– Eee…
– Co? – zapytała, zakładając ręce na piersi.
– Jak? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
– To jest jak lodówka – zaczął Jeremy. – Wyciągasz zakupy z toreb i wkładasz je kolejno do lodówki.
Nie powiem, dziwny przykład, ale podziałało.
Wyobraziłam sobie blat obok kuchenki z naszej kuchni i zakupy i to jak wkładam je do lodówki. O dziwo kryształ zrobił się ciepły i lekko zaświecił. Wtedy przede mną ukazała się…
– Ja? – zdziwiłam się.
– Właśnie pomyślnie i nielegalnie stworzyłaś swojego pierwszego klona – powiedziała Kimiko z zadowoleniem.
Nie wiedzieć czemu złożyłam dłonie w pieczęć z Naruto.
– Kage Bunshin no Jutsu! – zawołałam po japońsku.
Kimiko parsknęła śmiechem.
– Dobra, teraz klon bierze brązową pastylkę, a ty idziesz ze mną – nakazała Kimiko podając mojemu klonowi pudełko z pastylkami i złapała mnie za rękę, a drugą dłonią dotknęła mojego już niewidocznego pod iluzją żółtego kryształu.
Po chwili szarpnęło mną i znalazłyśmy się w pokoju Kimiko.
– Mogłaś uprzedzić – mruknęłam.
– Pożyczę ci coś mojego, co będzie pasowało na takiego kurdupla jak ty i coś czego Kang nie widział, bo się dowie, że tu byłaś.
– I tak się dowie, przecież Yun jest w domu.
Westchnęła.
– Nie ważne. Powiemy mu, że kiedy Akai i ja pojawiliśmy się u ciebie oblałaś się wodą i nie było czasu, żebyś się w domu przebrała, więc pożyczyłam ci swoje ciuchy. Yun to łyknie.
– No dobrze.
Kimiko zaczęła grzebać w swojej szafie, wyrzucając z niej ubrania i robiąc w pokoju jeszcze większy bałagan niż był dotychczas. Po chwili na mojej głowie wylądowało coś miękkiego. Kiedy to zdjęłam, żeby się temu przyjrzeć, dostałam po twarzy czymś trochę ciężkim.
– Auu!
– Nie marudź, tylko się przebieraj.
Prychnęłam i zaczęłam zdejmować ciuchy Akai. Po chwili miałam na sobie jasne jeansowe spodenki do połowy uda i szeroki biały T-shirt z nadrukiem.
Po półgodzinie, kiedy przedstawiliśmy Yunowi zmyślone wydarzenia i zaczęłam się oswajać z tym, że obok mnie jest… no cóż, druga ja w wersji męskiej w powietrzu zadrgał czyjś głos.
– Yun, nie kłuć się z Akai! – zawołała Kimiko, kiedy rozległ się głos.
– To przekaz mentalny, otwórzcie umysły – nakazał Joong.
Tak jak powiedział tak zrobiłam i nakazałam zamknąć się klonowi i słuchać.
~ Drogie Upadłe Anioły – rozległ się żeński głos. Był dziwnie znajomy. – Jak już pewnie wiecie z doniesień waszej pupilki, porwaliśmy waszego lidera. Jeśli chcecie go odzyskać, macie godzinę na oddanie w nasze ręce niewykształconego maga, pod ten adres. – W mojej głowie wyświetliły się znaki, ale zbyt szybko zniknęły, żebym mogła wszystkie poprawnie odczytać. – Jeśli nie spełnicie oczekiwań, zrobimy sobie ucztę z tego przystojniaczka.
Zanim skończyła, moje oczy zaszły łzami i zaczęłam płakać.
Yun, który siedział najbliżej mnie, objął mnie ramieniem i pozwolił się wypłakać.
– Na co czekamy!? – zwołał Jeremy zrywając się na równe nogi. – Musimy go ratować!
– Oni chcą Shin w zamian za Kanga – mruknął Yun i mocniej mnie do siebie przyciągnął. – Nie pozwolę im jej zabrać.
Nagle Joong podskoczył.
– Musimy iść do Kwatery – powiedział wstając. Teraz zwrócił się do mojego klona. – Akai, czy mógłbyś zabrać nas wszystkich do Wytwórni? – zapytał.
– Eem, myślę, że tak, ale nie wszystkich razem – nakazałam mu powiedzieć.
– Dobrze, więc pierwsi pójdą Mi Ko, Jeremy i ja, a następnie wrócisz po Shin i Yuna, dobrze?
Skinął głową. Nie wiedzieć czemu ja też. Na szczęście już się otrząsnęłam i mogłam panować dobrze nad klonem. Wtedy wyswobodziłam się z uścisku Yuna.
Akai ustawił się na środku salonu, Kimiko, Jeremy i Joong złapali się jego, a ja nakazałam mu się teleportować, jasno wybierając cel, po chwili jego oczyma zobaczyłam ogród w wytwórni, a w następnej już widziałam samą siebie. Wróciłam myślami do własnego ciała i zobaczyłam Akai, wtedy wstałam z kanapy i podeszłam do Akai. Przed Yunem udawałam, że wstydzę się Akai, bo w końcu niby dopiero się poznaliśmy, a Akai nakazałam się uśmiechnąć się do mnie zachęcająco.
Akai wyciągnął do mnie rękę, więc ujęłam lekko jego palce, a Yun złapał moją drugą rękę. Teraz to ja, a nie Akai, użyłam żółtego kryształu, żeby nas teleportować.
– No nareszcie – mruknęła Kimiko i razem ruszyliśmy na dół, żeby dotrzeć do jak najszybciej do Kwatery.
– Powiesz nam, po co idziemy do Kwatery? – zapytałam ustami Akai Joonga. – Mamy przecież mój kryształ, więc mogę nas teleportować tam, gdzie przetrzymują Kanga.
– Zaraz zobaczycie, o co chodzi – powiedział.

*

W końcu dotarliśmy do kwatery, a naszym celem była sala z portalem. Ikona prośby o lądowanie właśnie się zapaliła, kiedy weszliśmy do pokoju kontrolnego.
– Witaj Emily – powiedziałem.
– Joong Kyung Oppa – powiedział komputer jak zwykle uprzejmie. Ona tylko z Kanga szydziła. – Słyszałam, że ktoś nowy dołączy do zespołu, kiedy go poznam?
– Właśnie tu jest – mruknęła Mi Ko.
– Oh, dwie nowe twarze! – zawołała.
A Mi Ko zawsze ignoruje. Emily ma chyba jakieś uprzedzenia do rodziny Kim.
– Później będzie czas na przedstawianie – przerwałem. – Zezwoliłaś już?
– Tak, Oppa.
Kiedy to powiedziała, platforma rozbłysła na żółto, a po chwili przed nami stała już trójka Łowców przysłanych nam do pomocy przez Boginię Światła. Wszyscy byli z kwatery głównej. Vanessa, specjalistka od zwalczania mitycznych stworzeń i fanka mitologii greckiej, Samuel, najlepszy strzelec jakiego znam i… Kang nie będzie zadowolony, Peter, który zawsze leczy rany poniesione prze innych w różnych starciach.
Wszyscy byli ubrani jak łowcy, w specjalne skurzane stroje i białe długie peleryny jak nasze. Każdy z nich też miał broń. Chłopcy pistolety, a Vanessa łuk i kołczan ze strzałami.
– Dzień dobry! – zawołała radośnie Vanessa.
– Witajcie w Seulu – powiedziałem. – Shin Hye opowie wam po drodze, chodźmy już, nie mamy dużo czasu.
– Joong? – zaczął Jeremy, kiedy zacząłem wychodzić z pomieszczenia. – Przecież możemy użyć portalu, żeby dostać się na miejsce.
– Racja – powiedziałem jakby nigdy nic i wróciłem do nich. – W takim razie możemy kilka minut poświęcić na tłumaczenia.

