piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 56.



Mam najgorsze wakacje ever, więc się nie rozpisuję...
Enjoy ;)

Następnego dnia, tak jak uzgodniłem z Raven, pokazała się w Pośredniej Kwaterze pod wytwórnią równo o godzinie piętnastej. Była ubrana zwyczajnie, ale ze sobą miała ogromną torbę i kuferek na kosmetyki trzymane przez jej czarnowłosego wysokiego towarzysza.
– Raven, Dante, miło was widzieć – powiedziałem gdy tylko zeszli z podestu portalu.
– Witam – powiedziała Raven, skłaniając lekko głowę.
Widać, że nauczyła się naszego języka, a również manier.
Wydaje mi się to dziwne, ale podobno, kiedy jeszcze była człowiekiem nie brakowało jej gracji i ogromnego talentu do… wszystkiego.
– Mam nadzieję, że masz plan na wieczór?
– Oczywiście, że mam – powiedziała z dumą Kasztanowowłosa, kiedy szliśmy korytarzami kwatery. – Zostawiłeś mnie z tym samą, ale poradziłam sobie i nagadam im tam w telewizji, bo nikt nie będzie mojego Fallen Angels tak…
– Wow, uspokój się – powiedziałam cicho prychając. – Dzięki za pomoc i w ogóle…
– Dobrze wiesz co chcę w zamian – powiedziała słodko. – I ma to się odbyć zanim pojedziecie do Japonii.
– Ty naprawdę jesteś dziwna – mruknąłem.
– Dante, on mnie obraża! – zawołała.
– Nie obraża – powiedział chłopak… wygląda na dziewiętnaście, nie ważne ile ma w rzeczywistości. – Powiedział prawdę.
Wybuchnąłem śmiechem, kiedy Raven zaczęła uderzać swojego chłopaka pięściami w ramię. Ja już bym leżał połamany w szpitalu od tych ciosów.
Przed wytwórnią jak zawsze było wiele fanek… Kiedy tam przyjechałem to ich nie było, ale zajęcia w szkołach już się skończyły i te dziewczyny, które swoje szkoły miały blisko wytwórni już tam siedziały.
– Nie pomyślałem, że mogą tak szybko przyjść – mruknąłem. – To są demony, nie nastolatki.
Westchnąłem, bo wiedziałem co się zaraz stanie.
Gdy tylko zostałem zauważony rozległ się pisk, a ochrona zaczęła działać zatrzymałem się i zaczekałem, aż tamta dwójka się pojawi. Wtedy wszyscy umilkli i zamarli, a ja zwyczajnie zacząłem iść przez tłum.
– Dlaczego one tak milczą? – zapytała Raven w miejscowym języku.
No i wtedy rozległ się pisk, powtarzanie jaka to Raven jest piękna, Dante przystojny, a o mnie ani słowa, choćby najmniejszego.
– Jesteś tą modelką z USA? – zapytała któraś z dziewczyn, a ja się obejrzałem zaskoczony. – Tą modelką, tancerką i śpiewaczką operową? Najmłodszą z dziesiątki najbogatszych ludzi świata?
– Skąd one to… – zacząłem.
Raven zaśmiała się.
– Miło mi was widzieć, nazywam się Raven Meredith – powiedziała słodko i lekko skłoniła głowę. – Nie mylicie się.
– Mogę prosić o autograf? – zapytała jakaś, a reszta jej zawtórowała.
Ja postanowiłem po prostu pójść do busa, który stał na podjeździe przez wytwórnią, bo i tak nikt na mnie uwagi nie zwracał.
– Przykro mi, ale nie rozdaję autografów, nie jestem sławna – powiedziała zakłopotana.
Żarty sobie kobieto robisz? W Korei się rozpoznali, aż na drugim końcu świata, a ty mówisz, że nie jesteś sławna? I to prawda, że jesteś w pierwszej dziesiątce najbogatszych ludzi świata? Na którym miejscu? I jak wielki jest ten majątek…?
– Tak ślicznie mówisz po koreańsku, długo się go uczyłaś?
Kolejne pytanie doprowadzały nie do szału.
– Nie długo, może kilka tygodni?
To naprawdę nie długo…
– Daebak, to szybko.
– Raven, pośpieszmy się – powiedział Dante.
– Wybaczcie mi, kochane, ale już muszę iść, mój przyjaciel na mnie czeka – powiedziała i wskazała na mnie tyłem idącego smętnie do busa, żeby móc ich obserwować.
Kiedy fanki zdały sobie sprawę z tego, że tam stoję chciały za mną pobiec, ale silna aura doskonałości i piękna bijąca od dwuch wampirów im na to nie pozwoliła.
Gdy już wsiadłem do busa przeżyłem bliskie spotkanie z podłogą, bo w środku – prędzej był tu tylko kierowca – siedzieli Akai, Yun i siostra.
– Co wy to robicie?! – wrzasnąłem.
– Stwierdziliśmy, że to co tu zobaczymy może być ciekawe, zwłaszcza o tej godzinie, więc  nie mogliśmy tego przegapić – powiedziała Mi Ko. – Nie myliliśmy się!
Prychnąłem.
Wtedy reszta weszła do busa i odjechaliśmy do domu.

*

Bus z całą ferajną podjechał pod dom chłopaków i wszyscy z wyjątkiem mnie ruszyli biegiem do środka, żeby spakować wszystko do telewizji, gdzie mięli nagrywać odcinek do jakiegoś programu muzycznego.
Prezes chciał, żebym pojechała z nimi, ale stwierdziłam, że wrócę do Merguerde i opowiem jej co się ostatnio działo i że nie wiem, kiedy Shin wróci do szkoły, żeby mogła sobie z nią porozmawiać.
Po niecałej godzinie wszyscy się zebrali i pojechali do telewizji, zabierając ze sobą też Jeremyego – chodź jego debiut w zespole się jeszcze nie odbył – po to, aby obserwować jak to wszystko wygląda.
Kiedy chciałam wyjść z domu, zostałam mile przez kogoś zaskoczona. Moje oczy zostały nakryte dłońmi.
– Zgadnij kto – powiedział zbyt dobrze znany mi głos.
– Nataniel, co ty tu robisz? – zdziwiłam się, a on zabrał swoje dłonie. – Myślałam, że już nie będziesz prowadził tej misji o której się dowiedziałam od Yuna, prawdę mówiąc.
– Przepraszam… Nie będę się już nią zajmował od tej chwili… Muszę ci tylko coś powiedzieć i będę zwolniony z działania, chodź to co teraz zrobię jest sprzeczne z wytycznymi misji.
Zmarszczyłam brwi, ale się nie odezwałam.
Nat wskazał kanapę, żebyśmy usiedli.
– Moją misją było dowiedzenie się czy wilk biegający po Seulu to istota magiczna i czy jest to Chowaniec. Okazało się, że tak, więc dalej miałem pracować na tym, czyim Chowańcem jest on jest.
Zamrugałam zaskoczona. Nie pomyślałam, że to może być taka misja.
– Wiem, że ty nim jestem Mi Ko.
Przełknęłam ślinę i chciałam wstać, ale blondyn złapał mnie za rękę.
– Nie odchodź – poprosił.
Wyrwałam rękę z jego uścisku i wstałam z kanapy, ale Nataniel złapał mnie i powalił na kanapę, siadając na mnie, żeby nie uciekła.
– Powiedziałem, że misja się zakończy, kiedy ci to powiem… – zaczął. – Bo nie chcę już wiedzieć nic więcej. Boję się, że ona coś ci zrobi, że skrzywdzi cię, jeśli ktoś się dowie o tym kim naprawdę jesteś i o niej przy okazji. Nie chcę, żebyś cierpiała, bo i mnie to wtedy boli.
– Nat… – zaczęłam.
– Nic nie mów – szepnął i położył się na mnie kładąc głowę na moim ramieniu. – Zostań.
Zaskoczona całym tym zamieszaniem nie zrobiłam nic pochopnie, tylko przytuliłam głowę blondyna zamykając oczy i gładząc go po długich włosach.
– Nie odejdę, a ona się nie dowie, że o nas wiesz…
– Chcesz ją pokonać? – zapytał. – Znasz ją od kołyski prawda.
– Nie ważne, że ją tak długo znam. Od lat myślę jak odzyskać moją duszę, ale wszystko idzie na nic. Nawet Jeremy…
– Wiem, że on wie.
Westchnęłam.
– O też nic nie potraf na to poradzić.
– Obiecuję, że ją odzyskam – powiedział unoszą głowę i spoglądając mi w oczy. – Razem ją odzyskamy, dobrze?
Skinęłam głową z uśmiechem.
Kiedy położył głowę – tym razem niżej niż ramię – zaśmiał się.
– Co?
– Twoje serce przyspieszyło – mruknął.
Poczułam, że robi mi się gorąco, więc chciałam odepchnąć przyjaciela, ale mi na to nie pozwolił.
– Podoba mi się to – powiedział, nie odpychaj mnie.
Przytuliłam go mocniej i pozwoliłam nam tak razem trwać.
– Głupek – mruknęłam.
– Wiem.