*

Przybysze byli dość dziwni. Na pewno byli Europejczykami, ale każdy z nich mówił po koreańsku tak dobrze, jakby to był ich narodowy język. Byli ubrani w skórzane stroje i białe peleryny jak te nasze. Mama mi mówiła, że Łowcy zawsze noszą stroje ze skóry, więc zgadłam, że oni byli  właśnie Łowcami. Mieli również broń. Dziewczyna łuk, a chłopcy pistolety.
Słyszałam, że broń magiczna jest zaskakująco prosta, ale nie sądziłam, że będą to na przykład  zwykłe pistolety.
Dziewczyna była przepiękna. Miała szczupłą buzię, z lekko wystającymi kośćmi policzkowymi, ładny, nieduży nos, piękne oczy w kolorze szafiru, okolone długimi czarnymi rzęsami, oraz pełne, czerwone usta. Jej hebanowe włosy były intrygujące, ponieważ były zaplecione n karku w bardzo gruby warkocz sięgający dziewczynie za pośladki – gdyby go rozpuściła, włosy pewnie sięgałyby połowy ud, jak nie kolan.
Była szczupła i wysoka, mniej więcej wzrostu Yuna.
Na sobie miała całościowy kostium z bordowej skóry, wiązany czarnym rzemieniem, luźno na nogach i rękach po zewnętrznej stronie, i mocno zaciśnięte na brzuchu, mniej więcej do połowy mostka, nie szczędząc dekoltu, przez co, było jej widać część biustu. Na szczęście długi płaszcz to częściowo zasłaniał. Na przedramionach miała ochraniacze, również ze skóry, a na nogach czarne kozaki na wysokim obcasie przed kolano, wiązane rzemieniem z przodu.
Ciekawe jak ona się będzie poruszać na tych szpilach?
Wyższy chłopak, stojący bliżej dziewczyny, również miał długie ciemnobrązowe włosy. Część ich okalała twarz, do podbródka, tworząc przedziałek na środku, a te dłuższe, sięgające łopatek były związane w luźny kucyk na karku.
On również miał spodnie z niezidentyfikowanego dla mnie czarnego materiału. Były to rurki, których nogawki niknęły w czarnych butach podobnych do glanów. Wyżej miał białą bluzkę, wiązaną przy dekolcie, ale teraz szary rzemyk był rozwiązany, tworząc przeplatany zygzak. Na to miał czarną kurtkę, a na przedramionach takie same ochraniacze jak dziewczyna. Na biodrach miał zapięty pas, a do niego przymocowano sporo kabur różnych rozmiarów i dwie z pistoletami.
Drugi chłopak miał brązowe włosy, ścięte jak chłopaki z Fallen Angels, z tym, że odrobinę krótsze. Był niższy od tego chłopaka z długimi włosami, ale na pewno wyższy od Kanga. Jego oczy mnie zaciekawiły, ponieważ jedno miało brązowy kolor, a drugie piwno zielone.
Był tak samo ubrany jak ten pierwszy chłopak, ale jego bluzka, była szaro oliwkowa i bez wiązania na niegłębokim  dekolcie.
– Ale najpierw, przedstawię was nowym w naszym gronie – dodał Joong, kiedy tamta dziewczyna ciekawie patrzyła to na mnie to na mojego klona.
Dziewczyna miała na imię Vanessa, chłopak w długich włosach, którego po chwili złapała za dłoń, miał na imię Samuel, a ten drugi Peter. Żeby było nam łatwiej mówiliśmy na nich kolejno Nessa, Sam i Pete.
Po kolei opowiedziałam znów to co mówiłam już w domu Aniołów, kiedy zaraz po uprowadzeniu Kanga teleportowałam się tam z domu mojego i mamy.
– Akai Zu Mi? – zdziwiła się Vanessa. – Jak Aki, ten z Japonii.
– Podobnie – powiedział Joong. Zbierajmy się już.
– Żebyśmy wszyscy przenieśli się razem nie możemy użyć portalu – powiedział Sam. – Potrzebne nam są Żółte Kryształy… – zamilkł na moment, a po chwili podszedł do mojego klona. – To jest magiczny kryształ? – zapytał.
– T-tak – mruknął mój klon. W jego głos wdarła się niepewność, taka jak w moich myślach.
– Więc mamy cztery – powiedziała Nessa. – Starczy na nas wszystkich.
Żeby kryształ na szyi Akai zadziałał musiałam go złapać za dłoń.
Wszyscy ustawiliśmy się w kole, czekając na znak. W międzyczasie trójka Łowców i Joong opracowywali jakiś plan. Pierwszy teleportował się Pete, ponieważ jest on nie tylko medykiem, ale również zwiadowcą. Miał ocenić sytuację i znaleźć dogodne miejsce do lądowania.
– Gdzie wy macie swoje Żółte Kryształy? – zapytałam cicho.
– Hee? – mruknęła Nessa. – Ach, na karku… Pod skórą.
– Łowcy są straszni – mruknął Yun do mnie.
We dwoje się zaśmialiśmy. Musiałam się skupić na Akai, żeby nie robił tego co ja i zachował milczenie.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział 31.



Macie, już nie będę zła i dodam notkę. To jest początek 10 rozdziału, a za tym kryje się coś fajnego :D
Enjoy :)


– Hej, jak się czujesz? – zapytała Kimiko zmartwiona, kiedy tylko otworzyłam oczy.
– Dziwnie mi jakoś – mruknęłam i podrapałam się po skroni.
– Przepraszam za wczoraj – powiedziała skruszona.
Ja leżałam w łóżku Akai, a Kimiko siedziała na kanapie w drugiej części pokoju. Po chwili jednak wstała i niepewnie do mnie podeszła.
– Za to, że mnie pocałowałaś? – zapytałam, nawet bardzo nieuprzejmie.
– Nie chciałam tego, przecież – burknęła i usiadła w nogach łóżka.
Ja podniosłam się do pozycji siedzącej i podciągnęłam kołdrę pod brodę.
– To było… – zaczęłam, ale szybko mi przerwała.
– Kang kazał mi to zrobić, bo byłam, no cóż… jedyną dziewczyną, która mogła zrobić ci sztuczne oddychanie, a przecież Akai to chłopak.
Westchnęłam ciężko.
– Ale ja się nie topiłam – powiedziałam smutno i opadłam ciężko na plecy z rękoma rozłożonymi na boki. – Mama pokazała mi kiedyś co powinnam zrobić, kiedy wpadnę do wody, żeby ta nie zalała mi płuc podczas paniki. Moja moc wtedy była pod kluczem, ale wczoraj wiedziałam co zrobić. Mama wie, że boję się głębokiej wody, dlatego mi to pokazała.
– B-boisz się…? – Przełknęła głośno ślinę. – Wybacz ja…
– Nie wiedziałaś. Nie gniewam się o to.
Nie zamierzałam dalej drążyć tego tematu, ale…
– Czy mogę zapytać, dlaczego boisz się głębokiej wody? – zapytała z nadzieją, że jej powiem.
– Owszem, zapytać możesz, ale czy odpowiem to już inna kwestia.
Fioletowowłosa wydała dźwięk coś między śmiechem, a pomrukiem niezadowolenia.
– Już dużo o mnie wiesz, Kimiko. Ja o tobie nie wiem nic. Może kiedyś co powiem o tej wodzie, ale jeszcze nie dziś.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Obie spojrzałyśmy w tamtym kierunku, chodź Kimiko zasłaniała mi większą część drzwi.
– Proszę – powiedziałam znów siadając.
– Obudziła się już? – zapytał Joong.
– Jak widać – powiedziała Kimiko.
– Kang, gdzieś wyjechał – powiedział brązowowłosy. – Wziął porsche, więc domyślam się, że nie jedzie do ciebie, ale wczoraj użył go do tego, więc możliwe, że już się nie przejmuje paparazzi i nie obchodzi go, że mogą go nakryć.
Zaśmiałam się nerwowo.
– Moja mama mnie zabije – mruknęłam. – Kiedy wyjechał.
– Dobre dziesięć minut temu – odpowiedział od razu.
– Co!? – wrzasnęłam. – D-do zobaczenia! – zawołałam i złapałam za kryształ.
Po chwili wywróciłam się lądując na tyłku na podłodze w moim pokoju w domu mamy. Syknęłam zrywając się na równe nogi pocierając zbitką kość ogonową i pobiegłam do szafy, żeby schować rzeczy Akai, po czym zmienić się w Shin Hye.
Gdy byłam w łazience rozczesując już długie włosy ktoś zapukał do drzwi. Podskoczyłam przerażona, ale powoli odważyłam się wyjść do pokoju. Jednak w otwartych drzwiach nikogo nie było. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem tak przejęta, że wyobrażam sobie nie wiadomo co.

*

Gdy tylko rano wstałem, natychmiast ubrałem się i poprawiłem rozczochrane włosy.
Musze ją jak najszybciej zobaczyć i jej to powiedzieć póki mam odwagę.
Gdy byłem już dostatecznie gotowy wyszedłem na balkon i z pomocą gałęzi, przeszedłem na balkon Choi i po wzięciu kilku głębokich wdechów zapukałem do drzwi.
Po kilku długich chwilach, drzwi uchyliły się do środka.
– Co się stało? – zapytała wpuszczając mnie do środka.
Gdy tylko ją ujrzałem od razu uleciała ze mnie odwaga. Moje dłonie zaczęły się pocić, zrobiło mi się gorąco i nie mogłem wydusić z siebie słowa.
– Yung?
Jeszcze do tego jej głos.
Szybko złapałem ją za rękę i popatrzyłem jej w oczy.
Stała przy ścianie obok drzwi na balkon i patrzyła na mnie zaskoczona.
– Choi, ja…
– Y-yung? – W jej głosie pobrzmiewała nuta strachu. – Co t-ty…?
– Wiesz, że jesteś wspaniała? – zapytałem lekko gładząc jej dłoń. – Nigdy w nie spotkałem kogoś takiego jak ty. Zachowujesz się tak naturalnie, nie udajesz kogoś kim nie jesteś. Nie malujesz się, śmiejesz się z nami, z chłopakami i jesteś śliczna.
– A Akai – mruknęła, spuszczając wzrok.
– Wiesz o czym mówię. Nawet nie wiesz jak wiele dla mnie znaczysz. Wszystko we mnie wariuje, kiedy jesteś obok, rozumiesz co to znaczy?
– Yung…
– Kocham cię Choi Shin Hye – powiedziałem z mocą.
Ona wciągnęła głośno powietrze i spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami.
– Yung, wiesz przecież, że…
– Sakai Izumi? Wiem, pamiętam o nim. Ale go już nie ma Choi. Sama mi powiedziałaś, że to nie była prawdziwa miłość. A ja jestem i kocham cię. Nie chcę już dłużej udawać przed innymi. Znamy się niecały miesiąc, ale ja czuję jakby to były długie lata.
Nie odpowiedziała, więc powoli pochyliłem się nad nią.
Nie ruszyła się, więc potraktowałem to jako zachętę.
Kiedy nasze wargi się spotkały powoli zaczęłam kierować pocałunkiem, ale nie trwało to długo, kiedy poczułem coś dziwnego, po czym zostałem oderwany od Choi i wylądowałem na plecach na łóżku. Było to tak jakby niewidzialna siła złapała mnie i pociągnęła do siebie.
– C-co to b-było? – zapytałem przerażony.
– Kang! – zawołała Choi, kiedy się podnosiłem.
Kang? Kim Kang Kyun? Co on tu do cholery robi? Po co? I dlaczego w takiej chwili!?
Podniosłem się błyskawicznie i stanąłem między nim, a Choi.
– Shin, co on do cholery jasnej robił z tobą!? – wrzasnął czerwonowłosy.
– Ja się pytam co się stało, że byłem tam – wskazałem okno – jestem tu – łóżko – a ty tam – tutaj na drzwi – a coś odepchnęło mnie od Choi? – powiedziałem.
– Dlaczego ją do cholery całowałeś!? – wrzasnął Kang i ruszył do mnie, a ja podciągnąłem rękawy, gotowy do bitwy, ale Choi przebiegła pokój i kładąc dłonie na torsie czerwonowłosego zaczęła go powstrzymywać, żeby do mnie nie podszedł.
Zabolało mnie to, że nie do mnie podeszła.
– Powiecie mi co się stało, że wylądowałem na łóżku? – zapytałem. Były to dobre trzy metry od okna. – To nie było żadne z was, ani też ja, więc…
Kang westchnął, a Choi spuściła głowę.
– Powiedz mu – odezwał się nagle Kang, przerywając ciszę jaka zapadła po tym jak zamilkłem.
– Co? – zdziwiła się Choi, podrywając głowę i opuszczając ręce.
– Powiedz mu o nas.
– N-nas…!? – zawołałem.
– Nie w takim sensie jak myślisz, idioto – mruknął niezadowolony Kang.
Zacząłem mruczeć pod nosem przekleństwa, ale nie wypowiedziałem ich głośniej, bo w końcu wczoraj przeze mnie goniły ich chmary fanek. Choi niestety też.
– O-o nas!? – zawołała Choi z niedowierzaniem. – A przysięga! Nie wolno nam…
– Mnie nie wolno, Shin. To ja składałem przysięgę, ciebie dopiero to czeka.
Przysięga? O co im chodzi?
Choi odwróciła się do mnie, ale jej wzrok był wbity w podłogę.
– Jaka przysięga? – zapytałem w końcu.
– Ale jak mnie o coś oskarżą to, powiem, że ty mnie namawiałeś – powiedziała, zerkając na moment do tyłu, po czym odetchnęła i spojrzała na mnie.
– Powiemy, że sam to odkrył – stwierdził Kang, krzyżując ramiona na piersi.
– Kłamca – mruknęła Choi, ale tamten udał, że nie słyszał i tylko przewrócił oczami. – Yung Kyu Dong, musisz mi przysiąc, że to co teraz usłyszysz pozostanie w tym pokoju i nikt się o tym od ciebie nie dowie.
– Dla ciebie wszystko – powiedziałem z mimowolnym uśmiechem.
– Och, błagam – powiedział Kang i odwrócił się do nas tyłem mamrocząc coś.
– Kang każe mi powiedzieć, że ja…
– Ja ci nic nie każę – burknął tamten.
– Że ja i on nie jesteśmy zwykłymi ludźmi. Yun i Joong też nie.
– Co masz na myśli?
Spojrzałem na nią marząc brwi. Wtedy podeszła do Kanga i złapała go za ręce, a po chwili tańczyli walca.
– Co wy…
Wtedy w pokoju Choi ni skąd ni zowąd pojawili się męska wersja Choi, czyli Akai, Yun i Kang, którzy grali na tamburynach i śpiewali cygańskie piosenki…
Usiadłem na moim łóżku i odetchnąłem głęboko.
– To tylko sen – mruknąłem i spojrzałem na drzwi balkonowe. – Tak jak żółte oczy Yu Rin i jej długi wężowy język.
Odetchnąłem i położyłem się żeby znów zasnąć.

*

Kang wszedł do domu bez pukania i bez żadnych ceregieli podszedł do mnie, kiedy stałam w kuchni szykując sobie śniadanie.
– Shin! – zawołał.
Odwróciłam się zaskoczona, kiedy Kang podszedł do mnie błyskawicznie. Wykonał dziwny gest, coś jakby chciał mnie przyciągnąć do siebie i objąć mnie, ale zatrzymał się w pół ruchu. Na moment zamarł, po czym cofnął się o krok.
– Kang? Jak ty tu…?
– Drzwi były otwarte – wytłumaczył.
– Naprawdę? – zdziwiłam się. – Nie przypominam sobie, że otwierałam drzwi. Użyłeś magii – stwierdziłam po chwili.
– Cóż za spostrzeżenie – powiedział z kpiną.
– Przecież otwieranie drzwi za pomocą magii jest niepochwalane – zauważyłam. – Świadczy to o lenistwie związanym z brakiem chęci podejścia do drzwi.
– Nie w przypadku, gdy osoba za tymi drzwiami jest chora – stwierdził i usiadł przy stole.
– Jak widać nie jestem chora – burknęłam.
Postawiłam na stole naprzeciw Kanga miseczkę z ramen z pudełka, które przywiózł mi Aki, kiedy przyjechał udawać mojego ojca.
– Właśnie to przyszedłem sprawdzić.
– Już sprawdziłeś to sobie idź – powiedziałam.
– Nie poczęstujesz mnie tym czymś? – zapytał.
– To coś to ramen z Japonii, w której ty nigdy nie byłeś i którego nigdy nie jadłeś, a wiem, że nie lubisz takiego jedzenia jak ramen z kubełka.
– Przeraża mnie twoja wiedza o mnie – powiedział, kiedy brałam pałeczki z pojemniczka obok zlewu.
– Każda twoja fanka wie o tobie minimum tyle co ja – burknęłam i usiadłam przy stole. Złożyłam ręce ze sobą jak do modlitwy trzymając między nimi stalowe pałeczki. – Itadakimasu – powiedziałam smacznego po japońsku. Oczywiste jest, że Kang nic nie zrozumiał.
Nie zwracałam uwagi na to, że wstał od stołu. Dopiero, kiedy  druga para pałeczek zanurzyła się w mojej misce z ramen zdałam sobie sprawę co Kang tak właściwie zamierza zrobić.
Z pomiędzy moich warg wystawał i wisiał długi makaron, kiedy nachylałam się nad miską, a jego końce znajdowały się w wywarze w misce. Kang zawinął pałeczki na makaronie i po chwili wsadził je do ust. Niektóre z nitek makaronu które on złapał łączyły się z tymi moimi, kiedy zaczął wciągać makaron przybliżając się swoje usta do moich zamarłam. Nasze usta były coraz bliżej, a Kang patrzył mi w oczy, przy samym końcu jednak, kiedy nadal się nie poruszałam przegryzł makaron i odsunął się, głośno wybuchając śmiechem.
Coś w jego zachowaniu nie pasowało mi do zachowania zwykłego nastolatka wychowanego w Korei Południowej. Możliwe, że takie zachowanie przejął od innych magicznych istot z Ignis. W końcu do szkoły potworów chodzą magiczni z całej Ziemi.
– Ty naprawdę znów myślałaś, że chcę cię pocałować. – To nie było pytanie. Najgorsze możliwe stwierdzenie prawdy.
– Wcale nie – powiedziałam z mocą. – Chciałam zobaczyć, czy potrafiłbyś mnie pocałować – dodałam jak najbardziej przekonująco.
– C-co? – Zająkał się ledwie słusznie.
– Pozwalam ci to zrobić, ale czy się odważysz? – zapytałam.
– Zrobiłbym to, gdyby…
– Tak? – zachęciłam go.
Zaczął się wiercić na krześle, ale przestał czując na sobie mój wzrok. Spojrzał na mnie, a po chwili w bok, unikając mojego spojrzenia.
– Zrobiłbym to, gdyby nie ktoś inny, kogo mam na oku – powiedział znów przybierając maskę chytrego uśmieszku na twarz.
Zabolało. I to mocno.
– Och – tylko tyle zdołałam wydusić.
Po śniadaniu wzięliśmy ze sobą wodę i poszliśmy na tył domu, żeby potrenować panowanie nad żywiołami. Nadal byłam w tym beznadziejna, a woda zamarzała w bezkształtne bryły lodu.
– Ugh! – warknęłam uderzając pięści o stół, a woda w misce zatrzęsła się, w momencie, kiedy Kang ją rozmroził. – Dlaczego mi to nie wychodzi!?
– Cierpliwości – powiedział czerwonowłosy. – Mamy dużo czasu zanim pójdziesz do szkoły, opanujesz to.
– Ale kiedy, Kang? Zostało mi tylko pół roku, a ja nic nie potrafię.
– Jak to nic? Twoja kontrola nad mocą była tak doskonała już po kilku dniach, że twoja uwalniająca się moc nie zaatakowała cię. Do tej pory było tak tylko w jednym przypadku, dziewczyny z USA z mojego rocznika.
Kąciki jego ust zadrgały w uśmiechu pełnym zadowolenia i podziwu.
To już wiemy w kim się kocha mały Kanguś – pomyślałam. – Tylko trzeba ją jeszcze odnaleźć. Ale to za pół roku, w szkole.
Przyznam, że smutno mi się zrobiło, kiedy pomyślałam o tym. Wizja Kanga z jaką dziewczyną u boku, inną niż ja przerażała mnie. Przed moimi oczami ukazała się wizja Kanga w białym garniturze i amerykańska dziewczyna w długiej pięknej liliowej sukni i z włosami ułożonymi jak królewna. Stali razem boso na plaży, a woda obmywała im stopy. Trzymali się za ręce i uśmiechali do siebie, kiedy za nimi na horyzoncie słońce wpadało do wody.
– Ekhem – Z zamyślenia wyrwał mnie głos Kanga.
– Mówiłeś coś? – zapytałam zaskoczona.
– Jeszcze nie.
Zaśmiałam się zmieszana.
– Przepraszam, już słucham – powiedziałam skruszona.
– Idź wylej tę wodę i wróć tutaj, potrenujemy ukrywanie aury.
Rozpromieniłam się i błyskawicznie wstałam od stołu. Z miską pobiegłam do kuchni, ale po drodze rozlałam połowę jej na podłodze w korytarzu i kuchni.
– Ups – mruknęłam i zaśmiałam się, bo skarpetką wdepnęłam w jedną w kropel na podłodze.
Zaśmiałam się i wstawiłam miskę z resztką wody do zlewozmywaka.
– No woda, masz się mnie słuchać, więc chodź ładnie do mnie – powiedziałam wlepiając wzrok w mokre plamy na podłodze. – Ha! – zwołałam uradowana, kiedy po podłodze zaczęły pełznąć kropelki wody, zbierając się w kałużę, po czym wystrzeliła w słup wody i zataczając łuk w powietrzu wpadła do zlewozmywaka, zamarzając zanim całkowicie opadła.
Podłoga, a nawet moja skarpetka były już suche.
– Kang, nie uwierzysz co właśnie zrobiłam! – zawołałam wybiegając na werandę z tyłu domu.
Wsadziłam nogi w klapki i wyszłam do ogrodu. Kanga nie było przy stole. Spojrzałam dalej i zamarłam z przerażenia. Na środku ogrodu stał Kang, a przed nim ogromne zwierze. Było dość dziwne i nie potrafiłam go nazwać. Miało głowę lwa, ciało orła i ogon węża, który był owinięty wokół szyi Kanga.
Kiedy odzyskałam panowanie nad ciałem i umysłem wrzasnęłam głośno.
Czarne ślepia potwora zwróciły się na mnie. Mimo tego lodowatego spojrzenia, ruszyłam do przodu, wtedy ogon na szyi Kang rozluźnił się, a czerwonowłosy opadł na kolana, ledwie łapiąc oddech. Ogon bestii śmignął mi przed oczami, wtedy poczułam ból w klatce piersiowej i nie mogąc się ruszyć poddałam się sile ciosu, a ta wyrzuciła mnie w tył.
Gdy przekręciłam głowę, żeby spojrzeć na monstrum, zobaczyłam, że to coś złapało właśnie Kanga swoimi orlimi szponami i rozłożyło ogromne pierzaste skrzydła i zaczęło nimi machać. Po chwili stwór z nieprzytomnym Kangiem wzlecieli w powietrze, a wężowa głowa na końcu ogona bestii zasyczała na mnie.
Uderzyłam pięścią w drewniany podest werandy i podniosłam się, nie zważając na ból żeber i mostka. Poderwałam się na nogi i wyszłam na  środek ogrodu, gdzie wciąż unosił się stwór.
– Nie! – wrzasnęłam i uniosłam ręce, a z moich palców wystrzeliły płatki śniegu i powędrowały do stwora, lecąc do niego szybko. Śnieg zamroził część pyska, grzywy i szyi potwora. Zasyczał i nieco opadł, ale po chwili z jego pyska wydobył się lwi ryk, a za nim strumień ognia, który powędrował zaraz do mnie.
Pisnęłam z przerażenia i skuliłam się, ale ogień mnie nie dosięgnął. Po chwili otworzyłam oczy i wyprostowałam się, ale głową uderzyłam w coś twardego.
– Auu – mruknęłam i schyliłam się, po czym zerknęłam w górę.
Nade mną znajdowała się kopuła z lodu, przeźroczysta, zimna i gruba. Bariera wokół mnie tworzyła tylko jedną ściankę i górę, więc mogłam wyjść spod niej. Na szczęście udało mi się zobaczyć w którym kierunku odleciał stwór, który zabrał Kanga.
– K-kang – szepnęłam płaczliwym głosem.
W trawie, zaraz obok mojej lodowej bariery stwór wypalił w trawie jakieś litery, ale nie potrafiłam ich odczytać.
W roztargnieniu złapałam za kryształ na szyi i teleportowałam się do domu Fallen Angels.