W czasie nagrywania programu Raven nieźle nakłamała na temat zdjęć udowadniających mój rzekomy romans z Kim Kang Kyunem, ale mówiła to tak wprawnie i pięknie, że nikt by nie uwierzył, gdybym powiedziała tam, że to wszystko bujda.
Wymyśliła bajeczkę o tym, że pisze opowiadanie internetowe, w którym występuje para męsko męska i potrzebowała odwzorowania pewnej sytuacji, żeby dobrze ją opisać. Pokazała nawet sfabrykowane zdjęcia z tego dnia, którego niby wszyscy byliśmy w parku przy tamtym stawie, na których ja i Kang leżymy tam w trawie, a inni się z nas śmieją.
Gdy zostaliśmy zapytani dlaczego zgodziliśmy się na pocałunek i to w miejscu publicznym, tylko dla zachcianki koleżanki, Kang powiedział:
– To był zwyczajny zakład, który oboje z Akai przegraliśmy, dlatego musieliśmy to zrobić. Powiem jeszcze, że Raven ma niezwykły dar przekonywania i chcąc nie chcąc zrobiliśmy to.
– Nie przeszkadzało wam to, że oboje jesteście mężczyznami? – zapytał jeden z prowadzących.
– Owszem – przyznał Kang. – Z początku tak, ale…
– Tamtego dnia powiedział, że wszystkiego trzeba spróbować – przerwałam.
Wszyscy graliśmy według scenariusza, który napisała nam Raven.
Każdy się wtedy roześmiał, a później rozmawialiśmy już tylko o zbliżającym się koncercie wspólnym w Japonii i plotkach o kolejnym członku zespołu, które nie wiadomo jak wydostały się do mediów.
Kiedy nagrywanie się skończyło, Prezes patrzył na nas zaniepokojony.
– Co się stało Prezesie? – zapytałam, ponieważ inni rozmawiali o właśnie nagranym odcinku z prowadzącymi i innymi zebranymi.
– Wasz indywidualny koncert we wrześniu w Hongkongu został właśnie odwołany z powodu tego skandalu, o którym teraz rozmawialiście – wytłumaczył.
– Jak to odwołany, Prezesie? – zdziwił się Yun słysząc to.
Wszyscy zebraliśmy się wokół Prezesa, ale on nic nie odpowiedział i poszedł do wyjścia z budynku. Dopiero, kiedy zjechaliśmy windą do podziemia i wsiedliśmy do busa powiedział nam więcej.
– Koncert w Hongkongu został odwołany z powodu waszego cholernego skandalu. Powiedzieli, że nie chcą kogoś takiego w swoim kraju. Ten w Japonii, wspólny… z niego też chcieli was wyrzucić, ale udało mi się ich przekonać, że dziś został nagrany prawdziwy powód dlaczego te zdjęcia w ogóle istniały. Macie szczęście, bo wasze całe poparcie i sława zbyt szybko zbliża się ku końcowi.
Przełknęłam ślinę.
Moja prawdziwa kariera się jeszcze nie zaczęła, bo nadal jest mój sekret, a ma się już zakończyć? To nie w porządku, zbyt szybko.
– Ja znikam – powiedziałam, jeszcze zanim wyjechaliśmy z parkingu. – Muszę coś zrobić.
Złapałam za kryształ i teleportowałam się do domu. Pojawiłam się na środku salonu, a to co zobaczyłam na kanapie wywołało u mnie rumieńce.
– Kimiko! – zawołałam zaskoczona.
Ta przytulająca się dwójka, Kimiko i Natniel, smacznie śpiąca razem na kanapie zerwała się nagle do siadu.
– Co jest?!
– Macie szczęście, że się prędzej teleportowałam do domu niż pozostali, bo gdyby Kang was zobaczył to by was zabił.
– Ale to nie jest tak jak myślisz – powiedzieli jednocześnie.
Zaśmiałam się.
– Nie ważne, to nie moja sprawa. Ja już pójdę.
Wspięłam się po schodach na drugie piętro, do swojego pokoju, żeby tam pobyć samej i przemyśleć to co się do tej pory działo.