*

– Na Syriusza! – wrzasnęłam, kiedy w salonie z nikąd pokazał… pokazała się? Pokazała się Shin Hye. – Co ty tu robisz, do cholery jasnej!?
Zerwałam się z kanapy i podeszłam do dziewczyny. Dopiero zbliżywszy się do niej zobaczyłam w jakim jest stanie. Jej ubranie i włosy były potargane, była roztrzęsiona, a po jej policzkach strużkami spływały łzy i zbierając się na brodzie kapały na jej bluzkę.
– Co się stało? – zapytałam, łapiąc ją za ramiona. – Shin?
– K-kang… – ledwie wydusiła przez łzy.
– Właśnie, gdzie on jest? – zapytałam..
– Co się dzieje? – zapytał Joong, pokazując się na schodach prowadzących do sypialni. – Shin Hye, co ty tu robisz w tym stroju?
– Joong! – zawołałam. – Podaj jej coś na uspokojenie.
– Co? – zapytał bezmyślnie, ale po chwili pobiegł do kuchni i zaraz wrócił ze szklanką fioletowego płynu. – Shin, wypij to – powiedział i podał jej szklankę, ale on o mało co nie wypuściła naczynia z rąk.
Sięgnęłam po szklankę i przyłożyłam ją do ust dziewczyny. Natychmiast zaczęła pić.
– Już lepiej? – zapytał Joong, kiedy oddałam mu już pustą szklankę.
Pokiwała głową.
– A teraz powoli opowiedz nam co się stało – nakazał.
– A Yun? – zapytała z przerażeniem.
Nie dając nam szansy odpowiedzieć złapała za niewidzialny dla nas w tej chwili żółty kryształ i zniknęła. Po kilkunastu minutach zeszła po schodach, ale już jako Akai. W włosach Ulzzang i męskich ciuchach.
Wtedy usiadła na kanapie i zaczęła swoją opowieść.
– Miało głowę i przednie łapy lwa, ciało orła z wielkimi pierzastymi złotymi skrzydłami i śliski wzorzysty ogon zakończony głową węża – zakończyła.
– Chcesz powiedzieć, że Kanga porwała Chimera? – zapytałam z niedowierzaniem.
– Ch-himera? – wydusiła. – M-myślałam, że one mają ciało k-kozy.
– To zależy – powiedział Joong. – W mitologii tak, ale też nasuwa się pytanie jakie jest wierzenie? W naszych czasach jest to lew, orzeł i wąż.
– Nie gadajmy już! – zawołała Akai. – Musimy ratować Kanga! Powiadomić Albę! Zebrać armię i… i…
– Akai, uspokój się – powiedziałam łagodnie. – Nie musimy powiadamiać Bogini Światła, ona już zapewne o tym wie. – Ze schodów właśnie zszedł zaspany Yun, a z ogrodu z basenem przyszedł Jeremy. – A nasza czwórka wystarczy, żeby go odbić.
– Cz-czwórka? – zdziwiłam się.
– Tak, czwórka – wtrącił Joong. – Ja, Kimiko, Jeremy i Yun. Dobrze, że Shin Hye nas powiadomiła. Możliwe, że ją też zabierzemy.
– O-oh – mruknęła udając niezadowolenie. Zrozumiała. – Ale dlaczego ja mam tu zostać? – zapytała.
– Gdyby prezes przyszedł i chciał nas ochrzanić, że wczoraj związaliśmy go i uciekliśmy z domu, bez jego zgody – wtrącił Jeremy. – Ale o czym tak właściwie mówimy?
– Z tego co powiedziała nam Choi Shin Hye to Kanga porwała Chimera – powiedziałam.
– Co!? – wrzasnął Jeremy.
– A już myślałem, że coś gorszego – mruknął Yun i przeciągnął się, a jego biała szeroka bokserka od piżamy uniosła się ukazując zarys jego umięśnionego brzucha. – Co na śniadanie?
– Yun! – wrzasnęliśmy.
– No co? – zapytał wzruszając ramionami.
Akai zerwała się z kanapy.
– Jak możesz tak mówić!? – wrzasnęła na Yuna. – Kang to twój przyjaciel. Jesteście razem w zespole od dwóch lat, chodzicie do jednej szkoły, nawet mieszkacie razem! A ty!? Ty…! Ty…?
Wtedy opadła na kanapę i zakryła twarz dłońmi.
– Przepraszam, Zu – powiedział zaskoczony blondyn. – Ja tylko żartowałem. A Kang jest bardzo silnym Magiem, nie da się pokonać jednej Chimerze.
Akai cicho szlochała, co było dziwne jak na chłopaka, którego właśnie udawała. Klepnęłam ją mocno w plecy. – Nie martw się, damy sobie radę.
Szybko się wyprostowała i odjęła dłonie od twarzy.
– No właśnie, a teraz czas na zbroję – powiedział Joong.
– Zbroję? – powtórzyła, ocierając oczy.
– Zbroję – powiedziałam z zadowoleniem. – Idziemy do garderoby.
Zerwałam się z kanapy i trzymając Akai za rękę, pognałam w stronę mojego celu, ciągnąc ją za sobą.
W garderobie, Joong otworzył tajną ‘szafę’ do której dostęp mają tylko on, Yun i Kang, bo działają na ich siatkówkę oka, jedyne czego nie da się magicznie podrobić. Każdy z nas dostał białą pelerynę z kapturem sięgającą ziemi, wzmacnianą wyciągiem z czarnych róż, który sprawia, że materiał jest tak wytrzymały, że nie da się go przebić, dzięki czemu nie da się ranić osoby, która się nim zakryje. Ze starcia wynosi się tylko drobne siniaki.
– Moim zdaniem Akai też powinien iść – powiedziałam, kiedy chłopcy przypinali sobie peleryny do ubrania.
Gdy wszyscy już dostali swoją pelerynę i Joong miał zamykać sejf, wpadłam na pewien szalony pomysł.
– Yun, wiesz co? – zaczęłam.
– Hmm? – mruknął zakładając swoją pelerynę.
– Jeremy ma w pokoju sporo broni magicznej, mógłbyś pójść do niego i nam trochę przynieść? – zapytałam, nie zważając na protesty niebieskowłosego.
– Że co? – zapytał jeszcze spokojnie.
– I mogę sobie poszperać? – zapytał podekscytowany Yun, zamierając w pół ruchu, przypinając sobie pelerynę.
– A jak inaczej znajdziesz to czego szukasz? – prychnęłam.
– Jupi jej! – zawołał i uciekł z garderoby.
– Dlaczego przepraszam ja cię bardzo pozwoliłaś mu iść do mojego pokoju? – zapytał wściekły Jeremy. – Przecież on tam narobi…
– Chciałam, żeby wyszedł z pomieszczenia, gdzie jest Akai, w końcu nie wie kim on jest, tak?
– A więc to miałaś na myśli mówiąc o Akai – powiedział Joong, odrzucając już przypiętą białą pelerynę z ramion do tyłu.
– Ale co? – zapytali równocześnie Akai i Jeremy.
– Zaraz zobaczycie, tylko muszę znaleźć coś do tego odpowiedniego.
Zaczęłam szperać w części garderoby przeznaczonej rzeczom Akai. Ze szklanego stojaka na biżuterię ułamałam jedną z rączek i zabrałam cienki srebrny łańcuszek.
– Dobra Shin, potrzebuję trochę twojej krwi – powiedziałam. – Joong zajmiesz się tym?
– Jasne.
– Jeremy, zrobisz krwawy kryształ, bo ja nie potrafię go dobrze uformować – nakazałam.
– Wiesz, że to jest zakazane? – zapytał, ale wziął ode mnie kawałek szkła i wisiorek. Po chwili szklana laseczka uniosła się w górę nad dłonią Jeremyego i zaczęła się rozgrzewać, a następnie zmieniać kształt w kulę.
– Ale po co ci moja krew? – zapytała Akai.
Joong złapał dłoń dziewczyny i swoją magią przeciął jej wewnętrzną stronę. Wtedy ona syknęła, ale się nie skrzywiła, tylko zamknęła oczy i odwróciła wzrok. Jeremy lewitował rozgrzane szkoło do jej dłoni i zbliżył je do krwi. Wtedy Joong zamknął jej palce, a kiedy je otworzył, na jej dłoni spoczywała mała płaska czerwona łezka. Była nieprzeźroczysta, więc można było poznać, że w szkle zatopiono krew. Po ranie nie było śladu. Jeremy zbliżył srebrny wisiorek do węższej strony krwawej łezki i topiąc ogniwa przymocował ją do niego. Właśnie tak powstała krwawa łza z krwi Choi Shin Hye.

czwartek, 23 października 2014

Rozdział 30.

Jak obiecałam, notka jest w czwartek. Nie rospisuję się dużo, bo pracuję jeszcze nad nowym opo Phantom i fanfickiem o B.A.P (tak jakby) na prośbę "narzeczonej" Banga xD
A dziś jest 18 mojej przyjaciółki!!! Najlepszego mendo, ty El Danielska!!!
Enjoy ;)


Zdążyłam się przebrać i schować rzeczy Akai dokładnie gdy czerwone nowe porsche Kanga zatrzymało się wzdłuż chodnika przed moim domem.
Słońce nie zaszło jeszcze całkowicie, ale w domu już zrobiło się ciemno.
Wzięłam szczotkę i tapirowałam nią sobie lekko włosy, żeby uzyskać efekt ‘dopiero wyszłam z łóżka’. Pościel zmiętoliłam i ułożyłam tak, jakbym właśnie wyszła z łóżka, ale po chwili zdecydowałam inaczej i z kołdrą na plecach zeszłam na dół, żeby odtworzyć drzwi, do których dobijali się Kang i Yun. Przed lustrem przy drzwiach potrenowałam zaspane spojrzenie i dopiero wtedy przekręciłam klucz.
– Shin Hye! – zwołał Kang.
– C-co? – mruknęłam i udałam ziewnięcie.
– Jak dobrze, że jesteś! – zawołał i rzucił się na mnie, tuląc do siebie.
Patrzyłam zaskoczona pond jego ramieniem na coś ponad głową stojącego tam Yuna. A na co? Nie mam zielonego pojęcia.
– A gdzie miałabym być? – wyjąkałam w końcu.
Chłopaki wpakowali się do środka. Kang już mnie puścił, a Yun przyłożył mi dłoń do czoła.
– Masz gorączkę – stwierdził.
– Nic nie mam – burknęłam idąc do salonu i szczelniej otulając się kołdrą. – Po co przyszliście? Mówiłam, że będę spała – dodała, kiedy siadałam na kanapie podkurczając nogi pod brodę.
– Kang się bał, że twoja moc wysadzi Seul – powiedział Yun.
– Moja moc jest spokojna i nic się z nią nie dzieje – powiedziałam.
– Po dwuch tygodniach powinnaś się z nią zmierzyć, a minęło już…
– Prawie dwadzieścia dni, wiem – przerwałam mu.
– Twoja choroba może być wynikiem zbliżającego się ataku mocy – powiedział.
Oboje z Yunem stali na środku salonu. Dzielił nas tylko stolik do kawy.
– Już mi lepiej, nie wymiotuję, nic mnie nie boli. Zrobiłam sobie herbaty z miodem i cytryną i spam sobie w ciepełku i już mi jest dobrze… Byłoby gdybyście nie przerwali mi snu – powiedziałam naburmuszona.
Mam nadzieję, że moja sztuka nie zostanie przerwana kiedy nie trzeba. Ona musi trwać. Jak na razie, dopóty dopóki ktoś nie odkryje mojej tajemnicy. Może to jednak nastąpić już niedługo, bo poza tymi, którym powiedziałam ja i Yung to już trzy osoby wiedzą. Kimiko, Joong i teraz Jeremy.
– Naprawdę? – zapytał zatroskany Yun.
– Przecież nie kłamię – mruknęłam. – Nie chcę was wyganiać, ale chyba nie uciekliście z klubu? – zapytałam. W końcu urodziny Yuna miały wyglądać inaczej.
– Nie, siedzieliśmy w domu, bo moi rodzice zabronili mi robić dużą imprezę.
– Szkoda – powiedziałam ze smutkiem.
– A mnie nie. Świetnie się bawimy w szóstkę w domu. Teraz robimy turniej Need for Speed i będzie finałowa runda między mną a Kimiko – powiedział ożywiony siadając na kanapie obok mnie.
Kang zaczął przeglądać gazety rozrzucone na stoliku.
– Doprawdy? Kto wygra?
– Pewnie ona. Ostatnio nigdy nie mogę jej ograć. A może skoro czujesz się już dobrze to pojechałabyś z nami, co? Kang później by cię odwiózł, albo mogłabyś spać u Mi Ko…
– Co to ma do cholery jasnej być!? – wrzasnął nagle Kang, rzucając nam pod nogi jakąś gazetę.
Na pierwszej stronie widniało moje i Yuna zdjęcie zrobione przed szpitalem w dzień w którym Kang obudził się po swoim wypadku samochodowym.
– Kurde, a schowaliśmy przed nim każdy egzemplarz z tym zdjęciem – mruknął Yun do mnie.
– Chcecie mi powiedzieć, że wyszliście wtedy ze szpitala głównym wejściem!? – znów wrzasnął. – Co z was za skończone głupki. Shi Ho ledwo udaje się odkręcić to całe zamieszanie z tym pierwszym zdjęciem, a teraz to!? Przecież oni już nie uwierzą, że ja nikogo nie mam! A jeszcze teraz… Cholera!
Podszedł błyskawicznie do okna i lekko odchylając firankę spojrzał przed dom.
– Co się stało? – zapytaliśmy równocześnie z Yunem.
– Wziąłem porsche – oznajmił, ale nie dotarło do mnie o co chodzi. – Ludzie już wiedzą, że je mam – dodał, spoglądając na nasze tępe miny. – Cofam to, ja też jestem kretynem.
– Może udawajcie, że jesteście parą? – zaproponował Yun.
– Hee!? – wrzasnęliśmy oboje z Kangiem.
Niechcący przypomniałam sobie, jak Kang nabijał się ze mnie, że niby chciał mnie pocałować. Nie podobało mi się to. Gdyby paparazzi chcieli mnie zobaczyć i nasze czułości, to co wtedy? Nie dałabym rady, a mama by mnie zabiła.
– Nie ma mowy – powiedzieliśmy równocześnie z Kangiem po dłuższej chwili ciszy.
– Wy się nawet ze sobą idealnie zgadzacie, więc czemu nie? – zapytał blondyn.
– Bo to burak.
– Bo to dziecko – powiedział Kang w tym samym momencie co ja.
Prychnęłam.
Kang warknął.
– Ja was nie rozumiem – mruknął Yun.
– Jedziemy do domu – powiedział Kang. – Rusz się.
Po chwili zniknął w korytarzu przy drzwiach.
– Nie przejmuj się nim, nie jesteś dzieckiem – powiedział Yun. – I masz rację, on jest burakiem.
– Yun, czy ty chcesz iść do domu pieszo? – zapytał Kang.
– Dziś są moje urodziny, ja wydaję rozkazy, a teraz chcę się czuć jak książę wożony czerwonym porsche.
– Ha ha, już się palę, żeby cię wozić – zironizował Kang. – Rusz się.
– Do zobaczenia! – zawołał Yun, a po chwili wyszli z domu.
Zamknęłam za nimi drzwi i pognałam na górę.
– Zadzwoń, jak tylko zaparkują przed domem – powiedziałam do Joonga, kiedy tylko odebrał ode mnie telefon.
~ Oczywiście.