*

– Gdzie mnie wysyłasz? – zdziwiłam się, kiedy dziadek pokazałam mi plik kartek.
– Na przesłuchanie.
– Jakie znowu przesłuchanie? – zapytałam po raz kolejny tego dnia.
Było późne południe, a ja wciąż w mundurku, siedziałam w drogiej restauracji z dziadkiem i jadłam obiad, bo sobie zażyczył dziś zjeść obiad z wnuczką, stary pryk. Prezesik centrum handlowego i właściciel się znalazł. Też mi coś. Chaebol od siedmiu boleści.
Fajnie, mieszkam tu niecałe dwa tygodnie, a już używam typowych tutejszych określeń.
– Przesłuchanie do szkoły muzycznej.
– Szkoły muzycznej? O czym ty…
– Słyszałem twój śpiew. Jesteś naprawdę w tym dobra, dlatego postanowiłem wysłać cię do szkoły muzycznej. Twoje udzielanie się na lekcjach świadczy, że dobrze się uczysz i nauczyciele cię chwalą, dlatego nie wyślę cię do szkoły uzupełniającej, a do szkoły muzycznej. Będziesz brała lekcje śpiewu trzy razy w tygodniu po zakończeniu lekcji w Yesul, zrozumiano?
Zamrugałam zaskoczona i odłożyłam łyżkę do miski.
– Śpiew to zabawa, a nie nauka – burknęłam. – Zabrałeś mi telefon, a teraz jeszcze rozrywkę?
– Jak myślisz, dlaczego wysłałem się do Yesul?
– He?
Kolejne z tutejszych wyrażeń. Niech się staruszek cieszy, że już do tego przywykłam i nie mówię po angielsku.
– Voice Tournament – powiedział.
– Te turnieje na przerwie na lunch? – zgadłam. – To gdzie śpiewają pierwszaki?
– Po czasie dowiedziałem się, że drugoklasiści nie mogą w nich uczestniczyć, więc postanowiłem cię wysłać do szkoły muzycznej. Kilkoro nauczycieli jest… – odchrząknął. – Jak ty i twój ojciec. Powiedziałem im o tobie i zapewniam, że będziesz się tam dobrze czuła, ponieważ tacy uczniowie też tam są.
Pierwszy raz odkąd przyjechałam… Pierwszy raz odkąd się urodziłam, dziadek mówił o mojej magicznej naturze, w dość dziwny sposób co prawda, ale jednak.
– Nie mów mi, że chcesz ze mnie zrobić piosenkarkę – burknęłam i napchałam jedzenia do buzi.
– Dobrze wiesz po co cię tu sprowadziłem, ponieważ twoja ciotka się na to nie zdecydowała, to ty musisz zająć moje miejsce w firmie. Jesteś jednak wciąż za młoda, a przede mną jeszcze lata zanim umrę, więc musisz coś robić za ten czas.
– A mówiła, że będę potrzebować pracy, żeby z nim mieszkać, no mówiła no – burknęłam z pełną buzią, sama ledwie rozumiejąc swoje słowa.
– Zachowuj się, ludzie się na ciebie patrzą – szepnął dziadek i podał mi serwetkę.
– Siedzimy w boksie prawie całkiem zakrytym wysokimi ścianami, na dodatek na podłodze, a ludzie są zajęci sobą, nikt na mnie nie patrzy, dziadku.
Podobało mi się tu, ponieważ stoły były niskie, ale nie musieliśmy siedzieć na kolanach, bo pod stołem w podłodze była dziura, w której zwyczajnie trzymało się nogi.
– Nie zmienia to faktu, że możesz się lepiej zachowywać. Mam kazać Bae Le Na, żeby uczyła cię manier?
Parsknęłam śmiechem.
– Ona? Wybacz dziadku, ale Bae Le Na jest normalna, a gdyby miała mnie uczyć manier to byłaby już robotem z kijem w tyłku, słuchającym tylko twoich zachcianek. Jest jeszcze młoda, daj jej żyć!
– Zjadłaś już? – zapytał zmieniając temat. – Muszę cię odwieść do szkoły.
– O ile wiem, to nie wyraziłam na to zgody.
– O ile wiem, to mało mnie to obchodzi.
Fajnie, zaczął grać tak jak ja.
Przewróciłam oczami.
– Nigdzie nie idę.
– Hmm, poszłaś do Yesul, żebym oddał ci telefon, a teraz pójdziesz do szkoły artystycznej, żebym oddał ci pokój.
– Przecież ja nie mam pokoju.
– Masz, ale jeszcze go nie widziałaś, z powodu twojego zachowania w pierwszy dzień po przyjeździe. Jeśli pójdziesz do szkoły artystycznej, dostaniesz ten pokój, który czeka na ciebie już dwa tygodnie.
– Jaki przebiegły się zrobił…
– Gdyby taki nie był, nie osiągnąłbym tego co teraz mam.
– Dobrze, pójdę. Ale najpierw chcę zobaczyć pokój.
Dziadek poszperał w marynarce, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni telefon, a po chwili mi go podał. Na ekranie wyświetlało się zdjęcie ogromnego i pięknego pokoju z garderobą i osobną łazienką. Przesunęłam palcem po ekranie, żeby zobaczyć więcej zdjęć. Był tam między innymi widok z okna, żeby udowodnić, że ten pokój jest w domu i nawet zdjęcie dziadka w nim… Selfie dziadka w tym pokoju.
– Już zjadłam! – powiedziałam z uśmiechem, oddając staruszkowi jego telefon. – Możemy iść.

piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 55.



Życzę najlepszych wakacji pod słońce wszystkim moim czytelniczkom - fajnie by było dostać odpowiedź... -___-  
Mam zamiar pisać przez wakacje, ale co z tego wyjdzie to nie wiem xD
I zaczęłam pisać ff o EXO xD Jak ktoś zainteresowany to dzwonić to dam linka :D
Enjoy <3
Ps. Już jesteśmy na "półwieczu" bloga *^*