*

Rozmawialiśmy wciąż o Shin Hye, kiedy telefon Joonga zadzwonił.
– Akai Zu Mi? ... Oczywiście – zakończył i rozłączył się.
– Już jadą? – zdziwiłam się.
– Tak.
– Coś chyba się musiało stać, skoro tak szybko wracają – powiedział Jeremy.
– Gorzej jak się dowiedział o tym zdjęciu z przed szpitala – zauważyłam.
– Racja.
Po piętnastu minutach, które spędziliśmy na dworze, w końcu usłyszeliśmy mruczenie silnika porsche, a po chwili jego światła padające na pogrążającą się w cieniu ulicę. Wtedy Joong wyciągnął telefon i zdzwonił.
– Już są prawie na miejscu, my jesteśmy na w ogrodzie przed domem – powiedział i się rozłączył.
Po chwili po schodach prowadzących do domu, przybiegła do nas Shin Hye.
– Czemu nie wróciłaś od razu? – zapytałam.
– Bałam się, że wróci do mnie – szepnęła. – No i rozmawiałam z mamą przez telefon.
– A wy co tak ty sterczycie? – zapytał Kang, kiedy wspięli się z Yunem z podjazdu po schodach.
– Czekamy na Yuna – powiedziałam. – Turniej się nie skończył!
Yun wyminął wszystkich i wbiegł do domu.
– I co z tą twoją? – zapytałam szturchając Kanga w bok, kiedy Akai, Joong i Jeremy również zniknęli w domu. – Coś się stało?
– Wiedziałaś o tym zdjęciu zrobionym Yunowi i Shin przed szpitalem, prawda? – zapytał ignorując moje pytanie.
– Nie wiem o czym mówisz – powiedziałam i uciekłam do domu. – Strzeżcie się, wściekły Kang idzie! – zawołałam wbiegając do salonu. Schowałam się z Jeremim, bo tylko on był niewzruszony na humor Kanga.
– Wszyscy wiedzieliście o tym zdjęciu sprzed szpitala, prawda? – zapytał Kang wchodząc z mną do salonu.
Nikt się nie odezwał.
– Ludzie ja się tylko pytam, okej?
– No wiedzieliśmy, i co? – zapytał Jeremy.
– Ciebie nie pytam – burknął Kang do niebieskowłosego.
– Tak, wiedzieliśmy – powiedział Yun.
On był naszą barierą oddzielającą nas od Kanga. My we czworo staliśmy przy kanapie, a blondyn siedział na podłodze i bawił się joystickiem.
– Po prostu matka Shin będzie wściekła jak się dowie – powiedział. – Ta kobieta nie jest silnym magiem, ale i tak jest się czego bać.
Ukradkiem spojrzałam na Akai. Była trochę zmieszana.
Chyba już wiem o czym rozmawiała z mamą, kiedy jej z nami nie było. Pewnie przez to, że udaje Akai to nie rozmawia z nią zbyt często. Musi jej być smutno z tego powodu. Ja co prawda nie znam swojej biologicznej matki, ale odczułam to kiedy matka Kanga oddała życie, żeby nas chronić te kilka miesięcy temu.
– U Shin mówiłeś co innego – zauważył Yun.
– Po prostu mogliście mi powiedzieć jak byłem w szpitalu, wtedy by się to jakoś odkręciło, ale teraz już jest za późno.
– Damy radę! – zawołałam. – Niech myślą, że… Albo nie, nie powiem tego. Yun!?
– Już włączyłem, chodź!
Wszyscy rozsiedli się na kanapie i fotelach, a my rozpoczęliśmy swój rundę finałową. Nasze starcie przebiegło tak jak zwykle. Yun i ja szliśmy łeb w łeb, chwilę później to on prowadził, nawet z dużą przewagą. Mijaliśmy mnóstwo zakrętów i samochodów, ale Yun i tak miał nade mną dużą przewagę. Na ostatniej prostej przed metą, jednak wszystko się zmieniło. Yunowi zostało dosłownie kilkanaście metrów, kiedy zboczył z drogi i wjechał w płot, ja nieświadoma z początku tego co zrobił pędziłam dalej, a kiedy się zatrzymałam byłam już z metą.
– Ty głupku! – wrzasnęłam żując joystickiem w podłogę i zrywając się przy tym na równe nogi. – Oszukiwałeś!
– Ja to bym się wściekał , gdyby to Yun wygrał – mrukną Kang.
– Zamknij się! – zawołałam strzepując rękę w jego stronę. Z moich palców posypały się sycąc białe iskry otoczone błękitną obwódką. – Yun, ty się chcesz pozbyć kilku swoich rzeczy czy mi się zdaje!? Czemu, żeś zjechał, co? Przegrałeś naumyślnie!
– Palec mi się omsknął – powiedział wzruszając ramionami.
– Najpierw Akai, teraz ja! Aż tak nie lubisz swoich słuchawek? – zapytałam zakładając ręce na piersi i spoglądając na niego z góry.
– Ale ja wygrałem uczciwie – wtrąciła Akai.
– Zamknij się.
– M-moje słuchawki? – zająkał się Yun.
– Tak – powiedziałam zadowolona. – Te które robiłeś na zamówienie na Ignis. Białe z napisem Fallen Angels. Człowieku, one mają tak dobry dźwięk i tak czysty, że… – Westchnęłam z zadowoleniem, bo za bardzo się rozmarzyłam. – Nie ważne, słuchowi są moje.
– Wiesz ile ja na nie zbierałem!? – zawołał również wstając. – Dlatego ja takich nie zamawiałam, bo mnie nie stać.
– Nie? – zdziwiła się Akai.
– Na Ignis funkcjonuje inny rodzaj pieniędzy – wytłumaczył Joong. – A Ziemskich nie można wymieniać na te Ignis. Z kolei te Ignis można wymieniać na Ziemskie. Jeden kryształ kosztuje dziesięć dolarów.
– Wow – mruknęła. – A ile to będzie won?
– Jakoś około dziesięć i pół tysiąca.
Jej oczy dosłownie zaczęły błyszczeć. Nie dziwię się. Opowiadała mi, że nigdy nie miła wielu pieniędzy i tych co miała nigdy nie starczało na nic większego.
– To co teraz robimy? – zapytałam uradowana.
– One kosztowały dwieście tysięcy kryształów – mruknął Yun opadając na kolana.
– Skoro dwieście tysięcy to razy dziesięć, to jest 2 miliony dolarów? – zapytała Akai licząc na palcach.
– Tak – powiedziałam zniecierpliwiona. – Możemy już nie gadać o pieniądzach?
– To ile to by było na nasze, Joong?
– Nie mam pojęcia. Z pewności dużo.
– Ponad dwieście milionów, to logiczne – powiedział Jeremy. – Kilka zer wystarczy dodać.
Akai dosłownie szczęka opadła.
– Ale pamiętaj, że kryształy można wymienić tylko w nagłych wypadkach, więc nawet gdybyś dostał się na tę planetę i dostał własny licznik to i tak nie pozwolono by ci wymienić pieniędzy – powiedział Kang.
– A właśnie! – zawołałam. – Ile masz?
Podbiegłam do niego i złapałam za nadgarstek lewej ręki.
– Jesteśmy na Ziemi, nie zobaczysz – powiedział święcie przekonany, ale ja potrafię to sprawdzić.
– No i co, Vanessa pokazała mi jak to tu sprawdzić.
Skierowałam strumień swojej mocy na nadgarstek Kanga i wykonałam tak nazwane przez Vanessę pchnięcie mocy. Polega ono na skumulowaniu krążącej po ciele magii na wewnętrznej stronie dłoni i wyparciu jej na licznik, który w tej chwili jest niewidzialny. Po chwili jednak udało się go zobaczyć. Na przedramieniu Kanga pokazały się błyszczące błękitne liczby. Było ich…
– Tylko trzy tysiące sześćset? – mruknęłam. – To nawet ja mam więcej.
Mruknął coś niezadowolony.
– Wiem już co możemy robić! – zawołał Yun i wyłączył grę, a po chwili wymienił j na inną. – Moje super tajne przenośne domowe karaoke! – wrzasnął Yun.
– O nie… – mruknęli wszyscy niezadowoleni.
Yun specjalnie wybierał dyscypliny, w których on jest najlepszy. Co prawda poza Jeremym to każdy z nas śpiewa, no ale karaoke Yuna polega na angielskich tekstach. A on jest w nich najlepszy, mimo że najgorzej z nas włada tym językiem i nie zawsze rozumie teksty piosenek.
– Fajnie – powiedziała Akai zaraz po nas łącząc opuszki palców.
Kang i Joong siedzieli najbliżej niego, ja klęczałam przy Kangu wciąż trzymając jego nadgarstek, którego liczby już zniknęły, a Jeremy trochę dalej. Wszyscy poza Yunem spojrzeliśmy na nową jak na debila.
Także zaczęło się od Adele, poprzez Biebera i One Direction, a skończywszy na Demi Lovato, czyli jednym słowem same gówno, z przeproszeniem.
– Zmieniam zdanie, nie podoba mi się to – burknęła Akai opadając na poduchę fotel. – Nic nie rozumiem, nie potrafię nawet tego przeczytać – dodała wskazując na telewizor, przed którym Yun śpiewał Baby Biebera.
– Gdzieś ty się wychowywał, że angielskiego nie znasz? – zapytał go Kang, siadając w drugim fotelu, kiedy ja klękałam obok Akai.
– W Japonii – powiedziała bez namysłu.
Przecież Kang wie, że Shin mieszkała w Japonii, a to może naprowadzić go na odkrycie tajemnicy Akai. Nie chcę, żeby to się tak szybko skończyło.
– No tak, w CV widziałem.
Och, nie wiedziałam, że on wie…
– Dobra ludziska, mam dość Biebera, dawaj mikrofon! – zwołałam do Yuna.
Wstałam z podłogi i wyrwałam Yunowi pilota, po chwili wybrałam odpowiedni utwór.
– Teraz cisza, bo Kimiko będzie szalała.
Gdy tylko poleciła muzyka ja zaczęłam swój śpiew razem z nią.
Był to Bohemian Rapsody wykonania Queen.
Kiedy skończyłam, dostałam brawa, gwizdy i wołanie o jeszcze.
Nie znoszę chłopaków, ale potrafią mnie słuchać, kiedy śpiewam. Szkoda, że tylko kiedy śpiewam naprawdę chcą mnie słuchać.
Z tą piosenką jestem bardzo zżyta i nie wyobrażam sobie, gdyby mi jej zabrakło. Nie wiem czemu, ale zawsze mi się on śni wraz z kobietą, która to śpiewa. Jeszcze nie doszłam co to znaczy, ale kiedyś się tego dowiem. Nie rozumiem tylko dlaczego gdy jest ta śpiewająca kobieta, jest też Merguerde, której twarz wykrzywia dziwny grymas zadowolenia.

*

Po karaoke nadszedł czas na późną kolację, bo było już około jedenastej w nocy.
– Zgłodniałem – powiedział Yun, kiedy skończyliśmy śpiewać.
– Możemy zrobić Barbeq – powiedziałem. – Myślałem o tym ostatnio i zrobiłem niedawno potrzebne zakupy.
– To ja tu wydaję rozkazy i wpadam na pomysły co możemy robić! – zawołał Yun. – Widzisz, jak dobrze, że wpadłem na ten, Joong?
Zaśmiałem się cicho, kiedy zażartował, a po chwili inny mi zawtórowali.
– No co? – zapytał wzruszając ramionami.
– Akai, Mi Ko pomożecie mi z jedzeniem? Chłopaki weźcie wynieście stoły na dach. A ty Yun, rozkazuj nam kiedy będziemy to robić – powiedziałem do niego z uśmiechem, kiedy spojrzał na mnie spode łba.
– Pomogę wam – burknął.
Kiedy Kang i Jeremy zniknęli, zacząłem wyciągać z lodówki potrzebne na grill przekąski.
– Akai, pójdziesz na dach do chłopaków? – zapytałem. – Obawiam się, że Kang zaatakuje Jeremyego jak będą sami.
– A jak się wtrącę to i mnie zaatakuje – powiedziała. – Przecież on mnie takie… takiego nie znosi. Sam widziałeś.
– Takiego? – zdziwił się Yun. – Jakiego?
– Takiego jego, no i już – mruknęła Mi Ko grzebiąc po szufladach.
– Czego szukasz? – zapytałem kładąc na blacie przy kuchence tace z warzywami i schabem na szaszłyki i drugą z kiełbaskami.
– Wykałaczek do szaszłyków.
– Szaszłyki? – zapytał Yun. – W takim razie ja idę nosić krzesła. Nie lubię dotykać surowego mięsa.
Pomachał nam i pobiegł na górę.
– Jak zwykle – mruknęła, a ja otworzyłem jej szufladę, w której prędzej schowałem wykałaczki do szaszłyków. – O, dziękuję.
– Nie ma sprawy. Mi Ko, w lodówce jest mieszanka przypraw, podasz ją? – zapytałem.
Dziewczyny zaczęły obtaczać pokrojone kawałki schabu w mieszance przypraw i nabijać je na wykałaczki, razem z papryką, cebulą, pomidorami i kurczakiem również w przyprawach. Na te ostatnie Mi Ko się uparła. Ona ma słabość do kurczaka. Także każdy szaszłyk wyglądał inaczej. Gdybym ja je robił, pewnie wyglądałyby wszystkie tak samo.
Gdy one tworzyły swoje kolorowe dzieła, ja nacinałem kiełbaski w krzyżyki. Po jakichś dwudziestu minutach wszystko już było gotowe. Stoły, krzesła i grill stały na swoich miejscach na dachu, szaszłyki, kiełbaski, przekąski oraz napoje na stołach.
Ja zająłem się smażeniem, a inni siedzieli przy stole.
Kang i reszta złączyli dwa kwadratowe stoły w jeden i zaścielili go papierowym obrusem. Wokół ustawili sześć plastikowych ogrodowych krzeseł.
– Akai Zu Mi – powiedział nagle Kang, kiedy już zsiedli do stołu, a ja pilnowałem rozpalonego już przez Magów ognia na grillu. – Opowiedz nam coś o sobie.
– Hee? – zdziwiła się. – C-co mam opowiadać?
– O! O! Ja wiem! – zawołał Yun. – Powiedz czemu poszedłeś na nasz casting?
– Eem – mruknęła.
W sumie ja też byłem tego ciekawy. Chociaż troszkę inaczej niż tamci. J chciałem wiedzieć dlaczego Shin Hye wybrała się na casting jako chłopak.
– No właśnie, dobre pytanie – powiedziała Mi Ko.
Akai zgromił ją wzrokiem, a Mi Ko się uśmiechnęła. Kang patrzył nienawistnie na Akai, za tę wyminę spojrzeń z jego siostrą. Jeremy jeszcze godzinę temu też tak na nią patrzył, teraz się uśmiechał.
– No więc… No bo…
– Wykrztuś to z siebie – mruknął zniecierpliwiony Kang. – Chyba, że jest to związane z twoją tajemnicą, którą ma ktoś odkryć.
– Zostałem do tego zmuszony! – wypaliła.
Parsknąłem cichym śmiechem, ale na szczęście tłuszcz kapicy do ognia zagłuszył to.
– Jak to zmuszony? – zdziwiła się Mi Ko.
Wszyscy byli zaskoczeni, a mi chciało się śmiać.
Ciekawe czy to zmyśliła, czy naprawdę tak było?
– N-no bo… Moja znajoma była jedną z nielicznych, która słyszała jak śpiewam. No i było to ogłoszenie o castingu i, że poszukują magów, lub upadłych aniołów, ale ona tego nie widziała, no ale była ta informacja, więc kazała mi iść na casting, no i wpakowała mnie do taksówki i już nie miałem wyboru, musiałem iść. Chciałem się wykręcić, ale inni uczestnicy wepchnęli mnie wtedy do sali, no i prezes i w ogóle ta kamera… – Z każdym słowem coraz ciszej mówił.
– Poszedłeś na casting dla dziewczyny? – zapytał Yun podekscytowany. – Jaka jest? Ładniejsza od Kimiko?
– No ej! – zawołała fioletowowłosa.
– N-nie, nie jest ładniejsza od Kimiko – powiedziała Akai. – Nie znam ładniejszej dziewczyny od Kimiko – dodała po chwili, patrząc na Mi Ko z uśmiechem.
– A właśnie, że jest! – zawołał Yun. – Moja Shin jest najśliczniejsza na świecie!
– Hee!? – wrzasnęły dziewczyny.
Wyciągnął telefon z kieszeni i zaczął coś przeglądać.
– No mówię wam, przecież wszyscy ją widzieliście… – zamilkł w pół gestu, kiedy podawał Akai telefon. – A nie, Jeremy jej nie widział.
– Naprawdę? – mruknął Jeremy. Co prawda nie widział jej twarzy bez iluzji, ale znając jego będzie się spierał, że ją widział. Cały Dan. Prawie idealna kopia Kanga, jednak mniej nieuprzejma.
Podał Akai swój telefon, a po chwili ten zawędrował nawet do mnie.
Na wyświetlaczy znajdowało się zdjęcie, śpiącej na blacie szkolnej ławki Shin Hye. Ręce miała złożone na biurku, a głowę Oparą bokiem w miejscu gdzie się krzyżowały. Jej twarz była spokojna i nie wyrażała żadnych emocji. Nie dość, że na żywo i w stanie przytomności była śliczna, to śpiąc była już tak powalająca, że ciężko było od niej odwrócić wzrok.
Kiedy podałem telefon Kangowi wytrzeszczył oczy na to co zobaczył, a jego policzki oblały się rumieńcem. Nawet w słabym świetle niewielu lamp na balkonie, n którym siedzieliśmy dało się to zobaczyć. Po chwili wyciągnął z kieszeni swój telefon i chyba wysłał sobie to zdjęcie.
– Czemu robisz mojej podopiecznej takie zdjęcia? – zapytał Kang Yuna.
– Bo jest taka śliczna i słodka i w ogóle się chyba zakochałem! – zawołał ściskając swój telefon.
I Kang i Akai, oboje w tym samym czasie unieśli szklanki i oboje w zakrztusili pijąc. Mi Ko siedząca najbliżej Akai uderzyła go w plecy, a Yun pomógł Kangowi.
– Coś ty powiedział? – warknął Kang.
– Daj spokój, Kim Kang Kyun – powiedziałem. – Przecież wiesz, że Yun Jae kocha wszystko co jest słodkie i śliczne.
– Właśnie! – zawołał Yun. – Hyung (starszy brat, używane wyłącznie przez chłopaków (Oppa, tylko przez dziewczyny) dop. Aut.) ma rację! Ale ją najbardziej!
– Yun, nie pogrążaj się – mruknęła Mi Ko.
Kang mierzył Akai dziwnym spojrzeniem. Zastanawiał się zapewne, dlaczego ten również się zakrztusił słysząc słowa Yuna. Mnie zastanawiało dlaczego Kang się zakrztusił. Czyżby jemu Shin też się podobała? Wiem, że wszyscy doceniamy jej urodę, ale Kang zachowuję się dość dziwnie w stosunku do niej. Chociaż to pewnie dlatego, że jest jej opiekunem i musi dbać nie tylko o bezpieczeństwo i zadowolenie jej mocy i ciała, a również duszy.
– Hej Akai, bo widzieliśmy to twoje nagranie z castingu i wiesz co, moja Shin w dzień castingu poszła na randkę z Kyu – szybko zareagowałem i zakrzywiłem czas, zatrzymując w tej chwili tylko to co się działo w naszym domu i tu na balkonie, pozostawiając tylko Yuna i siebie w pełni świadomych zatrzymania. – ona była tak samo ubrana jak ty na tym nagraniu. Hej! Hyung co ty zrobiłeś!?
– Nie porównuj Shin z Akai, przy Kangu, bo wiesz jak on go nie lubi – powiedziałem, żeby zapowiedz zdemaskowaniu Akai, przed Kangiem. Yun naprawdę był głupi, teraz muszę to przyznać, że nie potrafił połączyć tych dwuch rzeczy.
– Och, przepraszam. Masz rację Hyung.
Zaśmiał się szczerząc zęby.
– Nie pamiętam, jak siedziałem! Joong Kyung Hyung! – zawołał błagalnie, patrząc na mnie swoimi oczami zbitego pieska.
Przewróciłem oczami i podszedłem do niego, po czym ułożyłem mu ręce tak, jak je trzymał w momencie zatrzymania przeze mnie czasu, po czym wróciłem na swoje miejsce. Rozejrzałem się po twarzach zebranych. Nikt na mnie nie patrzył, więc ‘włączyłem play’ w biegu czasu.
Yun milczał.
– I…? – dopytał się po chwili Kang.
– I? – zdziwił się Yun.
– Mówiłeś coś do mnie – wtrąciła Akai.
– Eeee… Zapomniałem – powiedział śmiejąc się.
– Gotowe! – zawołałem, bo szaszłyki i kiełbaski już się usmażyły. Dobrze, że mieliśmy duży grill, na którym zmieściły się wszystkie smakołyki. Gdyby nie to, musiałbym stać przy tym całą noc.
Wszyscy wydali dźwięki zadowolenia.
– Wszyscy najedzeni? – zapytała Mi Ko po kilku minutach jedzenia i ckliwych gadek Kanga.
– Nie – mruknął Jeremy i sięgnął po szaszłyka, ale taca z nimi i kiełbaskami zniknęła. – No ej!
– Cicho, w kuchni są – powiedziała.
Jeremy i Kang mruknęli coś niezrozumiale, a po chwili ten drugi zmierzył pierwszego nienawistnym spojrzeniem. Ja się zaśmiałem, Yun patrzył na Mi Ko która właśnie wstała, a Akai kończył jeść szaszłyka. Jak na dziewczynę, to widać było, ze lubi jeść, ale nie była gruba, co to to nie.
– Teraz czas na… – Nad stole pojawił się niewielki tort z kremem z twarzą Yuna na wierzchu.
– Wow! – zwołał Yun klaszcząc w dłonie i ściskając je pod podbródkiem. – Mi Ko, kocham cię! Ty wiesz jak ja kocham bit śmietanę!
– Coś ty dziś za bardzo kochasz – powiedziała, kiedy blondyn wstał z miejsca i idąc za moimi plecami podszedł do Mi Ko.
– Mi Ko! – zawołał obejmując ją.
Zawsze mnie zastanawia dlaczego Yun tak lubi się przytulać. My w Korei nie okazujemy uczuć w taki sposób. Przynajmniej nie ja, ponieważ ja wolę pozostać wierny tradycjom.
– Sto lat! Sto lat! – zaczęła śpiewać Akai, również wstając z miejsca.
– Niech żyje, żyje nam! – dołączył się Jeremy.
– Jeszcze raz, jeszcze raz, niech żyje, żyje nam – zaśpiewałem.
– A kto!? Yun Jae! – zawołaliśmy wszyscy. Nawet Kang, który się uśmiechnął i pozwolił Yunowi objąć.
Tort był pyszny. Zastanawiało mnie, czy Mi Ko sama go upiekła, czy kupiła, ale sądząc po tym jak niewiele czasu miała, wnioskuję, że zamówiła, chodź wiem, że używając magii mogłaby stworzyć zdjęcie Yuna na górze ciasta.
– Mogę zaproponować ostatni punkt programu? – zapytała Mi Ko, kiedy jeszcze jedliśmy ciasto.
Było bez świeczek, bo Yun zawsze twierdzi, że są złe. Nie mam pojęcia o co mu chodzi.
– No możesz, ale czy go wykorzystam? – zapytał.
– No nie, musisz go wcielić, bo ci nie powiem  bo się nie zgodzi nikt.
– Okey, niech będzie – powiedział blondyn. – Wcielam go.
– Więc pozbądźcie się waszych telefonów, kapci i skarpetek – powiedziała.