Dobrze jest wrócić do szkoły po tak długiej nieobecności. Oczywiście musiałem dużo nadrabiać, ale to nie problem, bo dziewczyny z klasy powiedziały, że mi pomogą i podzielą się swoimi notatkami, bo został nam tylko miesiąc do pierwszych egzaminów semestralnych w tym roku szkolnym.
Pod moją nieobecność, z klasy odeszła któraś z dziewcząt, ale na jej miejsce przyszła za to inna. Miała przepiękną urodę, chłodną jak Elfy Światła z Ignis, a jej prawie białe blond włosy i fiołkowe oczy były równie chłodne jak tamtej rasy, dlatego myślę, że jest takim Elfem.
Dziewczyna nazywała się Kang Gyu Won i była naprawdę śliczna, ale z opowieści wiem, żeby nie zadawać się z Elfami Światła, bo są to mądre, ale nieczułe istoty.
Kiedy wszedłem do klasy w towarzystwie Yesul Boys jeszcze przed dzwonkiem po rozstaniu się z Kimiko, wszystkie oczy zwróciły się ku mnie.
– Oppa!
Wszystkie moje ukochane fanki chciały wiedzieć jak było na tourne i jaka jest Europa.
– A ja nie chcę opowiadać! – powiedziałem ze smutkiem. – Chcę się przytulać! – zawołałem i złapałem najbliżej mnie stojącą dziewczyną, przytulając ją stając za jej plecami. – Stęskniłem się za wami, najpierw musimy się przywitać!
Oczywiście wszystkie chciały się tulić.
– Kang Gyu Won! – Usłyszałem z plecami, czyjeś imię, więc się nie przejąłem. – Ty też.
Ale wtedy jakaś dziewczyna wpadła w moje ramiona.
– Sorry – mruknęła po angielsku.
– Not problem – powiedziałem z uśmiechem, bo była to ta dziewczyna Elf.
Uśmiechnęła się słodko, a ja oniemiałem, bo nie spodziewałem się tego po jej rasie – o ile jest Elfem. To było takie śliczne!
– Jesteś taka słodka! – zawołałam i mocno przytuliłem dziewczynę. – Daebak.
– Gyu Won, bo będziemy zazdrosne!
Mam nowy obiekt do chwalenia jaki jest słodki… Nowy? A gdzie jest poprzedni? Hmm… Z pewnością była ładna… I miała nietypowe oczy. Niebieskie. Ale kim była? Pewnie w Internecie zobaczyłem.
Na długiej przerwie postanowiłem się dotlenić, więc wyszedłem na boisko, żeby przespacerować się samemu. Wszyscy byli na stołówce, więc nikt nie będzie mnie prześladował.
To co usłyszałem przechadzając się pod trybunami na boisku zaskoczyło mnie i zmartwiło zarazem.
– Nie dość, że uczepiłaś się Hwa Yong Oppy, to teraz jeszcze Yun Jae Oppa? – mówiła jakaś dziewczyna. – Jesteś nowa, a już wszystko psujesz.
– Właśnie! – odezwał się inny głos. – Nie obchodzi nas, że twój dziadek jest tak sławny.
– Jesteś słaba i i tak nic nikomu nie powiesz – odezwała się znów ta pierwsza.
– A teraz dawaj kasę, jestem głodna – odezwała się jeszcze inna dziewczyna. – Dawaj, bo nie wzięłam śniadania!
Spojrzałem w górę. Na piątym, może szóstym stopniu trybun zobaczyłem kilka par butów. Z łatwością mogłem sięgnąć, więc po cichu podszedłem, upewniłem się, które należą do dziewczyn nękających jedną z tam będących i związałem im sznurowadła trampek razem, po czym wyszedłem spot trybun, żeby wyjść im na spotkanie.
– Tylko tyle masz? – zdziwiła się jedna z dziewczyn.
Wszystkie były z mojej klasy, a wśród nich była też moja nowa ulubienica Kang Gyu Won.
– Nie mam więcej – mruknęła jasnowłosa.
– Miałabyś więcej nie wydając na rozjaśniacze do włosów!
– Dokładnie, jak można mieć tak jasne włosy?
Jedna z dziewczyn pociągnęła Gyu Won za pasmo jasnych długich włosów.
– Ja też mam jasne włosy – powiedziałem wchodząc na trybuny. – A ze swoimi pieniędzmi robię co chcę, tak jak Kang Gyu Won.
Wyrwałem z ręki jednej z dziewczyn kilka banknotów i oddałem je Kang Gyu Won.
– Jesteś ranna? – zapytałem od razu. – Boli cię gdzieś?
– N-nie – mruknęła dziewczyna i schowała pieniądze do kieszeni mundurka.
– Idźcie sobie – powiedziałem do prześladowczyń. – Oppa nie chce was już nigdy więcej widzieć w pobliży Kang Gyu Won, zrozumiano?
– O-oppa?!
– Idźcie na turniej, przegapicie widowisko – powiedziałem nie szczędząc w tych słowach jadu. –Idźcie!
Jak na zawołanie wszystkie trzy zerwały się i chciały odejść, ale wszystkie się wywróciły.
– Och przepraszam, to były wasze sznurowadła? Szkoda.
Gdy tylko rozwiązły sznurówki od razu uciekły do szkoły.
– W porządku? – zapytałem.
– Nie! Od tygodnia mnie okradają, a dziadek narzeka, że dużo jem… Nie wie, że od siódmej od śniadania w domu do około szesnastej nic nie jem. Nienawidzę tej szkoły!
– Nie martw się, pomogę ci przeżyć, a kiedy mnie nie będzie to nie odstępuj na krok Yesul Boys… Przedstawię ci też koleżankę ze starszej klasy, żeby mieć więcej pewności, że będziesz bezpieczna…
– Dlaczego to robisz? – zdziwiła się i usiadła na ławce.
– Bo czuję, że jest w tobie magia – powiedziałem z uśmiechem.
– Nawet się nie znamy… Niby mówili mi, że jesteś sławnym piosenkarzem, ale ja nigdy w życiu o tobie i twoim zespole nie słyszałam…
– To w sumie dobrze… Bo możesz mnie polubić jako zwykłego chłopaka, a nie jak wszystkie dziewczyny ze szkoły za to, że jestem sławny i przystojny… Kangkuznizm mi się udziela… Wybacz.
Zaśmiałem się i usiadłem obok dziewczyny.
– Co to jest Kanjyunnizm? – zdziwiła się.
– Kang Kyun to mój Hyung. Jest liderem naszego zespołu i jest narcystyczny.
– Już rozumiem. Dziękuję za ratunek, tak w ogóle.
Wzruszyłem ramionami.
– Jaką magię we mnie widzisz? – zapytała niespodziewanie przerywając ciszę.
Spoglądała teraz w niebo i zacząłem wątpić, czy jest Elfem Światła czy nie. Jest taka radosna w porównaniu do nich, bardziej jak zwykłe Elfy Niebieskie, ale jej oczy są inne, więc nie może być Niebieskim.
– Wyglądasz jak Elf Światła – powiedziałem.
– Ty… Ty jesteś magiczny, prawda? – zapytała patrząc teraz na mnie. – Jesteś magiczny, musisz, bo nie wiedziałbyś o Elfach Światła. Nie ma takich w literaturze, więc… Kim jesteś?
Zaśmiałem się cicho.
– Jesteś Elfem Światła? – zapytałem.
– Nie odpowiada się pytaniem na pytanie – burknęła. – Jestem potokiem Elfa Światła i ludzkiej kobiety. Urodziłam się tutaj i wychowałam tutaj… No, nie do końca, bo w do niedawna mieszkałam w Stanach.
– Wiem.
Uniosła brwi w zdziwieniu.
– Słyszałem jak o tobie opowiadali w klasie.
– Ah. Zmieniłeś temat. Ty kim jesteś?
– Aniołem – powiedziałem z promiennym uśmiechem.
– Wiedziałam, widać wokół ciebie świetlistą aurę – powiedziała z zadowoleniem. – Jest bardzo ładna. Tylko dość blada.
– Właściwie to nie jestem jeszcze aniołem. Mój ojciec był aniołem, kiedy mama dowiedziała się, że urodzi. Przejąłem jego zdolności, więc tak jak ty jestem pół na pół.
– Nie jestem sama.
Znów zapadło milczenie.
– Nie  chcesz zobaczyć turnieju? – zapytałem. – Może coś zaśpiewam?
– Słyszałam, że ci nie wolno.
Wzruszyłem ramionami.
– Tak, bo prezes powiedział, że będą musieli płacić za moje występy. – Spuściłem głowę. – Wiem, że to bujda, ale jeszcze mi odetnie kieszonkowe za śpiewanie tutaj.
Elfka zaśmiała się.
– Jesteś słodki – powiedziała z uśmiechem.
– Wiem!
– Kangkyunizm!
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
– Chodź, może ty mi coś zaśpiewasz? – zapytałem wstając.
– Skąd wiesz, że potrafię? – zapytała wyzywajaco, idąc za mną w dół trybun.
– Bo zwykle Elfy to potrafią. Ale nie lubię ich słuchać, bo są strasznie zimne. Dobrze, że ty taka nie jesteś i masz coś z ciepłego ludzkiego usposobienia.
– When you’re soul find the soul it was waiting for. When someone walks into your heart, through  an open door. When your hand finds the hand it was meant to hold…
– Daebak! – zawołałem, kiedy zamilkła. – Dlaczego nie jesteś piosenkarką?! Masz nieziemski głos.
– W końcu nie pochodzę z Ziemi! – zawołała i ruszyła biegiem do szkoły.
Po lekcjach pod szkołę przyjechał kierowca Kimiko i zawiózł nas do domu.
Kimiko się do mnie przyczepiła, bo Hyung Jeremy zaprosił ją dziś do nas na obiad. Z jednej strony to dobrze, bo nie musiałem prosić Kang Hyunga, żeby mnie odebrał.
Gdy weszliśmy do salonu od razu poczułem piękny zapach dukbokki i słodkich ziemniaków z kimchi.
– Kochanie, wróciłem! – zawołałem porzucając plecak w salonie i wskakując na siedzenie obok Jeremyego w kuchni.
– Głodni? – zapytał Joong Hyung.
– Bardzo!
– Nie specjalnie – powiedziała Kimiko w tym samym czasie co ja i usiadła po drugiej stronie Jeremyego.
– To po co tu przyszłaś? – zapytałem, kiedy położyła głowę na blacie.
– Bo mam ochotę – burknęła.
– Dlaczego nie zamieszkasz tutaj? – zapytał Joong Hyung. – Wszyscy tu są, a w waszym domu mieszkasz sama. Nie jesteś samotna na tej ogromnej powierzchni?
– Wolę już mieszkać tam sama, jak osoba bez życia, niż mieszkać pod jednym dachem z wariatami – powiedziała podnosząc głową i podpierając ją na pięściach. – Gdzie Zu Mi?
Na schodach usłyszałem czyjeś kroki, a po chwili do salonu wpadł Akai.
– Zu! Chodź jeść! – zawołałem.
– Nie mogę teraz – powiedział szybko kręcąc głową. – Hyung, bus przyjedzie?
– Tak, zaraz powinien tu być – odpowiedział mu Joong.
– Dziękuję, to do zobaczenia później! – zawołał i poszedł sobie.
– A on co? Zgubił kryształ? – zapytała zaniepokojona Kimiko.
– Nie, stwierdził po prostu, że pojedzie busem, bo nie chce się znów teleportować. Ostatnio jak wylądował w gabinecie prezesa to prezes miał gościa, ale na szczęście ten gość był magiczny, więc nie było większego problemu.
– Racja, gorzej gdyby znów to się  powtórzyło z nie magicznym – przyznała Mi Ko.
– Właśnie! Jak już mowa o magicznych. Mam w klasie nową koleżankę, Elfkę Światła.
Wszyscy się wzdrygnęli.
– No dobra, jest w połowie człowiekiem i jest słodka i ma jasne włosy i jest śliczna i miła – co jest dziwne – no ale jest miła i kochana. Mi Koś przedstawię ci ją, żeby nie musiała się czuć zagrożona kiedy mnie nie będzie, bo jakieś dziewczyny ją gnębią.
– Ech, kolejne utrapienie – jęknęła i zaczęła grzebać pałeczkami w swojej porcji dukbokki.
– Iść po Hyunga? – zapytałem, bo zapewne i tak kazaliby mi to zrobić.
Myślałem, że kiedy przyjmiemy nowego do zespołu to jego będą wykorzystywać, ale nadal jestem tym najmniej docenianym w zespole.
– Nie – powiedział Joong Hyung, kiedy chciałem już wstać. – Nie chciał, żeby mu ktoś przeszkadzał.
– Więcej dla mnie! – zawołałem i nałożyłem sobie kimchi na słodkiego ziemniaka.

*

Akai Zu Mi wyszedł z domu trzy godziny temu, a nadal nie wrócił. Nie zadzwoniłem do Prezesa, żeby się zapytać co z młodym, bo nie chciałem, żeby wyszło, że się nim przejmuję czy coś…
– Znów tu siedzisz? – zapytał ktoś.
Siedziałem na murku okalającym taras na dachu od przepaści i patrzyłem na drogę, który wyjeżdża się z naszej posesji.
Odwróciłem się i przy wejściu na dach zobaczyłem Joonga.
– Hyung – powiedziałem i zszedłem z murka, po czym przeciągnąłem się i oparłem się o niego udami wyciągając skrzyżowane w kostkach nogi, nadal spoglądając przez ramię na podjazd.
– Martwisz się o Zu Mi? – zapytał opierając się o murek obok mnie.
– Tak – mruknąłem, ale po chwili zdałem sobie sprawę co powiedziałem, więc pokręciłem głową. – Nie, po prostu zastanawia mnie, gdzie ten gówniarz szwenda się od tylu godzin.
– Kang, za długo cię znam, wiem że teraz kłamiesz.
Westchnąłem i wlepiłem wzrok w swoje buty.
– Mogę ci o wszystkim powiedzieć? Tak, żeby nikt się nie dowiedział?
– Twoja tajemnica jest ze mną bezpieczna – powiedział. – Mów tyle ile uważasz za słuszne i tyle abyś poczuł się lepiej. Wysłucham wszystkiego.
– Te zdjęcia z Akai z Polski… To nie fotomontaż i zapewne każdy z was już to wie – zacząłem. – Ale nie chodzi mi o to. Ja naprawdę go lubię. Nie wiem co mi na mózg padło i zamieniam się w Jeremyego, ale to prawda, lubię Akai i nie obchodzi mnie to, że jest chłopkiem. I tu wszystko jest w porządku. Rozumiem też to, że mnie nie chce, może lubić kogoś innego, może nie lubić chłopaków, ani mnie, ale to jak się wtedy odezwał to bolało. Powiedział, że się mną… że się mną b-brzydzi i że woli dziewczyny, ale w tak raniący sposób, że serce aż mnie zabolało. – Położyłem dłoń na lewej piersi, tam gdzie biło pod skórą moje serce, po czym zacisnąłem na materiale bluzki palce. – Wtedy wybuchłem – szepnąłem. – Wybuchłem, zabraniając mu się do mnie odzywać nieformalnie i zbliżać się do mnie. Przez to, że on zranił mnie, ja zraniłem jego i nie czuję się z tym dobrze. Hyung, pomóż mi…
– Myślę, że to nic złego, że go lubisz, nawet jeśli jest chłopakiem – powiedział i poklepał mnie po plecach. – Podpowiem ci coś, tylko nie zepsuj tego, rozumiesz?
Skinąłem niepewnie głową spoglądając kątem oka na Joonga.
– Zapomniałeś o czymś bardzo ważnym dotyczącym Akai. Musisz sobie przypomnieć i go przeprosić. Powiedzmy, że musisz to zrobić w ciągu tego niecałego tygodnia, Hmm… zakończeniem będzie nasz powrót z Japonii po koncercie w ten piątek włącznie z tym weekendem, który tam spędzimy.
– Stawiasz mi warunek? – zdziwiłem się.
– Jeśli nie zrobisz tego w ciągu tych kilku dni, to będziesz… głupkiem.
– Hyung! – zawołałem, kiedy wstał i zaczął iść w kierunku drzwi do domu, chcąc za nim pobiec.
– Zu Mi wrócił – powiedział nie zatrzymując się nawet.
Odwróciłem się błyskawicznie i spojrzałem na podjazd, gdzie właśnie otwierała się brama, przez którą przeszedł Akai.
– Ten mały…! Zabiję.
Zbiegłem błyskawicznie na dół i akurat zszedłem z ostatniego stopnia schodów do salonu, kiedy Akai też tam wchodził.
– Akai Zu Mi, ty mały gnojku, gdzie żeś się podziewał tyle czasu, co?!
– Kim Kang Kyun-ssi – powiedział zakłopotany.
– Tylko bez takich!
– Ale ja nic…
– Zamknij się Ogórek! – wrzasnęłam moja siostra stając między mną, a młodym. – Nie krzycz na mojego Zu Mi.
– T-twojego?
– Zu Mi, gdzie byłeś? – zapytała go słodko, stając do mnie plecami.
Przez to zaczęło się we mnie gotować. Nie dlatego, że mój siostra flirtowała z chłopakiem na moich oczach, tylko dlatego, że dziewczyna flirtowała z moim Akai Zu Mi… Tak, moim! Nie jej, a moim!
– Byłem w wytwórni, a później na cmentarzu… Odwiedzałem grób osoby, którą znałem. Zasiedziałem się tam, wybaczcie – powiedział i skinął głową.
– No i po co się tak wydzierałeś, zniewieściały kretynie? – warknęła do mnie siostra.
Powieka zaczęła mi drgać, bo miałem ochotę ją walnąć za te wyzwiska. Ale to moja siostra i do tego dziewczyna, więc nie mogę. Zamiast tego już miałem się odezwać, kiedy przed moim nosem z nikąd pojawił się…
– Prezes?! – wrzasnąłem. – Nie strasz mnie.
– Jak się do mnie zwracasz niewdzięczniku! – wrzasnął i walnął mnie po głowie jakąś teczką, po czym mi ją dał.
– Prezesie! – zawołał Akai i odciągnął mężczyznę ode mnie.
Zrobiłem grymas i zajrzałem do teczki, ale gdy tylko zobaczyłem co tam jest od razu ją zamknąłem i odrzuciłem do prezesa.
– To nie moja wina, że ktoś tam z aparatem wtedy był nooo – mruknąłem.
– Nie twoja wina?! Jutro mieliście nagrywać odcinek do programu muzycznego! Jak to zamierzasz zrobić? Cała Korea już o tym wie! To najsławniejszy skandal wszech czasów, a nie łatwo będzie się tego wyprzeć! Jak zamierzasz to zrobić, co?
– Mam plan! – wrzasnąłem, zanim się nad tym głębiej zastanowiłem. – Mam plan. Tylko potrzebuję chwilę, żeby go zrealizować.
– Co? – zapytał tępo.
– Poczekaj, dobrze?
– Ten dzieciak! Jak się do mnie zwraca…
– Prezesie, uspokój się, proszę – powiedział Akai, kiedy ja wyciągnąłem telefon z kieszeni i położyłem się na kanapie.
Włączyłem facebook i napisałem do Raven Meredith, Wampirzycy z Dworu Mroku.
– Chcesz przyjechać do Korei oficjalnie jako nasz gość? – zapytałem.
~ Kiedy?! O_o
– Choćby zaraz. Tylko musisz przylecieć samolotem, bo ktoś może sprawdzić, czy na pewno przyleciałaś specjalnie dla nas.
~ Teleportuję się. A samolotem się nie martw, Dante wszystko załatwi i nikt się nie połapie, że nie leciałam xD
– Przestań pisać te bezsensowne minki  -_-
~ Przestań być wredny ;*
– Idę sobie
~ Nie powiesz mi dlaczego mam „przylecieć”?
– Bo chcę, żebyś udawała, że to ty kazałaś mi zrobić tamto w parku
~ Czyli już dowiedzieli się o zdjęciach? :’(
– Tak… To jak, zrobisz to?
~ Oczywiście, przecież wiesz jak cię kocham <3
– Mnie wszyscy kochają
~ O, właśnie to w tobie najbardziej kocham :D
Po chwili zaczęła pisać, ale kilkukrotnie usuwała wiadomość i w końcu jej nie wysłała.
– No co chcesz?
~ Dante się uparł, że idzie ze mną :c
– Ech, niech ci będzie…
~ Yay! ^^
– Bądź tutaj jutro po piętnastej Seulskiego czasu i wymyśl coś, żeby jutro powiedzieć przed kamerą. Tylko nie koloryzuj za bardzo, zrozumiano?
~ Tak jest, Oppa! <3 <3 <3
Zaśmiałem się i spojrzałem na zebranych w salonie.
– Już – powiedziałem z zadowoleniem, chowając telefon do kieszeni. – Wszystko będzie dobrze, więc się nie martw więcej, Prezesie. Dobrze?
– I tak ci nie wybaczę.
Wina leży też po stronie Akai. Gdyby nie uciekł mi wtedy z Dworu Mroku, wszystko wyglądałoby inaczej. Dobrze, że Raven nam pomoże, bo inaczej byłoby naprawdę źle dla reputacji nie tylko mojej i Akai, ale i reszty zespołu.

piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 54.



I jest kolejna notka :> Stoję w miejscu z pisaniem, ale już wszystkie przedmioty zaliczone, więc będę się ostro brać do pracy po zakończeniu roku szkolnego. Czeka mnie jeszcze praca nad kilkoma rysunkami naściennymi i mam do zrobienia bransoletki, więc nie będę jeszcze pisać... W sumie to za tydzień przyjeżdża jedna sis, a za dwa druga i jadę do Krakowa, a później jeszcze do Wawy, więc nie wiem jak to będzie z pisaniem... Ale się postaram! Unnie da z siebie wszystko!
Enjoy ;)

Sprawy Joong Kyunga na Ignis miały się dobrze. A przynajmniej on tak uważał. Oczywiście wszyscy mu uwierzyli, będąc zajętym swoimi sprawami, ale mnie, mimo iż miałam ostatnio wiele na głowie, wypełniały pewne wątpliwości co do prawdziwości jego relacji z tego co się wydarzyło u niego w domu. Hyung - Oppa - był cały czas przybity, a jego uśmiech i uprzejmość były jakby wymuszone. Nie chciałam się jednak mieszać, bo przecież gdyby chciał, sam by o wszystkim nam opowiedział. Widocznie ma ku temu powód, aby nam nic konkretnego nie mówić.
Yun i Kimiko wrócili do Yesul na tydzień po urodzinach tej drugiej, z czego ten pierwszy bardzo się cieszył. Wciąż mówił o słodkiej dziewczyny z jego szkoły, za którą się tak bardzo stęsknił.Szkoda, że nie miał pojęcia, że mówił o mnie...
Jeremy mieszkał z nami już odkąd wróciliśmy z Europy, zachowując się jakby nigdy nic, za to Kang ciągle rzucał mu mordercze spojrzenia, za każdym razem gdy tamten się odezwał, czy choćby gwałtowniej poruszył. Czerwonowłosy zupełnie mnie ignorował, co było najgorszym z jego wszystkich zachowań wobec mnie i innych ludzi dookoła. Był jeszcze bardziej wrogo nastawiony do wszystkiego i wszystkich niż zwykle, a to dlatego, że dwie najbardziej znienawidzone przez niego osoby mieszkały z nim pod jednym dachem.
– Co ja bym dała, żeby zabijał mnie tymi spojrzeniami co ciebie – mruknęłam, siedząc obok Jeremy'ego na stołku barowym w kuchni, kładąc głowę i ramiona na blacie.
Jeremy przeglądał internetową prasę, a Joong przygotowywał właśnie dla nas obiad – zauważyłam, że od powrotu wciąż tylko gotuje nam obiady i nawet mimo wolnego nigdzie nie wychodzi – bo było już późne południe.
Kanga nie było nigdzie w pobliżu od kilku godzin, bo rano, przed śniadaniem zaszył się pokoju muzycznym i wygrywał nieciekawe melodie na gitarze elektrycznej. Musiał mieć uchylone drzwi, bo pokój jest dźwiękoszczelny – inaczej nie słyszelibyśmy jak gra... Coś naprawdę nie dawało mu spokoju, bo inaczej tworzyłby muzykę, a nie wyżywał się na instrumentach.
– Więc mu powiedz – mruknął Jer, sięgają po swoją filiżankę z herbatą.
– Zwariowałeś?! – wrzasnęłam, zrywając się do siadu.
W tym samym momencie, niebieskowłosy parsknął, opluwając ekran laptopa herbatą, której łyk przed momentem upił.
– Przepraszam! – zawołałam i sięgnęłam po ścierkę, którą podawał mi Joong, żeby jak najszybciej wytrzeć ekran urządzenia.
– Nie, to nie ty… – mruknął i zabrał mi ręcznik, żeby samemu zetrzeć ciecz z laptopa. – Masz romans z Kangiem? – zapytał oskarżycielsko.
Mowę mi odjęło. Dosłownie... Tak mnie zamurowało, że mogłam tylko wpatrywać się w te czarne jak węgle, gniewne oczy, przesłonięte niebieską grzywką.
Wtedy Jeremy pokazał mi artykuł jakiejś gazety wyświetlony na ekranie laptopa. Była to gazeta w której niegdyś pracowała mama...
– Dowody na to, że Kim Kang Kyun nie spotykał się z dziewczyną ze szkoły Han Yun Jae… – wychwyciłam fragment tytułu, kiedy już doszłam do siebie i mogłam spojrzeć w ekran. – Kim Kang Kyun i Akai Zu Mi… Przecież to…
Pod artykułem były zamieszczone zdjęcia, kiedy Kang leżał na mnie wtedy w parku, zaraz po teleportowaniu się koło stawu. Było kilka zdjęć, głównie te z pocałunkiem, ale miały słabą rozdzielczość, jakby po maksymalnym przybliżeniu w aparacie telefonu.
Już wiem, dlaczego Kang był tak wściekły od rana.
– Muszę porozmawiać z prezesem! – zawołałam. – Hyung! Zadzwonisz po naszego busa? Nie chcę się znów teleportować.
– Jasne – powiedział Joong i sięgnął po telefon, a ja uciekłam na górę, żeby się przebrać.
Założyłam szarą szeroką koszulkę bez rękawów, jeansowe spodenki do kolana i zielone conversy, z kolei nadgarstki obwiesiłam bransoletkami.
Gdy zeszłam na dół Yun i Kimiko zdążyli już wrócić i wszyscy siadali żeby zjeść.
– Zu! Chodź jeść! – zawołał Yun machając do mnie.
– Nie mogę teraz. Hyung, bus przyjedzie? – zapytałam Joonga.
– Tak, zaraz powinien tu być – powiedział nakładając jedzenie na jeden z talerzy.
– Dziękuję, to do zobaczenia później! – zawołałam i ruszyłam biegiem do wyjścia.
Gdy wyszłam na zewnątrz na podjeździe jeszcze nie było busa, a kierowca przyjechał dopiero dziesięć minut po tym jak wyszłam.
– Gdzie powinienem cię zawieźć, Akai Zu Mi-ssi? – zapytał kierowca busa, gdy tylko zasunęłam za sobą boczne drzwi pojazdu.
– Do wytwórni, Ajushi – powiedziałam, zapinając pas.
Po ponad czterdziestu minutach byłam na miejscu i jak zwykle obległ mnie tłum fanek. O dziwo, żadna z nich mnie nie zaatakowała, a było ich nawet więcej niż zwykle. Co tu się właściwie dzieje? Ochrona pomogła mi przejść między piszczącymi dziewczynami, a dalej od razu udałam się do gabinetu prezesa. Siedział tam sam patrząc w laptopa i popijając coś z kubka z napisem "Najlepszy szef na świecie!".
– Ah, Zu Mi, już jesteś? – zapytał, gdy tylko weszłam do pomieszczenia.
Przeszłam odległość dzielącą drzwi od kanapy i skłoniłam się prezesowi.
– Tak – powiedziałam i usiadłam naprzeciw prezesa.