*

Tak jak poprosiła… rozkazała Mi Ko wszyscy wyciągnęliśmy swoje telefony i inne elektroniczne urządzenia z kieszeni i zdjęliśmy kapcie i skarpetki. Tylko po co?
– Mi Ko co ty chcesz…
Nie dokończyłem, bo z pomocą jej mocy Maga, zostałem mocno pchnięty. Moje ciało dosłownie odleciało kilka metrów, po czym…
– Cholera! – krzyknąłem, zanim woda się nade mną zamknęła.
Gdy wypłynąłem na powierzchnię basenu od razu spojrzałem w górę. Mi Ko właśnie sama stawała na brzegu balkonu i po chwili już leciała, żeby wpaść do wody zaraz obok mnie.
– Cześć Oppa! – zawołała, odgarniając mokre włosy do tyłu, gdy tylko wypłynęła.
– Mi Ko ty jędzo! – wrzasnąłem, śmiejąc się i przytuliłem ją.
Po chwili w krótkich odstępach czasu usłyszałem trzy pluśnięcia. Kiedy woda już opadła, a tamci się wynurzyli spostrzegłem, że jednego brakuje. Spojrzałem wiec do góry. Akai patrzył na nas zaskoczony, ale po chwili się uśmiechnął.
– Rusz się i skacz! – wrzasnąłem. – Bo po ciebie pójdę.
– Nie ma mowy! – odkrzyknął.
– Akai! – zawołała rytmicznie Mi Ko. – Akai, Akai!
– Akai, Akai, Akai! – zaczęliśmy wszyscy.
– Nie ma mowy!
– Bo po ciebie pójdę! – zawołała Mi Ko, kiedy my skandowaliśmy nazwisko Zu Mi. – To ja mam przemoczony stanik, nie ty!
A tej o co chodzi?
– Wybacz, ja nie noszę!
Joong i Jeremy parsknęli śmiechem.
Akai zniknął nam z pola widzenia, a po chwili widziałem jak leci już w stronę basenu. Wyskoczył z dachu, ale nie wpadł do wody, a zniknął. Po chwili wypatrzyłem go pod balkonem, zaraz przy brzegu basenu.
– Jak ty żeś to…
Teleportacja.
– Akai, no właź do basenu! – zawołała Mi Ko, płynąc do niego.
– Nie! Nie zmusisz mnie!
– Akai! – znów wrzasnęła.
Po chwili była już przy brzegu basenu, więc użyła lewitacji i wyszła z basenu, przez moment zatrzymując się nad taflą wody. Akai odskoczył i sięgnął po wąż ogrodowy, kopniakiem otwierając strumień wody.
– Nawet nie próbuj! – zawołał. – Bo oberwiesz.
– No i co? – zadrwiła Mi Ko. – I tak już jestem mokra.
Akai pisnął, kiedy Mi Ko wyrwała mu wąż z ręki i zwiększyła strumień płynącej wody na maksimum, wtedy on zaczął uciekać. Ona stanęła na brzegu basenu, robiąc krok znad wody, po czym wycelowała szlauchem w kafelki, po których biegł i wtedy Akai pośliznął się i runął w wodę, a my zaczęliśmy się śmiać. Kiedy zaczął się szamotać, pierwszy zauważyłem, że coś jest nie tak.
Użyłem mocy i szybko podpłynąłem do niego, wyławiając go z wody. Złapałem go pod pachami i wypłynąłem na powierzchnię, po czym wyrzuciłem go na brzeg. Nasz basen nie był bardzo duży, ale w miejscu, gdzie wpadł Akai są dwa metry głębokości.
Młody był dość długo w wodzie i pewnie się opił, bo kiedy wyszedłem z wody to się nie ruszył.
– Cholera! – syknąłem. – On nie oddycha!
– Co!? – wrzasnęła Mi Ko, odrzucając szlauch, po czym podbiegła  do nas. – Akai!
Odchyliła głowę Akai, a ja spróbowałem wyciągnąć wodę przez jego usta, ale nie mogłem.
– Coś blokuje – syknąłem. – Zu Mi!
W między czasie pozostali wyszli z basenu i podeszli do nas.
– Potrzeba tradycyjnego sposobu – powiedział Joong, klękając obok mnie.
Złapał Akai z brodę i czoło i zaczął się nachylać.
– Chyba nie zamierzasz go pocałować! – zawołał Yun.
– Jestem najstarszy, ludzie każda chwila się liczy! – wrzasnął.
Złapałem go za ramię, odciągając od nieruchomego ciała Akai.
– Mi Ko, ty to zrób, jesteś dziewczyną – nakazałem.
– Hee!? – wrzasnęła razem z Joongiem.
– Pewnie mi tego nie wybaczy, ale…
Kimiko nachyliła się nad Akai, tak jak przed chwilą Joong, a my w skupieniu obserwowaliśmy jak jej usta stykając się z lekko rozchylonymi ustami Akai. Wtedy chłopak otworzył szeroko oczy, a Mi Ko odskoczyła zaskoczona.
– Akai, przepraszam – mruknęła speszona, kiedy ten szybko usiadł.
Przyznaję, że kiedy dotknęła jego ust, poczułem dziwny uścisk w sercu, ale to było inne uczucie jak wtedy, gdy chodziła z Jeremym i to jego całowała.
– C-co się… – zaczął Akai. – Kimiko, ty mnie…!?
Wtedy znów padł do tyłu.
– Z-zemdlał? – zdziwiła się fioletowowłosa i klepnęła młodego po policzku.
– Tak, zabierzmy go do jego pokoju – nakazał Joong.

*

 Aż osiem stron ^_^