– To dobrze, bo muszę z tobą pilnie porozmawiać – powiedział z powagą i odstawił kubek na stolik do kawy, po czym zamknął laptop.
Skinęłam głową, obawiając się najgorszego.
– Ale najpierw ty powiedz mi o czym chciałaś porozmawiać – powiedział, rozpierając się wygodnie na siedzeniu.
Siedzieliśmy naprzeciw siebie, co sprawiało, że czułam się mniej komfortowo niż wskazywała na to obecna sytuacja. W pewnym momencie prezes machnął ręką, a dzbanek z kawą i dodatkowy kubek przyleciały na stół .
– Kawy?
Pokręciłam przecząco głową, kiedy dolewał ciemnego płynu do swojego kubka.
– Wiesz już kto zbił moją matkę? – Zamilkłam na moment. – Znaczy, kto kazał to zrobić temu wilkowi.
– Wiem tyle, że był to Chowaniec, ale nie mam pojęcia czyj – rzucił od razu. – Przypadkiem dowiedziałem się też, że Bogini Światła wysłała kogoś, żeby to zbadał. Sądzę, że zostaniemy powiadomieni, kiedy cokolwiek będzie wiadome.
– Och – wymsknęło mi się. – Czyli nie wiadomo jeszcze nic więcej ponad to co już wiadomo – stwierdziłam zrezygnowana.
– Niestety…
Zapadła między nami krępująca cisza, w której prezes podniósł kubek do ust, a ja patrzyłam na swoje dłonie splecione na kolanach.
Gdy podniosłam lekko głowę, żeby się odezwać, zauważyłam, że wyraz twarzy prezesa już nie był pocieszający, ale wściekły i nie miałam pojęcia dlaczego. A może…
– A teraz przejdźmy do czegoś innego – odezwał się, głosem przepełnionym gniewem. – Powiedz mi co to jest? – zapytał, a na stole pojawiła się spora biała koperta.
Przełknęłam ślinę, sięgając po kopertę, po czym zajrzałam do środka, a tam znalazłam to, czego się tak bardzo obawiałam, odkąd zobaczyłam z Kimiko tamte zdjęcia w sieci. Zdjęcia z parku z dnia, kiedy Kang się na mnie wściekł.
– Powstrzymuję prasę od waszego powrotu, ale to już nie jest takie łatwe. Nawet w telewizji chcą o tym mówić. Nikt mi nie wierzy, że to perfidny fotomontaż i chcą to wydrukować. Już i tak te zdjęcia wyciekły do Internetu Dobrze, że tamte są słabej jakości... Prawdopodobnie już jutro pokaże się to we wszystkich gazetach! Powiedz mi, że to jest fotomontaż, Shin Hye!
Bardziej niż jego krzyki zdziwił mnie fakt, że po raz pierwszy od dawna – o ile w ogóle – nazwał mnie moim prawdziwym imieniem.
– T-to… To nie jest fotomontaż – mruknęłam pod nosem.
– Zabiję go! – wrzasnął prezes zrywając się na równe nogi.
– Prezesie! – zawołałam wstając, kiedy ten ruszył do wyjścia z gabinetu. – Co ty robisz?!
– Idę zabić tego pomidorowego zboczeńca! Nie widać?!
– Ale prezesie! To był tylko jeden pocałunek! Dlaczego się tak wściekasz?
– Dlaczego?! Pytasz dlaczego?! Przecież jestem…
Niespodziewanie zamilkł patrząc na mnie zszokowany. Po chwili pokręcił głową i westchnął.
– Twoja matka nie pozwoliła mi tego pokazać, póki sama do tego nie dojdziesz, ale nie mogę już dłużej tego przed tobą ukrywać. Nie, kiedy ten kretyn tak cię traktuje...
Zaczął coś mruczeć pod nosem, z czego zrozumiałam tylko przekleństwa i powtarzające się słowa "kretyn" i "zabiję".
– Ale… O co chodzi? – zapytałam, żeby mężczyzna powrócił do zmysłów.
– Siadaj – powiedział w końcu, wracając do mnie. Położył mi dłonie na ramionach i naparł na nie, żebym usiadła z powrotem na kanapie.
Obserwowałam go, kiedy podszedł do sejfu stojącego na podłodze przy biurku. Wpisał hasło, a kiedy drzwiczki się otworzyły wyciągnął z nich jakąś nieopisaną pudrowo różową teczkę. Dziwne, żeby dorosły mężczyzna miał coś takiego jak teczka w kolorze pudrowego różu. Prawie jak moje włosy. Zaczynam się o siebie bać, bo miałam ochotę wybuchnąć śmiechem przez ten róż w jego rękach, kiedy tak szedł z tą poważną miną. Ledwie powstrzymując uśmiech, a co dopiero napad śmiechu, zaczekałam grzecznie, aż prezes poda mi tą teczkę.
– Przeczytaj to – nakazał, podając mi teczkę.
Niepewnie sięgnęłam po nią i otworzyłam ją jak najwolniej mogłam. W międzyczasie prezes usiadł na swoim poprzednim miejscu.
– Akt urodzenia? – zdziwiłam się widząc nagłówek na papierze.
Spojrzałam na prezesa pytająco.
– Czytaj dalej – nakazał i splótł razem palce, łokcie oparł na kolanach i wpatrywał się we mnie wyczekująco. Wciąż przepełniał go gniew, dlatego wolałam wypełniać jego polecenia.
– Akt urodzenia Choi… To moje – stwierdziłam. – Nigdy go nie…
Od razu, jak gdyby automatycznie spojrzałam na nazwisko ojca, lecz gdy chciałam je przeczytać na głos przed moimi oczami pokazała się ręka prezesa z jego wizytówką. Sięgnęłam po nią i już wtedy wszystko było wiadome.
Przypomniały mi się słowa z listu pożegnalnego mamy.
„Chcę ci też ułatwić pewną rzecz. Imię które podłam ci, jako imię twego ojca, nie jest fałszywe, a mężczyzna, do którego ono należy był obok ciebie już wiele razy. Nie powiem ci kto to, on też nie. Sama musisz do tego dojść.”
– Powiedziała mi, że mi o tym nie powiesz – szepnęłam, a w moich oczach zebrały się łzy. – Nie pozwoliła ci, prawda?! – wrzasnęłam i rzuciłam kartką i wizytówką w stolik do kawy, nie przejmując się tym, że wcale tam nie wylądowały.
– Nie – przyznał ze smutkiem. – Ale przez Kanga nie mogłem dotrzymać tej obietnicy. Teraz już wiesz, dlaczego się tak wkurzyłem. Nie pozwolę mu ciebie tak traktować.
Zerwałam się na równe nogi.
– Nic mu nie rób! – wrzasnęłam, a po moich policzkach strugami płynęły łzy. – On przecież mnie nie pamięta…
– Nie ważne! Jesteś moją córką i masz dopiero szesnaście lat, a on… On po prostu…
– Jest liderem zespołu, a ty chcesz go zniszczyć! Nie możesz tego zrobić, nie pozwolę ci na to!
Właśnie, zespół...
– Nie obchodzi mnie to! On…
– Dlatego przyjąłeś mnie do zespołu! – przerwałam mu.
– Słucham? – palnął oniemiały.
Zaczęłam ocierać oczy i policzki.
– Bo jest twoją c-córką? – wyjąkałam. – Prawda? Kiedy powiedziałam ci, że jestem dziewczyną przed podpisaniem umowy wściekłeś się, ale gdy podałam ci jak się nazywam…
– T-to było tylko dlatego, że zawsze chciałem stworzyć mieszany zespół, a nie zwykły boysband – burknął jak małe dziecko. – Kang się nie zgodził, bo Fallen Angels to jego dziecko, nie moje – dodał na obronę. Nie ukrywajmy, marną obronę.
– Ale nawet jeśli wszystko się wyda, to że jestem dziewczyną… Pięciu chłopaków i ja? Nie sądzisz, że to trochę nie równe?
Dlaczego bardziej przejmuję się teraz tym, żeby prezes... Tak, prezes nie zabił Kanga, niż tym, że ten mężczyzna jest właściwie moim biologicznym ojcem?
– Pomyślimy o tym, kiedy przyjdzie czas. A teraz pozwól mi go zabić!
– Dobrze – powiedziałam w końcu. – Prezesie, ale kiedy wrócimy z Japonii.
Trzeba stawiać jakieś warunki. W sumie, sama z chęcią zabiję Kanga, za to, że znów jest burakiem.
– Właśnie, kiedy wrócicie z Japonii... Zaklęcie zapomnienia zniknie i wrócisz do szkoły, jako Choi Shin Hye... Musisz pilnować Kimiko – dodał zmieniając temat.
– Kimiko? Ja? Dlaczego?
Zdziwił mnie tym.
– Po prostu… Chcę ją mieć na oku – mruknął. – Oddaliła się ode mnie już dawno temu.
Poczułam coś dziwnego w sercu, kiedy to powiedział.
– Nie jest już małą dziewczyną, tato! – zawołałam, żeby dać mu do zrozumienia, że to ja jestem jego córką, nie Mi Ko. – Wracam do domu. Do zobaczenia!
– Co powiedziałaś? – zapytał oniemiały.
Nie odpowiadając na jego pytanie, wybiegłam z gabinetu niczym torpeda, a stamtąd udałam się do najbliższych schodów, żeby jak najszybciej wrócić do busa.
Dobrze, że udało mi się uspokoić Prezesa. To czego się dziś dowiedziałam to i dla niego i dla mnie szok. Zawsze chciałam się dowiedzieć kto jest moim ojcem, ale teraz nie chcę, żeby prezes zachowywał się jak on, mimo że nim jest. Szczególnie w stosunku do Kanga. To muszę załatwić sama.
Nie wierzę, że właśnie poznałam swojego ojca... A był przy mnie tak blisko już od tak długiego czasu, ale nie mógł się ujawnić, bo obiecał to kobiecie, którą kochał. Czyli to on jej doniósł, gdy była na Hawajach, że dołączyłam bez jej zgody do Fallen Angels, podszywając się za chłopaka, który w ogóle nie istnieje.
Gdy wychodziłam z wytwórni przede mną zatrzymało się kilka dziewczyn chcących autografy, więc kazałam ochroniarzom zrobić trochę miejsca.
– Oppa, nie ważne, czy lubiłbyś którąś z nas, czy Kim Kang Kyun Oppę, my zawsze będziemy cię kochać i twoją muzykę – powiedziała jedna z dziewczyn, kiedy podpisywałam się jej na torbie.
Przez chwilę stałam nieruchomo, nie wiedząc co powiedzieć.
Skończyłam się podpisywać i spojrzałam na dziewczynę, do której należał plecak. Szkoda, że wszystkie te autografy są fałszywe.
– Dziękuję – powiedziałam z uśmiechem spoglądając na nią spod wachlarza rzęs, a ta wytrzeszczyła na mnie oczy.
Wszystkie zapiszczały, połowa nawet nie wiedząc dlaczego i po co.
Coś pociągnęło mnie za bluzkę po prawej strony, więc się odwróciłam. Była to maleńka dziewczyna z kitką na czubku głowy.
– Oppa – powiedziała tak słodkim dziecinnym głosem, że aż się zakochałam.
– Nie wiedziałem, że taka śliczna księżniczka przyszła mnie zobaczyć – powiedziałam kucając, a dziewczynka wyciągnęła do mnie moje własne zdjęcie z pierwszego koncertu Akai Zu Mi.
Uśmiechnęłam się do niej i sięgnęłam po marker, który trzymała w ręce.
– Lubię twoje włosy Oppa – powiedziała, kiedy podpisywałam jej zdjęcie.
– Ja twoje też – powiedziałam gładząc ją po głowie, bo naprawdę mi się podobała ta kitka.
Dziewczynka pisnęła.
Miała najwyżej dziesięć lat.
– Wiesz co? – zaczęłam. – Chcę mieć z tobą zdjęcie – powiedziałam, bo mnie mała urzekła.
Jej oczy momentalnie zrobiły się większe.
– N-naprawdę?!
– Tak.
Skinęłam głową i wstałam.
– Ma któraś z was może gumkę do włosów? – zapytałam.
Jedna z nich pociągnęła się za jeden z warkoczy i wystawiła do mnie błyskawicznie rękę z niewielką czarną gumką do włosów.
Zebrałam sobie grzywkę i zrobiłam sobie taką samą kitkę jaką miała tamta dziewczynka, po czym wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon, włączyłam aparat i podałam jednej z dziewczyn.
– Zrobisz nam zdjęcie? – zapytałam.
Pokiwała szybko głową i wzięła telefon, a ja kucnęłam obok dziewczynki i zrobiłam sobie z nią kilka zdjęć. Pozostałe dziewczyny robiły nam zdjęcia swoimi telefonami co mi nie przeszkadzało. Niech wiedzą, że Oppa jest kochany, mimo że wprawdzie jest Unnie.
– Dziękuję Oppa.
– Pójdę już – powiedziałam odbierając swój telefon i zaczęłam odchodzić, ale zatrzymałam się, żeby oddać dziewczynie z warkoczami gumkę do włosów.
– Nie trzeba Oppa! – zawołała, kiedy chciałam zdjąć gumkę.
– Dziękuję – powiedziałam mrugając do niej.
Sięgnęłam do kieszeni, po ogromnego kolorowego lizaka w kształcie serca, którego dostałam od małej dziewczynki i wsadziłam go miedzy zęby, po czym zrobiłam sobie i tłumowi za mną zdjęcie, które wstawiłam na sns i instagram.
Gdy wsiadłam do busa, spuściłam szybę i pomachałam dziewczynom, które od dziwo nie pobiegły za mną. Nawet na zdjęciu to widać, że specjalnie pozowały do niego.
– Do domu? – zapytał kierowca.
– Nie, muszę jeszcze z kimś porozmawiać.

~*~

Wiem, że mało, ale następny rozdzialik będzie opowiadany przez kochanego Yunnie <3 i nie mogę go dać tak szybko, bo jest też całkiem długi ;) A kolejny by Kang <33